Gordon Banks.”Banks of England” – część pierwsza (1937-1966)

Świat zawdzięcza Anglikom najpoważniejszą z tych niepoważnych rzeczy na świecie – piłkę nożną. Wyspiarze wymyślili futbol, ale świat szybko ich przegonił. Tylko raz zostali mistrzami świata, w dodatku przy pomocy “ścian” na własnych boiskach. Ale nawet wtedy byłoby to niewykonalne, gdyby w bramce nie mieli najlepszego angielskiego bramkarza w historii. 28-letni Gordon Banks zyskał wtedy przydomek “Banks of England”. Pisano, że kiedy on strzeże bramki „Dumnych synów Albionu”, jest ona bezpieczna niczym pieniądze w Bank of England. Niecały rok po zdobyciu mistrzostwa świata Leicester City sprzedało go do Stoke, bo podobno jego forma miała być już tylko gorsza. A on pojechał na jeszcze jeden mundial, wykonał paradę stulecia i otrzymał Order of the British Empire. Po fatalnym wypadku i stracie jednego oka w wieku 34 lat zajął się trenerką, ale dał się namówić na jeszcze jeden sezon w Stanach Zjednoczonych, gdzie wybrano go bramkarzem roku.

– Starzejesz się Banksy, kiedyś łapałeś takie piłki – powiedział Bobby Moore i poklepał Banksa po plecach. Była pierwsza połowa meczu Brazylii z Anglią w Guadalajarze, druga kolejka fazy grupowej MŚ 1970. Kilkanaście sekund wcześniej Jairzinho przedarł się prawym skrzydłem i dośrodkował spod linii końcowej idealnie na głowę Edsona Arantesa de Nascimento, czyli po prostu wielkiego Pelego. „Król futbolu” wyskoczył wysoko i z całą siłą, niezwykle precyzyjnie, po koźle, posłał piłkę głową do siatki. Nie dało się tego zrobić lepiej, więc uniósł ręce do góry i krzyknął „Golo!”. Gola jednak nie było. Gordon Banks jakimś cudem zdołał podbić piłkę, otarła się ona jeszcze o poprzeczkę i wyszła na rzut rożny. Obrona ta została uznana za paradę 100-lecia FIFA. Co ciekawe, sam główny bohater bardziej cenił inne swoje interwencje:

Obrona główki Pelego jest powszechnie uznawana za moją najlepszą paradę w życiu. Ale czy faktycznie była najlepsza? To są zawsze subiektywne oceny. Obroniłem ten strzał w bardzo ważnym meczu, oglądanym przez widzów na całym świecie. Dzień później patrzyłem na nagłówki gazet, a tam widniało moje nazwisko z komentarzem „bramkarz światowej klasy”. Do takiej oceny przyczynił się także Alf Ramsey, który dzień po meczu mówił o mnie dziennikarzowi Brynowi Butlerowi: „Ten występ to kontynuacja, nie kulminacja, jego wspaniałej pracy i rozwoju na przestrzeni lat”.

Jestem oczywiście bardzo dumny z tej interwencji i sprawiła mi ona masę satysfakcji, ale bardziej cenię obronę z meczu z 1971 r. pomiędzy Stoke City i Manchesterem City na Victoria Ground [Banks obronił wtedy główkę z bliskiej odległości w wykonaniu Walijczyka Wyna Daviesa – przyp. BB]. Każdy grający w tym meczu zawodnik Stoke powie wam, że to była moja najlepsza interwencja. Ale jeśli zapytacie Rodneya Marsha, to wskaże na obronę główki Francisa Lee podczas meczu na Maine Road w 1972 r. Jeszcze co innego powie Jimmy Graves – dla niego najlepszą interwencją było wyłapanie „bomby” Alana Gilzeana z sześciu metrów na White Hart Lane. Jimmy lubi opowiadać, że zaraz po tej interwencji podszedł do Alana Gilzeana i szepnął mu: „Gdybym był tobą, Gilly, poddałbym się. Ja już dawno odpuściłem, bo mimo wielu prób nigdy nie pokonałem Banksa”.

Która obrona była więc najlepsza? Strzału Pelego, Francisa Lee, Wyna Daviesa czy Alana Gilzeana? Piękno futbolu polega właśnie na tym, że każdy może mieć swoją opinię. Przypadkowo spotkany w pubie facet może wymienić jeszcze inną sytuację! (s. 328-330)

Kiedy słyszymy słowa „Gordon Banks”, od razu kojarzymy go z tą główką Pelego. Po tym meczu „Banksy” zagrał jeszcze w trzecim meczu grupowym z Czechosłowacją (zwycięstwo 1:0) i zakończył turniej. Jak się potem okazało – był to jego ostatni mecz na mistrzostwach świata. W ćwierćfinale przeciwko RFN nie wystąpił z powodu zatrucia żołądkowego, a jego koledzy przegrali po dogrywce 2:3. Nie zagrał już nigdy na wielkiej imprezie, a Anglia nigdy niczego już nie wygrała.

Gordon Banks i brudne powietrze w Sheffield

Gordon Banks urodził się 30 grudnia 1937 r. Abbeydale (dzielnica Sheffield). Miał trzech starszych braci – Davida, Michaela i Johna. Biedny John, zwany przez wszystkich „naszym Jackiem”, cierpiał na wadę szpiku kostnego i poruszał się o kulach. Pewnego dnia ojciec poprosił go, aby zaniósł do domu dzienny utarg z jego sklepu. Niepełnosprawnego chłopaka napadli bandyci, okradli i mocno pobili. „Nasz Jack” zmarł kilka tygodni później w szpitalu, a dla młodego Gordona było to bardzo ciężkie przeżycie i pierwsze doświadczenie śmierci kogoś bliskiego. Do tej pory dzieciństwo przyszłego mistrza świata było szczęśliwe, choć biedne. Ojciec pracował w odlewni stali, matka zajmowała się domem, czasem dorabiała sprzątaniem w domach najbogatszych mieszkańców miasta. Rodzina Banksów mieszkała w robotniczej dzielnicy Tinsley, na północno-wschodnich przedmieściach Sheffield, przy drodze wylotowej na Rotherham. Najwcześniejsze wspomnienia małego Gordona to dymiące kominy fabryk i mama, myjąca nieustannie okna. Pył z pobliskich kopalń i hut unosił się w powietrzu, więc okna w domu otwierało się bardzo rzadko. Niestety trzeba było je często myć, choć była to syzyfowa praca – i tak były cały czas brudne.

Gordon Banks w wieku 14 lat.

Sheffield dość mocno ucierpiało podczas niemieckich nalotów w czasie drugiej wojny światowej, więc lata czterdzieste i wczesne pięćdziesiąte do łatwych nie należały. W pierwszej lidze występowały wówczas aż dwie drużyny z miasta: Wednesday i United. Młody Gordon kibicował obydwu, ale na meczach bywał rzadko – po prostu nie było go stać na bilety. Oprócz futbolu pasjonował się kinem i pociągami, potrafił obserwować je godzinami. Generalnie Banksowie wiedli życie typowej angielskiej rodziny robotniczej z Midlands; w sobotę cała rodzina jadła na obiad tradycyjną rybę z frytkami, w niedzielę ojciec szedł do pubu wychylić kilka kufli ze znajomymi, a po powrocie zasiadał z rodziną do uroczystego Yorkshire Pudding. A od poniedziałku znowu „harówa” w odlewni stali.

Kiedy Gordon miał 11 lat, jego ojciec rzucił ciężką, kiepsko płatną pracę i postanowił założyć własny biznes. Kupił dwie stare ciężarówki i chciał zajmować się transportem, ale kilka miesięcy spędził głównie na reperowaniu tych starych gratów. Zrezygnowany w końcu je sprzedał i założył nielegalny punkt bukmacherski. Jego synowie musieli stać na czatach, aby urzędnik czy policjant nie przyszedł i nie zaczął zadawać niewygodnych pytań. Biznes, mimo że nielegalny (a może właśnie dzięki temu), zaczął przynosić niezłe dochody i można było się przeprowadzić z szarej szeregówki w Tinsley do domu jednorodzinnego w Catcliffe, wiosce leżącej pomiędzy Sheffield i Rotherham. Przechodzi tam linia kolejowa na stylowych wiaduktach. Właśnie pod łukiem tego wiaduktu otworzył swój punkt zakładów sportowych Banks senior. Był to teren zaprzyjaźnionego policjanta, więc nie było obawy, że ktoś będzie przeszkadzał w dobrze prosperującym biznesie. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie wspomniany wyżej wypadek „naszego Jacka”.

Pierwsze mecze

Największymi idolami młodego Banksa zawsze byli bramkarze. Podczas nielicznych wizyt na meczach w Sheffield pasjonował się grą Szkota Dave’a McIntosha z Wednesday i Teda Burgina z United. Znał też i cenił świetnego Berta Trautmanna, któremu uroku dodawał jego życiorys – niemiecki lotnik wzięty do niewoli zdecydował się zostać na Wyspach; początkowo wyzywany od „nazistów” i „morderców”, zyskał serca angielskich kibiców kapitalną grą dla Manchesteru City. Na wyobraźnię Gordona działał także George Farm z Blackpool, kolega klubowy legendarnego Stanleya Mathewsa. W końcu w wieku 14 lat „Banksy” sam wreszcie stanął na bramce: został wybrany do szkolnej reprezentacji miasta i zagrał siedem meczów dla Sheffield Schoolboys. Po tych siedmiu występach trener nagle odstawił go od składu bez słowa wyjaśnienia. Została mu więc gra w swojej szkole, którą zresztą rok później skończył. Jak szczerze przyznaje, nie ciągnęło go za bardzo do nauki, więc w wieku 15 lat zakończył edukację i rozpoczął pracę w punkcie sprzedaży węgla.

Miałem piętnaście lat, wciąż rozwijałem się fizycznie i przewalanie węgla osiem godzin dziennie sprawiało, że w weekend nie miałem na nic siły. Kochałem futbol, ale w soboty nie byłem w stanie grać – chodziłem popatrzeć na mecze lokalnych drużyn (zarabiałem trzy funty tygodniowo, część tej kwoty oddawałem mamie, więc dalej nie miałem pieniędzy na bilety na Wednesday bądź United). Pewnego sobotniego popołudnia wybrałem się na mecz Millspaugh. Stałem przy linii i czekałem na rozpoczęcie, aż nagle podszedł do mnie ich trener. – Ty młody chyba grałeś dla Sheffield Schoolboys, prawda? – zapytał. – Nasz bramkarz się nie zjawił, może chciałbyś zabronić? (s. 23-24)

Mecz zakończył się remisem 2:2, a Banks wypadł na tyle dobrze, że trener zaproponował mu regularną grę dla Millspaugh. Po kilku miesiącach przeszedł do grającego w Yorkshire League (był to wówczas najwyższy poziom amatorski, piąta liga) zespołu Rawmarsh Welfare. Pierwszy jego występ skończył się porażką 2:12, drugi 1:3 i mu podziękowano. Porzucił marzenie o karierze piłkarskiej, zamienił stanowisko w punkcie sprzedaży węgla na pracę pomocnika murarza i zastanawiał się, co dalej. Znowu poszedł na mecz Millspaugh i historia zatoczyła koło – podstawowy bramkarz nie przyszedł, zagrał „Banksy” i już został w drużynie. Od poniedziałku do piątku podawał cegły, w soboty grywał dla Millspaugh i tak powoli toczyło się jego życie w Sheffield. Plusem ciężkiej fizycznej pracy było to, że jego muskulatura prezentowała się coraz lepiej.

Masz potencjał, aby stać się dobrym bramkarzem. Chciałbym cię zaprosić na testy do młodzieżowego zespołu Chesterfield. Zostało sześć meczów do końca sezonu i jeśli pokażesz się z dobrej strony, będziemy mogli porozmawiać o kontrakcie – zagadnął go elegancki pan po jednym z meczów dla Millspaugh. Pojawiła się nowa iskierka nadziei na zawodowa karierę.

Hartowanie stali

Na mecze Chesterfield FC chodziło średnio 9 tysięcy ludzi. Gordon Banks pojawił się tam w marcu 1953 r. i zagrał we wspomnianych sześciu meczach. Musiał zrobić dobre wrażenie, bo zaproszono go na pierwszy trening przed nowym sezonem w lipcu. Menedżer Ted Davison zaproponował mu półprofesjonalny kontrakt – miał trenować we wtorki i czwartki wieczorem oraz być do dyspozycji w sobotę na mecz, drużyny młodzieżowej bądź rezerwowej. Wielu nastolatków podpisywało takie kontrakty i nigdy potem nie zaistnieli w poważnej piłce, poza tym Chesterfield grał w zaledwie trzeciej lidze, ale Gordon był tak szczęśliwy, jakby właśnie dołączył do Manchesteru United. W tym momencie marzenie o karierze zawodowego piłkarza znów stało się realne, poza tym 3 funty tygodniowo za dwa treningi i mecz to lepsza opcja niż 3 funty za pięć dni ciężkiej harówy na budowie.

Pierwsza drużyna młodego Banksa – Sheffield Schoolboys.

Dobre występy w drużynie młodzieżowej sprawiły, że „Banksy” szybko trafił do rezerw i mógł zdobywać kolejne szlify w dorosłym futbolu. Była to też dobra szkoła dla jego psychiki, bo rezerwy Chesterfield – mówiąc delikatnie – nie stanowiły zbyt dobrego zespołu. W sezonie 1954-1955 wygrali zaledwie 3 spotkania z 42 rozegranych, a młody bramkarz puścił w nich aż 122 bramki. Nie były to najlepsze statystyki, ale jednocześnie te występy stanowiły świetne przetarcie, bo większość meczów bardziej przypominała treningi strzeleckie. Podczas spotkania z rezerwami Leeds Gordon Banks po raz pierwszy zagrał przeciwko prawdziwej futbolowej gwieździe. Potężny walijski napastnik John Charles (potem zaliczył kilka świetnych lat w Juventusie) dochodził właśnie do siebie po kontuzji i trener wystawił go w rezerwach. Walijczyk zanotował hat-tricka w tym wygranym przez Leeds 5:0 meczu, ale jednocześnie powiedział Gordonowi kilka ciepłych słów na temat jego występu.

Kolejne spotkanie z piłkarskim idolem miało miejsce w zupełnie innej scenerii. „Banksy” na treningi do Chesterfield wyruszał ze swojego Cattclife, a następnie w Sheffield spotykał się z Paulem Brownem (były zawodnik Sheffield United) i razem jechali dalej. Pewnego dnia po drugiej strony ulicy zauważyli Teda Burgina, bramkarza United i wielkiego idola młodego Gordona. Oglądając parady Burgina z trybun Bramall Lane, uważał go za superbohatera i nadczłowieka. Teraz uciął sobie z nim krótką pogawędkę i zobaczył faceta mówiącego ze specyficznym miejscowym akcentem, przypominającego mu agenta ubezpieczeniowego, który od czasu do czasu odwiedzał jego rodziców.

Od tej pory widziałem Burgina, mojego wielkiego bramkarskiego idola, w zupełnie innym świetle – jako zwykłego faceta, zmierzającego na obiad do baru z rybą i frytkami. W tamtym momencie, na przedmieściach mojego miasta, dotarło do mnie, że zawodowi piłkarze to zwykli śmiertelnicy. Przestałem już ich idealizować. Może byłoby przesadą powiedzieć, że skończyły się czasy niewinności, ale ważna część mojego dzieciństwa właśnie umarła. (s. 35)

Prawdziwa gra

Gordon Banks po prostu przeszedł na drugą stronę rzeki – przestał podziwiać wielkich piłkarzy, bo sam zaczął stawać się jednym z nich. Świetnie radził sobie w młodzieżowej drużynie Chesterfield, która w sezonie 1955/1956 niespodziewanie dotarła do finału młodzieżowego Pucharu Anglii. Rywalem był Manchesterem United, słynne „Busby Babes”, które wygrywały te rozgrywki latach 50. hurtowo. Finał składał się z dwumeczu, w pierwszym starciu 18-letni Banks miał okazję wystąpić przed 34 tysiącami kibiców na Old Trafford. Przytłoczeni zawodnicy Chesterfield przegrywali już 0:3, ale w końcówce Manchester zwolnił i skończyło się dającym nadzieję wynikiem 3:2 dla gospodarzy. W rewanżu, przy 14 tysiącach widzów (na mecze pierwszej drużyny chodziło średnio o 5 tysięcy mniej…), mecz zakończył się remisem 1:1. Tytuł trafił do Manchesteru, ale Banks i jego koledzy mogli posmakować futbolu przez duże „P”.

Dobre występy w rezerwach i drużynie młodzieżowej zbliżały Banksa do debiutu w „jedynce”, który ostatecznie nastąpił w listopadzie 1958 r. Nowy menedżer Duggie Livingstone nie był zadowolony z formy Rona Powella, który właśnie zbliżał się do jubileuszu 300-setnego występu w bramce Chesterfield FC.

Po meczu „Sheffield  Green ‘Un napisał: Debiutant Gordon Banks zanotował bardzo solidny występ w bramce”. Spałem dobrze tej nocy, mogę was zapewnić. (s. 48).

Banks wystąpił w zremisowanym 2:2 meczu z Colchester United. W nocy przed debiutem nie mógł spać, dlatego dopiero po nim odreagował cały ten stres. Od tej pory zaczął grać regularnie i Ron Powell musiał cierpliwie czekać na swój występ nr 300. Po sezonie, w którym „Banksy” wywalczył przebojem miejsce w pierwszym składzie, pełen nadziei czekał na nowe rozgrywki. Nie planował żadnych zmian, jednak życie bywa zaskakujące.

Latem 1959 r. przyjechał na trening i Duggie Livingstone zaprosił go do gabinetu. 23 występy w lidze i 3 w pucharze wystarczyły, aby Banksem zainteresowało się pierwszoligowe Leicester City. Oferowali 7 tysięcy funtów. Duggie Livingstone powiedział wprost, że nie chce go sprzedawać i wiąże z jego grą dla Chesterfield FC wielkie nadzieje. Decyzja jednak należała do młodego bramkarza. Po krótkiej chwili wahania podpisał przygotowany kontrakt, gwarantujący mu pensję 15 funtów na tydzień.

Byliśmy już wtedy z Urszulą małżeństwem i mieszkaliśmy w Treeton, małej górniczej wiosce nieopodal Chesterfield. Kiedy wróciłem do domu, nagle uzmysłowiłem sobie, że podjąłem decyzję o swojej przyszłości bez konsultacji z nią. Ale nie musiałem się martwić, bo była zachwycona:

– Ile będą ci płacić? – zapytała Urszula.

– Lepiej usiądź – odpowiedziałem.

Wziąłem głęboki oddech: – Piętnaście funtów tygodniowo! – powiedziałem triumfalnie.

Urszula klasnęła w ręce i porwała mnie do tańca. Zatańczyliśmy wkoło kuchni, aby uczcić nasze szczęście. (s. 56)

Urszula to była pierwsza, największa i jedyna życiowa miłość Gordona Banksa. W 1955 r. upomniało się o niego wojsko i wyjechał do Zachodnich Niemiec w ramach służby w Royal Corps of Signals. Grał w reprezentacji swojego regimentu i zdobył Puchar Renu. Największą zdobyczą była jednak Urszula – młoda i piękna Niemka, w której zakochał się bez pamięci. Uczucie było odwzajemnione, więc niebawem przyjechała do niego do Anglii. W 1959 r. byli już małżeństwem.

Wembley po raz pierwszy

Banks przybył do Leicester w lipcu 1959 r. i był pod wrażeniem bazy treningowej – wreszcie poczuł, że jest w klubie naprawdę profesjonalnym. Na pierwszych zajęciach poproszono zawodników o przygotowanie się do sesji zdjęciowej dla prasy. Banks zobaczył w szatni sześć zielonych koszulek: jak to, przecież barwy „Lisów” są niebiesko-białe?! Szybko dotarło do niego, że to są bluzy bramkarskie i jest zaledwie jednym z sześciu bramkarzy w kadrze zespołu. Doświadczeni Johnny Anderson i Dave MacLaren mieli walczyć o pozycję numer jeden, a „Banksy” był wśród czwórki młokosów, która miała walczyć o pozostanie w klubie na dłużej.

Przed debiutem w rezerwach Leicester City z Southend.

Menedżer Matt Gillies był pod wrażeniem treningów i czterech meczów towarzyskich w wykonaniu nabytku z Chesterfield i już w pierwszej kolejce wystawił go w zespole rezerw. Oznaczało to, że jest numerem dwa, tuż za plecami Dave’a MacLarena, który wystąpił przeciwko West Hamowi. Gordon Banks zachował czyste konto w rezerwach przeciwko Southend United (mecz zakończył się bezbramkowym remisem). 9 września 1959 r. Leicester City podejmował na Filbert Street Blackpool w obecności 28 tysięcy widzów. W programie meczowym widniało nazwisko Dave’a MacLarena, jednak zmagał się on z kontuzją i ostatecznie nie był w stanie wystąpić. Zastąpił go Banks i wypadł bardzo dobrze, a mecz zakończył się remisem 1:1. Debiutant jedynie żałował, że nie miał okazji zagrać przeciwko wielkiemu Stanleyowi Mathewsowi, który akurat niezbyt dogadywał się z trenerem Ronem Stuartem, grał mało i niebawem przeszedł do Stoke City. Trzy dni później wystąpił na St. James’ Park przeciwko Newcastle (porażka 0:2) i musiał ustąpić wracającemu do zdrowia MacLarenowi. Jednak w kolejnych pięciu meczach Leicester straciło aż 14 goli, a menedżer Matt Gillies widział przyczynę w słabszej formie bramkarza. Gordon Banks znowu wszedł do gry. Nie uchronił zespołu przed porażką 2:3 z Manchesterem City na wyjeździe, następnie przyszedł remis 2:2 na Filbert Street z Arsenalem i wysoka porażka 1:6 z Evertonem na Goodison Park. Problem nie leżał w bramkarzu, lecz w całej drużynie, bo Banks grał dobrze i zachował miejsce w składzie do maja 1960 r. Nie był to najlepszy sezon Leicester City, klub zakończył ligę dopiero na 12. miejscu. Był to jednak świetny sezon w wykonaniu Banksa, który zaczynał jako jeden z czterech pretendentów do miejsca numer 3 w hierarchii bramkarzy, a skończył jako bezsprzeczny numer 1. Ostatecznym potwierdzeniem jego pozycji było sprzedanie latem 1960 r. Andersona i MacLarena.

Sezon 1960/1961 w lidze zakończył się 6. miejscem – dużo lepiej niż rok wcześniej, ale też bez wielkich rewelacji. Choć z pewnością na uwagę zasługuje wygrana nad późniejszym mistrzem Tottenhamem na White Hart Lane 3:2. Jednak zdecydowanie dużo bardziej godna uwagi była przygoda „Lisów” z Pucharem Anglii. Przedstawiciele First Division zaczynali od trzeciej rundy, w której Leicester bez większych problemów pokonał Oxford United 3:1, a w czwartej 5:1 Bristol City. Natomiast od piątej rundy zaczęła się prawdziwa droga przez mękę i seria powtórzonych meczów (pewien przeżytek Pucharu Anglii, który trwa do dzisiaj, na co narzekał ostatnio Jürgen Klopp). W pierwszym meczu z Birmigham City padł remis 1:1, więc dopiero w powtórce na Filbert Street „Lisy” zapewniły sobie awans (2:1). W ćwierćfinale najpierw padł bezbramkowy remis z Barnsley, by cztery dni później wygrać na wyjeździe 2:1. W półfinale na „Lisy” czekał klub z rodzinnego miasta Banksa – Sheffield United. Po dwóch bezbramkowych remisach, dopiero w trzecim starciu udało się awansować po zwycięstwie 2:0. A tam czekał już świeżo upieczony mistrz Tottenham, z którym „Lisy” wygrały w lidze 3:2.

Podczas finału Pucharu Anglii w 1961 r. Terry Dyson strzela drugą bramkę dla Tottenhamu.

W sobotę 6 maja 1961 r. na Wembley zgromadziło się 100 tys. kibiców. Dużo kontrowersji wzbudziła decyzja menedżera „Lisów” Matta Gilliesa – odstawił on od składu najlepszego napastnika drużyny, Walijczyka Kena Leeka, który trzy dni przed meczem wypił kilka piw za dużo. Zastąpił go rezerwowy Hughie McIlmoyle i nie uniósł ciężaru tego spotkania. Gordon Banks daje do zrozumienia w swojej autobiografii, że Matt Gillies popełnił błąd; z Kenem Leekiem w ataku mieliby dużo większe szanse na sukces. Walijczyk w ostatnim meczu sezonu wygranym 3:2 z Birmingham City strzelił jedną bramkę i od dwóch gazet dostał najwyższą notę za występ. Następnie poprosił o transfer i przeszedł do Newcastle United. Matt Gillies pokrętnie się tłumaczył przed zarządem z odstawienia Leeka na Wembley; mówił o obniżce formy napastnika. Mleko się jednak rozlało, Puchar Anglii zdobył Tottenham, pokonując gładko Leicester 2:0 po bramkach Bobby’ego Smitha i Terry’ego Dysona.

Porażka w finale Pucharu Anglii to coś okropnego. Kiedy przegrywaliśmy w lidze, nie mogłem się doczekać następnego spotkania i szansy na rewanż. Nie ma natomiast takiej możliwości po meczu finałowym. Depresja i rozczarowanie siedzi w tobie przez długie tygodnie. Oprócz pragnienia indywidualnej i zespołowej chwały, chcieliśmy zdobyć puchar dla naszych kibiców, którzy dawali nam niesamowite wsparcie przez cały sezon. (s. 119)

Dwa mecze w jeden dzień

Rozczarowanie przegranym finałem na Wembley chyba faktycznie było duże, bo sezon 1961/1962 zakończył się dla Leicester bez większej historii. W lidze zajęli dopiero 14. miejsce, a w FA Cup potknęli się już na pierwszej przeszkodzie w postaci Stoke City (porażka 2:5 w powtórzonym meczu). Ten sezon był jednak szczególny pod tym względem, że Banks miał okazję jedyny raz zaprezentować się w europejskich pucharach z Leicester. Tottenham zdobył dublet, więc wystartował w Pucharze Europejskich Mistrzów Klubowych, a do Pucharu Zdobywców Pucharów trafił finalista, czyli Leicester. W pierwszej rundzie „Lisy” bez większych problemów poradziły sobie z północnoirlandzkim Glenavon FC, w drugiej trafiły na Atletico Madryt. Na Filbert Street gospodarze długo prowadzili 1:0, by stracić gola w 89. minucie. W rewanżu porażka 0:2 (mimo że Banks obronił karnego wykonywanego przez Enrique Collara) odarła Wyspiarzy ze złudzeń i uzmysłowiła im siłę futbolu kontynentalnego. Pucharowa przygoda Gordona Banksa była krótka i nieudana, na swoją legendę zapracował później w reprezentacji Anglii. Zresztą jego początki w narodowym zespole są dość mocno powiązane z dwumeczem z Hiszpanami.

W 1961 r. zagrał dwa mecze w kadrze U-23 przeciwko Walii i Szkocji. Powołał go Walter Winterbottom, prowadzący reprezentację Anglii przez 15 lat bez większych sukcesów. Dwa tygodnie przed pierwszym meczem z Altetico Matt Gillies zawołał Banksa do swojego gabinetu:

– Dobre wieści, Gordon – powiedział. – Walter Winterbottom powołał cię na mecz z Portugalią. (s. 134)

Radość szybko zmieniła się w zakłopotanie, kiedy okazało się, że mecz z Portugalią i z Atletico jest tego samego dnia (25 października 1961 r.). „Banksy” wpadł na szalony pomysł – zagra dwa mecze jednego dnia! Mecz Anglia-Portugalia był zaplanowany na godz. 14:30, czyli powinien skończyć się ok. godz. 16.30. Drogę z Londynu do Leicester można przebyć w dwie godziny, także „Banksy” mógłby pojawić się na Filbert Street o 18.30. Początek starcia z Atletico Madryt był zaplanowany na 19:30, więc miałby całą godzinę na przygotowanie się do meczu! Ostatecznie Walter Winterbottom pozostawił Banksa na ławce i stamtąd bramkarz obserwował wschodzącą gwiazdę 19-letniego Eusebio (Anglia wygrała 2:0). Już dwadzieścia minut po ostatnim gwizdku sędziego był w swoim starym Fordzie, pędząc na północ. Dotarł do Leicester na pół godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego meczu pucharowego, był więc jeszcze czas na rozgrzewkę. Ciekawostką jest fakt, że następny raz Leicester grało w europejskich pucharach dopiero w sezonie 1997/1998 i w pierwszej rundzie Pucharu UEFA znowu odpadło po dwumeczu z Atletico. Hat-trick został skompletowany w sezonie 2016/2017, kiedy to niespodziewany mistrz Anglii został wyeliminowany w ćwierćfinale Ligi Mistrzów znowu przez „Atleti”.

Sezon 1961/1962 zakończył się kolejnym rozczarowaniem dla Banksa, liczył bowiem na wyjazd na mundial do Chile. Mimo że Walter Winterbottom powołał dwóch bramkarzy z Sheffield, żaden z nich nie był Banksem (do Ameryki Południowej pojechali Ron Springett i Alan Hodgkinson). Anglia zaliczyła kolejny nieudany mundial (porażka w ćwierćfinale z Brazylią 1:3) i zbliżała się era selekcjonera Alfa Ramseya, który niespodziewanie sięgnął po mistrzostwo Anglii z Ipswich Town w 1962 r.

Wembley po raz drugi

Sezon 1962/1963 zaczął się od porażki na Craven Cottage 1:2, w dodatku w tym meczu „Banksy” złamał nos. Szybko jednak wrócił do gry i w kwietniu pojawiła się nawet szansa na dublet: „Lisy” były na czele tabeli i dotarły do półfinału Pucharu Anglii. Po ciężkiej zimie, kiedy to wiele meczów przekładano, rozgrywki gnały w szalonym tempie. 27 kwietnia 1963 r. na stadionie Hillsborough w rodzinnym Sheffield, przy 65 tysiącach widzów na trybunach, Banks i spółka mierzyli się z rosnącym w siłę Liverpoolem Billa Shankly’ego.

Zgodnie z niedzielnym wydaniem „News of the World” Liverpool oddał 34 strzały na bramkę. My oddaliśmy tylko jeden. Ten występ przeciwko Liverpoolowi był moim najlepszym w całej karierze, jeśli chodzi o futbol klubowy. Nigdy wcześniej ani później nie byłem też tak zapracowany podczas meczu. (s. 153)

“Lisy” wygrały 1:0 i awansowały do finału FA Cup. Niestety końcówka sezonu nie była zbyt dobra. Banks z powodu kontuzji opuścił trzy spotkania (pauzowało też wtedy z powodu urazów trzech innych kluczowych zawodników) i Leicester zanotowało serię trzech porażek. „Lisy” skończyły ligę na rozczarowującym 4. miejscu, więc jedyną szansą na trofeum pozostał FA Cup. W finale na Wembley 25 maja 1963 r. rywalem Leicester był Manchester United. „Czerwone Diabły” prowadziły 2:0 po bramkach Szkotów Denisa Lawa i Davida Herda, ale dziesięć minut przed końcem kontaktowego gola strzelił Ken Keyworth. Nadzieje „Lisów” pogrzebał jednak w 85. minucie nie kto inny, jak Gordon Banks. Wypuścił piłkę z rąk po dośrodkowaniu Johnny’ego Gilesa i David Herd wbił ją do pustej bramki, ustalając wynik spotkania na 3:1 dla Manchesteru.

Nasze rozczarowanie, jeśli to w ogóle możliwe, było jeszcze większe niż po porażce ze Spurs dwa lata wcześniej. Wtedy byliśmy skazywani na porażkę i polegliśmy po dzielnej walce, ale tym razem faworytem było Leicester. Wszyscy zagraliśmy bardzo źle i nasz wielki dzień zakończył się „klapą”. Jak powiedział podczas kolacji nasz kapitan, Colin Appleton: – Dostaliśmy dziś ważną lekcję, chłopaki. Ale, jasna cholera, nie mam pojęcia, do czego nam to potrzebne! (s. 158)

Reprezentacja Anglii

W czasie treningu wielu piłkarzy skupia się na szlifowaniu swoich dobrych stron. Oczywiście też to robiłem, ale równie dużo czasu poświęcałem pracy nad swoimi bolączkami. Zawsze miałem problemy z dośrodkowaniami z lewej strony [właśnie takie dośrodkowanie wypuścił podczas finału z Manchesterem – przyp. BB] i chciałem zmierzyć się ze swoimi demonami. Spędziłem godziny podczas treningów, aby trenować wyjścia do dośrodkowań z lewej strony. Myślałem nad pracą nóg, ustawieniem, techniką chwytu. Pracowałem też nad różnymi sposobami piąstkowania, analizowałem, co jest najlepsze w danej sytuacji. Po puszczonych golach w meczu, całą sobotnią noc i prawie całą niedzielę głowiłem się, co można było zrobić lepiej. (s. 166)

Gordon Banks był typem człowieka, którego niepowodzenia tylko motywują do jeszcze cięższej pracy. Końcówka sezonu 1962/1963 w klubie była bardzo smutna, jednak właśnie wiosną 1963 zaczęła się wielka przygoda Banksa z reprezentacją Anglii. Miał już za sobą występy w młodzieżówce i powołania do “jedynki” (spotkanie z Portugalią, po którym pędził do Leicester na mecz PZP), ale 6 kwietnia 1963 r. wreszcie zadebiutował w bramce pierwszej reprezentacji Anglii. Szansę dał mu nowy selekcjoner Alf Ramsey, który wprowadził swoje porządki do pracy z kadrą. Jego poprzednik Walter Winterbottom uważał się jedynie za przewodniczącego komitetu, a wybór zawodników do kadry traktował jako kompromis różnych poglądów. Ta metoda średnio się sprawdziła, za Waltera Winterbottoma Anglia skompromitowała się na mundialu w Brazylii, przegrywając 0:1 z amatorami z USA, zanotowała także dwie spektakularne porażki z Węgrami (3:6 na Wembley i 1:7 w Budapeszcie), niczego nie ugrała na czterech kolejnych turniejach o mistrzostwo świata. Alf Ramsey jednoosobowo podejmował decyzje i brał za nie całkowitą odpowiedzialność. Na początku był pewien opór ze strony działaczy, naciskali na niego zwłaszcza przed wyborem ostatecznej kadry na mundial 1966, ale postawił na swoim. Wiedział, czego chce i jak to osiągnąć, a Gordon Banks był ważnym elementem jego układanki.

W reprezentacji “Dumnych synów Albionu”.

Debiut przypadł w prestiżowym meczu ze Szkocją na Wembley w ramach British Home Championship, najstarszym turnieju piłkarskim, który powstał w 1884 r. (dziesięć lat przed pierwszym meczem piłkarskim na ziemiach polskich). Jak sama nazwa wskazuje, w rozgrywkach brały udział Anglia, Szkocja, Walia i Irlandia Północna. 6 kwietnia 1963 r. Anglia przegrała na Wembley z niesionymi dopingiem tysięcy Szkotów gośćmi 1:2.

– Wiedziałem, że przebudowali ten stadion. Ale nie miałem pojęcia, że przenieśli go do zasranego Glasgow! – skomentował atmosferę tego meczu Jimmy Graves. (s. 171).

Banks mimo porażki wypadł dobrze i 8 maja 1963 r. zagrał na Wembley przeciwko Brazylii. Tym razem jeszcze nie spotkał się z Pele, który akurat leczył kontuzję. Alf Ramsey ostrzegał go przed rzutami wolnymi w wykonaniu skrzydłowego Pepe. Jak to zazwyczaj bywa, właśnie Pepe strzelił jedyna bramkę dla gości z wolnego (padł remis 1:1). Selekcjoner „zjechał” bramkarza za tego wolnego, ale i tak dał mu zagrać jeszcze pięć razy w tym roku. „Banksy” wystąpił w niezwykle prestiżowym meczu Anglia vs Reszta Świata (23 października 1963 r.), rozegranym z okazji 100-lecia the Football Association. Była to okazja do spotkania z legendarnym Lwem Jaszynem, który okazał się niezwykle sympatycznym człowiekiem, non stop żartującym na temat realiów życia w Związku Sowieckim.

Sezon ligowy 1963/1964 dla Leicester zakończył się bez wielkiej historii, „Lisy” zajęły 11. miejsce w tabeli, a z Pucharu Anglii wyeliminował ich Leyton Orient. Jednak sezon 1963/1964 to także czwarta edycja Pucharu Ligi, uboższego krewnego Pucharu Anglii. Tak jak i dzisiaj, cieszy się on dużo mniejszym prestiżem niż Premier League czy FA Cup, ale zawsze jest to jakaś okazja do zdobycia trofeum… Gordon Banks był z pewnością zadowolony z wyeliminowania West Hamu, gdzie miał kolegów z reprezentacji (6:3 dla Leicester w półfinałowym dwumeczu). W finale też był mecz i rewanż – po 1:1 na Victoria Ground w Stoke-on-Trent, „Lisy” zwyciężyły na Filbert Street 3:2. 23 kwietnia 1964 r. Leicester City zdobył swoje pierwsze trofeum w historii (klub powstał w 1884 r. jako Leicester Fosse FC)!

Rok 1964 to także kolejne siedem meczów w reprezentacji Anglii, w tym zwycięstwo 10:0 nad USA w Nowym Jorku (Alf Ramsey traktował to jako zemstę za porażkę na MŚ 1950, dlatego Anglicy nie mieli litości i zaaplikowali Amerykanom dwucyfrową liczbę goli) i udział w „małym Pucharze Świata” w Brazylii. Banksa ominęła druga okazja do zagrania przeciwko Pelemu – akurat w meczu z Brazylią trener postawił na Tony’ego Waitersa. Kiedy niedługo później Santos FC przyjechał na tournée do Anglii, miał zagrać na Filbert Street z Leicester. Z powodu złych warunków pogodowych mecz odwołano, a Santos FC zagrał na Craven Cottage w Londynie z Fulham. Banks stracił trzecią szansę zmierzenia się z „królem futbolu! Wtedy myślał, że już nigdy nie będzie takiej okazji. Co się jednak odwlecze…

Przemyślenia po meczach z Polską

W pierwszej części sezonu 1964/1965 Banksowi zaprzątały głowę negocjacje w sprawie zwiększenia tygodniówki. Jako pierwszy bramkarz reprezentacji i doświadczony ligowiec miał prawo oczekiwać znacznej podwyżki, ale ostatecznie stanęło w grudniu na 60 funtach tygodniowo. Władze Leicester City oglądały każdego pensa kilka razy i nie płaciły zawodnikom tyle, ile wiele innych klubów First Division. To był też jeden z powodów, dlaczego „Lisy” nie zdobywały trofeów, a kolejny sezon przyniósł tylko znowu rozczarowania – 18. miejsce w lidze i odpadnięcie z Pucharu Anglii po meczu z Liverpoolem (późniejszym zdobywcą FA Cup). Udało się jedynie dotrzeć do finału Pucharu Ligi, gdzie jednak lepsza okazała się Chelsea FC. W 1965 r. Gordon Banks rozegrał siedem meczów w reprezentacji, co było zadziwiającą regularnością – tyle samo rozegrał w 1963 i 1964 r. Trzeba jednak dodać, że wśród tych 21 spotkań nie było żadnego o naprawdę wielką stawkę. Początek sezonu 1965/1966 Banks stracił z powodu złamania nadgarstka w sparingu z Northampton Town. Kolejny sezon klubowy raczej do zapomnienia: 7. miejsce w lidze i odpadnięcie z obydwu pucharów po porażkach z Manchesterem City. To jednak nie było istotne – zbliżała się impreza życia Gordona Banksa.

Marian Szeja podczas finału Pucharu Francji w 1979 r.

W 1966 r. Anglia zagrała dwa razy z Polską: 5 stycznia na Goodison Park i 5 lipca – w próbie generalnej – na Stadionie Śląskim w Chorzowie. W obydwu meczach Banks zagrał i miał ciekawe obserwacje:

Kibice na stadionie gorąco oklaskują spektakularne parady, jednocześnie zupełnie nie doceniają na pozór łatwych obron, które wynikają z odpowiedniego ustawienia. Świetnym przykładem jest mecz Anglia – Polska, rozegrany na Goodison Park w styczniu 1966 r. Podczas pierwszej połowy Roger Hunt wykonał swój popisowy numer i uderzył bardzo mocno z dystansu, piłka jednak leciała w środek bramki. Polski bramkarz Marian Szeja wybił się wysoko w górę i spektakularną paradą przeniósł piłkę nad poprzeczką. Ta niezwykle efektowna i akrobatyczna obrona została nagrodzona owacją na stojąco przez kibiców na stadionie Evertonu. Kilka minut później miałem podobny strzał, uderzał z takiej samej odległości polski napastnik Sadek. Przewidziałem, gdzie poleci piłka, czekając na nią w odpowiednim miejscu. Wyskoczyłem lekko do góry i złapałem ją bez problemu, w ogóle nie rzucając się na ziemię. Widownia w ogóle nie zareagowała, była zupełna cisza. Polak swoją paradą sprokurował rzut rożny dla rywala, ja wykonałem na pozór prostą interwencję i mogłem od razu rozpocząć nową akcję swojej drużyny. (s. 216-217)

5 lipca 1966 r. Anglia w generalnej próbie przed mundialem na własnych boiskach mierzyła się z Polską na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Wyspiarze lądowali na lotnisku w Katowicach i Gordon Banks nawet nie zorientował się, że mecz odbył się w innym mieście. Było to jedno z tych spotkań, w których nikt nie chciał odnieść kontuzji, więc bez wielkiej historii (Anglia wygrała 1:0). Bardziej w pamięć przyszłego mistrza świata wrył się przytłaczający obraz stolicy Górnego Śląska.

Po wyjściu z samolotu od razu zauważyliśmy, jak naprawdę wygląda życie za żelazną kurtyną. Nawet w słonecznym lipcu Katowice wydawały się szare i złowieszcze. Panorama miasta prezentowała się ponuro i niebezpiecznie, wszędzie straszyły nas brudne bloki i dymiące kominy, fabryki, szyby kopalniane i koła zębate. Ludzie wyglądali bardzo biednie, a te kilka aut, które udało nam się zauważyć, zdawały się należeć do dawno minionej epoki. Jimmy Graves przyglądał się temu chwilę, po czym zwrócił się do Alfa: – Ok, Alf, wykonałeś plan. Teraz zabierz nas szybko do samolotu i wracajmy do domu! (s. 228)

Szczęśliwie nikt z Anglików nie doznał w tym meczu kontuzji i bez problemów dotarli do ojczyzny. Za sześć dni Gordon Banks i spółka mieli rozpocząć walkę o mistrzostwo świata.

Koniec części pierwszej. Niebawem ciąg dalszy.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Wszystkie cytaty, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą z książki Gordona Banksa “Banksy. The Autobiography”, wydanie drugie z 2003 r. (tłumaczenie własne autora tekstu).