Francuski dramat w dwóch aktach. Jak Francja na mundial nie pojechała?

Kat Kostadinow

Minuty upływały, a wynik się nie zmieniał. Francuzom w zasadzie to pasowało, bo przecież remis dawał im awans.

Na sekundy przed katastrofą, tuż przed końcem podstawowego czasu gry, Trójkolorowi mieli rzut wolny na wysokości pola karnego rywali. Piłka trafiła do Davida Ginoli. Pewnie gdyby ją przetrzymywał, to któryś ze zniecierpliwionych Bułgarów, sfaulowałby go i Francja pojechałaby na mundial. Jednak Ginola zdecydował się na dośrodkowanie. Było bardzo niecelne, Bułgaria przejęła futbolówkę i ruszyła z kontrą. Po chwili w niezłej, ale niełatwej sytuacji znalazł się Kostadinow. Skrzydłowy FC Porto z ogromną siłą huknął na bramkę Lamy. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do siatki. – Bóg jest Bułgarem – krzyczał do mikrofonu bułgarski komentator Nikołaj Kolew, a Kostadinow utonął w objęciach kolegów.

Po chwili sędzia zakończył mecz. Bułgarzy wznieśli ręce w geście zwycięstwa, a Francuzom nie pozostało nic innego, jak schować się w szatni.

Hymny, kogut na murawie, a potem dramat Francuzów

Głowa Ginoli

Francuzi byli przerażeni. Wiedzieliśmy, że tak będzie i na tym właśnie opierała się nasza taktyka. Grali na remis i nie szukali wygranej. Nie zasłużyli na kwalifikację. Uderzyliśmy ich tam, gdzie bolało najbardziej

Christo Stoiczkow ostro komentujący grę francuzów

Z kolei Zlatko Jankow, kolega reprezentacyjny Stoiczkowa, tak opisywał swoje spostrzeżenia po meczu: – Pamiętam twarz Papina. Był blady. Wyglądał, jakby był bardzo chory.

Następnego dnia gazeta „L’Equipe” opatrzyła swoją okładkę zdjęciem Cantony strzelającego na bramkę Michajłowa i wymownym tytułem „Inqualifiable”, który możemy przetłumaczyć jako „Nie do opisania”. Co ciekawe, tego samego tytułu dziennik użył w wydaniu z 9 marca 2017 roku, dzień po słynnej porażce PSG z Barceloną 1 do 6.

Do historii przeszedł także komentarz Gerarda Houlliera, który powiedział o Ginoli, że „wysłał pocisk Exocet prosto w serce francuskiego futbolu” i że „popełnił zbrodnię przeciwko drużynie”.

Po tak spektakularnej porażce nad Sekwaną i Loarą zaczęło się poszukiwanie winnych. Kozłem ofiarnym, również dzięki komentarzowi Houlliera, zrobiono Ginolę.

Jeszcze wiele lat później Houllier atakował swoje byłego podopiecznego w mediach. Powiedział między innymi, że Ginola nalegał, aby wystawić go w podstawowym składzie zamiast Cantony i Papina. Zawodnik oczywiście stanowczo zaprzeczył tym doniesieniom.  

Francuzi lubią patrzeć, jak odpadają głowy, gdy jest kryzys. A nasza porażka z Bułgarią była kryzysem narodowym. Jak dobrze udokumentowano w historii, lubimy ucinać głowy we Francji. Musieli znaleźć głowę i wybrali moją.

David Ginola po meczu z Bułgarią

Po porażce z Bułgarią pracę stracił Houllier. Również dla Ginoli nastał w zasadzie kres kariery reprezentacyjnej. Co prawda, kolejny selekcjoner, Aime Jacquet, powoływał go do kadry, ale nigdy nie powierzył mu pierwszoplanowej roli. Nie zabrał go na Euro 1996, ani na mistrzostwa świata 1998.

DOMINIK GÓRECKI

Autor: Dominik Górecki

Samorządowiec, dziennikarz, sadownik, miłośnik podróży i fan futbolu. Entuzjasta Serie A, Bundesligi i piłki afrykańskiej. Od dzieciństwa zakochany w Juventusie.

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Dominik Górecki.