Ostatnie dni były trudne dla piłkarzy i kibiców Resovii. Drużyna ze stolicy Podkarpacia słabo zaczęła sezon Betclic 2. Ligi. Rzeszowianom nie udało się również sprawić niespodzianki w STS Pucharze Polski, z którego wyeliminowała ich Arka Gdynia.
Pierwsze mecze Resovii w tym sezonie opisywaliśmy po zakończonym remisem spotkaniu z GKS Tychy. W kolejnej potyczce zespół znad Wisłoka znów zdobył punkt, remisując na wyjeździe 1:1 z Podhalem Nowy Targ. Wyniki te sprawiały, że wśród sympatyków rzeszowskiego klubu mogło pojawić się nieco więcej nadziei. Wkrótce ich zawodnicy ponieśli jednak dwie dotkliwe porażki.
Sandecja nie dała szans
Pod koniec sierpnia Resovia podejmowała Sandecję Nowy Sącz. Piłkarze z Małopolski w zeszłym sezonie przegrali rywalizację w barażach o awans na zaplecze Ekstraklasy. Do meczu z Pasiakami przystępowali po domowym remisie z Górnikiem Łęczna. W pierwszych pięciu ligowych spotkaniach ponieśli tylko jedną porażkę – na wyjeździe z Avią Świdnik.
Gospodarze na początku kilka razy zagrozili bramce rywala, ale Karol Szymkowiak zaliczał dobre interwencje. Później goście zaczęli przejmować inicjatywę, ale kibice długo nie oglądali goli. Wynik zmienił się tuż przed końcem pierwszej połowy, kiedy przyjezdni otrzymali rzut karny. Stało się tak po tym, jak sędzia dopatrzył się faulu przy rzucie rożnym.

Z jedenastu metrów trafił Adam Brenkus, a kiedy zawodnicy schodzili do szatni, na boisko wszedł Kamil Kuzera. Trener Resovii nie mógł pogodzić się z przyznaniem jedenastki, podszedł do arbitra, a po chwili zobaczył czerwoną kartkę.
Piłkarze trenera Rafała Smalca świetnie zaczęli drugą połowę. Kilka minut po zmianie stron efektownie podwyższył Marcel Płocica, a następnie Brenkus trafił po raz drugi. Resovia nie była już w stanie odpowiedzieć. Przegrała 0:3, a na pomeczowej konferencji prasowej jej szkoleniowiec wyraził duże niezadowolenie:
Co byśmy nie mówili, to przegrywamy mecz. Fakty są natomiast takie, że wszystkie statystyki wskazują na to, że jesteśmy w polu karnym i stwarzamy sytuacje, szkopuł w tym, że tych sytuacji nie finalizujemy. Nasz przeciwnik momenty, w których wszedł w pole karne, zamienił na gole.
Kuzera sporo słów poświęcił także decyzjom sędziowskim:
Pierwszą połowę oceniam dobrze, bo stworzyliśmy kilka dogodnych sytuacji. I nagle nie wiedzieć czemu jest decyzja totalnie abstrakcyjna, totalnie niezrozumiała. Będą tłumaczenia, że jest kontakt. Jasne, kontakt jest. Poprzedzający ten kontakt, jeśli się trzymamy faktów, jest wyblok, który robi zawodnik z Nowego Sącza, ale tego nie widzimy i dyktujemy z premedytacją rzut karny w sytuacjach, których w każdym meczu jest mnóstwo.
Tutaj z premedytacją wskazujemy na wapno i ustawiamy sobie mecz. Nie wiem, czy to są mocne słowa, ale takie muszą być, bo to jest nie do pomyślenia, co się tutaj wyrabia. Taka decyzja wypacza wynik meczu. Nie wiem, co pan sędzia chciał zrobić. Być może pokazać się szerszej opinii. Nie wiem, nie krytykuję, nigdy tego nie robię i nie mam tego w zwyczaju, ale nie mogę do takich rzeczy dopuszczać, bo to jest nie fair.
Koniec pucharowej przygody
Pięć dni później Resovia przystąpiła do meczu 1/32 finału STS Pucharu Polski. Do Rzeszowa przyjechała pierwszoligowa Arka Gdynia, która jeszcze w zeszłym sezonie występowała w najwyższej klasie rozgrywkowej. Drużyna z Trójmiasta była zdecydowanym faworytem i przy Hetmańskiej nie pozostawiła złudzeń.

W podstawowym składzie gospodarzy wyszedł debiutant – zaledwie piętnastoletni Kajetan Ciechanowicz, uczęszczający do Szkoły Mistrzostwa Sportowego Resovia. Obaj trenerzy dokonali zresztą sporo zmian w jedenastkach w porównaniu do meczów ligowych.
Gdynianie objęli prowadzenie już w 3. minucie po golu Elmedina Ramy. Albańczyk trafił także w drugiej połowie, podwyższając już na 3:0, gdyż wcześniej, tuż po zmianie stron, z bramki wyjątkowej urody cieszył się Jakub Kowalski. W końcówce wynik na 4:0 ustalił Elian Demirović. Miejscowi nie zdołali nawiązać walki z ekipą czeskiego trenera Marka Jarolima.

Dziennikarze długo czekali w sali konferencyjnej na Kamila Kuzerę. Gdy szkoleniowiec Resovii się pojawił, przeprosił za późne przybycie, widać było jednak, że mocno przeżywa wysoką porażkę. Podsumowując mecz, przyznał, że jego drużyna ma trudny czas:
Nasza ogólna sytuacja nie jest wesoła. Dziękuję za duże wsparcie podczas meczu, było ono słyszalne. Wymagamy od siebie więcej, piłka nożna jest natomiast prostą grą i Arka w tych prostych elementach była dziś od nas lepsza. Mam na myśli między innymi przyjęcie i podanie. Wychodzimy na mecz i przytrafiają nam się proste błędy, które przy szybkiej piłce kosztują utratę bramek.
Daleka podróż po remis
Już trzy dni później rzeszowskich piłkarzy czekał ligowy mecz w dalekich Chojnicach. Zapytaliśmy zatem trenera o to, czy rozgrywanie pucharowego spotkania w środku tygodnia może mieć wpływ na walkę o punkty z Chojniczanką, która z Pucharu Polski odpadła już na początku sierpnia, przegrywając w rundzie wstępnej z Podhalem Nowy Targ:
Dla mnie możliwość rozegrania meczu w środku tygodnia z dobrym przeciwnikiem, możliwość powalczenia o swoje marzenia, cele, plany w życiu, to jest bodziec do tego, żeby cieszyć się każdym dniem i po prostu pracować. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy szukali wytłumaczeń, że jesteśmy zmęczeni, że zagraliśmy z Arką, że mamy podróż. Nie szukajmy drogi na skróty. Wiemy, w jakim jesteśmy momencie, wiemy, że musimy punktować, bo nasza sytuacja jest zła. Nie ma żadnych usprawiedliwień i mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł, żeby ich szukać – brzmiała odpowiedź Kamila Kuzery.
W Chojnicach Resovia dwukrotnie obejmowała prowadzenie, ale za każdym razem je traciła. Ostatecznie wywiozła z województwa pomorskiego remis 2:2. Ciągle zamyka więc tabelę Betclic 2. Ligi i czeka na pierwsze zwycięstwo w tych rozgrywkach. Kolejnej szansy poszuka w domowym spotkaniu z Lechią Zielona Góra.

