„Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium” – recenzja

Czas czytania: 3 m.
0
(0)
Wschód do tej pory był trochę zaniedbany, jeśli chodzi o rynek książek sportowych, ale mundial w Rosji to świetna okazja do nadrobienia tych zaległości. Jedną z „perełek” przygotowało nam Wydawnictwo Czarne. „Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium” to niezwykła opowieść o piłce (nożnej, ale także wodnej i koszykowej) w krajach dawnego bloku sowieckiego.

Book Sale Instagram Post 2024 02 21T225901.487

Na początek kilka słów o autorze – Zbigniew Rokita jest redaktorem dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”, publikował także w „Tygodniku Powszechnym”, „Polityce” i „Miesięczniku Znak”. Prywatnie kibicuje Piastowi Gliwice oraz Górnikowi Zabrze. Jego „Królowie strzelców” to zbiór ośmiu sportowych opowieści (nie tylko o piłce nożnej), które mimo znacznej rozbieżności czasowej i geograficznej łączy jedno – silne związki z polityką i totalitaryzmem.

Fascynujący jest przede wszystkim opis futbolu w Rosji pod trzema postaciami (w Rosji carów, Rosji bolszewików i tej współczesnej). Te trzy epoki pięknie spaja postać Mikołaja Starostina, założyciela Spartaka Moskwa i najstarszego z czwórki niezwykle usportowionych braci. Ośmieszył on kiedyś na boisku samego Ławrientija Berię, przez co razem z rodzeństwem trafił do łagrów. Przeżyć pomogły mu umiejętności piłkarskie:

Pewnego razu Nikołaj słyszy rozmowę Burdakowa z naczelnikiem pobliskiego łagru w Incie, Barabanowem, przy którym działa Dynamo Inta.

– No i kiedy przyjedziesz ze swoją drużyną do Uchty? Rozbijemy was w puch, tak jak Syktywkar – mówi Burdakow.

– Przyjadę, przyjadę – odpowiada mu Barabanow. – A kto kogo rozbije, to jeszcze zobaczymy. Mój zespół trenuje teraz Starostin!

– Jaki Starostin?

– Aleksandr.

– Tak? No, wszystko jedno, przyjeżdżajcie. Mój Starostin pokaże twojemu Starostinowi, gdzie raki zimują.

W ten sposób Nikołaj dowiaduje się, że jego brat ma się dobrze i że również trenuje Dynamo. Nie wie za to, że trzeci z braci, Andriej, przez niemal dziesięć lat trenować będzie Dynamo Norylsk (Piotr jako jedyny z całej czwórki nie będzie w obozie zajmował się piłką).

Takich specyficznych dla Rosji ciekawostek jest dużo więcej. Kto pomagał Starostinowi w konflikcie z Berią? Jak wyglądał pokazowy mecz na Placu Czerwonym dla towarzysza Józefa Stalina? I dlaczego nieuprzejmość kelnera w Trzebini miała groźne dla Polski konsekwencje? Ten ostatni przykład dobitnie pokazuje, że „Królowie strzelców” to nie jest książka o futbolu – piłka nożna jest pretekstem do opowieści o kraju, który wielu określa jako „stan umysłu”. Zmieniały się granice i nazwy tego państwa, ale rosyjskie paradoksy pozostają zawsze.

Najbardziej spektakularnym przykładem zespołu, który prędko wzleciał i równie prędko upadł, jest Anży Machaczkała – klub z północnokaukaskiego Dagestanu: najniebezpieczniejszego miejsca w Europie ostatnich kilkunastu lat.

Niektóre opisane przez Zbigniewa Rokitę wydarzenia miały miejsce daleko od Rosji, ale i tak były silnie z nią związane. Jak choćby wspaniały występ koszykarzy Litwy na olimpiadzie w Barcelonie w 1992 r. czy krwawy mecz piłki wodnej na igrzyskach w Melbourne w 1956 r.

Szczególnie godny polecenia jest także rozdział o mistrzostwach świata państw niezrzeszonych w FIFA w 2016 r. (tzw. ConIFA World Football Cup), które odbyły się w Abchazji. Zbigniew Rokita oglądał je osobiście i napisał świetny reportaż o tym zapomnianym przez Boga i ludzi małym kraju, uznawanym przez zaledwie kilka państw świata. Abchazja wygrała w finale po karnych z Pendżabem, co pozwoliło choć na chwilę poczuć dumę z podarowanej przez Moskwę niepodległości.

Bardzo ciężko wskazać słabe strony „Królów strzelców”. Jeśli mielibyśmy się na siłę czepiać, pewnie można byłoby pominąć dość długą dygresję o początkach profesjonalnego futbolu w Anglii czy cały rozdział o Erneście Wilimowskim jako mało związany z Rosją. Może też przydałoby się więcej zdjęć, jednak książka jako całość stoi na bardzo wysokim poziomie i powinien po nią sięgnąć każdy, kto chciałby dowiedzieć się czegoś o ziemiach na wschód od Polski.

„Królowie strzelców” potwierdzają wysoką jakość reportaży Wydawnictwa Czarnego z malowniczego Wołowca w Beskidzie Niskim. Książka jest napisana lekko, świetnym stylem, do „pochłonięcia” w jeden wieczór. Ciekawych rzeczy dowiedzą się z niej zarówno znawcy futbolu, jak i ludzie mający mgliste pojęcie o spalonym. Piłka jest dla Zbigniewa Rokity tylko pretekstem, aby opowiedzieć nieco o jednym z najbardziej frapujących państw świata – Rosją pod różnymi postaciami.

Książkę „Królowie strzelców. Piłka w cieniu imperium” możecie kupić TUTAJ

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 0 / 5. Licznik głosów 0

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

Bartosz Bolesławski
Bartosz Bolesławski
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.

Więcej tego autora

Najnowsze

Zimowa inauguracja wiosny – reminiscencje po meczu Stali Rzeszów z Polonią Bytom

Piłkarski kalendarz ma swoją specyfikę. Za oknami panuje zima, na Podkarpaciu szczególnie sroga, lecz futbolowe rozgrywki zainaugurowały wiosenną część sezonu. Najpierw do boju ruszyła...

Wyważone drzwi. Jak Wojciech Szczęsny 15 lat temu debiutował w Lidze Mistrzów.

16 lutego 2011 r. Wojciech Szczęsny zadebiutował w Champions League. Jego premierowy występ przypadł na jeden z najlepszych występów Arsenalu FC w tych prestiżowych...

Ligowy klasyk i awans w Lidze Mistrzyń – reminiscencje po meczach siatkarek Developresu Rzeszów z Lotto Chemikiem Police i Palmbergiem Schwerin

W ciągu pięciu dni siatkarki Developresu Rzeszów rozegrały dwa ważne mecze przed własną publicznością. Najpierw w ligowym klasyku zmierzyły się z dużo słabszym niż...