Eduard Strielcow – czarodziej ze wschodu

W historii futbolu niemal każdego kraju – możemy odnaleźć piłkarzy, których zwykło się nazywać ich własnym Pelé czy ostatnio Messim. Jednakże niewielu można określić mianem tych wybitnych. Wielu natomiast nie rozwinęło swojego talentu tak, jak się tego po nich spodziewano. Działo się tak z winy samych piłkarzy, a czasem z przyczyn od nich niezależnych. Do obu grup zaliczyć można gracza, który w połowie lat 50. stał u progu wielkiej kariery – Eduarda Strielcowa.

Było pochmurne popołudnie 21 listopada 1957 r. Piłkarska reprezentacja Polski grała na Zentralstadionie w Lipsku z drużyną Związku Radzieckiego. Na trybunach zasiadło 100 tys. kibiców. Byli oni świadkami meczu, który miał zadecydować o awansie na mistrzostwa świata w Szwecji. Obie drużyny zgromadziły w czasie eliminacji tyle samo punktów. Bilansu bramkowego nie brano wtedy pod uwagę, więc o tym, kto wystąpi na skandynawskich boiskach, decydować miał trzeci pojedynek – rozgrywany na neutralnym terenie.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Opromienieni zwycięstwem Polacy, odniesionym nieco ponad miesiąc wcześniej w Chorzowie, od początku ruszyli do ataku i to oni nadawali ton grze. W znakomitej dyspozycji był jednak genialny Lew Jaszyn, który raz po raz, choć nie bez trudu, zatrzymywał Lucjana Brychczego, Henryka Kempnego czy Edwarda Jankowskiego. Nadeszła w końcu 31. minuta gry, w której to objawił się geniusz innego zawodnika z Kraju Rad – Eduarda Strielcowa. Silnym uderzeniem z ósmego metra, tuż pod poprzeczkę, pokonał on Tomasza Stefaniszyna, który zastępował kontuzjowanego Edwarda Szymkowiaka. Mimo nieśmiało płynącego wsparcia z trybun, Polacy nie byli w stanie odwrócić losów meczu. Ataki Gerarda Cieślika i Lucjana Brychczego nie przynosiły rezultatów – Jaszyn był tego dnia nie do pokonania. Wynik ustalił w 75. minucie Gienrich Fiedosow, który płaskim strzałem z szóstego metra w długi róg – zmusił Stefaniszyna do skapitulowania po raz drugi.

Polacy na swój pierwszy po wojnie występ na mistrzostwach, musieli jeszcze poczekać kilkanaście lat. Do debiutu na światowym czempionacie mogli za to szykować się nasi sąsiedzi ze wschodu. O obliczu radzieckiej drużyny na szwedzkich stadionach, mieli decydować: Lew Jaszyn, który już wtedy uważany był za jednego z najlepszych golkiperów na świecie, a także młody, ledwie 20-letni wtedy Eduard Strielcow. Mało kto się wówczas spodziewał, że ten wielce utalentowany piłkarz, który w Szwecji miał pokazać całemu światu swoje umiejętności, na mistrzostwa w ogóle nie pojedzie.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz