Bosonodzy czarodzieje, czyli Indie na igrzyskach w Londynie

Bosonodzy czarodzieje

Występy indyjskiej drużyny spotkały się ze sporym zainteresowaniem wśród angielskich kibiców. Nie chodziło tylko o ich wysoką skuteczność, ale też, a może przede wszystkim o to, że grali oni na boso. Zamiast butów zakładali na stopy grusze skarpety albo owijali je bandażami. Twierdzili, że w ten sposób lepiej czują piłkę i mogą precyzyjniej podawać. Kapitan zespołu Talimeran Ao zapytany przez brytyjskiego dziennikarza o grę bez butów odparł, że ta dyscyplina nazywa się football, a nie bootball.

Na suchych, twardych boiskach w Indiach taka gra sprawdzała się całkiem dobrze, ale kiedy murawa była grząska, to pojawiały się problemy. Przed takim właśnie wyzwaniem stanęli po dotarciu do Wielkiej Brytanii, gdzie miękkie, podmokłe boisko nie było niczym niezwykłym. Zdecydowano, że jeśli sytuacja będzie tego wymagać, to piłkarze zagrają w butach, a kiedy będzie sucho, to będą grać na boso. Nie chodziło tutaj o nic innego, jak o komfort gry – zawodnikom z Indii po prostu wygodniej grało się bez butów.

W końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień. 31 lipca przed stadionem Cricketfield przy Lynn Road w Ilford w północno-wschodnim Londynie ustawiła się spora kolejka kibiców. Chcieli na własne oczy zobaczyć, jak spiszą się grający na boso goście z Indii w starciu z renomowanym europejskim rywalem. W ten sobotni wieczór na trybunach zasiadło 17 tys. fanów futbolu. Sędzią głównym był Szwed Gunnar Dahlner, a na liniach pomagali mu Vieter Rae z Wielkiej Brytanii i Agostino Gamba z Włoch.

W pierwszym, oficjalnym historycznym meczu Indii po uzyskaniu niepodległości trener Balaidas Chatterjee wystawił do gry następujący skład: Kenchappa Varadaiah Varadaraj – Taj Mohamed, Sailendra Nath Manna – Sattar Bashir, Talimeran Ao (kapitan), Mahabir Prasad – Robi Das, Ramachandra Balaram Parab, Sahu Mewalal, Ahmed Mohamed Khan, Sarangapani Raman. Podbudowani wynikami z przygotowań wyszli na boisko z wielką wiarą we własne umiejętności, a ośmiu z nich zagrało bez butów.

Pierwszy gwizdek wybrzmiał o 18:30. Oba zespoły grały w ciągle wówczas popularnych ustawieniach 2-3-5. Przez pierwsze pół godziny gry żadna ze stron nie była w stanie uzyskać wyraźnej przewagi. Mecz stał jednak na wysokim poziomie i wielu kibiców oglądało go na stojąco. Pierwszy gol padł w 30. minucie spotkania, kiedy to Francuz René Courbin przechytrzył indyjskiego bramkarza i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Zawodnicy z Indii jednak się nie załamali i konsekwentnie starali się zagrozić bramce rywali. Imponowali kontrolą nad piłką i przewyższali Francuzów pod względem technicznym. Rywale coraz częściej musieli uciekać się do fauli, żeby zatrzymać nacierających Hindusów. Tuż przed końcem pierwszej połowy kolejny groźny atak został nieprzepisowo zatrzymany i szwedzki sędzia podyktował rzut karny dla Indii. Do piłki podszedł jeden z najlepszych indyjskich zawodników Sailendra Nath Manna. Wiedział, że od tego, czy trafi, będzie bardzo dużo zależało i ten ciężar odpowiedzialności okazał się dla niego za duży. Posłał piłkę w lewy, górny róg bramki, ale po chwili mógł tylko bezradnie patrzeć, jak futbolówka przelatuje nad poprzeczką.