Francuski dramat w dwóch aktach. Jak Francja na mundial nie pojechała?

Siła w ataku

W pierwszej połowie lat 90-tych Francuzi dysponowali znakomitą ekipą. Może nawet nie gorszą niż w 1998 roku, kiedy zdobywali mistrzostwo świata. Bramkarz Bernard Lama oraz obrońca Alain Roche byli pewnymi punktami silnego PSG. W klubie z Paryża błyszczał też David Ginola, z kolei Marcel Desailly, Basile Boli, Franck Sauzée i Didier Deschamps świetnie radzili sobie w Marsylii, jednej z najlepszych klubowych ekip tamtych czasów. Najwiekszą siłę Francji stanowili jednak napastnicy. Panów Erica Cantony i Jeana-Pierre’a Papina nikomu przedstawiać nie trzeba. Obaj znajdowali się wtedy w ścisłej czołówce najlepszych atakujących na Starym Kontynencie.

Park Książąt w szoku

Francja podejmowała Izrael 13 października na stołecznym Parc des Princes (Park Książat). Niespodziewanie to goście otworzyli wynik meczu. Piłkę do siatki skierował Ronen Harazi. 11 minut później był już remis, bo sprzed pola karnego trafił Franck Sauzée. A jeszcze przed przerwą prowadzenie Trójkolorowym dał kapitalnym strzałem David Ginola. Francuzi mogli już bukować bilety do USA.

Jednak w końcówce tego spotkania stała się rzecz, którą do dziś trudno wytłumaczyć. Izraelczycy, niemający już wtedy żadnych szans na awans, najpierw wyrównali po strzale Eyala Berkovicha, a potem w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola. Wygraną zapewnił im duet Ronny Rosenthal – Reuven Atar. Ten pierwszy, nieprzypadkowo noszący przydomek Rocket Ronny, pognał lewym skrzydłem i zagrał do wbiegającego w pole karne Atara. Zawodnik Maccabi Haifa w ekwilibrystyczny sposób kopnął futbolówkę, a ta wpadła do siatki obok bezradnego Bernarda Lamy. Tego samego dnia najgroźniejsi rywale Francji, Bułgarzy oraz Szwedzi wygrali swoje spotkania eliminacyjne. Sytuacja przed ostatnim meczem kwalifikacji wciąż była otwarta.

Skrót meczu Francja – Izrael

Porażka z Izraelem była pierwszą, jaką Francuzi ponieśli na Parc des Princes od 6 lat. Poprzednio taka sytuacja miała miejsce w listopadzie 1987 roku, kiedy musieli uznać wyższość NRD. Z kolei Izraelczycy zdobyli 3 gole na wyjeździe po raz pierwszy od września 1974 roku. Pokonali wtedy Myanmar, a mecz odbył się – co bardzo ciekawe – w… Teheranie, stolicy Iranu.