„Luka Modrić. Moja gra” – recenzja

Modrić

Luka Modrić to zdobywca Złotej Piłki i najlepszy piłkarz mistrzostw świata w 2018 roku. Po roku pełnym sukcesów kapitan reprezentacji Chorwacji postanowił opublikować autobiografię. Przy współpracy z dziennikarzem Robertem Matteonim stworzył całkiem ciekawą i wiarygodną opowieść o swoim życiu.

Polską edycję książki „Moja gra” (chorwacki tytuł „Moja igra”) przygotowało wydawnictwo Znak. Książka wydana w niemal identycznej szacie graficznej, co w oryginalnej wersji językowej, liczy 382 strony tekstu i aż 32 strony kolorowych wkładek z licznymi, często pierwszy raz publikowanymi zdjęciami. Na fotografiach możemy zobaczyć nie tylko najważniejsze momenty z kariery piłkarskiej Modrića, ale również wiele scen z jego życia prywatnego – roczny Luka bawi się piłką, mały blondynek przystępujący do I Komunii Świętej, chłopiec z dziadkiem i strzelbą, drużyny juniorskie, w których grał Luka, zdjęcia z wakacji, ślubna fotografia państwa Modrićów i na końcu Luka, jego żona Vanja i trójka ich dzieci ze Złotą Piłką „France Football”.

Całość tekstu podzielona jest na dziesięć różnej długości rozdziałów. Chociaż niektóre liczą nawet kilkadziesiąt stron, to nie utrudnia to odbioru lektury. Książkę czyta się bardzo dobrze i szybko – wszystko dzięki dynamicznemu językowi i ciekawej narracji, niepozbawionej opisów ważnych szczegółów z życia, a także emocji Modrića i jego bliskich. Luka i Robert Matteoni poświęcają naprawdę dużo miejsca temu ostatniemu tematowi. Życiowe zakręty, piłkarskie sukcesy i porażki – czytając o tym wszystkim, otrzymujemy pogłębiony zapis odczuć piłkarza, jego radości i lęków. Taki sposób pisania sprawie, że książka – a szczególnie rozdziały dotyczące dzieciństwa i wczesnej młodości Modrića – wydaje się być niezwykle szczera i wiarygodna.

Historią, która chyba najbardziej zapada w pamięć i robi wrażenie na czytelniku jest opowieść o dziadku Luki Modrića, również Lucę. Piłkarz opisuje swoją relację z nim jako bardzo bliską – dziadek był jego towarzyszem zabaw i jednym z pierwszych nauczycieli życia. Niestety, gdy mały Luka miał sześć lat, jego dziadek został zabity przez Serbów. Zastrzelono go, gdy wypasał kozy w okolicach własnego domu. Po kilku latach wnuczek przelał swój ból na papier i opisał tę sytuację w szkolnym wypracowaniu. Dzięki ówczesnej nauczycielce Modrića oryginał tej pracy pisemnej przetrwał, a jego zdjęcie znalazło się w książce. Przytoczmy fragment tej przejmującej wypowiedzi dziesięciolatka:

„Jest jednak jedno wydarzenie, którego nigdy nie zapomnę – podobnie jak nie zapomnę towarzyszącego mu wtedy przerażenia. Cztery lata temu czetnicy zabili mojego ukochanego dziadka. Wszyscy płakali, a ja nie byłem w stanie pojąć, że mojego cudownego, najdroższego dziadka już nie ma. Zadawałem sobie pytanie, czy ci, którzy to zrobili, byli w ogóle ludźmi”.

Dzieciństwo Modrića nie można, więc uznać za łatwe i przyjemne. Mimo to Luka stara się znajdować wiele pozytywów i swoje najmłodsze lata opisuje w duchu wielkiej wdzięczności dla rodziców, którzy starali się zapewnić mu nie tylko jak najlepsze warunki materialne, ale tez możliwość treningów.

Swoje pierwsze mecze mały Luka rozgrywał na parkingu przed hotelem dla uchodźców, w którym przez kilka lat mieszkał z rodzicami. To tam – jak sam podkreśla – nabrał przekonania, że jego mikra postura nie musi być przeszkodą w rywalizacji z wyższymi i lepiej zbudowanymi rywalami. To przeświadczenie oraz niewątpliwy talent pozwoliły mu z powodzeniem występować w juniorskich zespołach NK Zadar. Modrić dużo pisze o swoich juniorskich perypetiach, nieudanej próbie dołączenia do szkółki Hajduka Split, zawieszeniu przez klub i kolejnym tragicznym wydarzeniu. Domagoj Bašić, „ukochany trener” Modrića, człowiek, któremu (jak pisze) bardzo wiele zawdzięcza, zmarł nagle, mając zaledwie trzydzieści parę lat. Kolejny wstrząs w życiu młodego piłkarza sprawił, że dojrzał zdecydowanie szybciej. Jako 16-latek wyjechał grać w Dinamie Zagrzeb.

„Choć udało mi się nie rozpłakać, to czułem gulę w gardle, szczególnie że moja siostra płakała jak bóbr” – w emocjonalnych słowach opisuje pożegnanie z rodzinnym domem.

Gra w Dynamie okazała się dla Modrića okresem pełnym sukcesów i to nie tylko piłkarskich. To właśnie w stolicy Chorwacji poznał swoją przyszłą żonę – Vanję. W tym miejscu książki Modrić również zaskakuje szczerością – pisze o okolicznościach, w jakich się poznali, tematach rozmów, jakie prowadzili, planach, jakie wspólnie snuli. Temat żony Modrića pojawia się jeszcze wielokrotnie na kartach książki, także w kontekście sytuacji, która nieomal nie doprowadziła do jej śmierci. Kilka tygodni po urodzeniu pierwszego dziecka doszło u niej do zakrzepu krwi w płucach. Dzięki zdecydowanej reakcji rodziny Vanję udało się uratować, ale Luka po raz kolejny w swoim życiu musiał zmierzyć się z sytuacją niezwykle dramatyczną. Autentyczność i otwartość, z jakimi Modrić opisuje życie swojej rodziny, musi budzić uznanie. Po pierwsze, wielu piłkarzy nie decyduje się w swoich autobiografiach aż na taką wylewność. Po drugie, nie każdemu łatwo jest mówić, czy pisać, o sprawach tak trudnych, jak te, które przeżył Modrić.

Przejdźmy teraz do sytuacji związanych stricte z karierą piłkarską kapitana reprezentacji Chorwacji. W tej sferze książka również wybija się ponad przeciętność, chociaż też nie jest autobiograficznym arcydziełem. Modrić rzetelnie opisuje pobyty w poszczególnych klubach, w których grał, najważniejsze mecze, turnieje, w których brał udział i najciekawszych ludzi, którzy stanęli na jego drodze.

Pobyt w Tottenhamie Luka przedstawia jako bardzo dobry czas, zarówno pod względem piłkarskim, jak i towarzyskim. Cieniem na tym okresie kładzie się postawa prezesa Davida Levy’ego, który kilkukrotnie łamał dane Modrićowi słowo. Chorwat miał obiecane, że gdy zgłosi się po niego Real Madryt, prezes  nie będzie robił mu problemów z odejściem. Gdy madrycki klub rzeczywiście chciał pozyskać Lukę, Levy utrudniał mu odejście, jak tylko mógł. Trzeba jednak oddać Modrićowi, że stara się być uczciwy, opisując tę sytuację. Przyznaje, że czasem i on sam się „zagotował”, a samego Levy’ego nie potępia „w czambuł”, tylko ma pretensję o tę konkretną sytuację.

Trwający już osiem (a w chwili pisania książki sześć i pół) lat okres gry w Realu, Modrić opisuje jako spełnienie marzeń. Każdemu z trenerów, który prowadził przez ten czas Real, poświęca przynajmniej kilkanaście zdań. Jose Mourinho sprowadził go do klubu i był wielbicielem jego talentu, ale za często zdejmował go z boiska. Ambitny Modrić uważa, że było to niezwykle irytujące. Ancellottiego uważa za zdecydowanego, ale potrafiącego złapać dobry kontakt z piłkarzami. Wreszcie o Zidane’ie wyraża się „El Grande”, czego chyba nie trzeba tłumaczyć.
Najbardziej emocjonalny jest jednak opis zdobycia „La Decimy”, czyli dziesiątego Pucharu Europy przez Real Madryt. Szczegółowy opis dnia, w którym odbył się mecz, a także świętowania po meczu sprawia, że czytelnik czuje się, jakby był w samym centrum tych wydarzeń.

Dokładnością opisu nic w książce nie dorównuje omówieniu Mundialu w 2018. Dzień po dniu, rywal po rywalu, akcja po akcji – tutaj można odnieść wrażenie, że chodzimy za Luką krok w krok. Jesteśmy częścią chorwackiej ekipy. Jeszcze jednym podopiecznym Zlatko Dalića. Jedziemy razem z chorwacką reprezentacją otwartym autobusem przez wiwatujące ulice Zagrzebia.

Wreszcie na koniec książki razem z Modrićem i jego najbliższymi świętujemy zdobycie „Złotej Piłki”.

„Byłem w siódmym niebie. Za całych sił objąłem Vanję, która miała łzy w oczach, podobnie jak ja. Razem pokonaliśmy drogę, która doprowadziła nas do tej chwili, i razem dokonaliśmy tego cudu”

O przebyciu tej trudnej i pełnej wybojów drogi prowadzącej na piłkarski szczyt naprawdę warto przeczytać. Losy Luki Modrića, które wiodą od chorwackiej wioski po galę Ballon d’Or pokazują, że marzenia (może nie wszystkie i nie wszystkich) czasem się spełniają.

NASZA OCENA: 8/10

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Luka Modrić. Moja gra oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.

JAKUB TARANTOWICZ