Wspomnienie tych, którzy odeszli

Czas czytania: 23 m.

Ostatni rok dla świata sportu nie jest łatwy. Na przyszły przeniesione zostały igrzyska olimpijskie, mistrzostwa Europy i wiele innych imprez. Sporo zostało też odwołanych. Jak na razie nie zanosi się, żeby szybko wszystko wróciło do normy. W ostatnich dwunastu miesiącach kibice pożegnali też wielu wybitnych sportowców, którzy zakończyli swoją ziemską wędrówkę. I choć śmierć jest naturalną koleją rzeczy, to jednak często trudno pogodzić się z odejściem tych, których jeszcze niedawno oglądało się w akcji na boiskach. Zwłaszcza dzisiaj warto się na chwilę zatrzymać i wspomnieć tych, których nie ma już wśród nas. Poniżej przypominamy część z długiej listy piłkarzy, którzy odeszli w ciągu minionych dwunastu miesięcy.

Köbi Kuhn (12 października 1943 – 26 listopada 2019)

Urodzony w Zurychu pomocnik przez większość swojej kariery był związany z klubem FC Zürich. Spędził w nim kilkanaście sezonów, w których trakcie sześciokrotnie zdobywał mistrzostwo i pięciokrotnie puchar kraju. Dwukrotnie docierał z kolegami do półfinału Pucharu Europy. Swoje umiejętności potwierdził też na poziomie reprezentacyjnym. W latach 1962-76 rozegrał w narodowych barwach 63 mecze. Strzelił w nich sześć bramek, w tym jedną Polsce w rozegranym 5 maja 1971 r. w Lozannie meczu towarzyskim, który Szwajcaria przegrała 2:4. Wystąpił też na mistrzostwach świata w 1966 r., gdzie zagrał w dwóch spotkaniach. Czynną karierę kończył w Grasshoppers.

Dobrze radził sobie jako trener. Początkowo przez kilkanaście lat pracował z młodzieżą w FC Zürich, a później prowadził także juniorskie reprezentacje. W 2001 r. został selekcjonerem pierwszej drużyny. Przeprowadził w niej zmianę pokoleniową i postawił na młodych zawodników, których znał z wcześniejszej pracy z młodzieżówkami. Prowadzona przez niego ekipa z pierwszego miejsca awansowała na Euro 2004, ale na turnieju zdobyła tylko jeden punkt. Na mistrzostwa świata w Niemczech awansowali po pokonaniu w barażach silnej wówczas Turcji. W grupie zajęli pierwsze miejsce przed Francją, Koreą Południową i Togo. W 1/8 finału stoczyli zacięty bój z Ukraińcami, ale ostatecznie przegrali po rzutach karnych. Dwa lata później na organizowanym wspólnie z Austrią Euro zawiedli. Odnieśli tylko jedno zwycięstwo i zajęli ostatnie miejsce w grupie, a Kuhn zgodnie z wcześniejszymi obietnicami zrezygnował ze stanowiska.

Polub nasz profil na Facebooku

Dołącz do naszej grupy na Facebooku

Józef Boniek (12 marca 1931 – 12 grudnia 2019)

Najbardziej chyba znany z tego, że był ojcem Zbigniewa Bońka. Ale sam też był piłkarzem nieprzeciętnym. Karierę zaczynał tuż po wojnie w zespole Czarnych Nakło, z którym zdobył w 1952 r. mistrzostwo Pomorza. W tym samym roku przeniósł się do drugoligowego wówczas OWKS Bydgoszcz. W ciągu sześciu lat dla bydgoskiego klubu, który w 1957 r. zmienił nazwę na Zawisza, rozegrał 100 oficjalnych meczów i strzelił jedną bramkę. W 1954 r. po wycofaniu przez MON OWKS-ów z rozgrywek ligowych zdobył z kolegami tytuł mistrza Wojska Polskiego.

Następnie przeniósł się do lokalnego rywala Zawiszy – Polonii. W biało-czerwonych barwach występował do 1961 r. Przez ten czas zaliczył 60 ekstraklasowych występów. Obok Mariana Norkowskiego i Romana Armknechta był jednym z czołowych zawodników klubu. Grał jako obrońca. Dał się poznać jako zawodnik agresywny i skuteczny, świetnie sobie radził w grze jeden na jednego. Po zakończeniu kariery trenował Czarnych Nakło, Unię Solec Kujawski i Gwiazdę Bydgoszcz, gdzie pod jego okiem dojrzewał talent Stefana Majewskiego.

Martin Peters (8 listopada 1943 – 21 grudnia 2019)

Mistrz świata z 1966 r. Debiutował na krótko przed mistrzostwami w majowym meczu z Jugosławią. Do składu wskoczył w drugim grupowym meczu Anglików z Meksykiem i miejsca nie oddał do samego finału. W decydującym o mistrzostwie pojedynku strzelił bramkę na 2:1 dla Anglii w 78. minucie, ale tuż przed końcem Niemcy zdołali wyrównać. Cztery lata później w Meksyku znowu strzelił bramkę drużynie RFN, ale tym razem po dogrywce to Anglicy musieli uznać wyższość rywali. Reprezentacyjną karierą zakończył niedługo po przegranych eliminacjach z Polską. W meczu na Wembley wyprowadzał zespół na murawę jako kapitan.

Przygodę z piłką zaczynał jako szesnastolatek w zespole West Ham United. Na debiut w pierwszym zespole musiał poczekać do 1962 r., ale wkrótce stał się ważnym ogniwem w drużynie. W 1965 r. razem z kolegami sięgnął po Puchar Zdobywców Pucharów. Łącznie przez jedenaście lat swojego pobytu w klubie wystąpił w 302 meczach, w których 81 razy wpisywał się na listę strzelców. W 1970 r. przeniósł się do Tottenhamu, gdzie grał przez kolejne pięć lat. W 1972 r. do listy swoich sukcesów dopisał triumf w kolejnych europejskich rozgrywkach – Pucharze UEFA. Z Kogutami pożegnał się trzy lata później, jego bilans to 46 bramek w 186 meczach. Przeszedł do Norwich i również tutaj występował przez pięć lat. W tym czasie pomógł kolegom w awansie do pierwszej ligi i 206 razy pojawiał się na boisku, strzelając 44 bramki. Karierę kończył w Sheffield United – trzy gole w 24 meczach. Razem z Geoffem Hurstem, Bobbym Moorem Rayem Wilsonem został uwieczniony na słynnym pomniku stojącym przed stadionem West Hamu, wzorowanym na zdjęciu wykonanym po finale mistrzostw świata w 1966 r.

Jacek Machciński (27 stycznia 1948 – 22 grudnia 2019)

W wieku 21 lat z powodu kontuzji zakończył swoją piłkarską karierę i zajął się pracą szkoleniową. Od sierpnia 1972 r. był trenerem juniorów w Widzewie, a potem przez cztery lata pracował jako asystent Leszka Jezierskiego. Następnie już samodzielnie zaliczał krótkie epizody w białostockim Włókniarzu, piotrkowskiej Concordii i Resovii. 22 października 1979 r. powierzono mu funkcję pierwszego trenera Widzewa. Jesień zakończyli dopiero na 10. miejscu w tabeli, ale solidnie przepracowany okres zimowy i dobre wyniki na wiosnę sprawiły, że na finiszu rozgrywek Widzew zajął drugie miejsce. Jesienią prowadzona przez niego ekipa toczyła niezapomniane zwycięskie mecze w Pucharze UEFA z Manchesterem United i Juventusem. Pod koniec listopada przegrali jednak z Ipswich Town aż 0:5 i ich piękny sen został brutalnie przerwany. Trener miał być ponoć tak pewny wygranej przed meczem, że chciał się o to założyć ze szkoleniowcem przeciwników Bryanem Robsonem. Tym razem jednak to Widzew został perfekcyjnie rozpracowany przez rywali.

Również w lidze Widzew prezentował się bardzo dobrze i rundę jesienną zakończył z czterema punktami przewagi nad Legią i mieli jeszcze jeden zaległy mecz do rozegrania. Jednak w wyniku afery na Okęciu ze składu wypadli Boniek i Młynarczyk, których ciężko było zastąpić. Machciński jednak tak potrafił poukładać zespół, że udało się utrzymać pozycję lidera do końca rozgrywek. Doprowadził łodzian do pierwszego tytułu mistrza Polski, ale wielkiej fety nie było. Trener miał żal do Marka Madeja z TVP za jego zdaniem nieuczciwe traktowanie Widzewa i odmówił mu wywiadu po decydującym o mistrzostwie meczu. Wywiązała się sprzeczka, szkoleniowiec pokłócił się z prezesem i w emocjach podziękował za współpracę.

Później pracował jeszcze w Stali Mielec i Lechu Poznań. Wiosną 1987 r. próbował uchronić chorzowski Ruch przed pierwszym w historii spadkiem z ekstraklasy. Decydował o tym baraż z Lechią Gdańsk. W pierwszym meczu w Chorzowie bramkarz Ruchu Janusz Jojko wrzucił piłkę do własnej bramki, a Machciński widząc to, opuścił stadion i poszedł do kawiarni. W szatni znaleziono potem torbę z pieniędzmi, do której nikt się nie przyznał, a trener oskarżył kilku zawodników o sprzedanie meczu. Jojce nie pozwolił wsiąść do autokaru przed meczem rewanżowym i do końca życia nie podał mu ręki. Następnie pracował w łódzkim Starcie, ale wkrótce wycofał się z futbolu, tłumacząc, że ma dość bycia ofiarą układów, korupcji i stresów. Na początku XX w. wrócił i krótko pracował jeszcze w Pabianicach, Suwałkach i Turku.

Hans Tilkowski (12 lipca 1935 –  5 stycznia 2020)

Wicemistrz świata z 1966 r. i jeden z najlepszych bramkarzy na świecie w połowie lat sześćdziesiątych. Urodził się w Dortmundzie i w wieku 11 lat dołączył do zespołu SV Husen 19. Dorastał w ciężkich warunkach i w młodości pracował jako pomocnik ślusarza. Początkowo grał jako prawy skrzydłowy, ale wkrótce przekwalifikowany został na bramkarza i przeniósł się do drużyny SuS Kaiserau. To tu w 1952 r. zaczynał swoją profesjonalną karierę, a po trzech latach przeszedł do Westfalii Herne, z którą wygrał w 1959 r. Oberligę West. W 1963 r. został zawodnikiem Borussii Dortmund i w jej barwach zadebiutował w Bundeslidze. W ciągu czterech sezonów zaliczył 81 występów. W 1965 r. zdobył Puchar Niemiec i został uznany za piłkarza roku, a sezon później razem z kolegami triumfowali w Pucharze Zdobywców Pucharów. Dortmund opuścił w 1967 r. i został graczem Eintrachtu, gdzie w 1970 r. zakończył karierę.

W reprezentacji debiutował już w 1957 r. Przed mistrzostwami świata w Chile oczekiwał, że będzie pierwszym bramkarzem, ale trener Sepp Herberger miał na to inne spojrzenie. Tilkowski nie mogąc się pogodzić z rolą rezerwowego, w przypływie złości zdemolował swój hotelowy pokój. Następnie przez dwa lata nie był za karę powoływany do kadry. Zmieniło się to dopiero po objęciu posady selekcjonera przez Helmuta Schöna. Na turnieju w Anglii był podstawowym zawodnikiem. Nigdy nie pogodził się z tym, że gol Hursta został uznany i kiedy tylko mógł, to z przymrużeniem oka o tym przypominał.

REKLAMA 2
Wspomnienie tych, którzy odeszli 5

Rob Rensenbrink (3 lipca 1947 – 24 stycznia 2020)

Jeden z czołowych skrzydłowych świata w latach siedemdziesiątych. Wicemistrz świata z 1974 i 1978 r., na mistrzostwach Europy w 1976 r. zajął z Holandią trzecie miejsce. Karierę zaczynał w dzielnicowym klubie ZSGO, ale kiedy w wieku 11 lat przeprowadził się wraz z rodzicami do Oostzaan, to wkrótce przeniósł się do miejscowego OSV. W wieku piętnastu lat zadebiutował w pierwszej drużynie i w meczu decydującym o utrzymaniu w drugiej lidze strzelił zwycięskiego gola. Po paru sezonach trafił do profesjonalnego klubu DWS z Amsterdamu i to tam wypłynął na szerokie wody. W 1969 r. został zawodnikiem Club Brugge, mając na koncie zaledwie sześć występów w reprezentacji. To w Brugii zyskał przydomek Człowiek wąż, który towarzyszył mu do końca kariery.

Prawdziwy rozkwit nastąpił po jego przejściu do Anderlechtu w 1971 r. To z drużyną Fiołków święcił największe triumfy i stał się prawdziwą gwiazdą zespołu. Jego dryblingi wzbudzały zachwyt na trybunach, a przeciwników doprowadzały do łez. W 1973 r. został królem strzelców ligi belgijskiej. Dwukrotnie (1972 i 1974 r.) sięgał z kolegami po mistrzostwo Belgii, a czterokrotnie (1972, 1973, 1975 i 1976 r.) po puchar kraju. Świetnie radzili sobie także w europejskich pucharach. W 1976 i 1978 r. wygrał z Anderlechtem Puchar Zdobywców Pucharów i Superpuchar Europy. W 2007 r. uznano go za najlepszego obcokrajowca, który występował na belgijskich boiskach. W 1980 r. wyjechał do Stanów Zjednoczonych, ale po roku wrócił do drugiej ligi francuskiej, gdzie grał w Toulouse FC. Jednak z powodu poważnej kontuzji kolana, jego umowa została rozwiązana i wrócił do Holandii, gdzie amatorsko grywał w OSV.

Jan Liberda (26 listopada 1936 – 6 lutego 2020)

Czołowy zawodnik Polonii Bytom ze złotych czasów tego klubu. Był związany z klubem przez niemal całą swoją karierę, ale jako junior nie został dostrzeżony przez trenerów Polonii i zapisał się do AKS-u Chorzów, który występował wówczas pod szyldem Budowlanych. Po roku jednak trafił do Bytomia, gdzie zadebiutował w 1954 r. Grał razem ze swoim idolem Kazimierzem Trampiszem. Nie imponował warunkami fizycznymi, ale był bardzo waleczny i pracowity. Wyróżniał się wyszkoleniem technicznym i skutecznością pod bramką rywali. Nie wahał się twardo wyrażać swojego zdania i za dyskusje z sędziami czasem był zawieszany. Z Polonią dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski – w 1954 r. (tylko jeden mecz, który później został unieważniony i powtórzony) i w 1962 r. Trzykrotnie z kolegami zajmował w tabeli drugie miejsce (1958, 1959 i 1961 r.). W sezonie 1963/64 dotarli do finału Pucharu Polski, gdzie po dogrywce ulegli warszawskiej Legii. W Polonii rozegrał w sumie 304 mecze, zdobywając 146 bramek. Dwukrotnie był królem strzelców (1959 i 1962 r.), zdobył też Złote Buty w plebiscycie Sportu w 1962 r., a cztery lata później został uznany za piłkarza roku Przeglądu Sportowego.  W 1969 r. wyjechał na krótko do USA, gdzie grał w Chicago Eagles, a potem próbował swoich sił w holenderskim AZ ’67.

Znakomicie radził sobie też na arenie międzynarodowej. Był jednym z głównych motorów napędowych drużyny, która dwa razy z rzędu doszła do finału Pucharu Intertoto. W 1964 r. musieli uznać jeszcze wyższość czechosłowackiego Slovnaftu Bratysława, ale już rok później okazali się lepsi od Lokomotive Lipsk z NRD i jako pierwszy i jedyny polski klub triumfowali w europejskich pucharach. W tym samym roku udali się do USA, żeby wziąć udział w rozgrywkach amerykańskiej Interligi. Polonia mimo średnio udanych początków okazała się najlepsza w całych rozgrywkach. Dodatkowo w pojedynku o Puchar Ameryki zwyciężyli niepokonaną od kilku lat praską Duklę i triumfalnie powrócili do kraju w kowbojskich kapeluszach.

W reprezentacji Liberda zadebiutował 20 maja 1959 r. w zremisowanym 1:1 starciu z RFN, w którym zaliczył asystę. Łącznie wystąpił 35 meczach i strzelił osiem bramek. Najbardziej w pamięć zapadły kibicom gole strzelone podczas tournée w Ameryce Południowej w 1966 r. Liberda trafiał wówczas w meczu z Argentyną (1:1) i w dwóch spotkaniach z Brazylią (1:4 i 1:2). W drugim starciu rozgrywanym na Maracanie graliśmy przeciwko pierwszej reprezentacji z Pelé i Garrinchą w składzie, a Liberda został pierwszym i jedynym Polakiem, który strzelał na tym stadionie.

Przez ostatnie lata swojego życia dzielnie walczył z chorobą Alzheimera.

Harry Gregg (27 października 1932 – 16 lutego 2020)

Jeden z najlepszych bramkarzy w historii Manchesteru United. Do klubu trafił w 1957 r. z Doncaster Rovers 23 tys. funtów, co było wówczas najwyższą kwotą wydaną na golkipera. W czerwonej części Manchesteru występował przez dziewięć lat. Zaliczył 247 meczów i 48 razy zachowywał czyste konto. Kibice najbardziej zapamiętali jego heroiczną postawę w trakcie lotniczej katastrofy w Monachium. Gregg wyciągnął z płonącego samolotu kilku kolegów z zespołu, w tym Bobby’ego Charltona, Jackiego Blanchflowera i Dennisa Violleta. Uratował też żonę jugosłowiańskiego dyplomaty Verę Lukić i jej córkę Vesnę, a także trenera Matta Busby’ego. Dwa razy z Czerwonymi diabłami zdobywał mistrzostwo Anglii (1965 i 1967 r.), a także raz triumfował w Pucharze Anglii (1963 r.).

Pochodził z Irlandii Północnej i w reprezentacji tego kraju wystąpił 25 razy. Był podstawowym bramkarzem na mistrzostwach świata w Szwecji, gdzie razem z kolegami dotarli do ćwierćfinału. Irlandia Północna przegrała aż 0:4 z Francją, ale mimo to Gregga uznaje się z jednego z najlepszych bramkarzy tamtego turnieju. Po zakończeniu kariery próbował swoich sił jako szkoleniowiec i trener bramkarzy. Często też brał udział w wielu programach i filmach poświęconych monachijskiej tragedii.

REKLAMA 2
Wspomnienie tych, którzy odeszli 6

Stefan Florenski (17 grudnia 1933 – 23 lutego 2020)

Znakomicie grający głową obrońca, który przez długie lata był podporą defensywy Górnika Zabrze. Jako jeden z pierwszych w Polsce grał wślizgiem, imponował celnymi, dalekimi wykopami z obu nóg i cechował się bardzo dobrą orientacją na boisku. Z Górnikiem aż dziewięciokrotnie zdobywał mistrzostwo Polski. Pięć razy wznosił w górę też Puchar Polski. Rozegrał w Zabrzu 258 meczów ligowych i zdobył dwie bramki. Jako junior występował w klubie Sośnica Gliwice, którego prezesem był Władysław Lubański, ojciec Włodzimierza. Początkowo, kiedy Górnik chciał go do siebie ściągnąć, to Florenski wcale nie był do tego przekonany. Ostatecznie jednak zapewnienia o regularnych występach w pierwszym składzie podziałały.

Lata całe byliśmy w parze środkowych obrońców. Podpatrywałem, jak „Florek” robi te wślizgi, ale regularnie zaczęliśmy je trenować za kadencji Jasia Kowalskiego. Florenski pięknie potrafił zrównać się, albo nawet i wyprzedzić przeciwnika, a potem bardzo czysto, bez dotykania rywala wygarniał lub wybijał tę piłkę – wspominał Stanisław Oślizło w książce „Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach”.

W reprezentacji zaliczył jedenaście występów. Grał w pamiętnym meczu ze Związkiem Radzieckim, gdzie opiekował się bramkostrzelnym Eduardem Strielcowem. Był powołany na igrzyska olimpijskie w Rzymie, ale już na miejscu, w jednym ze sparingów doznał kontuzji. Cały turniej przesiedział ze złamaną nogą w gipsie w hotelowym pokoju. Nie miał nawet ochoty schodzić na posiłki. Ostatni mecz w kadrze rozegrał po dziewięciu latach przerwy – 30 października 1968 r. na Stadionie Śląskim z Irlandią. Po odejściu z Górnika w 1971 r. grał jeszcze w Górniku Wesoła i w GKS-ie Tychy. Pracował też jako asystent Teodora Wieczorka, kiedy ten był szkoleniowcem Górnika Zabrze. W 1981 r. na stałe wyjechał do Niemiec. Wraz z rodziną osiadł w Hamm, gdzie mieszka sporo Ślązaków. Zawsze jednak pamiętał o swoich korzeniach i wraz z żoną zaznaczali, że Śląsk jest w nich.

Barry Hulshoff (30 września 1946 – 16 lutego 2020)

Jeden z najlepszych obrońców w historii holenderskiego futbolu. Przez większość kariery był związany z Ajaxem, gdzie zadebiutował jeszcze jako nastolatek. W Amsterdamie występował w latach 1966-1977. W tym czasie sześciokrotnie świętował mistrzostwo Holandii i trzy razy zdobył Puchar Holandii. Był ważnym ogniwem zespołu, który w latach 1971-73 trzy razy z rzędu wygrywał Puchar Europy. Świetnie grał w powietrzu i dobrze potrafił wyprowadzić piłkę ze strefy obronnej. Kierowana przez niego defensywa stanowiła zaporę niemal nie do przejścia.

W reprezentacji zadebiutował 10 października 1971 r. w meczu z NRD. Spotkanie to rozgrywano w ramach eliminacji do mistrzostw Europy w 1972 r., a zawodnik swój pierwszy występ w narodowych barwach okrasił golem. František Fadrhonc, który wprowadził Holandię do mistrzostw świata w 1974 r., widział w nim podporę defensywy. Hulshoff w ramach eliminacji do niemieckiego mundialu strzelił bardzo ważnego gola w wyjazdowym meczu z Norwegią. Dzięki temu o awansie decydował ostatni mecz z Belgią, w którym wystarczał im remis. Niestety mecz z Belgami był dla Hulshoffa ostatnim w narodowych brawach. Rinus Michels, który prowadził reprezentację podczas samych finałów, nie mógł skorzystać z zawodnika, bo z udziału w mistrzostwach wykluczyła go kontuzja kolana. Wielu twierdzi, że gdyby w finale Gerdem Müllerem opiekowałby się Hulshoff, to Niemiec nie miałby za dużo do powiedzenia.

Piotr Jegor (13 czerwca 1968 – 17 marca 2020)

Był wychowankiem Górnika Knurów, skąd w 1988 r. w wieku 20 lat przeniósł się do Zabrza. W zespole ówczesnego mistrza Polski szybko wywalczył sobie miejsce w składzie. W 1/8 finału Pucharu Europy w sezonie 1988/89 zabrzanie trafili na prowadzony przez Leo Beenhakkera Real Madryt z Hugo SánchezemEmilio Butragueño w składzie. Hiszpanie spodziewali się łatwej przeprawy, ale Jegor z kolegami po początkowych trudnościach odnaleźli właściwy rytm. Brakowało im jednak skuteczności i minimalnie przegrali 0:1. W rewanżu Real prowadził 1:0, ale wtedy kapitalnym uderzeniem popisał się Jegor.

Piotrek zostały wtedy przez Hiszpanów trochę zlekceważony. Miał dużo miejsca, rozpędził się i przypieprzył z lewej nogi. Bardzo piękna bramka. Po tym meczu Real pytał nawet, czy Piotrek jest do kupienia – mówił po latach Józef Dankowski.

Było to jego pierwsze trafienie dla zabrskiej ekipy, a w meczu miał głównie zabezpieczać tyłu. Górnik w drugiej połowie prowadził nawet 2:1, ale ostatecznie skończyło się porażką 2:3. Zabrzanie pokazali się mimo wszystko z dobrej strony i z Realem grali jak równy z równym. Jegorem interesował się potem również HSV Hamburg. W Zabrzu grał do 1995 r. Zaliczył w sumie 219 występów i strzelił dziewiętnaście bramek. Wiosną 1995 r. wypożyczono go do Hapoelu Hajfa, z którym dotarł do finału krajowego pucharu. Izraelski klub chciał go nawet wykupić, ale nie udało się osiągnąć porozumienia z działaczami Górnika. Po powrocie do Zabrza wdał się w konflikt z kierownictwem klubu. W imieniu drużyny domagał się wypłaty zaległych pensji, więc zimą sprzedano go do upadającej Stali Mielec. Następnie przez pięć sezonów występował w Odrze Wodzisław. Prezentował się tam na tyle dobrze, że z okazji 80-lecia klubu w 2002 r. wybrano go do jedenastki wszech czasów.

W reprezentacji debiutował 7 lutego 1989 r. w meczu z Kostaryką. Przez kolejne osiem lat zdołał uzbierać 20 występów w narodowej drużynie. Wszystkie, w których wystąpił, były meczami towarzyskimi. Jedyną bramkę zdobył 17 lutego 1997 r. w sparingu z Łotwą na Cyprze.

Amadeo Carrizo (12 czerwca 1926 – 20 marca 2020)

Ameryka Południowa kojarzy się raczej z graczami ofensywnymi, ale dostarczyła też światu kilku klasowych bramkarzy. Jednym z nich był Amadeo Carrizo, który dla wielu jest najlepszym golkiperem w historii argentyńskiego futbolu, a nie brakuje głosów, że nawet i całego kontynentu. Przez niemal całą swoją długą karierę był związany z River Plate. Pierwszy mecz w barwach klubu rozegrał 6 maja 1945 r., a ostatni 23 lata później. Grał w jednym zespole z takimi zawodnikami jak Adolfo Pedernera czy Alfredo Di Stéfano. Brał udział w największych powojennych sukcesach klubu. Sześciokrotnie zdobywał z kolegami mistrzostwo kraju (1945, 1952, 1953, 1955, 1956 i 1957 r.).

W 1966 r. zagrał w finale Copa Libertadores. River Plate mierzyło się wówczas z urugwajskim Peñarolem, a do wyłonienia zwycięzcy potrzeba było aż trzech meczów. W decydującym boju rozgrywanym Estadio Nacional w Santiago River Plate prowadziło już 2:0 i sukces był na wyciągnięcie ręki. 40-letni już wówczas Carrizo bronił bardzo dobrze. Czuł się na tyle pewnie, że kiedy w drugiej połowie Joya zagrał górną piłkę do Spencera, a Ekwadorczyk z trudnej pozycji nie był w stanie oddać silnego strzału, argentyński bramkarz nonszalancko przyjął futbolówkę na klatkę piersiową i od niechcenia złapał w ręce. To miał być przełomowy moment meczu, po którym Urugwajczycy, którzy poczuli się dotknięci takim lekceważącym zagraniem, ruszyli do ataku. Zdołali wyrównać i doprowadzić do dogrywki, gdzie przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Po meczu najwięcej pretensji płynęło pod adresem trenera i Carrizo właśnie.

W reprezentacji nie wiodło mu się najlepiej. Nigdy nie zagrał na Copa America, a na mistrzostwa świata pojechał tylko raz. Na dodatek występu na szwedzkich boiskach nie może wspominać najlepiej. Argentyńczycy wracali na światowy czempionat po latach nieobecności i jechali do Szwecji z dużymi nadziejami na dobry występ. Niestety już w pierwszym meczu ulegli mistrzom świata – drużynie RFN – przegrywając 1:3. Potem jednak pokonali Irlandię Północną 3:1 i wygrana w ostatnim meczu z Czechosłowacją dawała im awans do fazy pucharowej. Niestety nasi południowi sąsiedzi bezlitośnie wykorzystali braki i błędy Argentyńczyków. Carrizo aż sześć razy musiał wyciągać piłkę z siatki, a jego koledzy zdołali strzelić tylko jedną bramkę.

W ciągu 23 lat dla River Plate rozegrał 521 meczów. Już jako 42-letni zawodnik ustanowił rekord meczów bez straty gola. Zachowywał czyste konto w ośmiu spotkaniach z rzędu. Był znakomitym specjalistą od bronienia karnych. Jako jeden z pierwszych zaczął opuszczać własne pole karne i stosować szybkie wykopy w celu wyprowadzenia kontrataków. Po opuszczeniu River Plate grywał jeszcze w Peru i w Kolumbii, gdzie w barwach Millonarios Bogota zakończył czynną karierę w kwietniu 1970 r. Jego akrobatyczne interwencje dały mu przydomek Tarzan.

Michel Hidalgo (22 marca 1933 – 26 marca 2020)

Swoją piłkarską karierę zaczynał jako junior w klubie US Normande, z którym w 1952 r. sięgnął po mistrzostwo Normandii. Wkrótce potem trafił do Le Havre AC, skąd po dwóch latach przeniósł się do Stade de Reims. W 1955 r. ze swoim nowym klubem zdobył mistrzostwo Francji, a rok później razem z kolegami znakomicie się zaprezentowali w premierowej edycji Pucharu Europy. Dotarli do wielkiego finału, gdzie stoczyli zacięty bój z Realem Madryt. Hidalgo strzelił nawet bramkę, dając swojej drużynie prowadzenie 3:2, ale Hiszpanie zdołali odpowiedzieć dwoma trafieniami i Stade de Reims przegrało 3:4. W 1957 r. przeniósł się do AS Monaco. W klubie z księstwa występował do 1966 r., kiedy to zakończył karierę. Dwukrotnie w tym czasie sięgał po mistrzostwo kraju (1961 i 1963 r.) i Puchar Francji (1960 i 1963 r.). W reprezentacji zagrał tylko jeden raz w 1962 r. w towarzyskim meczu z Włochami.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej został trenerem. Początkowo pracował z rezerwami AS Monaco. W 1976 r. zastąpił Ștefana Kovácsa na stanowisku selekcjonera narodowej reprezentacji. Wcześniej pomagał mu jako asystent. Pod jego wodzą Francuzi zaczęli coraz więcej znaczyć w światowym futbolu. Po dwunastu latach nieobecności znowu zagrali na mistrzostwach świata. W 1978 r. zajęli trzecie miejsce w trudnej grupie z Włochami, Argentyną i Węgrami. Cztery lata później w Hiszpanii poszło im dużo lepiej. W pierwszej rundzie zajęli drugie miejsce w grupie za Anglikami, a w drugiej nie mieli większych problemów z Austrią i Irlandią Północną. W półfinale stoczyli bardzo zaciętą walkę z RFN i przegrali dopiero po rzutach karnych. W meczu o trzecie miejsce Hidalgo dał odpocząć kilku swoim podstawowym graczom i Francuzi przegrali z Polską 2:3. Największy sukces odnieśli jednak dwa lata później na organizowanych u siebie mistrzostwach Europy. Francuzi wygrali wszystkie mecze i w porywającym stylu wygrali cały turniej. Po tym sukcesie Hidalgo ustąpił ze stanowiska i rozpoczął pracę jako dyrektor techniczny w federacji, a potem przez kilka lat był związany z Olympique Marsylia.

Peter Bonetti (27 września 1941 –  12 kwietnia 2020)

Na mistrzostwach świata w 1966 r. był rezerwowym bramkarzem i nie zagrał ani minuty. Nie otrzymał przez to złotego medalu. Ten wręczono mu dopiero w 2009 r. W kadrze debiutował na krótko przed rozpoczęciem turnieju. 3 lipca 1966 r. zagrał w starciu z Danią. Na mundialu w Meksyku wystąpił tylko w jednym meczu. Anglicy w ćwierćfinale przegrali po dogrywce z RFN i pożegnali się z marzeniami o obronie tytułu. W sumie w reprezentacji zaliczył tylko siedem gier. Miał pecha, bo trafił na czas, kiedy między słupkami angielskiej drużyny narodowej niepodzielnie królował Gordon Banks.

W karierze klubowej największe sukcesy odnosił z londyńską Chelsea. W barwach klubu zadebiutował w marcu 1960 r. Kilka miesięcy później razem z kolegami z drużyny juniorów wygrał FA Youth Cup. W latach sześćdziesiątych był członkiem drużyny, którą określano jako Docherty’s Diamonds od nazwiska trenera. Zespół Chelsea w 1965 r. zdobył Puchar Ligi Angielskiej, a dwa lata później dotarł do finału Pucharu Anglii, gdzie jednak musiał uznać wyższość Tottenhamu. Bonetti został pierwszym laureatem nagrody dla najlepszego zawodnika roku w klubie. W 21 spotkaniach zachował czyste konto. W 1970 r. wystąpił w obu finałowych pojedynkach Pucharu Anglii z Leeds United (po raz pierwszy w historii, żeby wyłonić zwycięzcę, trzeba było powtórzyć mecz). Tym razem to Chelsea wyszła z finałowej batalii zwycięsko. Rok później Bonetti z kolegami potwierdzili swoje wysokie umiejętności i w finale Pucharu Zdobywców Pucharów pokonali Real Madryt. Tu też trzeba było powtórzyć mecz, żeby wyłonić triumfatora. W 1975 zagrał w amerykańskiej NASL w barwach St. Louis Stars. Wygrał z tym zespołem rozgrywki Central Division i powrócił do Chelsea. W Londynie pozostał do 1979 r. Łącznie w barwach klubu wystąpił 729 razy, z czego 600 stanowią mecze ligowe. Karierę kończył w szkockim Dundee United, gdzie występował w sezonie 1979/80.

REKLAMA 2
Wspomnienie tych, którzy odeszli 7

Tomás Carlovich (19 kwietnia 1946 – 8 maja 2020)

Mimo że na szczeblu argentyńskiej ekstraklasy rozegrał tylko kilka spotkań, to wielu w Argentynie uważa go za jednego z najlepszych piłkarzy w historii kraju. Nie był szybki, ale brak dynamiki nadrabiał bajeczną techniką. Jego popisowym numerem było zakładanie rywalom podwójnej siatki. Najpierw przodem, a później tyłem. Wszystko po to, by zabawiać zgromadzoną publiczność. Podobno w trakcie meczu pomiędzy Central Córdoba i Talleres de Remedios de Escalada jeden z kibiców poprosił Carlovicha o wykonanie takie zagrania, a piłkarz bez wahania po chwili spełnił jego prośbę.

Do legendy miał też przejść jego występ przeciwko reprezentacji Argentyny. Prowadzona przez Vladislao Capa ekipa w ramach przygotowań do niemieckiego mundialu rozgrywała sparingowe spotkanie z reprezentacją miasta Rosario. Już na początku spotkania Carlovich popisał się swoją popisową podwójną siatką, zakładając ją obrońcy Independiente Francisco Pancho Sa. Reprezentanci kraju kompletnie potrafili sobie poradzić z szalejącym młodzieńcem. Carlovich robił, co chciał i wielokrotnie ośmieszał przeciwników. Do przerwy Argentyna przegrywała 0:3. Selekcjoner, żeby uniknąć kompromitacji ,miał wymusić zdjęcie Carlovicha z boiska. Mimo to jego zespół przegrał 1:3. Dla Carlovicha najważniejsza była sama gra w piłkę, nie chciał trafić do wielkiego piłkarskiego świata. Uważał, że gra pod presją kibiców na najwyższym poziomie pozbawia go radości z gry, a to ona była dla niego najważniejsza.

6 maja został napadnięty przez złodzieja, który chciał ukraść mu rower. Upadając, uderzył głową o ziemię i zmarł dwa dni później w szpitalu.

Piotr Rocki (11 stycznia 1974 – 1 czerwca 2020)

Bardzo barwna postać naszych ligowych stadionów. Był szybkim, bojowym zawodnikiem, który na boisku nie stronił od niekonwencjonalnych zagrań. W pamięci kibiców oprócz samych zdobywanych bramek zapisały się też jego wyjątkowe cieszynki po nich. Był wychowankiem Poloneza Warszawa, potem grał w Marcovii Marki i Polonii Warszawa. Najbardziej jednak znany jest z występów Górniku Zabrze, Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski i Odrze Wodzisław. Z zespołem z Grodziska zdobył dwa razy Puchar Ekstraklasy (2007 i 2008 r.) i raz Puchar Polski (2007 r.).

Od sezonu 2008/09 występował w warszawskiej Legii, której był też kibicem. W swoim drugim meczu dla tej drużyny został bohaterem spotkania. W pojedynku o Superpuchar Polski z Wisłą Kraków zdobył bramkę na 2:1 w 87. minucie spotkania, przypieczętowując sukces swojej nowej ekipy. W Warszawie grał jednak tylko przez jeden sezon. Później występował jeszcze w barwach Podbeskidzia Bielsko-Biała, Ruchu Radzionków, GKS-u Tychy i Kolejarza Stróże.

31 maja trafił w ciężkim stanie do szpitala po pęknięciu tętniaka mózgu. Zmarł nazajutrz w godzinach wieczornych.

Tony Dunne (24 lipca 1941 – 8 czerwca 2020)

Jeden z najlepszych irlandzkich obrońców lat sześćdziesiątych. Razem ze swoim rodakiem Shayem Brennanem przez lata zabezpieczali boki obrony Manchesteru United. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w zespole Stella Maris. W 1958 r. sięgnął po niego czołowy irlandzki klub – Shelbourne FC. Rok po swoim przyjściu do klubu triumfował z kolegami w rozgrywkach młodzieżowego Pucharu Irlandii, a w 1960 r. powtórzył sukces, tym razem z zespołem seniorów. Wkrótce po młodego, zdolnego zawodnika sięgnął Manchester United.

W Manchesterze szybko stał się podstawowym zawodnikiem drużyny prowadzonej przez Matta Busby’ego. Zdobył Puchar Anglii w 1963 r. i dwa razy mistrzostwo kraju (1965 i 1967 r.). W ćwierćfinałowych bojach w Pucharze Europy z Górnikiem Zabrze zerwał ścięgno Achillesa, ale zdołał wykurować się, żeby wziąć udział w finałowym pojedynku z Benfiką, który United wygrali 4:1 po dogrywce. W klubie pozostał do 1973 r. Wystąpił w 535 spotkaniach i w momencie jego odejścia tylko Bobby Charlton i Bill Foulkes mieli ich więcej.

Kolejne sześć lat spędził w Bolton Wanderers. Uzbierał w tym czasie prawie 200 meczów i pomógł drużynie w awansie do First Division w sezonie 1977/78. W 1979 r. zaliczył epizod w amerykańskiej NASL w zespole Detroit Express. Reprezentacyjną koszulkę pierwszy raz założył w przegranym 2:3 meczu z Austrią 8 kwietnia 1962 r. Grał w kadrze przez trzynaście lat, co przełożyło się na 33 mecze w narodowych barwach. Czterokrotnie wyprowadzał zespół jako kapitan, a w 1969 r. został wybrany w Irlandii piłkarzem roku.

REKLAMA 2
Wspomnienie tych, którzy odeszli 8

Jack Charlton (8 maja 1935 – 10 lipca 2020)

Kolejny mistrz świata z 1966 r. w tym zestawieniu. Starszy brat Bobby’ego. Wychowanek Leeds United, do którego trafił w 1950 r. Jako siedemnastolatek podpisał zawodowy kontrakt i pozostał w klubie przez całą karierę. W ciągu 21 lat profesjonalnego grania reprezentował jego barwy w 762 spotkaniach, z czego 629 to były mecze ligowe. Te osiągnięcia do dzisiaj są rekordami klubu. W 1969 r. zdobył mistrzostwo Anglii, a w 1973 r. Puchar Anglii. Razem z kolegami dobrze prezentowali się też na arenie europejskiej. W latach 1968 i 1971 zwyciężali w rozgrywkach o Puchar Miast Targowych. W 2006 r. został wybrany do klubowej jedenastki wszech czasów.

Dość późno debiutował w reprezentacji. Pierwszy raz zagrał 4 października 1965 r. ze Szkocją na Wembley. W trakcie mistrzostw świata w 1966 r. był podstawowym stoperem drużyny. W kadrze grał przez pięć lat i wystąpił w 35 meczach. Ostatni raz w starciu z Czechosłowacją na mistrzowskim turnieju w Meksyku.

Po zakończeniu kariery w 1973 r. podjął się pracy trenerskiej. Pracował w Middlesbrough, Sheffield Wednesday i Newcastle United, ale w żadnym z tych klubów nie osiągnął wielkich sukcesów. W 1977 r. starał się o posadę selekcjonera reprezentacji Anglii. W 1986 r. tę funkcję powierzyła mu irlandzka federacja. Pod jego wodzą Irlandczycy po raz pierwszy awansowali na mistrzostwa Europy. W eliminacjach okazali się lepsi od  Bułgarii, Belgii, Szkocji oraz Luksemburga. Na turnieju jednak nie wyszli z grupy. Pierwszy mecz ku wielkiej radości swoich kibiców wygrali 1:0 z Anglikami. W kolejnym zremisowali 1:1 z ZSRR, a ostatni decydujący o awansie przegrali z Holandią 0:1.

Dwa lata później Irlandia po raz pierwszy zagrała na mistrzostwach świata. W grupie znowu trafili na Anglików i Holendrów. Tym razem skończyło się na dwóch remisach 1:1. Trzecim rywalem był Egipt, z który Irlandia też zremisowała, ale 0:0. Trzy remisy wystarczyły, żeby wyjść z grupy, a czwartym remisem skończył się też ich kolejny mecz. W 1/8 finału bezbramkowo zremisowali z Rumunami, ale przeszli dalej po rzutach karnych. Ich przygoda skończyła się na ćwierćfinale, gdzie musieli uznać wyższość gospodarzy Włochów. Z Włochami spotkali się znowu cztery lata później na turnieju w USA. Rewanż im się udał i w grupowym pojedynku wygrali 1:0. Oprócz tego przegrali 1:2 z Meksykiem i bezbramkowo zremisowali z Norwegią. Takie wyniki dały im drugie miejsce w grupie. W 1/8 finału trafili jednak na Holendrów, którzy pewnie wygrali 2:0. Z Holandią spotkali się raz jeszcze w barażowym meczu o awans na Euro ’96, ale Holendrzy po raz kolejny okazali się lepsi i po porażce 0:2 Charlton ustąpił ze stanowiska.

Wim Suurbier (16 stycznia 1945 – 12 lipca 2020)

Ten urodzony w Eindhoven prawy obrońca to kolejny przedstawiciel złotego pokolenia holenderskiego futbolu. Przygodę z piłką zaczynał w AVV Amstel, skąd w 1961 r. trafił do Ajaxu. Zwrócił na siebie uwagę występem w meczu zespołów młodzieżowych, w którym strzelił drużynie Ajaxu trzy gole. Na debiut w nowej drużynie musiał poczekać do 5 stycznia 1964 r., kiedy to zagrał w wyjazdowym meczu z ADO Den Haag. Z Ajaxem był związany przez większość swojej kariery. Siedem razy wygrywał mistrzowo Holandii (1966, 1967, 1968, 1970, 1972, 1973 i 1977 r.) i cztery razy Puchar Holandii (1967, 1970, 1971 i 1972 r.). W latach 1971-73 trzy razy z rzędu wznosił w górę Puchar Europy. Był bardzo ważnym elementem zarówno w zespole klubowym, jak i w reprezentacji. W narodowych barwach dwukrotnie został wicemistrzem świata i raz zdobył brąz mistrzostw Europy. Imponował swoją szybkością i wytrzymałością. W ciągu trzynastu lat gry dla Ajaxu wystąpił w 392 spotkaniach i strzelił szesnaście bramek.

W 1977 r. został na jeden sezon zawodnikiem Schalke 04. Po roku przeniósł się do Francji, gdzie w zespole FC Metz też długo miejsca nie zagrzał i w 1979 r. wyjechał do USA. Grał potem w kilku klubach amerykańskich, a w 1981 r. był wypożyczony do Sparty Rotterdam. W 1982 r. zaliczył krótki epizod w Hongkongu w drużynie Tung Sing FC. Czynną karierę zakończył w 1987 r. Potem pracował jako szkoleniowiec w klubach amerykańskich i katarskich. W sezonie 2002/03 zajmował się szkleniem juniorów w sc Heerenveen.

Silvio Marzolini (4 października 1940 – 17 lipca 2020)

Znakomity lewy obrońca, przez wielu uważany za najlepszego w historii Argentyny. Swoją przygodę z piłką zaczynał w Ferro Carril Oeste. W 1958 r. został członkiem pierwszej drużyny, ale na ligowy debiut musiał poczekać do 31 maja 1959. Zagrał wtedy w starciu z Boca Juniors. Rok później razem ze swoim kolegą Antonio Romą przeniósł się właśnie do Boca. Z klubem tym święcił największe triumfy. Pięciokrotnie sięgał po mistrzostwo kraju (1962, 1964, 1965, 1969 i 1970 r.) i raz po puchar kraju (1969 r.). W 1963 r. dotarł z kolegami do finału Copa Libertadores, gdzie musieli jednak uznać wyższość znakomitego wówczas Santosu. W 1965 i 1966 r. Boca z nim w składzie odpadała w półfinałach tych rozgrywek. W ciągu dwunastu lat gry w klubie wystąpił w 387 meczach i strzelił dziesięć goli.

Był podstawowym zawodnikiem na mistrzostwach świata w Chile, na których Argentyna jednak nie wyszła z grupy. Znakomicie zaprezentował się cztery lata później na turnieju w Anglii, gdzie wybrany został do najlepszej drużyny mistrzostw. Był wysoki, ale bardzo szybki i jednocześnie elegancki w grze. Świetnie radził sobie w pojedynkach jeden na jeden, starał się wyprzedzać rywali, zanim dosięgną piłki. Jeśli nie zdążył, to w ogóle nie reagował na zwody i w ostatniej chwili wślizgiem wybijał piłkę. Na angielskich boiskach nie przegrał żadnego pojedynku z rywalem. W sumie w reprezentacji zagrał 28 razy i strzelił jedną bramkę.

Po odejściu z Boca został zawodnikiem Racingu, gdzie niedługo później zakończył karierę. Do Boca wrócił jako trener i poprowadził zespół do mistrzostwa w 1981 r. Gra tamtej ekipy opierała się wówczas na znakomitym Diego Maradonie, a oprócz niego w zespole występowali jeszcze Miguel Brindisi i Oscar Ruggeri.

Eugeniusz Szmidt (16 kwietnia 1942 – 24 sierpnia 2020)

Był wychowankiem Górnika Radlin, skąd trafił latem 1963 r. do Zagłębia Sosnowiec. Początkowo grał jako skrzydłowy, później został przesunięty na lewą stronę defensywy i na pozycję stopera. W I lidze debiutował 8 września 1963 r. w meczu z Polonią Bytom w Sosnowcu. Gospodarze wygrali 3:0, a Szmidt uświetnił debiut zdobyciem gola. W sumie dla Zagłębia grał przez jedenaście lat. Zagrał dla klubu w 264 oficjalnych meczach, w tym w 214 w lidze i strzelił osiemnaście bramek. Trzykrotnie zdobywał z kolegami wicemistrzostwo kraju (1964, 1967 i 1972 r.). W 1964 r. wygrali rozgrywki amerykańskiej Interligi.

Jako skrzydłowy wyróżniał się szybkością i sprawiał niemałe problemy obrońcom rywali. Dysponował znakomitymi warunkami fizycznymi i świetnie grał głową, więc bardzo szybko potrafił się przestawić na grę w obronie. Razem z Romanem Bazanem stworzył w defensywnie bardzo zgrany duet i obaj się nawzajem uzupełniali. Szmidt nawet kiedy grał w obronie, często podłączał się do akcji ofensywnych. Jesienią 1974 r. wyjechał do Francji, gdzie grał w drugoligowym FC Boulogne. W ciągu trzech sezonów zaliczył 98 meczów i strzelił 10 bramek. Po powrocie do kraju pełnił w Zagłębiu funkcję kierownika drużyny i wiceprezesa ds. piłki nożnej. Nie zdołał zaistnieć w reprezentacji – na koncie ma tylko jeden występ w drużynie młodzieżowej.

Gdy wyjechał na kontrakt zagraniczny do Francji, przejąłem od niego opaskę kapitana. To był bardzo solidny obrońca, który miał posłuch w drużynie. Mieszkał blisko mnie w Sosnowcu, ale później przeprowadził się do Żor. Nie mieliśmy z nim bliższego kontaktu, natomiast docierały do nas smutne wieści, że od wielu lat chorował. Takich obrońców, którzy potrafili zagrać niemal na każdej pozycji, już nie ma w polskiej piłce – wspominał kolegę na łamach Sportu Władysław Szaryński.

Agne Simonsson (19 października 1935 – 22 września 2020)

Wicemistrz świata z 1958 r. Trafił do reprezentacji na krótko przed mistrzostwami i był najmłodszym zawodnikiem w ekipie. Pierwsze kroki stawiał w klubie BK René, ale już w 1949 r. został zawodnikiem Örgryte IS. Debiut w drużynie z Göteborga zaliczył w 1953 r. Klub występował wówczas w trzeciej lidze, ale wkrótce awansował do drugiej. W 1958 r. drużyna z Simonssonem w ataku i Gunnarem Grenem jako grającym trenerem wywalczyła awans do pierwszej ligi.

22 października 1957 r. zagrał swój pierwszy i jedyny mecz w młodzieżowej reprezentacji. Szwedzi pokonali Finów 7:0, a Agne strzelił trzy gole. Tym występem zwrócił na siebie uwagę sztabu pierwszej reprezentacji i już 13 października dostał szansę debiutu w seniorskim zespole. Szwecja wygrała z Norwegią 5:2, a Simonsson dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i przebojem wdarł się do drużyny. Na turnieju zagrał we wszystkich meczach oprócz ostatniego grupowego pojedynku z Walią. Strzelił w sumie cztery bramki, w tym jedną w przegranym 2:5 finale z Brazylią.

W 1960 r. był uznawany za czołowego środkowego napastnika na świecie i trafił do Realu Madryt. Jednak bardzo duża konkurencja w składzie, zwłaszcza ze strony Alfredo di Stéfano sprawiła, że zdołał wystąpić w ledwie trzech meczach. Strzelił jedną bramkę i miał minimalny udział w zdobyciu przez klub mistrzostwa kraju. Następnie został wypożyczony do Realu Sociedad. W Kraju Basków poszło mu nieco lepiej, bo 22 razy pojawiał się na boisku i strzelił osiem bramek. Nie uchroniło to jednak drużyny przed spadkiem. Pobyt w Hiszpanii był więc daleki od oczekiwań i Agne zdecydował się powrócić do ojczyzny. Wrócił do Örgryte IS, gdzie stworzył groźny duet napastników z Rune Börjessonem. W klubie występował do 1970 r. i rozegrał dla niego łącznie 162 ligowe spotkania i strzelił 105 bramek.

Miał niesamowitą boiskową intuicję i dysponował perfekcyjną techniką. Świetnie odnajdywał się w tłoku na polu karnym i cechował się chłodną głową w decydujących sytuacjach. Do tego bardzo dobrze radził sobie w powietrzu. Nie miał może najsilniejszego strzału, ale nadrabiał to sprytem i precyzją.

Nobby Stiles (18 maja 1942 – 30 października 2020)

Jeden z najważniejszych piłkarzy Manchesteru United w latach sześćdziesiątych. Często pozostawał w cieniu największych gwiazd zespołu, ale to dzięki jego zawziętości i nieustępliwości w środku pola mogły one świecić najjaśniej. Był bardzo dobrym specjalistą od czarnej roboty na boisku. Dał się poznać jako piłkarz, który znakomicie potrafił utrzymać się przy piłce, dzięki czemu dawał czas swoim kolegom, żeby mogli podejść wyżej.

Do United trafił w 1957 r., a zadebiutował w październiku 1960 r. w meczu z Bolton Wanderers. Występował w Manchesterze do 1971 r. i brał udział w największych sukcesach klubu. Był znany też z tego, że przed meczem zostawiał w szatni swoją sztuczną szczękę i okulary. W młodym wieku dość szybko wyłysiał, co w połączeniu z brakami w uzębieniu sprawiało, że mógł na boisku budzić respekt już samym wyglądem. Łącznie dla United zagrał w 395 meczach i strzelił dziewiętnaście bramek.

W dorosłej reprezentacji pierwszy raz wystąpił 10 kwietnia 1965 r. w zremisowanym 2:2 meczu ze Szkocją. Rok później na mistrzostwach świata był podstawowym zawodnikiem i zagrał we wszystkich spotkaniach. Swój najlepszy mecz na turniej rozegrał w półfinale z Portugalią. Dostał za zadanie opiekować się znakomitym Eusébio i wywiązał się z niego znakomicie. Praktycznie całkowicie wyłączył z gry asa portugalskiego ataku, który nie był w stanie zagrozić bramce Anglików. Po finale rozradowany ściskał w jednej ręce Puchar Rimeta, a w drugiej swoją sztuczną szczękę.

Z United dwukrotnie sięgał po mistrzostwo (1965 i 1967 r.) oraz był nieodłączną częścią zespołu, który zdobył w 1968 r. Puchar Europy. W rozgrywanym 29 maja na Wembley finale znowu miał za zadanie wyłączyć z gry Eusébio. I po raz kolejny bardzo dobrze mu się to udało. Portugalczyk urwał mu się tylko raz, ale strzał, jaki oddał, nie mógł zaskoczyć bramkarza. Po odejściu z United związał się na dwa sezony z występującym w drugiej lidze Middlesbrough, a potem przez dwa lata reprezentował barwy Preston North End. Po zakończeniu kariery to właśnie w tym klubie rozpoczął pracę trenerską. Po czterech latach przeniósł się do grającego w NASL Vancouver Whitecaps. Tam spędził trzy lata i wrócił do Anglii, gdzie przez krótko prowadził jeszcze West Bromwich Albion.

***

To oczywiście tylko część z długiej listy osób związanych z piłką nożną, które odeszły w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Każdy z nas z pewnością potrafi wymienić kilkudziesięciu zawodników, którymi zachwycaliśmy się w młodości. Ale czy pamiętamy o nich, kiedy już zejdą z futbolowej sceny? Albo kiedy wybiorą życie z dala od futbolu? Niestety wielu sportowców odchodzi w zapomnieniu. Mają szczęście, jeśli u kresu swej drogi odnajdują oparcie w najbliższych, zostaje przy nich rodzina czy garstka najwierniejszych kibiców. Starajmy się pamiętać o naszych wielkich mistrzach i idolach nie tylko w takie dni jak dzisiaj.

Przez lata dostarczali nam przecież setek niezapomnianych emocji. Tworzyli wspaniałe wspomnienia. Dawali radość.

Zasłużyli na to, żeby o nich pamiętać.

BARTOSZ DWERNICKI

Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Jan Woś – Legenda Odry Wodzisław

Przez ekstraklasę prześlizgnęło się w przeszłości wielu zawodników, którzy pozostali kompletnie anonimowi, niczym się nie wyróżniając. Nieraz narzekamy na brak dobrego poziomu, ale także...

Puchar Mistrzów 1964-65 – statystycznie

Zapraszamy do kolejnej części serii statystycznego podsumowania kolejnych edycji Pucharu Mistrzów. Tym razem sprawdzamy statystyki i ciekawostki związane z szóstą edycją tych rozgrywek, czyli sezonem 1964/64. Puchar Mistrzów...

Kultowe zdjęcia w historii piłki nożnej

Zdjęcie może zaciekawić równie mocno, co film. Zapraszamy do zestawienia kultowych piłkarskich fotografii.