Arthur Friedenreich – pierwsza gwiazda brazylijskiego futbolu

Czas czytania: 5 m.

Od kiedy pod koniec XIX wieku Charles Miller przywiózł do Brazylii książeczkę z regułami gry w piłkę nożną, Kraj Kawy zrodził dziesiątki boiskowych herosów. Od Leonidasa, po Ronaldinho. Od Pele, po Ronaldo. Litania do „świętych” futbolowego kościoła w największym kraju Ameryki Południowej byłaby naprawdę długa. Wszystko musi mieć jednak swój początek. Ktoś musi być tym pierwszym. Dziś przybliżę wam sylwetkę protoplasty największych gwiazd rodem z Copacabany i biednych faweli Rio oraz Sao Paulo. Oto Arthur Friedenreich i jego historia.

W krainie piłkarskich rasistów

Tragiczne wydarzenia z Minneapolis, które miały miejsce pod koniec maja i niefortunna śmierć George Floyda, sprawiły, że antyrasistowski ruch Black Lives Matters stał się znaczącą siłą na świecie. Poparcie dla tej idei wyraża również świat sportu.

Polub nasz profil na Facebooku

Od koszykarzy NBA, przez piłkarzy Premier League aż po kierowców Formuły 1 na czele z Lewisem Hamiltonem. I chociaż w większości zgodzimy się z faktem, że rasizm jest jedną z najbardziej obrzydliwych rzeczy, jaka dotyka ludzkość, to ciężko momentami nie odnieść wrażenia, że rozpasana polityczna poprawność przybiera czasami taki kierunek, że zdroworozsądkowemu człowiekowi pozostaje jedynie złapać się za głowę lub popukać palcem po czole.

Dziś przeniesiemy się jednak do miejsca i czasów, gdy rasizm był elementem codzienności i większość ludzi zdawała się nie widzieć w nim żadnego problemu. Bo jak inaczej określić miejsce, w którym o tym, czy możesz grać w piłkę, decydował twój kolor skóry? Tak wyglądała rzeczywistość w Brazylii początku XX wieku. Jeśli w takich okolicznościach ciemnoskóremu chłopakowi z Sao Paulo udaje się zostać pierwszym, wielkim idolem kibiców z Kraju Kawy, to jedno jest pewne – musiał mieć olbrzymi talent.

Arthur Friedenreich. Mulat o zielonych oczach

Musimy jednak wiedzieć o jednej rzeczy. W żyłach urodzonego w 1892 roku Friedenreicha nie płynęła w jedynie krew afrykańskich imigrantów. Owszem, jego matka Mathilde była czarnoskórą praczką, jednak ojciec przyszłego futbolisty był z pochodzenia Niemcem. Inżynier Oscar Friedenreich bardzo zresztą wspierał syna w jego przygodzie z piłką. Wymowna jest nazwa pierwszego klubu, jaki reprezentował młody Arthur – SC Germania. Drużyna zrzeszająca społeczność niemiecką.

REKLAMA 2
Arthur Friedenreich - pierwsza gwiazda brazylijskiego futbolu 2

Co najważniejsze młodzian odziedziczył również po ojcu znaczną część urody. Był mulatem i miał zielone oczy. To łagodziło nieco negatywne nastawienie białego establishmentu, który początkowo przywłaszczył sobie brazylijski futbol na najwyższym poziomie.

Nie rozwiązywało to jednak wszystkich problemów związanych z barierą rasową. Jego „opalona” twarz mogła razić arystokrację zasiadającą na trybunach stadionów. W związku z tym Arthur często pudrował ją przed wyjściem na boisko, by jego skóra wydawała się jaśniejsza. Jeszcze większym problemem były jego sztywne włosy, które zdecydowanie musiał odziedziczyć po matce – córce oswobodzonych niewolników. Przed meczami nakładał na głowę tony brylantyny, by doprowadzić je do porządku. Czasami zakładał też na nie specjalną siateczkę, która miała maskować sterczące strąki.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Mimo to zmagał się z podziałami rasowymi nawet wtedy, gdy jego nazwisko było już znane w świecie latynoskiego futbolu. Przed Copa America 1921, które miało się odbyć w Argentynie, ogłoszono, że w turnieju mogą wziąć udział jedynie biali zawodnicy. Brazylijski prezydent Epitacio Pessoa nakazał wycofać z kadry czarnoskórych graczy na czele z Arthurem…

Cudowny „niemiecki” dzieciak

Wróćmy jednak do początków przygody Friedenreicha z futbolem. Wieść o młodym chłopaku z Niemiec, który gra w niższych ligach i wyczynia z piłką cuda, szybko rozeszła się poczta pantoflową po Sao Paulo. Przypominanie pochodzenia od strony ojca brzmiało jakoś tak lepiej, niż mówienie o tym, że to syn czarnej praczki.

Na boisku nie było już sentymentów. Sędziowie często dopuszczali ostrzejszą grę w stosunku do piłkarzy o innym kolorze skóry niż biały. Arthur Friedenreich musiał ciężko pracować nad swoją szybkością i zwinnością, by nie schodzić z murawy po każdym meczu kontuzjowanym. Lata kopania szmacianek i pomarańczy na ulicach Sao Paulo wraz z biednymi dzieciakami i twarde zasady życia wśród ludzi z nizin społecznych, zahartowały ducha Arthura na tyle mocno, że nie pękał z powodu byle meczu.

W 1912 roku trafił do klubu Mackenzie College, w którego barwach po raz pierwszy został królem strzelców w lidze stanowej Sao Paulo. Tytuł ten w kolejnych latach zdobywał taśmowo. Koronę najlepszego ligowego snajpera dzierżył dziewięciokrotnie.

Gwiazda u zarania reprezentacji

Za datę powstania reprezentacji Brazylii w piłce nożnej uznaje się rok 1914. Wówczas to zjednoczona koalicja piłkarzy z Sao Paulo i Rio de Janeiro, zmierzyła się w meczu towarzyskim z angielskim Exeter City, przebywającym na tournée w Ameryce Południowej. Friedenreich również otrzymał powołanie na to spotkanie, zostając tym samym pierwszym mulatem, który miał zaszczyt zagrać dla Canarinhos.

Selecao wygrali tamto spotkanie 2:0. Toporni Anglicy z trzecioligowego klubu nie mieli szans w starciu radosnym futbolem rodem z Ameryki Południowej. Arthur co rusz upokarzał przybyszów z Europy, bawiąc się z nimi w kotka i myszkę. Słono go to kosztowało, gdyż sfrustrowani Wyspiarze pozbawili go dwóch zębów i lekarz musiał mu udzielić pomocy, tamując ręcznikami krwotok.

Arthur Friedenreich pokazał się jednak z dobrej strony i mimo że nie strzelił gola w tamtym meczu, to udowodnił, że może stanowić o sile nowopowstałej drużyny narodowej. Jego umiejętności dryblingu i gracja, z jaką poruszał się po boisku, sprawiły, że otrzymał nowy przydomek – Zielonooki Tancerz.

Kilka miesięcy później Canarinhos zagrali swój pierwszy mecz przeciwko ówczesnym potentatom latynoskiej piłki – Argentynie. Przegrali 0:3. Jednakże jako kadra narodowa bardzo szybko czynili postępy. Na tyle szybko, by już w 1919 roku sięgnąć po swój premierowy triumf w Copa America.

Dokonali tego, pokonując Urugwaj. W turnieju rozegranym na stadionie Laranjeiras w Rio de Janeiro Canarinhos okazali się lepsi od Urusów w wyniszczającym maratonie. W pierwszym meczu padł remis 2:2 i trzeba było zorganizować dodatkowe spotkanie. W kolejnym starciu bardzo długo utrzymywał się bezbramkowy rezultat. Potrzeba było dwóch dogrywek, by wyłonić zwycięzcę. W końcu w 122. minucie gry decydującym trafieniem popisał się Friedenreich i przypieczętował mistrzostwo. Na dokładkę wespół z kolegą z drużyny Neco, z czterema golami na koncie został królem strzelców tamtego turnieju.

Trzy lata później Arthur znów triumfował w Copa America. Tym razem odegrał jednak drugoplanową rolę w drużynie Selecao. Zagrał tylko w dwóch meczach i nie strzelił gola.

Bilans lepszy niż Pele?

Licznik Friedenreicha w reprezentacji Brazylii zatrzymał się na 23 meczach i 10 golach. Niewiele, na co wpływ miała m.in. niechęć osób decyzyjnych do powoływania „kolorowych” graczy, ale Zielonooki Tancerz wyrobił sobie na tyle dobrą markę, że zawodnicy z Urugwaju oraz Argentyny ochrzcili go pseudonimem El Tigre. Doceniali w ten sposób jego wolę walki i determinację, którą wykazywał się na murawie.

Zdecydowanie lepszy bilans Arthur miał w spotkaniach klubowych. Do wspomnianych dziewięciu tytułów króla strzelców ligi stanowej, dołożył siedem tytułów mistrza ligi Paulista. W czasie trwania kariery wielokrotnie zmieniał przynależność klubową, ale najdłużej, bo ponad 10 lat, reprezentował barwy zespołu Paulistano.

Wracając do bilansu bramkowego Friedenreicha, według nieoficjalnych źródeł miał on zdobyć 1229 goli w 1329 meczach. Przypuszczenia te są oparte na notatkach ojca piłkarza, który skrzętnie zapisywał wszystkie gole strzelone przez syna. Następnie powierzył to zadanie koledze Arthura z drużyny – Mario de Andrade. Ten zaś przekazał wszystkie zapiski dziennikarzowi De Vaneyovi, który po ich analizie omyłkowo wysłał w świat informację o 1329 golach w 1229 meczach.

Ta błędna informacja przez lata była kolportowana w kolejnych źródłach. Trzeba również uwzględnić, że zapiski wliczają także trafienia zdobyte przez Zielonookiego Mulata we wszelkich meczach pokazowych i towarzyskich. Międzynarodowe Stowarzyszenie Historyków i Statystyków Futbolu zalicza oficjalnie El Tigre 354 gole w 323 meczach, co daje mu kapitalną średnią meczową, wynoszącą 1,11 bramki na mecz.

Pionier wśród idoli

Gdy w 1919 roku Brazylia po raz pierwszy zatriumfowała w turnieju Copa America, na ulice Rio de Janeiro wylał się tłum godny karnawałowych parad. Na przedzie pochodu maszerowali ludzie z butem El Tigre zawieszonym na tyczce niczym bitewny sztandar. Obok można było również ujrzeć ludzi z transparentem o treści: „Wspaniała stopa Friedenreicha.” Następnie artefakt ten został umieszczony w witrynie sklepowej jednego z luksusowych sklepów jubilerskich. Dziś można go obejrzeć w Muzeum Futbolu w Mieście Boga.

Tamten moment był szczytem popularności Arthura Friedenreicha. Można go było wówczas uznać za pierwszego idola brazylijskich kibiców. Bożyszcza narodu, który na przestrzeni kolejnych dziesięcioleci wykreował cały panteon futbolowych półbogów. Jako jeden z pierwszych używał w czasie gry „rulety”, a jego strzały nadawały piłce rotacji, czym wyprzedzał swoją epokę. Dzięki niemu Paulistano jako jeden z pierwszych brazylijskich klubów udało się na tournée po Europie.

Nie zarabiał zbyt wiele na futbolu, mimo to prowadził wystawne życie. Jego garderoba mieściła 120 garniturów, lubił pić importowaną francuską brandy i uwielbiał nocne życie Sao Paulo.

W ostatnich latach życia cierpiał na chorobę Alzheimera. Zmarł w 1969 roku. Dwa miesiące później Kraj Kawy żył strzeleniem przez Pele jego tysięcznej bramki w karierze. O Fredenreichu już wtedy niewiele kto pamiętał. Jeśli jednak gdzieś tam istnieje kraina wzorowana na mitycznej Valhalii, gdzie trafiają po śmierci brazylijscy herosi futbolu, to tron Odyna zajmowany zapewne jest przez Arthura Fredenreicha. Praojca piłkarskich geniuszy.

RAFAŁ GAŁĄZKA

Źródła
Rafał Gałązka
Rafał Gałązka
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Orły niezgody. Szwajcaria – Serbia 2018

Spotkanie Szwajcarii z Serbią nie zapowiadało się na najciekawsze starcie Mundialu w 2018 roku. Ten mecz okazał się spotkanie bardzo dobrym pod względem piłkarskim,...

Ciąg dalszy REMANENTU. Od korupcji do dopingu i z powrotem

Trzecia część Remanentu od Jerzego Chromika już w sprzedaży! Niezapomniane teksty o ciemnych stronach polskiej piłki nożnej.

Historia Dynama Kijów

Dynamo Kijów to klub, który należy do ścisłej czołówki ukraińskiej piłki nożnej. W tabeli wszech czasów rozgrywek ligowych naszego wschodniego sąsiada Dynamo zajmuje najwyższą...