Wywiad: Michał Kocięba- były rzecznik prasowy PZPN-u

Uwielbia Érica Cantonę, odbierał telefony od zawiedzionych kibiców podczas mundiali, widział, jak prezes Leśnodorski jeździł na deskorolce, na boisku rywalizował z Francesco Toldo, a dziś pracuje z młodymi adeptami futbolu i chce rozwijać sport w Grójcu. Z Michałem Kociębą, grójczaninem, byłym rzecznikiem prasowym PZPN-u i Legii Warszawa, rozmawia Dominik Górecki.

Wiele lat spędził Pan w potężnych organizacjach, Polskim Związku Piłki Nożnej (PZPN), Legii, NC+. Teraz przyszedł czas na prowadzenie własnej szkółki piłkarskiej Mundialito. Nie brakuje Panu salonów, gwiazd i całej tej medialnej otoczki związanej z wielkim futbolem?

Michał Kocięba: Jeśli czegoś brakuje, to pewnie tych emocji towarzyszących mi podczas meczów, które współorganizowałem, i w których uczestniczyłem. Praca z najlepszymi polskimi piłkarzami była wspaniałą przygodą. Dzięki temu, trochę okrężną drogą, spełniłem swoje marzenia. Jako młody człowiek marzyłem, by zostać piłkarzem i grać w reprezentacji Polski. Ani talentu, ani zdrowia jednak nie starczyło, by to osiągnąć. Natomiast udało mi się w reprezentacji i Legii znaleźć się w innej roli, co również było fantastyczną przygodą. Teraz funkcjonuję w futbolu na zupełnie innym poziomie, co nie oznacza, że nie daje on równie wiele satysfakcji. Patrzenie na rozwój dzieci, na radość, jaką czerpią z uprawiania sportu, jest fantastyczną rzeczą. Realizuje teraz swoje marzenie, które we mnie dojrzewało. Kiedyś były wielkie instytucje, a teraz słucham głosu swojego serca.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Nauczanie, nawet jeśli chodzi o piłkę nożną, to spore wyzwanie…

Jak zakładałem akademię, moja wspaniała teściowa – nauczycielka mówiła, że wreszcie zobaczę, jaki jest to ciężki kawałek chleba. Praca z dziećmi jest bardzo wymagająca. Trzeba wiele cierpliwości, by zobaczyć efekty swojej pracy. Mam 11-letniego syna, który od trzeciego roku życia ćwiczy piłkę nożną. Obserwowałem z uwagą funkcjonowanie i organizację szkółek, w których był. I niektóre rzeczy mi się podobały, inne mniej. W końcu postanowiłem zrobić to po swojemu i staram się budować FC Mundialito tak, jakbym to robił dla własnego dziecka, by wszystko było na jak najwyższym poziomie, a dzieciaki miały mnóstwo frajdy z uprwiania sportu.

Mógł Pan z bliska obserwować szkolenie młodzieży w Legii, w reprezentacjach młodzieżowych. Przemyca Pan w swojej szkółce jakieś wzorce, które Pan wtedy zaobserwował?

W każdej pracy, którą wykonywałem, starałem się podpatrywać najlepsze wzorce i wprowadzać je, oczywiście w miarę możliwości, do swoich projektów. Podobnie jest w Mundialito. Czym innym są jednak akademie topowych klubów Ekstarklasy, gdzie jest ogromna rywalizacja, a czym innym nasza szkółka, w której głównym celem jest indywidualny rozwój młodych piłkarzy i piłkarek, ale też świetna zabawa i zaszczepienie w dzieciach pasji do sportu.

Jest jakiś trener lub pedagog sportowy, którego Pan szczególnie ceni?

Z uwagą śledzę poczynania kolegów, byłych piłkarzy, z którymi pracowałem, a dziś trenują dzieci. Widziałem też z bliska pracę najlepszych polskich trenerów – takich jak Jan Urban, Paweł Janas, Maciej Skorża czy Jacek Magiera, ale elementów seniorskiej piłki, nie da się przenieść 1:1 do pracy z dzieciakami. Chociaż od trenera Urbana można z pewnością czerpać pełne optymizmu, takie “hiszpańskie” podejście do piłki i życia.

A jaki piłkarz powinien być wzorem dla młodych adeptów futbolu?

Nikogo nie zaskoczę, bo powiem, że Robert Lewandowski. Jego kariera mocno działa na wyobraźnię zarówno dzieci, jak i ich rodziców. Wystarczy zobaczyć, jak w czasie pandemii ćwiczył indywidualnie. Prawdziwy piłkarski gladiator. Jest gwiazdą na boisku i poza nim. Ale jest też Arkadiusz Milik, jest Piotr Zieliński, są wspaniali polscy bramkarze. Nie musimy patrzeć tylko na Messiego.

A kogo Pan podziwiał jako młody chłopak?

Érica Cantonę. Muszę przyznać, że też byłem trochę takim boiskowym łobuziakiem jak mój idol. Miałem jego plakaty, grałem – tak jak on – z numerem siódmym, miałem postawiony kołnierzyk. Ale – w odróżnieniu od niego – nie miałem zatargów z kibicami (śmiech).

Niedawno został Pan powołany do Grójeckiej Rady Sportu. Czego spodziewa się Pan po tej instytucji?

Z założenia ma być to ciało doradcze dla burmistrza Grójca. Uważam, że stworzenie takiej instytucji to bardzo dobry pomysł, bo Grójec będzie się rozwijał na każdej płaszczyźnie, również sportowej. Cieszę się, że burmistrz chce mieć w swoim otoczeniu osoby, które funkcjonują w sporcie i go “czują”. W radzie znaleźli się ludzie z różnych dyscyplin. Dzięki tej burzy mózgów – mam nadzieję – uda się zrobić dla miasta coś dobrego. Mamy tu mnóstwo talentów. Młodzi grójeccy koszykarze są jednymi z najlepszych w Polsce. Dlaczego futboliści mieliby nie podążyć ich śladem?

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…