Bosonodzy czarodzieje, czyli Indie na igrzyskach w Londynie

Dobre widoki na przyszłość

Mimo dobrych meczów rozegranych w czasie pobytu w Europie ciągle rozpamiętywano porażkę z Francuzami. Wielu nie mogło się pogodzić z przegraną i zastanawiano się, jak daleko indyjska drużyna mogła dotrzeć w turniejowej drabince. W starciu z Wielką Brytanią na pewno nie byli bez szans, a kto wie, czy nawet nie byli w stanie sięgnąć po medale.

W swoim pierwszym międzynarodowym występie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i byli świetnymi ambasadorami niepodległych Indii. Pokazali, że zasługują na włączenie w struktury światowego futbolu, a na piłkarskiej mapie świata pojawił się kraj, który oprócz wniesienia nieco kolorytu przez ich grę na bosaka, dysponował naprawdę solidnym potencjałem.

Kolejnym krokiem w powrocie do normalności w piłkarskim świecie po kataklizmie II wojny światowej było zorganizowanie mistrzostw świata. Indie, żeby się rozwijać, potrzebowały jak najczęstszego kontaktu ze światową czołówką. W Azji tego kontaktu nie mieli wcale, więc jedynymi okazjami do ponoszenia umiejętności były igrzyska olimpijskie i właśnie powracające mistrzostwa świata, do których eliminacje miały się rozpocząć całkiem niedługo. Hindusi odegrali w nich swoją rolę, ale o to temat na inną opowieść.

Swoją drogą ciekawe, w którą stronę poszedłby futbol, gdyby grający na boso Hindusi odnieśli na londyńskich igrzyskach większy sukces.

BARTOSZ DWERNICKI

Źródła