Copa Libertadores 1966, czyli Peñarol vs. River Plate

Finały europejskich pucharów od samego początku rozpalały wyobraźnię kibiców. Wiele z tych starć przeszło do historii, niektóre przez lata były lub do dzisiaj są wspominane z rozrzewnieniem, a inne obrosły wręcz legendą tak jak rywalizacja Realu Madryt ze Stade de Reims, czy Manchesteru United z Benfiką. Jednak nie tylko w Europie walka o miano najlepszej drużyny kontynentu budziła powszechne zainteresowanie. Po drugiej stronie globu, w Ameryce Południowej miliony sympatyków futbolu gorączkowo śledziło rywalizację w Copa Libertadores. W starciach klubów urugwajskich, argentyńskich czy brazylijskich również nie brakowało technicznych fajerwerków, zaangażowania, walki i nierzadko też kontrowersji. Tak było choćby w 1966 r., gdy o miano najlepszej drużyny Ameryki Południowej rywalizowały urugwajski Peñarol i argentyńskie River Plate.

Zainaugurowane w 1960 r. rozgrywki o tytuł najlepszej klubowej drużyny Ameryki Południowej z roku na rok zyskiwały coraz większą popularność. Kluby zaczęły je traktować coraz bardziej prestiżowo, czasami przedkładając je nawet nad rozgrywki krajowe. Początkowo każdy kraj miał tylko jednego przedstawiciela, więc liczba uczestników nie przekraczała dziesięciu.

Spośród nich liczyły się tak naprawdę trzy zespoły – mistrz Urugwaju, mistrz Brazylii i mistrz Argentyny – i to one dzieliły się końcowymi triumfami. Wkrótce uznano jednak, że warto rozszerzyć grono uczestników.  Siódma edycja Copa Libertadores, którą rozgrywano w 1966 r., była pierwszą, w której oprócz mistrzów krajowych mogli wystąpić także wicemistrzowie.

River Plate i ich droga do finału

Dzięki temu w klubowych mistrzostwach kontynentu mogli zaprezentować się piłkarze argentyńskiego River Plate. Zespół z Buenos Aires, który święcił ligowe triumfy w latach 40. i 50. od paru lat bezskutecznie usiłował wyjść z cienia swoich rywali. Ostatni raz mistrzostwo zdobyli w 1957 r. i od tego czasu musieli uznawać wyższość Racingu, San Lorenzo, Independiente i Boca Juniors. W zespole nie brakowało co prawda indywidualności i znakomitych zawodników, ale w tabeli na koniec sezonu to rywale okazywali się lepsi o parę punktów.

Decyzję o rozszerzeniu Copa Libertadores o wicemistrzów przyjęto w klubie z radością i z dużymi nadziejami. Władze postanowiły podporządkować wszystko rozgrywkom na arenie międzynarodowej i to one miały priorytet przed zmaganiami ligowymi, w których często do boju posyłano graczy z drugiego szeregu.

Jak się okazało, takie działanie przyniosło całkiem dobre rezultaty. W pierwszej fazie grupowej przeciwnikiem Los Millonarios był ich odwieczny rywal Boca Juniors, a także zespoły z Peru – Universitario i Alianza oraz z Wenezueli – Lara Barquisimeto i Italia Caracas. Rywalizację zaczęli od prestiżowego zwycięstwa nad Boca Juniors 2:1 na własnym stadionie. Później wygrali na wyjeździe z Larą (2:1) i Italią (3:0), zremisowali z Universitario (1:1), a serię wyjazdowych meczów zakończyli zwycięstwem nad Alianzą w Limie 2:0. Również na własnym boisku byli nie do przejścia. Pewnie pokonali Universitario (5:0), Larę (3:0), Alianzę (3:2) i Italię (2:1). Grupowe zmagania kończył wyjazdowy mecz z Boca. Jego wynik nie miał już wpływu na końcową klasyfikację i mimo porażki 0:2 River zajął pierwsze miejsce w tabeli, a zaraz za nim uplasował się lokalny rywal.

DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU!

W drugiej rundzie do obu argentyńskich zespołów dołączył trzeci. Była to drużyna Independiente, która jako obrońca tytułu dopiero od tej fazy przystępowała do rywalizacji. Stawkę w czterozespołowej grupie uzupełniał paragwajski Club Guarani. Najlepsza ekipa spośród nich awansowała do finału.

Zawodnicy River Plate zmagania rozpoczęli od podróży do Asunción, gdzie pewnie pokonali Club Guaraní 3:1. Następnie czekało ich wyjazdowe starcie z Independiente, które zremisowali 1:1, a dwa dni później również remisem, ale tym razem 2:2 u siebie, zakończyło się ich spotkanie z Boca. Rundę rewanżową zaczęli z wysokiego c. Na El Monumental najpierw rozbili Independiente 4:2, a potem 3:1 Club Guaraní i awans do finału był już na wyciągnięcie ręki. W ostatnim grupowym meczu River starło się na wyjeździe z Boca. Gospodarze byli już bez szans na awans, a gościom wystarczał remis. Zawodnicy Boca nie zamierzali jednak ułatwiać zadania swoim odwiecznym rywalom. Postawili im twarde warunki i wygrali 1:0.

River miało tyle samo punktów, co Independiente. Mimo że Los Millonarios mieli lepszy stosunek bramek i bezpośrednich spotkań, to o pierwszym miejscu w grupie miał zadecydować dodatkowy mecz. Rozgrywany na neutralnym terenie pojedynek był bardzo wyrównany. River już od 11. minuty grało z przewagą jednego zawodnika, bo z boiska usunięto Raúla Savoy’a. Gracze nie potrafili jednak w żaden sposób tej przewagi wykorzystać. Po upływie regulaminowego czasu gry na tablicy wyników wciąż widniał rezultat 0:0. Dopiero w 1. minucie dogrywki wprowadzony jeszcze przed przerwą na boisko Ermindo Onega dał swojemu zespołowi upragnione prowadzenie. Obrońcy tytułu nie mieli jednak zamiaru składać broni i niespełna dziesięć minut później wyrównał Luís Artime. To było wszystko, na co tego dnia było stać osłabione Independiente. W 119. minucie Urugwajczyk Luis Cubilla strzelił dla River drugiego gola i wprowadził tym samym swój zespół do pierwszego w historii finału.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…