Strona główna Sportowa historia Pamiętny 1999 i trzy korony Manchesteru United

Pamiętny 1999 i trzy korony Manchesteru United

0

Trzeci front

W związku z utratą tytułu mistrzowskiego na rzecz Arsenalu w sezonie 1997/98, Manchester musiał walczyć o miejsce w Lidze Mistrzów przez udział w rundzie kwalifikacyjnej. Los sprawił, że w meczu o awans do rundy grupowej, Czerwone Diabły musiały zmierzyć się z Łódzkim Klubem Sportowym. Polski klub nie mógł zagrozić drużynie z Anglii.

Różnicę klas potęgowały dodatkowo problemy kadrowe łodzian. Zespół opuścili Trzeciak i Kłos. Marek Saganowski nie był dostępny w związku z rehabilitacją po wypadku motocyklowym. W tych realiach polska ekipa nie stawiała sobie wielkich nadziei przed meczem.

Wystarczy napisać, że sam występ na Old Trafford i szansa zmierzenia się z wielkimi nazwiskami była nobilitacją dla Polaków. Mimo to Łodzianie nie zamierzali być drużyną do bicia. Silnie defensywne ustawienie częściowo zdało egzamin, jednak nie uratowało przed porażką 0:2. Mecz rewanżowy zakończył się wynikiem 0:0, a United mógł ostrzyć zęby na fazę grupową.

Ówczesny format rozgrywek sprawiał, że już w fazie grupowej nie brakowało bardzo trudnych spotkań. Oprócz Manchesteru United, w grupie D znajdowały się: Brøndby, Barcelona i… Bayern Monachium. Duński klub był oczywistym outsiderem, co skutkowało gradem goli. Czerwone Diabły ograły były zespół Schmeichela 5:2 na wyjeździe i 5:0 w meczu domowym. Niemcy i Hiszpanie stanowili jednak dużo poważniejszą przeszkodę, a walka o awans toczyła się do ostatniej kolejki fazy grupowej.

Manchester United już od początku rozgrywek grupowych miał łatwość w strzelaniu bramek. Równie łatwo jednak te bramki tracił.W inauguracyjnym meczu Czerwone Diabły zremisowały 3:3 z Barceloną. Podobnie rozstrzygnął się mecz z Bayernem Monachium, gdy wynik na 2:2 ustalił Sheringham samobójczym trafieniem.

W rewanżu z Niemcami padł wynik 1:1, a wyjazd na Camp Nou zakończył się powtórką wyniku z Old Trafford (3:3). W tej sytuacji o awansie decydowały detale. W tych detalach najgorsza była Barcelona, która przegrała oba mecze z Bayernem. Bawarczycy pomimo inauguracyjnej porażki z Brøndby, zdołali wygrać fazę grupową.

W ćwierćfinałach Manchester United trafił na Inter, czyli ówczesnego mistrza Włoch i zwycięzcę Pucharu UEFA. To Nerazzurri byli uważani za faworyta dwumeczu. Pamiętajmy, że ekipa z Mediolanu była wówczas bardzo trudnym rywalem z wielkimi nazwiskami, takimi jak Zamorano, Ronaldo, Baggio, Zanetti, Silvestre czy Simeone. United nie zamierzał się cofać przed ofensywnie usposobionym Interem.

Dwight Yorke dał Manchesterowi United prowadzenie już w 7. minucie spotkania, a w doliczonym czasie pierwszej połowy ustalił wynik na 2:0. W opinii Fergusona ta wygrana stanowiła przełamanie ostatniej bariery ku wielkości. Co prawda w meczu rewanżowym Nicola Ventola przywrócił nadzieję Interu na korzystny wynik, jednak bramka Scholesa na dwie minuty przed końcem spotkania, ostatecznie przypieczętowała awans United do półfinału.

Ostatnią przeszkodą Manchesteru na drodze do Barcelony był wielki Juventus. Drużyna Marcelo Lippiego przyjechała na Old Trafford z zamiarem zapewnienia sobie bezpiecznej przewagi przed rewanżem. I rzeczywiście przez niemal całe spotkanie wydawało się, że Włosi opuszczą Manchester z jednobramkowym prowadzeniem po trafieniu Antonio Conte. Zidane i Davids dawali drużynie jakość, której brakowało tego dnia Manchesterowi.

Dopiero w drugiej części spotkania United spróbował odważniejszych ataków, jednak włoski bramkarz Peruzzi był bezbłędny. Gdy na tablicy świetlnej wybiła 90. minuta, stadion Old Trafford powoli godził się z porażką. Tymczasem piłkarze nie zamierzali składać broni. W ostatniej akcji meczu David Beckham dośrodkował piłkę w pole karne.

Po ogromnym zamieszaniu futbolówka wpadła przed nogi Giggsa, który potężnie uderzył pod poprzeczkę bramki rywala.

Pomimo szczęśliwego remisu, to Juventus był w korzystniejszej sytuacji przed rewanżem. Włosi słynęli ze świetnej gry defensywnej, czego dowodem była strata tylko ośmiu bramek w dziewięciu meczach pucharowych. Poza tym przemawiało za nimi doświadczenie – trzy sezony z rzędu turyńczycy dochodzili do finału Ligi Mistrzów i zamierzali utrzymać tę serię.

W ekipie wicemistrza Włoch występowali piłkarze ze światowej czołówki, a Manchester miał w nogach powtórkę półfinałowego meczu Pucharu Anglii. W tych okolicznościach nie dziwiło nikogo, że to drużyna gospodarzy szybko objęła prowadzenie. Po kwadransie było już 2:0. I gdy wydawało się, że sen Czerwonych Diabłów o meczu w Barcelonie zamieni się w koszmar wysokiej porażki, kapitan Roy Keane poderwał drużynę do walki.

W 24. minucie Irlandczyk strzelił bramkę kontaktową, która zachwiała pewnością siebie włoskiej ekipy. 10 minut później już był remis, po trafieniu Dwighta Yorke’a. Ten wynik dawał Fergusonowi i jego podopiecznym upragniony awans. Mimo to jeden błąd mógł wszystko zmienić. Szczęśliwie dla Manchesteru, to Juventus stracił kolejną bramkę, a Andy Cole doprowadził kibiców United do ekstazy.

Niemożliwe stało się faktem. Manchester wywalczył historyczny awans do finału rozgrywek. Ostatni raz miało to miejsce 31 lat wcześniej, gdy chłopcy Matta Busby’ego zdobyli tytuł, pokonując na Wembley Benfikę po bramkach Charltona, Besta i Kidda.

Euforia w szatni wydawała się nie mieć końca. Tylko dwóch zawodników nie potrafiło cieszyć się z kolegami – był to Paul Scholes i kapitan – Roy Keane. Zamiast tego mierzyli się oni ze świadomością zawieszenia na mecz finałowy.

BRAK KOMENTARZY

Exit mobile version