Błysk Conte i festiwal nieskuteczności, czyli Turcja – Włochy na Euro 2000

Za 10 dni na murawie Stadio Olimpico w Rzymie reprezentacje Włoch i Turcji zainaugurują 16. edycję rozgrywek o Mistrzostwo Europy. Drużyny te już raz zmierzyły się ze sobą podczas Euro. Działo się to 21 lat temu. Przypomnijmy tamto spotkanie.

11 czerwca 2000 roku, równo 21 lat przed inauguracją Euro 2020, szkocki sędzia Hugh Dallas wyprowadził na murawę stadionu Gelre Dome w holenderskim Arnhem piłkarzy Turcji i Włoch. Z jednej strony, w czerwonych koszulkach, świeżo upieczeni zdobywcy Pucharu UEFA z Galatasaray, Umit Davala, Hakan Sukur czy Okan Buruk. Z drugiej zaś ubrany w niebieskie trykoty absolutny top światowej piłki – Paolo Maldini, Alessandro Nesta, Fabio Cannavaro i Superpippo, czyli Filippo Inzaghi. Faworytami byli oczywiście ci drudzy, ale nie mogło być mowy o lekceważeniu rosnącej w siłę tureckiej drużyny wspieranej przez tysiące entuzjastycznych fanów zasiadających tego dnia na stadionie Vitesse.

W grupie B

Mecz Turcja-Włochy podczas Euro 2000 był rezultatem losowania turniejowych grup, które odbyło się 12 grudnia 1999 roku w Brukseli. Oprócz tych dwóch drużyn w grupie B znaleźli się współgospodarze imprezy Belgowie oraz Szwedzi wracający do elity po nieobecnościach na Euro 1996 i Mistrzostwach Świata 1998.

Pierwszy mecz w tej grupie, będący zarazem meczem otwarcia całego turnieju, rozegrano 10 czerwca na Stadionie Króla Baudouina w Brukseli. Belgia pokonała w nim Szwecję 2:1, a spotkanie to zapamiętano głównie z fatalnego błędu belgijskiego bramkarza Filipa De Wilde.

„Niewykorzystane sytuacje…”

Filippo Inzaghi jako pierwszy w to czerwcowe ciepłe popołudnie oficjalnie dotknął piłki i mecz Turcja-Włochy rozpoczął Euro 2000. Wynik mógł otworzyć Antonio Conte, który znalazł się w dobrej sytuacji po podaniu Stefano Fiore. Dwukrotnie próbował też Superpippo, ale pierwsza połowa nie należała do niego. Italia szukała okazji do wyjścia na prowadzenie, ale o mało co sama nie straciła gola. Gdyby Sergen Yalcin miał nieco lepiej nastawiony celownik, strzegący włoskiej bramki Francesco Toldo musiałby wyciągać piłkę z siatki.

Włosi dopięli swego po zmianie stron. Conte ekwilibrystycznym uderzeniem pokonał Rustu Recbera. Dla legendy Juventusu był to drugi i ostatni gol w reprezentacyjnych występach.

W 57. minucie powinno być 0:2. Francesco Totti główkował w poprzeczkę, a piłka po odbiciu się od niej trafiła wprost pod nogi Inzaghiego. Wymarzona okazja na dobitkę. Gol jednak nie padł, bo Superpippo tylko delikatnie trącił futbolówkę i stojący na linii obrońca zdołał ją wybić.

Wkrótce zadziałało stare piłkarskie porzekadło o tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Dośrodkowanie z rzutu wolnego i sprytny Okan Buruk uprzedził Toldo oraz Gianlucę Zambrottę. Turcja-Włochy 1:1.

Tylko z karnego

Minęły zaledwie 3 minuty od bramki Okana, a Włosi znów mogli prowadzić. Znów Inzaghi miał dobrą okazję, ale Rustu do spółki z Alpayem zatrzymali goleadora rodem z Piacenzy.

Wkrótce jednak Superpippo wpisał się na listę strzelców. Zanim to uczynił, wywalczył rzut karny. Kontrowersyjny rzut karny podyktowany po tym, jak włoski napastnik upadł po starciu z Ogunem Temizkanoglu. Na nic się zdały protesty graczy w czerwonych koszulkach. Włoch ustawił piłkę na 11 metrze i mocnym precyzyjnym strzałem zdobył gola.

Turcy, chcąc wyrównać, nieco odkryli się. A to woda na młyn dla Italii. Sam Alessandro Del Piero, wprowadzony na boisko dopiero w 75. minucie, mógł skompletować hat-tricka. Do siatki nie trafił jednak ani razu. Nieskuteczny był też Inzaghi. Włosi powinni wygrać zdecydowanie wyżej, ale zwycięstwo z nieprzyjemnym rywalem w pierwszym meczu na wielkim turnieju trzeba szanować.

Oba zespoły z awansem

Włosi wygrali grupę B z kompletem zwycięstw. Z kolei Turcja zgromadziła cztery oczka, które także pozwoliły jej awansować do ćwierćfinału, gdzie już nie dała rady Portugalii. Włosi natomiast dotarli aż do finału imprezy rozgrywanej na boiskach Belgii i Holandii. W meczu o złoty medal w dramatycznych okolicznościach ulegli Francji.

Dwa razy po 1:1

Od czasów pamiętnego starcia w Arnhem reprezentacje Turcji i Włoch zmierzyły się tylko dwukrotnie. W 2002 roku w meczu towarzyskim rozgrywanym w Pescarze padł remis 1:1. Dla Squadra Azzurra trafił Christian Vieri, a dla Turków – Emre Belozoglu. Cztery lata później w Bergamo padł identyczny rezultat. Tym razem gola dla Italii zdobył Antonio Di Natale. Turcy wyrównali po samobóju Marco Materazziego.

Dominik Górecki

Źródła:

Autor: Dominik Górecki

Samorządowiec, dziennikarz, sadownik, miłośnik podróży i fan futbolu. Entuzjasta Serie A, Bundesligi i piłki afrykańskiej. Od dzieciństwa zakochany w Juventusie.

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Dominik Górecki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *