Jimmy Glass: Futbol dał mi ten jeden wspaniały moment

Jimmy Glass (w garniturze) w trakcie meczu Manchester City - Bournemouth fot. archiwum prywatne
Jimmy Glass (w garniturze) w trakcie meczu Manchester City - Bournemouth fot. archiwum prywatne

Całe życie trenowałem, by znaleźć się w tej sytuacji i zdobyć gola. To taka ironia losu.

Jimmy glass

A gdy twoja drużyna wywalczyła ostatni rzut rożny? Jakie wtedy myśli przychodziły Ci do głowy?

Zawsze uwielbiałem grać jako napastnik. Kocham uczucie towarzyszące strzeleniu bramki. Tak samo albo może nawet bardziej niż uczucie obronienia strzału. Choć byłem profesjonalnym bramkarzem, na treningach grałem jako napastnik, więc czułem się pewnie w polu karnym przeciwnika. Strzelanie bramek było gdzieś w mojej w głowie. Czy w tamtej sytuacji czułem, że trafię do siatki? Nie! Czy miałem nadzieję, że to zrobię? Tak! Całe życie trenowałem, by znaleźć się w tej sytuacji i zdobyć gola. To taka ironia losu.

Gdy przeczytałem Twoją książkę, porównałem Cię do przypadkowego przechodnia, który uratował dziecko przed śmiercią w pożarze.

Szczerze? To była moja praca. Byłem profesjonalnym piłkarzem i zawsze dążyłem do tego, by wygrywać. Mimo że dla Carlisle jestem bohaterem, nie czuję się bohaterem. Jestem kimś, kto kocha piłkę i tym, kto odważył się przejść do klubu tylko po to, by zagrać tam 3 mecze. Nie musiałem tego robić, mogłem zostać w Swindon i nie stawiać się w trudnej sytuacji. Przejście do Carlisle było odważną decyzją. Nie porównuję się jednak do kogoś, kto uratował dziecko z pożaru. Pielęgniarka, policjant czy strażak mogą być bohaterami. Piłkarze nie są bohaterami, tylko ludźmi, którzy wykonują swoją robotę. Futbol nagrodził mnie za moją miłość do tego sportu. Kocham bycie piłkarzem, bramkarzem, kocham czyszczenie podłóg w klubie. Sport nie dał mi długiej kariery, nie dał mi tysięcy występów, ale dał mi ten jeden wspaniały moment.

ZOBACZ TEŻ:

Ale to nie strzelanie, lecz bronienie było twoją pracą. Stałeś się po prostu właściwym człowiekiem, we właściwym miejscu i o właściwym czasie.

Tak. Ale bycie piłkarzem to praca, która polega na tym, by mieć pozytywny wpływ na grę. Jako golkiper raczej oczekujesz, że będziesz bohaterem, gdy obronisz karnego. Na profesjonalnym poziomie chodzi o to, by wygrywać. Na amatorskim – o radość i udział.

Jakie są reakcje fanów Carlisle United, gdy cię widzą?

Zawsze są dla mnie bardzo otwarci, przyjaźni, szczęśliwi. Carlisle to miasto na północy. Ludzie stamtąd podchodzą z większą rezerwą niż ludzie z południa Anglii. Jednak kochają piłkę i swój klub. Mój gol doprowadził dorosłych mężczyzn do łez. To bardzo emocjonująca chwila. Mimo że od tamtej pory minęło ponad 20 lat, to dla nich wciąż magiczny moment.

A jak traktują Cię fani Scarborough? Twój gol oznaczał spadek ich ukochanego klubu.

Dwa lat później, gdy broniłem barw Kingstonian, zagrałem przeciwko Scarborough. I fani zachowywali się wobec mnie w porządku. Nigdy żaden z nich mnie nie zaatakował.

Gdy wypożyczono Cię do Carlisle, szefem klubu był Michael Knighton. Wcześniej, zanim tam trafiłeś, łączył nawet funkcję właściciela, prezesa i menedżera.

Bardzo lubił mówić każdemu, co ma robić i co powinien robić. Piłka nożna jest pełna boiskowych charakterów. Wymienię choćby Paula Gascoigne’a, Glenna Hoddle’a, Chrisa Waddle’a, Peter Beardsleya, Iana Wrighta czy Alana Shearera. To wszystko wielkie postacie. Michael Knighton też jest ciekawą postacią. Uwielbiał skupiać na sobie uwagę, uwielbiał media. Niektórzy myśleli, że właściciel chce, by klub spadł, ponieważ zamierzał przenieść go do ligi szkockiej [Carlisle leży tuż przy szkocko-angielskiej granicy – red.]. Wtedy byłaby to jedna z największych drużyn w Szkocji. Kibice go nie lubili. Sądzili, że wyciąga pieniądze z klubu. Zresztą dzień przed meczem ze Scarborough ogłosił, że klub osiągnął rekordowe zyski w wysokości 1,4 miliona funtów. Policja musiała go eskortować, gdy opuszczał klub. Osobiście lubiłem go. Knighton chciał, żebym został w klubie po meczu ze Scarborough, jednak nie chciał zapłacić mi tyle, ile chciałem. To było dla mnie rozczarowujące. Mimo wszystko jestem wdzięczny Knightonowi, bo – choć moja kariera nie potoczyła się dobrze – to uczucie po tamtym golu i moje relacje z Carlisle wciąż są silne.

Byłeś bardzo ekspresyjnym zawodnikiem. To przeszkadza czy pomaga w grze?

To raczej nie pomaga. Piłka nożna w latach 80-tych i 90-tych była inna. Ludzie uważali, że bramkarze powinni trzymać się z tyłu, bronić, ale niekoniecznie okazywać swój charakter. Może wynikało to ze stylu zarządzania klubami, które nie działały tak profesjonalnie jak dzisiaj, nie przywiązywano takiej wagi do szkolenia. Może to moja wina. Byłem młody i naiwny, reagowałem bardzo emocjonalnie. Wiele lat później, gdy pracowałem jako taksówkarz, zrozumiałem, że podczas swojej kariery piłkarskiej powinienem być wtedy większym profesjonalistą. Powinienem lepiej rozumieć sytuację. Nie ma znaczenia, co menedżer, fani czy dziennikarze myślą o tobie. Musisz robić to, co dla ciebie najlepsze, dla swojej psychiki, kondycji, rozwoju, na 100%. To nie jest praca menedżera, to twoja robota jako piłkarza. Jeśli dostajesz pomoc – świetnie. Jeśli nie – musisz nad tym pracować. Poza boiskiem nie byłem dojrzały. Dlatego moja kariera się skończyła.

Przez kilka lat pracowałeś z Arturem Borucem w Bournemouth. Jakie masz zdanie o nim?

Pracowałem z Arturem przez 4 lata. Jest dla mnie przyjacielem. Dla mnie jest legendą. Nie tylko dlatego, że zagrał tyle razy dla reprezentacji, nie dlatego, że grał w Celtiku, ale dlatego, że lubię jego charakter. Jesteśmy podobnymi bramkarzami. Jego osobowość, instynkt, odwaga, jego pragnienie zwycięstwa. Artur mentalnie jest twardszy, niż ja byłem. Bournemouth awansowało do Premier League w dużej mierze dzięki temu, że zakontraktowało Artura Boruca. Jest kochany przez fanów, przez zawodników i sztab trenerski.

ROZMAWIAŁ DOMINIK GÓRECKI

jimmy glass jimmy glass

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Wywiad

Autor: Dominik Górecki

Samorządowiec, dziennikarz, sadownik, miłośnik podróży i fan futbolu. Entuzjasta Serie A, Bundesligi i piłki afrykańskiej. Od dzieciństwa zakochany w Juventusie.

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Dominik Górecki.