Kameruńskich bramkarzy trudne przypadki

Dom w ogniu

Po mundialu we Włoszech stosunki Bella z kameruńską federacją i rządem nieco się ociepliły. Wrócił więc do kadry. W 1994 roku, mając już niemal 40 lat, wreszcie zagrał na mistrzostwach świata (a jednym z jego zmienników był N’Kono). W pierwszym meczu na mundialu rozgrywanym w Stanach Zjednoczonych Nieposkromione Lwy zremisowały ze Szwecją. 5 dni później gładko uległy Brazylii. Po tym spotkaniu Bell niespodziewanie zrezygnował z gry w kadrze. Ponownie skrytykował organizację przygotowań do turnieju. Wysunął nawet oskarżenia o korupcję w kameruńskim futbolu.

Ostatni mecz Bella w kadrze. Spotkanie Kamerun – Brazylia:

W bardzo nerwowej atmosferze Afrykanie przystąpili do trzeciego meczu grupowego z Rosją. Miejsce Bella na bramce zajął Jacques Songo’o. Kameruńczycy grali jednak bardzo źle i przegrali ze Sborną aż 1:6 (5 goli Olega Salenki).

Winę za fatalny występ na mistrzostwach kameruńscy kibice zrzucili na Bella. Fani byli tak wściekli, że podłożyli ogień pod dom bramkarza.

Z Trofeum Zamory

Przez wiele lat rywalizacji N’Kono i Bella przyglądał się Jacques Songo’o. Choć bramkarzem był bez wątpienia dobrym, nigdy nie zdobył tak silnej pozycji jak jego wielcy poprzednicy. Tak naprawdę tylko na dwóch turniejach, Pucharze Narodów Afryki 1998 i Mistrzostwach Świata 1998, był pierwszym wyborem selekcjonera. Potem bluzę bramkarską z numerem 1 stracił na rzecz Aliouma Boukara.

Najlepsze lata swojej kariery Songo’o spędził w Deportivo La Coruña. Udany był dla niego zwłaszcza sezon 1996/97. W Primera División puścił wówczas tylko 30 bramek (w 37 spotkaniach). Był to najlepszy wynik spośród wszystkich bramkarzy grających wówczas na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Hiszpanii. Za ten wyczyn otrzymał Trofeo Ricardo Zamora, czyli nagrodę dla golkipera, który w danych rozgrywkach ma najniższą średnią straconych goli.

Songo’o był drugim w historii golkiperem spoza Hiszpanii, który zdobył Trofeo Ricardo Zamora (pierwszym był Francuz Marcel Domingo).

W 2001 roku Songo’o wraz z Deportivo wygrał Primera División. Kameruńczyk wystąpił w 9 meczach mistrzowskiej kampanii. W pozostałych bronił José Francisco Molina.

Trzy mecze w cztery dni

W lipcu 1992 roku doszło do pewnej niecodziennej sytuacji. Otóż w przeciągu czterech dni reprezentacje RPA i Kamerunu rozegrały ze sobą trzy oficjalne mecze towarzyskie. W pierwszym, rozgrywanym w Durbanie, wygrali Bafana Bafana. Potem w Kapsztadzie górą były Nieposkromione Lwy. Pojedynek numer 3 odbył się w Johannesburgu. Padł w nim remis 2:2. We wszystkich trzech spotkaniach od pierwszej do ostatniej minuty kameruńskiej bramki strzegł Bassey William Andem.

Wychowanek Unionu Douala – w odróżnieniu od innych czołowych bramkarzy z Kamerunu – z rodzimej ligi nie wyjechał bezpośrednio do Europy. Szczęścia postanowił poszukać w Brazylii, najpierw w Cruzeiro, potem w Bahii. Dopiero w 1998 roku, mając już trzydziestkę na karku, zameldował się na Starym Kontynencie. Przez 9 kolejnych sezonów występował w Boaviście. W słynnym sezonie 2000/01, podczas którego ekipa z Estádio do Bessa przełamała wieloletnią hegemonię Benfiki, Porto i Sportingu i zdobyła mistrzostwo kraju, na boisku pojawił się 7 razy.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…