Park Ji-Sung – Koreańczyk o trzech płucach

Najpierw wraz z reprezentacją zaskoczył piłkarski świat na mundialu w 2002 roku. Później równie udanymi występami zachwycił Europę, gdy szalał w niej razem z PSV Eindhoven. W końcu został pierwszym Koreańczykiem w historii, który wygrał mistrzostwo Anglii i sięgnął po triumf w Lidze Mistrzów. Dzięki swojej pracowitości oraz inteligencji piłkarskiej stał się prawdziwym sportowym celebrytą w swoim kraju i skradł serca kibiców Manchesteru United. Park Ji-Sung obchodzi dziś swoje trzydzieste ósme urodziny!

W małym ciele wielki duch

Park przyszedł na świat 25 lutego 1981 roku. Nie urodził się w Seulu, jak podają niektóre źródła, tylko w Goheung, siedemdziesięciotysięcznym mieście w Jeolli Południowej, koreańskiej prowincji. Do stolicy kraju miał zdecydowanie bliżej z Suwon, gdzie dorastał, a które jest miejscowością satelitarną, oddaloną od Seulu o trzydzieści kilometrów. W piłkę zaczął grać w czwartej klasie podstawówki i mimo że od początku przejawiał nieprzeciętny talent, to z powodu swojego mikrego wzrostu niewiele osób przepowiadało mu karierę w zawodowym futbolu. Niezbyt imponujące warunki fizyczne sprawiły, że w okresie szkolnym jego usługi odrzuciło kilka profesjonalnych klubów i uniwersytetów. Już od najmłodszych lat jednak Ji-Sung znany był ze swojej pracowitości, dlatego też jego trener motoryczny, Sam Y. Kim, skutecznie namówił go do dalszej pogoni za piłkarskimi marzeniami. Młody zawodnik wiele zawdzięcza również swoim rodzicom, którzy w dzieciństwie podawali mu wodę ziołową, zmieszaną z… krwią jelenia i sokiem z żaby. Kto wie, jak potoczyłyby się losy Parka, gdyby nie ta dziwaczna mikstura.

Smakowało fatalnie, ale musiałem to pić, ponieważ chciałem zostać piłkarzem, a każdy mi powtarzał, że muszę stać się większy i silniejszy. Mówili, że to dobre dla mojego zdrowia, a ja jadłem wszystko, co tylko mogło mi pomóc.

Ji-Sungowi raz po raz dziękowały grzecznie kolejne kluby, a on w międzyczasie poprowadził swoje liceum do krajowego mistrzostwa w 1998 roku. Kilkanaście miesięcy później dostał się do Myongji Uniwersity, gdzie został zarekomendowany przez swojego szkolnego trenera. Jakiś czas później jego nowa drużyna dostała możliwość trenowania razem z narodową reprezentacją olimpijską. Podczas tych sesji Park wywarł ogromne wrażenie na szkoleniowcu Huh Jung-Moo, który był jednocześnie selekcjonerem dorosłej kadry. Wkrótce, mając zaledwie osiemnaście lat, stał się stałym członkiem zespołu olimpijskiego. Dla wielu jego występy w tej drużynie (zamiast reprezentacji U-20) były zaskoczeniem, przez co zaczęto plotkować, że Huh powołuje go tylko z powodu przegranego zakładu w popularną grę Go. Swoimi występami Ji-Sung zamykał jednak usta kolejnym niedowiarkom.

W 2000 roku przeniósł się do japońskiego Kyoto Purple Sanga, gdzie sprowadził go trener Bunji Kimura. Co ciekawe, Park wpadł w oko temu menedżerowi, kiedy przyjechał na mecz przyjrzeć się jakiejś wschodzącej koreańskiej gwieździe. Gwiazdor w tym spotkaniu w końcu nie wystąpił, a całe show skradł filigranowy pomocnik. Ji-Sung przeniósł się zatem do Japonii, a niedługo po tym Kimurę na ławce trenerskiej zastąpił niemiecki szkoleniowiec Gert Engels. Ten po latach tak wspomina swojego byłego podopiecznego:

Od początku wiedziałem, że ma niesamowity talent. Byłem przekonany, że zostanie bardzo dobrym piłkarzem. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że trafi do Manchesteru United.

Kyoto z Parkiem w składzie wygrało J2 League i zapewniło sobie awans do J1, czyli najwyższej klasy rozgrywkowej w Japonii. Bohater tekstu odegrał także kluczową rolę w zdobyciu przez ten klub po raz pierwszy w historii Pucharu Cesarza. W finale, rozegranym 1 stycznia 2003 roku, Ji-Sung najpierw wyrównał stan meczu uderzeniem głową, a następnie asystował przy zwycięskiej bramce Teruakiego Kurobe. Kyoto wygrało 2:1 z Kashima Antlers i mogło świętować swój wielki sukces. Dla Parka był to ostatni występ w barwach drużyny, ale w tym momencie musimy cofnąć się jeszcze o parę miesięcy.

Park z dumą reprezentował barwy swojego kraju.

Rok 2002 był wspaniałym okresem dla koreańskiej piłki. Wszystko oczywiście związane było z organizowanym przez ten kraj, razem z Japonią, Mistrzostw Świata. Sam turniej i występ gospodarzy zasługuje na oddzielny artykuł. Teraz warto tylko przypomnieć, że Koreańczycy z Południa, prowadzeni przez Guusa Hiddinka, zajęli historyczne czwarte miejsce na Pucharze Świata (osiągnięcie równie sensacyjne, co kontrowersyjne). Główną rolę w kadrze odgrywał nie kto inny jak Park, którego trafienie dało zwycięstwo nad Portugalią w fazie grupowej, dzięki czemu Korea zajęła pierwsze miejsce, eliminując jednocześnie ekipę Luisa Figo i Ruiego Costy. W kolejnych rundach podopieczni Hiddinka eliminowali Włochów (po dogrywce) oraz Hiszpanię (po rzutach karnych), zatrzymując się dopiero w półfinale na Niemcach. W meczu o brąz dali się pokonać Turcji. Piłkarska gorączka opanowała cały kraj, a Ji-Sung stał się narodowym celebrytą.

Przystanek: Holandia

Efektowny występ Korei na mundialu nie mógł przejść bez echa w Europie. Pierwszym beneficjentem tego niewątpliwego sukcesu został trener, na którego zatrudnienie zdecydowało się PSV Eindhoven. Kilka miesięcy później Hiddink sprowadził do Holandii swoich dwóch byłych podopiecznych z kadry – obrońcę Lee Young-Pyo oraz oczywiście Parka (obaj przenieśli się tam w styczniu). Ten pierwszy szybko wkomponował się nowy zespół i został czołowym defensorem Eredivise, natomiast filigranowy pomocnik miał problem z odnalezieniem się w europejskiej rzeczywistości, głównie z powodu powracających kontuzji. Już dwa miesiące po transferze musiał poddać się kontuzji kolana, co bardzo nie podobało się fanom PSV. Rozczarowanie czuć mogli także Koreańczycy, którzy widzieli w Parku następcę legendarnego Cha Bum-Kuna – napastnika robiącego furorę na boiskach Bundesligi w latach osiemdziesiątych (w 308 ligowych spotkaniach zdobył aż 98 goli):

Wciąż czułem straszny ból. To było dla mnie ciężkie, ponieważ nie mogłem zaprezentować w pełni swoich umiejętności, podczas gdy mecze mojego klubu były transmitowane w mojej ojczyźnie. Najszczęśliwszym momentem było dla mnie, kiedy grałem w piłkę jeszcze jako dziecko – nie musiałem się wówczas martwić o nic więcej.

Sytuacja była na tyle zła, że rodzina Parka spodziewała się jego powrotu do kraju. Zawodnikowi trudno było się odnaleźć nie tylko w Eredivise, lecz także w samej Holandii, gdzie spotykał się z ogromną krytyką. Dochodziło do sytuacji, w których kibice PSV obrażali go i obrzucali z trybun butelkami. Waleczna strona Ji-Sunga jednak nie dawała za wygraną i ten nie miał zamiaru się poddawać. Na szczęście, wkrótce postawił na swoim.

Pod koniec swojego debiutanckiego sezonu już prezentował się zdecydowanie lepiej. Podczas letniego okienka transferowego w 2004 roku szeregi drużyny opuścił Arjen Robben, który przeniósł się do londyńskiej Chelsea. Sprzedaż holenderskiego skrzydłowego dobrze podziałała na Parka. Wszystko, co najlepsze Koreańczyk pokazywał podczas wieczorów w środku tygodnia, gdy nadchodziły spotkania Ligi Mistrzów. PSV było prawdziwą sensacją tych rozgrywek w sezonie 2004/05, dochodząc aż do półfinału. Podopieczni Hiddinka po drodze wyeliminowali dwie francuskie ekipy – AS Monaco oraz Olympique Lyon. W końcu musieli uznać wyższość Milanu, który do finału awansował tylko dzięki zasadzie goli na wyjeździe.

Pierwszy mecz w Mediolanie zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:0. W rewanżu Park otworzył wynik meczu już w dziewiątej minucie pojedynku. W drugiej połowie Phillip Cocu podwyższył prowadzenie PSV. Kiedy wszyscy szykowali się już na dogrywkę, Massimo Ambrosini w pierwszej minucie doliczonego czasu gry zdobył gola kontaktowego, który dawał awans Milanowi. Drugie trafienie Cocu kilkadziesiąt sekund nie zdało się już na nic. Włosi przeszli dalej, a niebo tej nocy zapłakało nad holenderskimi i koreańskimi kibicami.

Koreańczyk nie zagrzał zbyt długo miejsca w holenderskim PSV.

Największym wygranym tego dwumeczu okazał się jednak Park. Skrzydłowym z Eindhoven zaczęło się interesować coraz więcej silniejszych klubów i transfer był tylko kwestią czasu. Ji-Sung kilkanaście tygodni później bronił już barw nowej drużyny, choć zapewne sam musiał być zaskoczony tym, gdzie zaprowadził go los.

Zawodnik zawodników

Chwilę po przeprowadzce do Holandii, Park zapisał się na lekcje języka angielskiego. Chciał być przygotowany, gdy pojawi się propozycja z kolejnego kraju. Początkowo Hiddink nalegał, aby zawodnik podpisał nowy, trzyletni kontrakt. Szkoleniowiec ciągle przypominał mu o swoich bliskich kontaktach z Romanem Abramowiczem:

Zostań chwilę dłużej w PSV, a potem przeniesiesz się do Chelsea.

W Anglii był jednak pewien człowiek, który nie zamierzał czekać. Nazywał się sir Alex Ferguson i raczej nie lubił, kiedy mu się odmawiało. W ten sposób w lipcu 2005 roku Park przeniósł się za cztery miliony euro do Manchesteru United. Dla samego Koreańczyka nie była to łatwa decyzja, ponieważ czuł się, jakby zdradzał Hiddinka. Dodatkowo obawiał się, czy poradzi sobie w fizycznej, brytyjskiej piłce. Dziś, słuchając kibiców Czerwonych Diabłów, którzy wciąż śpiewają o nim piosenki na stadionie i w pubach, możemy śmiało napisać, że Park poradził sobie w Premier League jak mało kto.

Ji-Sung został drugim w historii Azjatą, który reprezentował barwy Manchesteru United. Reprezentant Korei Południowej w swoim nowym klubie spotkał Donga Fangzhuo, chińskiego napastnika. Trudno jednak porównywać dwie tak skrajne kariery w zespole z Old Trafford – Dong w czerwonej koszulce rozegrał w sumie jeden mecz ligowy, a po odejściu zaliczył nawet niesławny epizod w Legii Warszawa, z kolei Park opuszczał Anglię jako czterokrotny mistrz kraju, zdobywca Ligi Mistrzów i zwycięzca Klubowych Mistrzostw Świata (oba trofea z 2008 roku).

Podczas swojego pobytu w Manchesterze, Ji-Sung potwierdził wszystkie cechy, jakimi wyróżniał się w czasach szkolnych. Był niesamowicie pracowity, a swoją doskonałą wydolnością i wydajnością pomógł rozstrzygnąć wynik niejednego ważnego spotkania. Był typem zawodnika, którego uwielbiał Ferguson – inteligentny i uniwersalny, dzięki czemu mógł pełnić różne role na boisku, od napastnika, przez środkowego pomocnika, po defensywnego skrzydłowego. Jeszcze za czasów gry w PSV kibice nazywali go „Parkiem Trzy Płuca”, ponieważ wydawało się, że może po boisku biegać bez końca. Właśnie tym doprowadził pewnego wieczora do szaleństwa samego Andreę Pirlo. Były pomocnik Milanu w swojej autobiografii „Myślę, więc gram” poświęcił mu kilka linijek, wspominając spotkanie Włochów z Manchesterem w 2010 roku:

On [Ferguson] kazał Parkowi cały czas przy mnie biegać. Ten pomocnik musiał być pierwszym Koreańczykiem napędzanym energią jądrową, bo poruszał się po murawie z prędkością elektronu. Zaprogramowali go, żeby mnie zastopował. Jego poświęcenie było wręcz wzruszające. Był sławnym piłkarzem, a zgodził się na rolę stróżującego psa.

Choć Pirlo wypowiada się nieco drwiąco, to przyznać trzeba, że Ji-Sung potrafił być bardzo nieprzyjemnym rywalem. Z kolei uwielbiany był nie tylko przez trenerów, lecz także i przez kolegów z zespołu. Rio Ferdinand świetnie oddał kiedyś jego naturę, nazywając go „prawdziwym zawodnikiem zawodników”, dodając, że był topowym, ale jednocześnie niedocenianym piłkarzem. Na boisku robił wszystko z myślą o drużynie.

W barwach United grał przez siedem sezonów i nigdy nie był pierwszoplanową postacią w zespole. Nie ma jednak wątpliwości, że nie byłoby tej wspaniałej drużyny Fergusona w latach 2007-2009, gdyby nie on, zwłaszcza na europejskich salonach. Dzięki wcześniej wspomnianym cechom, Park zyskał status piłkarza niezbędnego podczas najważniejszych meczów, czy to ligowych, czy pucharowych. Co ciekawe, dla Czerwonych Diabłów przez ten czas strzelił zaledwie 27 goli, ale aż dziewięć z nich zdobywał w starciach z Arsenalem (pięć), Liverpoolem oraz Chelsea (po dwa). Miał również udział przy dwóch słynnych kontrach United w pojedynkach z Arsenalem, które kończyły się trafieniami.

Park celebruje bramkę zdobytą przeciwko Milanowi na Old Trafford.

Park odegrał kluczową rolę w drodze po Puchar Mistrzów w sezonie 2007/08, zaliczając m.in. rewelacyjne występy w półfinałowym dwumeczu przeciwko Barcelonie. Dlatego też taką sensacją była jego nieobecność w kadrze United na finałowe starcie z Chelsea. Ferguson wciąż uważa tamtą decyzję za najtrudniejszą w swojej karierze, mimo że Czerwone Diabły pokonały w tamtym spotkaniu londyńczyków po rzutach karnych. Koreańskie media wciąż tamto starcie nazywają „moskiewskim koszmarem”. Ji-Sung był bardzo rozczarowany takim obrotem spraw, ale wierzył, że nadejdą kolejne okazje. Nie pomylił się – wystąpił w dwóch kolejnych, choć niestety dla niego, przegranych finałach Ligi Mistrzów (2009 oraz 2011 rok – oba z Barceloną).

Z Old Trafford odszedł w 2012 roku, po rozczarowującym sezonie, w którym United przegrali krajowe mistrzostwo w dosłownie ostatniej sekundzie ligowych rozgrywek. Wcześniej zdążył jednak wygrać cztery złote medale Premier League, a jego wkład w ten sukces był nieoceniony. W międzyczasie został jeszcze pierwszym Koreańczykiem w historii, który na spotkanie Manchesteru wyszedł w opasce kapitana (stało się to już w jego debiutanckim sezonie na Old Trafford, gdy podczas pojedynku z Lille zmienił Ryana Giggsa). To chyba najlepiej pokazuje, jak ważnym piłkarzem w nowoczesnej historii Czerwonych Diabłów był ten pomocnik. Przeniósł się do Queens Park Rangers, gdzie podpisał dwuletni kontrakt. Drugi sezon spędził jednak na wypożyczeniu w doskonale znanym mu PSV, gdzie w maju 2014 postanowił zawiesić buty na kołku. Gdy przyszło mu do podsumowania swojej kariery, powiedział:

Odchodzę bez żalu, uwielbiałem grać w piłkę. Osiągnąłem więcej, niż kiedykolwiek sobie wymarzyłem. Jestem wdzięczny za ogromne wsparcie, które przez ten czas dostałem i resztę życia spędzę na zastanowieniu się, jak się za nie odwdzięczyć.

Park chyba jednak już dawno spłacił swój dług wdzięczności, zwłaszcza wśród kibiców Czerwonych Diabłów. Obecnie zresztą wciąż znajduje się blisko Manchesteru United, ponieważ parę lat temu został globalnym ambasadorem tego klubu.

Gwiazda koreańskiego sportu nie może narzekać na brak pracy po zakończeniu piłkarskiej kariery.

Gdyby dekadę temu internetowe memy były popularne tak jak dziś, po jednym z wielu meczów ktoś w końcu napisałby: 71% ziemi pokrywa woda, a resztę – Park Ji-Sung, lub jak kto woli: Park Trzy Płuca.

O Kuba Godlewski 33 artykuły
Licencjat filologii polskiej. Początkujący trener. Kibic Manchesteru United i cichy wielbiciel czarnych koszul Diego Simeone.