Jak Panenka wygrał czekoladę i mistrzostwo Europy

Trening czyni mistrza

Nikt nie jest na tyle szalony, aby taki sposób wykonania karnego wymyślić po drodze, którą trzeba pokonać między połową boiska a piłką ustawioną na punkcie oddalonym o jedenaście metrów od bramki. Wszystko zaczęło się dwa lata przed pamiętnym finałem Euro 1976, na boisku treningowym Bohemians Praha, gdzie Panenka występował przez czternaście sezonów na przestrzeni lat 1967-1981:

Po każdym treningu zostawałem na boisku z naszym bramkarzem i rywalizowaliśmy na karne – stawką była tabliczka czekolady albo piwo. Był bardzo dobry w swoim fachu, dlatego te zakłady były dla mnie niezwykle kosztowne. Zacząłem więc przed pójściem spać wymyślać sposoby, żeby go przechytrzyć i jakoś się odegrać – wspomina bohater artykułu.

W bramce Bohemians stał w tamtym czasie Zdenek Hruska, który podobnie jak Panenka większą część swojej kariery spędził w tym klubie z Pragi. W barwach narodowej kadry rozegrał dwadzieścia cztery spotkania, a zadebiutował w niej ponad rok po mistrzostwach Europy z 1976 roku.

Z reprezentacją Czechosłowacji pojechał na mundial rozgrywany w 1982 roku w Hiszpanii. Hruska nie był więc dla swojego kolegi łatwym przeciwnikiem. Panenka jednak, w kraju uznany specjalista strzałów ze „stojącej” piłki, w końcu wymyślił skuteczny sposób na wygranie rywalizacji:

Wpadłem na pomysł, że jeśli opóźnię nieco strzał i podetnę lekko piłkę, rzucający się w bok bramkarz nie zdąży już się podnieść – to stałą się podstawą mojej filozofii. Zacząłem powoli testować ten sposób i wdrażać go w naszych konkursach. Efektem ubocznym było to, że zacząłem przybierać na wadze, ponieważ wygrywałem zakłady.”

Co ciekawe, do trenowania rzutów karnych skłoniło Panenkę… przestrzelenie dwóch „jedenastek” w jednym meczu! W starciu z Viktorią Pilzno najpierw pomylił się raz, a kiedy sędzia nakazał powtórzenie strzału, spudłował po raz drugi. Później zrehabilitował się i w tym samym starciu wykorzystał trzeciego karnego, ale był tak zły na siebie, że postanowił popracować nad swoją techniką uderzenia. Ćwiczył, ćwiczył, aż stworzył arcydzieło.

Zaczął w tym stylu wykonywać rzuty karne w czasie sparingów i ligowych potyczek. Wzmacniał pewność siebie i jednocześnie poprawiał technikę. W taki sposób udało mu się pokonać innego kolegę z reprezentacji, Ivo Viktora, mimo że ten doskonale znał trik. Bramkarza zwiódł nabieg i balans ciała Panenki. Tak dobry był Antonin, a ta sytuacja wydarzyła się zaledwie miesiąc przed Euro 1976. Poza Czechosłowacją mało kto jednak znał to zagranie, co miało się niedługo zmienić:

Strzelałem tak w meczach towarzyskich i mniej ważnych spotkaniach ligowych, ale w końcu opanowałem technikę uderzenia do perfekcji i przeniosłem je na większe pojedynki. Momentem kulminacyjnym były oczywiście mistrzostwa Europy.

Czeski film

Dziś może wydawać się to nieprawdopodobne, ale w finałach odbywającego się w Jugosławii Euro 1976 występowały zaledwie cztery zespoły, które okazały się najlepsze spośród trzydziestu dwóch reprezentacji biorących udział w kwalifikacjach (1974-75: faza grupowa, 1976: ćwierćfinały). O złoty medal, obok Czechosłowacji i RFN, walczyć mieli Holendrzy oraz gospodarze czempionatu (był to ostatni turniej, do którego w eliminacjach musiał wcześniej walczyć organizator).

Byliśmy kompletnymi outsiderami, kiedy wyruszaliśmy na mistrzostwa, i nikt nie oczekiwał, że odniesiemy tam jakikolwiek sukces – wspomina Panenka. – My, zawodnicy, mieliśmy na to zupełnie inne spojrzenie, ale również nie byliśmy wielkimi optymistami. Ale fakt jest taki, że mieliśmy naprawdę mocny zespół. Nasz skład tworzyły wspaniałe indywidualności.

Czechosłowacja w tamtym okresie to nie tylko Antonin Panenka. Prowadzoną przez słowackiego trenera Vaclava Jezeka ekipę uzupełniali tacy zawodnicy jak Jan Pivarnik, kapitan Tonda Ondrus czy wspomniani wcześniej Masny, Nehoda oraz Viktor.

Wygrali swoją grupę eliminacyjną, wyprzedzając w niej Anglię, a w ćwierćfinałach pokonali Związek Radziecki, który po raz pierwszy nie pojechał przez to na mistrzostwa Europy. W czasie Euro pokonali po dogrywce Holendrów 3:1. Wynik i przebieg finały wszyscy doskonale już znają – Czechosłowacja niespodziewanie ciągnęła po złoty medal: „Byliśmy dobrze zbilansowani – mieliśmy paru prawdziwych wojowników, kilku kreatorów i strzelców. Nasza mieszanka była idealna. Mieliśmy doskonałych trenerów, a przez dwadzieścia meczów poprzedzających mistrzostwa, towarzyskich i eliminacyjnych, pozostawaliśmy niepokonani. W czasie Euro dobiliśmy do dwudziestu dwóch spotkań bez porażki. To samo w sobie jest wystarczającym świadectwem siły naszej drużyny” – z dumą opowiada wykonawca decydującego karnego w finale.

To od zawsze był pojedynek między broniącym a strzelającym o to, kto utrzyma nerwy na wodzy. Żaden bramkarz nie zostaje na środku – właśnie na tym oparłem moją strategię – Panenka

W zrobieniu międzynarodowej kariery Panence przeszkodziły transferowe kaprysy komunistycznego systemu panującego na Czechosłowacji. Za granicę wyjechał dopiero w 1985 roku i w wieku trzydziestu trzech lat trafił do Rapidu Wiedeń. Udało mu się jednak w ciągu czterech sezonów wystąpić w barwach austriackiego klubu w ponad stu dwudziestu spotkaniach i strzelić w nich sześćdziesiąt trzy bramki! Niezły wyczyn, jak na zawodnika, któremu bliżej było już do piłkarskiej emerytury. Nieprzypadkowo mówi się w końcu, że forma jest przejściowa, natomiast klasa – wieczna. Buty na kołku zawiesił dopiero w 1993 roku, jednak tak naprawdę wciąż jest obecny w futbolowym świecie.

Apostołowie Panenki

Rzut karny w stylu Antonina Panenki jest niezwykle efektownym, ale jednocześnie ryzykownym zagraniem. Jeżeli strzelcowi uda się przechytrzyć bramkarza, to może poczuć się jak prawdziwy bohater, który w sprytny sposób zmylił rywala. Kiedy jednak to golkiper wychodzi zwycięsko z tego pojedynku, wykonawca nieszczęsnej „jedenastki” zostaje wyśmiany, co jest szczególnie dla niego niebezpieczne dziś, w dobie internetu, gdzie filmiki z fatalnie uderzonymi karnymi w takim stylu zostają szybko napiętnowane.

Chociaż sam Panenka w 1976 nie miał zamiaru zdyskredytować Maiera (a może miał, tylko teraz głupio mu się do tego przyznać), to z tego sposobu korzysta się przede wszystkim po to, aby przeciwnika ośmieszyć. Ale nie zapominajmy, że ten się śmieje, kto się śmieje ostatni – bramkarze już nieraz wychodzili zwycięsko z takich pojedynków, a w rolę Panenki nieudolnie próbowali wchodzić już tacy piłkarze jak Francesco Totti, Neymar czy Alexandre Pato. Najlepiej zobaczcie sami. Oto kilka najlepiej i najgorzej strzelonych „jedenastek” w stylu czeskiego pomocnika.

KUBA GODLEWSKI

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz