Gunter Netzer – magik w cieniu Cruyffa

Czas czytania: 6 m.

Jest rok 1973 i końcówka kolejnego sezonu Primera Division. Santiago Bernabeu siedzi niespokojny w jednym ze swoich biur na stadionie swojego imienia i zastanawia się, jakim cudem ten Holender nie chce przejść do jego klubu. Przecież to Real Madryt – pięciokrotny zdobywca Pucharu Europy! Im się nie odmawia. A jednak holenderski diament wybiera Barcelonę, zafascynowany projektem Rinusa Michelsa, a Don Santiago przeczuwa nadejście złotych czasów dla zespołu z Katalonii. Czas goni, a on jak najszybciej musi znaleźć odpowiedź na zapędy swoich największych rywali…

Polub nasz profil na Facebooku

Legendarny prezes Realu Madryt zwraca więc swój wzrok w kierunku Niemiec. Nic w tym zresztą dziwnego. Mimo politycznych podziałów RFN i NRD obfitują w tabuny piłkarskich talentów, a ci pierwsi uznawani są za niepodważalnego faworyta mających się odbyć na ich ziemi mistrzostw świata w 1974 roku. Beckenbauer, Hoeness, Mueller, Breitner, Heynckess, Maier, Vogts pobudzają wyobraźnię nie tylko kibiców, ale także działaczy piłkarskich na całym świecie.

REKLAMA 2
Gunter Netzer - magik w cieniu Cruyffa 2

Zafascynowaniu temu ulega też prezes Realu Madryt, który przeciwwagę dla Johana Cruyffa znajduje właśnie w zachodnich Niemczech. Jednak nie miał być nią jeden z wyżej wymienionych, a Gunter Netzer – lider Borussii Monchengladbach, najlepszy piłkarz Niemiec 1972 (i później 1973 roku).

Piłkarski hipster

Indywidualista, ignorant, zadufany w sobie gwiazdor, introwertyk. A może jeszcze inaczej – wpisujący się w definicję boiskowego „Bad boya”, futbolowy magik? Trudno zaszufladkować tego piłkarza, gdyż… wymykał się on wszelkim schematom. Wysoki, dobrze zbudowany, długowłosy blondyn, przypominający raczej rockową gwiazdę (inni powiedzą, że kierowcę formuły 1 – Jamesa Hunta), niż kreatora gry. Taki obraz świetnie wpisywał go w ówczesną rock’n’rollową rewolucję i hedonistyczny sposób bycia, tak bardzo charakterystyczny dla końcówki lat 60. i początku 70.

Był on jednak przede wszystkim kapitalnym piłkarzem, który wydawał się robić z boiska własne poletko, gdzie wszyscy uczestniczący w zabawie, dostosowywali się do jego reguł. Kiedy patrzy się na wyrywki filmików z lat 70., widzi się piłkarza, który biegał z piłką w taki sposób, jakby była jego własnością i nikt nie miał prawa dotknąć jej do momentu, aż on na to pozwoli. Jego znakiem były rzuty wolne i potężne uderzenie z prawej nogi, które siało postrach wśród bramkarzy Bundesligi i na niwie reprezentacyjnej. Najlepiej jego sposób gry, opisywał zresztą on sam, mówiąc:

Mam możliwość stworzyć coś niecodziennego w trakcie meczu w niecodziennych okolicznościach.

Netzer grał wówczas w Borussii Moenchengladbach, która w sezonach 1969/70 i 1970/71, zdobywała mistrzostwo Niemiec. Później, aż do roku 1978 toczyła prawdziwą batalię z Bayernem Monachium, o miano najlepszej ekipy w Niemczech, stając się jednym z okrętów flagowych niemieckiej piłki. Zespół nazywany Źrebakami, mający w składzie takich piłkarzy jak Heynckess, Vogts, czy też Netzer i prowadzony przez legendarnego Hennesa Weiswelera był swoistą przeciwwagą dla Bayernu Monachium.

Skupieni na estetycznych walorach widowiska, z mniejszym budżetem, reprezentowali raczej futbolowy romantyzm, który stał w opozycji do FC Hollywood, tworzonego w Monachium przez Beckenbauera, Breitnera, Muellera i Hoennesa. Netzer swoją osobowością boiskowego buntownika jeszcze mocniej uwidaczniał te podziały, tworząc obraz non-konformisty, walczącego z systemem bronią, jaką w tym wypadku była piłka. W Moenchengladbach stał się legendą. Urodzony w 1944 roku, już w wieku 19 lat zadebiutował w Bundeslidze i w ciągu 10 lat gry dla Źrebaków, strzelił 108 bramek w 297 meczach.

Wisienką na torcie i swoistym magnum opus występów Guntera Netzera w Borussii Moenchengladbach, był finał Pucharu Niemiec z 1973 roku. Pomocnik rozpoczął go na ławce, po decyzji trenera Weisweilera, zirytowanego postawą swojego podopiecznego, który zaledwie kilka dni wcześniej oznajmił mu, że opuszcza drużynę na rzecz Realu Madryt. Po pierwszej połowie, zakończonej remisem, zapytany przez swojego trenera, czy chce wejść na boisko, miał odpowiedzieć: „nie potrzebują mnie”. Pod koniec spotkania Netzer podszedł jednak do Weisweilera i wyraził chęć gry, pojawiając się ostatecznie na boisku w dogrywce.

Zapewne domyślacie się, co stało się dalej. Trzy minuty po pojawieniu się na boisku, strzelił bramkę, dotykając piłkę po raz drugi. Stadion oszalał, trybuny były jego, a blondwłosy pomocnik znów znajdował się na piedestale. Był to jego ostatni występ dla Borussii i do dzisiaj uznawany, za jeden z tych niezapomnianych. Czy można sobie wyobrazić lepsze pożegnanie?

Niepasujący element

Nic więc dziwnego, że Bernabeu zapragnął go mieć w swojej drużynie, widząc w nim jedyną odpowiedź na barcelońską armatę, w osobie Johana Cruyffa. W 1973 roku udało się ostatecznie ściągnąć go do Madrytu. Borussia otrzymała za niego 800 tys. niemieckich marek, a Real zobowiązał się zagrać dwa sparingi z niemieckim zespołem, których koszt pokryć miała drużyna z Chamartin.

Mimo, że Netzer uznawany był w tamtym czasie za najlepszego niemieckiego piłkarza, Bernabeu nie opuszczały wątpliwości. Słynny prezes słynął ze swojego zafascynowania zawodnikami ruchliwymi (patrz Gento i Di Stefano), którzy swoimi akcjami byliby w stanie poderwać publiczność. Netzer do takich piłkarzy nie należał i jak pisze Phil Ball w książce „Real Madryt. Królewska historia najbardziej utytułowanego klubu świata”, przypominał on raczej Josepa Samitiera, którego trudno posądzić o boiskową pracowitość i witalność.

Jednak Niemiec nie zaczął najgorzej i jego współpraca z Pirrim, wraz z upływającym sezonem, zaczynała wyglądać coraz lepiej. Niestety dla niego, Barcelona miała Cruyffa, który udowodnił swoją wyższość nad niemieckim piłkarzem w bezpośrednim pojedynku. Duma Katalonii ograła Real 5:0 w Madrycie, a Netzer przez całe spotkanie oglądał plecy holenderskiego pomocnika. Najlepszym podsumowaniem całego spotkania było zdjęcie, które obiegło Hiszpanię, na którym widać Holendra pocieszającego piłkarza Realu. Była to pierwsza, tak wielka porażka Netzera w jego karierze.

Po odejściu legendarnego trenera Realu, Miguela Munoza, jego następcą został serbski szkoleniowiec Miljan Miljanić, który uczynił z Netzera centralną postać zespołu. Styl gry drużyny opierał się na długich przerzutach, które niemiecki pomocnik wykonywał znakomicie, co idealnie wpasowywało go w koncepcję Serba. Kibice nie akceptowali jednak takiego stylu gry i Miljanić po dwóch latach musiał odejść.

W międzyczasie Netzer zaliczył powrót do Moenchengladbach w barwach Realu, w ramach rozgrywek o Puchar Europy. Reakcja publiczności była zaskakująco negatywna, zważywszy na to, jakim statusem się tam wcześniej cieszył. Niemiec dostawał sowitą porcję gwizdów przy każdym kontakcie z piłką, grając jedno z najsłabszych spotkań w barwach Królewskich. Trudno spekulować, ale być może to wydarzenie wpłynęło na fakt, że po odejściu z Realu, wybrał szwajcarski Grasshopers, a nie powrót do niemieckiej Bundesligi.

Ostatecznie Netzer opuścił Real w 1977 roku, rzucając na odchodne, że jest „za stary na grę w najlepszej drużynie świata”, podkreślając jednocześnie, jak bardzo będzie mu brakowało życia w Madrycie. Czy spełnił wymagania? Trudno jednoznacznie określić. Jego bolączką był fakt, że Barcelona miała Cruyffa i nieważne, czego Niemiec by dokonał, to i tak byłoby to oceniane w kontekście sukcesów holenderskiego pomocnika. Mimo to, można odnieść wrażenie, że w Madrycie mógł dać z siebie o wiele więcej.

Reprezentacja

Trudno uznać, aby sukcesy klubowe Guntera Netzera, przeniosły się na niwę reprezentacyjną. Owszem, niemiecki pomocnik był w kadrze Niemiec podczas mistrzostw świata w 1974 roku, ale czasownik „być” w pełni odzwierciedla jego udział w tym sukcesie. W trakcie całego turnieju rozegrał zaledwie 20 minut, ustępując miejsca w pierwszym składzie Wolfgangowi Overathowi. Było to o tyle zaskakujące, że jeszcze dwa lata wcześniej odegrał on kluczową rolę w legendarnym już zwycięstwie RFN na Wembley przeciwko Anglikom.

Niemcy wygrali tamto spotkanie 3:1, a Netzer wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, wykorzystując rzut karny w 84 minucie. Jeżeli ówczesną reprezentację porównalibyśmy do orkiestry, do długowłosego pomocnika jasno trzeba było uznać za jej dyrygenta. To właśnie wtedy Netzer osiągał szczyt swojej formy, prowadząc niemiecką kadrę do zwycięstwa na mistrzostwach Europy w Belgii w 1972 roku.

Ostatecznie licznik jego występów zatrzymał się na liczbie 37. Trzeba uczciwie przyznać, że na piłkarza tej klasy, jest to wynik co najmniej zaskakujący…

Na ślubie u Sinatry

Jak zdążyliście już zapewne zauważyć, Netzer słynął z dość niecodziennych wypowiedzi i raczej obce mu było owijanie w bawełnę i polityczna poprawność. Cechowała go bezczelna wręcz momentami szczerość. Kiedyś na pytanie, dlaczego gra w taki, a nie inny sposób, odpowiedział:

Rozumiem, że muszę biegać, ale robię to bardzo niechętnie, zwłaszcza, jak jestem bez piłki.

Innym razem zapytany o to, dlaczego nosi swoje długie włosy, skwitował to stwierdzeniem, że ma brzydką urodę i włosy dodają mu atrakcyjności.

Jednak najciekawsza historia związana z jego życiem, wiąże się ze znajomością z Frankiem Sinatrą. Kiedy w 1976 roku piosenkarz włoskiego pochodzenia brał ślub z Barbarą Blakeley Marx, Netzer znajdował się akurat w Madrycie, lecząc kontuzję w trakcie sezonu. Jego najlepszy przyjaciel Michael Pfleghar namówił go, aby poleciał z nim do Las Vegas, aby uczestniczyć w ceremonii. Problem leżał w tym, że Netzer nie miał ani paszportu, ani szans na uzyskanie na to pozwolenia od działaczy klubu. Mimo to, załatwił sobie dokument, dzięki znajomościom w ambasadzie w Madrycie i wraz z Pfleghar wyruszyli do USA prywatnym samolotem.

Na ceremonii Netzer został usadzony w pierwszym rzędzie (!), co przy wielu szumie medialnym, jaki towarzyszył całemu wydarzeniu powodowało, że aby uniknąć ujawnienia, przez całą ceremonię musiał siedzieć zasłaniając się swoją marynarką. Co ciekawe, do Niemiec wracał będąc ubrany w grubą kurtkę i mając na sobie kapelusz. Ostatecznie włodarze klubu z Madrytu o całej sytuacji się nie dowiedzieli, a na światło dzienne wypłynęła ona zaledwie kilka lat temu…

Gunter Netzer – problemy

Ostatecznie piłkarz swoją karierę zakończył w Grasshopers Zurych w 1978 roku, mając 34 lat. Po karierze pozostał blisko związany z futbolem, pracując jako menedżer generalny Hamburger SV. Był to okres, w którym zespół z tego portowego miasta osiągał największe sukcesy w historii (dwukrotne wygranie Bundesligi, zwycięstwo w Pucharze Europy w 1983 roku). W 1986 roku opuścił zespół i został komentatorem sportowym.

W 2006 roku pełnił funkcję ambasadora mistrzostw świata w Niemczech. Stanowisko to przysporzyło mu jednak więcej problemów niż chwały, gdyż Theo Zwanzinger (były prezes niemieckiego związku piłki nożnej) wyjawił ostatnio, że Netzer wspominał mu w rozmowie w 2012 roku o czterech głosach , które niemiecki związek kupił w trakcie wyborów gospodarza mistrzostw świata w 2000 roku. Afera ta wypłynęła na światło dzienne w zeszłym roku, wraz z domniemaną łapówką, jaką Niemcy mieli wypłacić FIFA w tamtym okresie. Tym samym Netzer, obok Zwanzingera, Wolfganga Niersbacha i nieżyjącego już Roberta-Lous Dreyfussa, stał się jednym z głównych bohaterów afery w niemieckim związku.

Odnosząc się jednak do jego boiskowych dokonań, śmiało można uznać, że był jednym z najważniejszych piłkarzy lat 70. na świecie. W tym kontekście może dziwić fakt, iż jego postać nie jest tak szeroko znana w dzisiejszych czasach, a niewielu kibiców Realu Madryt pamięta bądź kojarzy postać niemieckiego pomocnika. Problemem Netzera nie były jednak jego umiejętności, a czasy, w jakich grał w piłkę. Było w nich miejsce tylko na jednego magika środka pola, który na jego nieszczęście nazywał się Johan Cruyff…

Te teksty także powinny Cię zainteresować:

PIOTR JUNIK

Piotr Junik
Piotr Junik
Sympatyk Realu Madryt i wszystkiego, co związane z hiszpańskim futbolem. Zafascynowany polityczno-społecznym aspektem piłki nożnej. Zawodowo projektuje i buduje najlepsze stoiska targowe w kraju.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Statystyki polskich piłkarzy w 2 i 3 lidze niemieckiej.

W tym artykule przedstawiamy zestawienie polskich piłkarzy, którzy kiedykolwiek występowali w 2 bądź 3 lidze niemieckiej.

Patryk Małecki – niepokorny piłkarz z Wisłą w sercu

Patryk Małecki to postać nietuzinkowa - w tym artykule opisujemy jego historię.

„Piłkomatyka” – recenzja

"Piłkomatyka" wyszła w Polsce parę lat temu i nie odbiła się wielkim echem. Czy warto sięgnąć po tę książkę? Przeczytajcie recenzję Patryka Szczerby!