Strona główna Sportowa historia Pamiętny 1999 i trzy korony Manchesteru United

Pamiętny 1999 i trzy korony Manchesteru United

0

Pucharowa sinusoida

Pomimo zeszłorocznego blamażu z Ipswich, Ferguson dał jasno do zrozumienia, że Puchar Ligi nie stanowi dla niego żadnego priorytetu. Zresztą nigdy tak nie było. Nie ma on bowiem takiego prestiżu jak jego starszy brat – Puchar Anglii.

Bardzo często więc mogą ogrywać się tam piłkarze akademii, niemający szans na występy w pierwszym zespole. Tak też było w przypadku pamiętnego sezonu 1998/99. Mimo to rezerwy United nie powtórzyły zeszłorocznej kompromitacji, pokonując Bury i Nottingham Forest. Dopiero Tottenham, w ćwierćfinale rozgrywek, okazał się rywalem zbyt trudnym, choć Ferguson wystawił skład dużo mocniejszy niż w poprzednich meczach pucharowych.

Dużo większe znaczenie miał Puchar Anglii, jednak początkowe fazy turnieju nie napawały optymizmem. United rozpoczął rozgrywki od 3. rundy, mierząc się z Middlesbrough. Ekipa gości postraszyła Czerwonych Diabłów, wychodząc na prowadzenie w pierwszych minutach drugiej części spotkania.

Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:1, jednak na to rozstrzygnięcie kibice zmuszeni byli czekać niemal do ostatnich minut. Jeszcze większe emocje czekały Teatr Marzeń przy okazji kolejnej rundy, kiedy to United mierzył się z odwiecznym rywalem – Liverpoolem.

Trybuny uciszył już w 3. minucie spotkania Michael Owen. Czerwone Diabły naciskały coraz mocniej z każdą minutą. Opatrzność wydawała się tego dnia sprzyjać The Reds. Przełamanie nastąpiło w 88. minucie za sprawą Yorke’a. Dwie minuty później Ole Gunnar Solskjaer dał Manchesterowi United upragnione zwycięstwo.

W błędzie jest ten, kto myśli, że wygrana z Liverpoolem dała United spokój w drodze do finału. Drużynę Fergusona czekało jeszcze sporo przeszkód przed meczem na Wembley. Co prawda spokojna wygrana z Fulham w 5. rundzie pucharu dała trochę oddechu, jednak ćwierćfinał z Chelsea wymagał powtórki po remisie na Old Trafford.

Pomimo tego, to nie wygrany rewanż z Chelsea był najważniejszym meczem w tych rozgrywkach. Nie był nim nawet finał. Do historii przeszedł natomiast półfinał z Arsenalem. A właściwie jego powtórka, bo pierwszy mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

14 kwietnia 1999 roku Ferguson stanął przed bardzo trudnym wyborem. Z jednej strony miał przed sobą możliwość odegrania się na Wengerze, który rok wcześniej odebrał mu szansę tryumfu w rozgrywkach ligowych. Z drugiej stała przed nim wizja niezwykle ważnego rewanżu z Juventusem w Lidze Mistrzów.

Niestety, ale zdolności motoryczne zawodników były ograniczone, a natłok spotkań dawał się we znaki, zwłaszcza w decydującym okresie sezonu. Tym razem Szkot postanowił bardzo mocno przebudować wyjściową jedenastkę.

Wynik otworzył w 17. minucie David Beckham po pięknym uderzeniu sprzed pola karnego. United próbował kontrolować przebieg spotkania, ale w 69. minucie meczu Dennis Bergkamp niemal powtórzył uderzenie Beckhama. Z każdą minutą napór Arsenalu narastał, a efektem było kolejne trafienie Kanonierów, gdy strzał Bergkampa dobił Anelka. Tym razem jednak radość kibiców i ekipy Wengera została przerwana, bo sędzia liniowy słusznie dopatrzył się spalonego.

Ulga wśród Czerwonych Diabłów nie trwała długo, bo kilka sekund po wznowieniu gry, drugą żółtą kartką został ukarany Roy Keane. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem, jakie widziała ekipa United, wydawało się wyczekiwanie na konkurs jedenastek.

Arsenal nie zamierzał czekać na loterię rzutów karnych i dalej naciskał. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry Phil Neville sfaulował w polu karnym Raya Parloura, czego następstwem było wapno podyktowane przez sędziego. Tym razem górą był fenomenalny tego dnia Peter Schmeichel, który świetnie wyczuł intencje Bergkampa.

Mimo to Arsenal dalej naciskał. Być może szaleńcze ataki, a także coraz większa otwartość w grze zarówno ofensywnej, jak i defensywnej, umożliwiła Giggsowi przeprowadzenie jednej z najważniejszych akcji w jego karierze. W 109. minucie Patrick Vieira zagrał piłkę w niezrozumiały dla drużyny sposób.

Ta trafiła pod nogi Walijczyka, który posiadając spore rezerwy, zaczął legendarny rajd. Mijając jak tyczki kolejnych zawodników Kanonierów, Ryan Giggs dokonał niemożliwego. Podniósł drużynę z kolan i dał jej zwycięstwo. Ta bramka mogła się później okazać kluczowa dla mentalności całej drużyny.

W jednym z wywiadów Schmeichel powiedział:

Po tej bramce poczuliśmy się wszyscy niepokonani

Pomimo wielkiej euforii na trybunach, wśród drużyny, w sztabie, Ferguson starał się studzić emocje. W wywiadzie pomeczowym powiedział:

„[…] całe to dzisiejsze zwycięstwo może się obrócić przeciwko nam. Fani i zawodnicy będą je wspominać przez wiele lat, ale tak naprawdę jeszcze niczego nie wygraliśmy. Dopiero wpłaciliśmy pieniądze na lokatę w banku. Awansowaliśmy do finału i musimy go wygrać. Teraz musimy się zabrać za ligę, bo ona też jest do wygrania.

Ponad miesiąc od pamiętnego półfinału, piłkarze United wyszli na murawę starego Wembley, już jako mistrz Anglii. Starcie z Newcastle było przedostatnim meczem sezonu, więc i drużyna była trochę bardziej wyluzowana niż dotychczas. Oczywiście priorytetem był zbliżający się finał Ligi Mistrzów, jednak wygrana w Pucharze Anglii miała dodatkowo uskrzydlić ekipę Fergusona.

Pomimo wielkiej stawki Ferguson postanowił oszczędzić kluczowych zawodników. Nie wpłynęło to na wynik. Rozpędzone Czerwone Diabły bardzo łatwo rozprawiły się z Newcastle 2:0. Tym samym United jako pierwszy klub w historii angielskiej piłki po raz trzeci sięgnął po „podwójną koronę” (wcześniej piłkarze United dokonali tego w sezonie 1993/94 i 1995/96). Jednak to nie był koniec.

BRAK KOMENTARZY

Exit mobile version