Dlaczego Indie zrezygnowały z udziału w mistrzostwach świata w 1950 r.?

Obawa kompromitacji?

Faworytami w starciu z każdym z grupowych rywali z pewnością nie byli, ale całkowicie bez szans również nie. Włosi byli osłabieni, a kolektyw trenerów, który kierował reprezentacją, nie dogadywał się między sobą najlepiej. Najprawdopodobniej w gorącym brazylijskim klimacie lepiej potrafiliby się odnaleźć Hindusi, co na starcie dawałoby im małą, ale jednak przewagę. Już podczas swojego pobytu w Europie w 1948 r. Indie pokazały, że potrafią grać w piłkę i że wcale nie muszą być tylko tłem dla europejskich drużyn.

Pojedynek z Paragwajem mógł być dla Indii o tyle trudny, że nigdy wcześniej nie grali z zespołem z Ameryki Południowej i pewnie potrzebowaliby nieco czasu, żeby przyzwyczaić się do ich stylu gry. W składzie mieli jednak kilku zawodników, którzy również potrafili czarować przy piłce, więc nie stali na z góry straconej pozycji. Sailen Manna i Ahmed Khan, na których opierała się gra reprezentacji, byli naprawdę znakomitymi piłkarzami. Manna został w 1953 r. wybrany przez angielski FA do grona dziesięciu najlepszych kapitanów na świecie, a Khan na początku lat pięćdziesiątych wielokrotnie udowadniał swoją wartość w meczach z zespołami zagranicznymi.

Trzeci rywal, czyli silna reprezentacja Szwecji była jednak już raczej poza zasięgiem Indii. Nawet mimo braku najlepszych zawodników Szwedzi należeli do jednych z faworytów turnieju. Byli wszakże przyzwyczajanie do dość chłodnego klimatu, więc również tutaj pojawia się małe światełko nadziei dla ciepłolubnych Hindusów.

Poza tym na mistrzostwach świata startują najlepsze drużyny z całego globu, więc po co mieliby w ogóle brać udział w eliminacjach, skoro baliby się kompromitacji na turnieju? Swoimi występami na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych reprezentacja Indii dawała podstawy sądzić, że na brazylijskim turnieju jest w stanie odegrać może nie główną, ale już drugoplanową rolę jak najbardziej.

Bo nie mogli grać na boso?

Przed mistrzostwami FIFA wprowadziła kilka postanowień technicznych, wśród których był też zapis, że wszyscy piłkarze muszą grać w butach. Na londyńskich igrzyskach Hindusi wzbudzili ciekawość publiczności nie tylko swoją cieszącą oko grą, ale też, a może przede wszystkim, dlatego, że część z nich grała bez butów. Dzięki temu mogli lepiej panować nad piłką i być bardziej precyzyjnymi. Nie było jednak tak, że zawsze grali boso. Bardzo często warunki pogodowe wymuszały na nich grę w obuwiu i nie było to dla Hindusów niczym niezwykłym. Owszem, woleli grać boso, bo lepiej czuli wówczas grę, ale kiedy trzeba było założyć buty, to nie mieli z tym problemu.

To nie było tak, że nie byliśmy przyzwyczajeni do noszenia butów przed 1952 r. Często nosiliśmy buty, kiedy padał deszcz. Ziemia stawała się bardzo miękka, więc trudno było utrzymać równowagę bosymi stopami. Były nawet przypadki, że zaczynaliśmy mecz na boso, ale musieliśmy założyć buty na drugą połowę po tym, jak w przerwie padał deszcz – mówił Sailen Manna w wywiadzie dla magazynu Khela.

Skoro wcześniej grywali w butach, to naprawdę trudno uwierzyć, że zrezygnowali z gry w Brazylii, bo nie mogli grać na boso. Stali przecież przed szansą pierwszego występu na mistrzostwach świata, więc nie powinni mieć oporów, żeby odłożyć na bok swoje przyzwyczajenia. Tym bardziej że już dwa lata później gra w obuwiu stała się w reprezentacji obowiązkowa.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…