Pierwsze polskie złoto młodzieżowej reprezentacji Polski

Czas czytania: 5 m.
5
(3)

Od lat reprezentacja Polski w piłce nożnej nie jest w stanie nawiązać walk o najwyższe cele na międzynarodowych turniejach. Niedawno kadra Marcina Włodarskiego przypomniała nam jednak, że się da. Dlatego i my możemy się pochwalić zespołami, które z turniejów młodzieżowych przywoziły medale, w tym także złote. Tak jak ekipa U-16 z 1993 roku.

Cały proces, którego zwieńczeniem było odebranie złotych medali za mistrzostwo Europy U-16 rozpoczął się w 1990 roku. Wtedy trener Andrzej Zamilski, były szkoleniowiec m.in. Polonii Warszawa został wyznaczony do budowania reprezentacji opartej na zawodnikach z roczników 1976 i 1977. Razem ze swoim asystentem Ryszardem Dołożałą przejechali całą Polskę wzdłuż i wszerz, by wybrać absolutnie najlepszych. Przeglądali towarzyskie i związkowe turnieje, reprezentacje województw, ligi juniorskie, zaglądali nawet na małe wsie, by wybrać absolutnie najlepszych. Na konsultacje kadry, pod ramiona Zamilskiego trafiło wtedy ponad 200 dzieciaków z tych roczników.

Im bliżej meczów o stawkę, tym więcej zgrupowań i bardziej wykrystalizowany skład. Młodzi piłkarze, spędzali ze sobą coraz więcej czasu, zawsze mogli liczyć też na wsparcie sztabu szkoleniowego, na czele z Zamilskim, który szybko „zdobył” sobie ich zaufanie. Ciężko o jego wychowanka, który byłby w stanie powiedzieć o nim jakieś złe zdanie.

Na początku trzeba było jednak przebrnąć kwalifikacje do turnieju finałowego. Los okazał się łaskawy dla „Biało-czerwonych”, gdyż trafiliśmy do grupy z Walią i San Marino. Gracze trenera Zamilskiego szybko przejechali się po rywalach. W czterech meczach strzelili dziesięć bramek i nie stracili żadnej, notując komplet zwycięstw. Ale to, co trudniejsze miało dopiero nadejść.

Awans do tureckiego turnieju szybko stał się faktem i całkiem optymistycznie wyglądał również podział na grupy. Szwajcaria, Islandia i Irlandią Północna – żaden z tych zespołów nie był prawdziwym potentatem, więc wydawało się, że grupa jest do przejścia. Do turnieju pozostawało coraz mniej czasu, a trzeba było jeszcze wybrać kadrę, która pojedzie na skraj Europy reprezentować kraj. Przez kontuzję ze składu wyleciał m.in. Maciej Żurawski, późniejszy wieloletni podstawowy snajper reprezentacji Polski.

Andrzej Zamilski zdecydował, że na turniej pojadą:

Sylwester Janowski – bramkarz Siarki Tarnobrzeg, który dwa lata później zdążył zadebiutować już w I lidze. Po odejściu z Siarki tułał się po niższych ligach. Kariery ostatecznie nie zrobił, skończyło się na 11 meczach w I lidze. Na turnieju był drugim bramkarzem.

Andrzej Bledzewski – Wychowanek Bałtyku Gdynia. Przez lata podstawowy bramkarz kolejnych reprezentacji młodzieżowych, w których rozegrał ponad 40 spotkań. Najlepiej radził sobie podczas pobytu w Górniku Zabrze, gdzie grał pięć lat. Podczas pobytu na Śląsku dostał też szansę debiutu w pierwszej reprezentacji. Obecnie trener bramkarzy w GKS-ie Tychy.

Wojciech Rajtar – Dziś zapomniany i nieznany. Wtedy zawodnik Hutnika Kraków, który na turnieju zaprezentował się z dobrej strony, był uznawany za jednego z liderów, szczególnie że występował w środku pola. Zaraz po przejściu do piłki seniorskiej zaczęły dopadać go jednak urazy, a całkowicie jego życie do góry nogami wywrócił wypadek samochodowy, po którym walczył o życie. Ostatecznie doszedł do sprawności, jednak nie był w stanie wrócić do piłki.

Mirosław Szymkowiak – Dziś najbardziej znany z tamtego towarzystwa, choć w tamtych czasach nikt nie myślał o tym, że nada się do środka pomocy. Andrzej Zamilski znalazł dla niego miejsce na prawej stronie obrony. Do Turcji pojechał jako gracz Olimpii Poznań. Później w Turcji grał też w barwach Trabzonsporu. 33 razy wystąpił w pierwszej reprezentacji, ma na koncie sześć mistrzostw Polski.

Mariusz Kukiełka – Podobnie jak Janowski, wychowanek Siarki Tarnobrzeg. Grał m.in. w Wiśle Kraków, Amice Wronki, Rodzie Kerkrade, PAOK-u Saloniki, czy Energii Cottbus. W pierwszej reprezentacji zanotował 20 spotkań. Kapitan mistrzowskiej ekipy z Turcji.

Jacek Magiera – Dziś jeden z najlepszych polskich trenerów, w 1993 roku junior z Rakowa Częstochowa. Większość seniorskiej kariery spędził w Legii Warszawa, z którą zdobył dwa mistrzowskie tytuły jako piłkarz i dwa jako trener.

Arkadiusz Radomski – Wychowanek Mieszka Gniezno, z którego został powołany przez trenera Zamilskiego. Największą karierę zrobił jednak w barwach holenderskiego Heerenveen, w którym spędził osiem lat, zdobywając z tym klubem największe tytuły, w tym wicemistrzostwo Holandii. W pierwszej reprezentacji rozegrał 30 spotkań.

Marek Drajer – Wychowanek Lecha Poznań, który w klubie ze stolicy Wielkopolski grał przez wiele lat, notując 79 oficjalnych występów. Był też w Rakowie Częstochowa, Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, czy Widzewie Łódź. Nigdzie jednak kariery nie zrobił. Od lat zajmuję się jednak trenerką, głównie na poziomie młodzieżowym. Prowadził też własną szkółkę.

Marcin Szulik – Wyłuskany przez Andrzeja Zamilskiego z Dozametu Nowa Sól. Bardzo szybko po turnieju wyjechał do Francji, próbować swoich sił w Saint-Etienne. Ostatecznie to w polskiej Ekstraklasie rozegrał 151 spotkań, najwięcej w barwach Stomilu. Strzelec jedynej bramki w wielkim finale.

Artur Andruszczak – Kolejny po Szuliku zawodnik z województwa lubuskiego. Zawodnik Stilonu Gorzów, później także trener. W polskiej Ekstraklasie grał wiele lat, gromadząc 171 występów. Swego czasu miał dostać powołanie do pierwszej reprezentacji od Jerzego Engela, jednak zatrzymała go kontuzja.

Tomasz Kosztowniak – Swoją karierę rozpoczął i skończył w Śląsku Wrocław. Niestety nigdy na stałe nie przebił się do składu ekipy ze stolicy województwa dolnośląskiego. Zadebiutował na najwyższym poziomie w meczu z Lechem, wszedł w końcówce i po jego stracie Lech strzelił jedynego gola, a Kosztowniakowi zamknął drogę do kolejnych występów. Po latach zagrał jeszcze w drugiej lidze. Większość kariery spędził w niższych ligach polskich i niemieckich.

Artur Wyczałkowski – Wyciągnięty z Płocka obrońca, z 49 występami na najwyższym ligowym poziomie w Polsce. Grał też w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki, czy Widzewie Łódź.

Marek Kowalczyk – W czasie powołania, zawodnik wrocławskiego Parasola. Wielokrotnie wzmacniał Śląsk Wrocław, który jest zdecydowanie najpoważniejszym klubem w jego CV.

Piotr Bielak – Urodzony w Kraśniku ówczesny piłkarz Lublinianki. Szybko spróbował swoich sił w Szwajcarii, ostatecznie jednak nie zrobił wielkiej kariery, choć zaliczył kilka epizodów w I lidze.

Maciej Terlecki – Uważany za ogromny talent, syn słynnego reprezentanta Polski, Stanisława. Tuż po turnieju z Polonii Warszawa wyciągał go Anderlecht. Najlepsze lata przeżywał w dwóch łódzkich klubach, Widzewie i ŁKS-ie. Zaliczył debiut w pierwszej reprezentacji, ale jego karierę ostatecznie uznano za zmarnowaną.

Marcin Thiede – Zawodnik Zawiszy Bydgoszcz, jadąc na turniej miał za sobą debiut w I lidze. Ostatecznie jednak mimo niewątpliwego talentu, nie wyściubił nosa ponad Zawiszę i Elanę Toruń.

Taka kadra wybrała się na turniej do Turcji. W pierwszym meczu nasi gracze zmierzyli się ze Szwajcarią. Gracze Andrzeja Zamilskiego już na samym początku spotkania stracili bramkę, ostatecznie jednak do remisu doprowadził Maciej Terlecki.

Następnie Polacy zwyciężyli z Islandią 2:0 i Irlandią Północną 1:0. Bohaterem obydwu spotkań był Piotr Bielak, strzelec bramek. Dzięki temu „Biało-czerwoni” uzyskali awans do kolejnej fazy. W ćwierćfinale przyszło zmierzyć się z bardzo mocnymi Belgami. Doskonałe spotkanie rozegrał wtedy Andrzej Bledzewski, który niemal zaczarował swoją bramkę. Mecz skończył się bezbramkowym remisem, a o awansie do półfinału zadecydowała seria rzutów karnych, w których lepsi okazali się „Biało-czerwoni”. „Czerwone Diabły” swoje rzuty karne wykonywali fatalnie. Dwa z nich wybronił Bledzewski, a dwa nie trafiły w bramkę.

W półfinale nasi gracze zmierzyli się z Francją. Po 90 minutach na tablicy wyników pozostawał wynik 1:1. Nasi gracze awansowali dalej, dzięki „Złotej bramce”, którą już na początku dogrywki strzelił Artur Andruszczak. Ta sama zasada dała Francuzom siedem lat później mistrzostwo Europy.

Nasi gracze dość niespodziewanie dotarli więc do wielkiego finału, gdzie musieli zmierzyć się z Włochami, z którymi mieszkali w jednym hotelu. Pewni siebie zawodnicy z Półwyspu Apenińskiego „podkręcali” podopiecznych Andrzeja Zamilskiego, jednak Ci nie mieli zamiaru wdawać się w słowne utarczki, skupiali się już na finale.

W końcu 8 maja na stadionie Besiktasu obydwie drużyny stanęły naprzeciwko siebie. Jeszcze w pierwszej połowie Marcin Szulik pokonał Gianluigiego Buffona i jak się okazało, była to jedyna bramka tego spotkania, dzięki czemu Polacy mogli świętować mistrzostwo Europy. Choć Włosi w drugiej połowie ruszyli do zmasowanych ataków, kapitalnie dysponowany był Bledzewski. Trofeum powędrowało w górę w rękach Mariusza Kukiełki, a sukces młodych piłkarzy relacjonowało wielu dziennikarzy. Celem żadnego z nich nie był jednak ten turniej, a odbywające się równolegle mistrzostwa świata w zapasach.

Tak więc drużyna wylatująca na turniej w niekompletnych strojach, które i tak załatwił bezpośrednio trener, wracała w chwale, bo wieści o ogromnym sukcesie bardzo szybko się rozniosły i trafiły nad Wisłę. PZPN wręcz zdziwiony trofeum zaproponował graczom 600 złotych, lub magnetowid w ramach nagrody. Ale Andrzej Zamilski poszedł cios dalej, przechodząc z tymi zawodnikami do kategorii U-17.

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 5 / 5. Licznik głosów 3

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img

Więcej tego autora

Najnowsze

José Piendibene – Maestro z Montevideo

José Piendibene przez 20 lat był związany z Peñarolem i stał się żywą legendą tego klubu. Do dziś uznaje się go za czołowego środkowego napastnika w historii Urugwaju.

Mirandinha – pierwszy kanarek na Wyspach

Mirandinha przetarł szlak Brazylijczykom w Anglii. Przypominamy jego sylwetkę.

„Jubileusz 100 lat LKS Błażowianka” – recenzja

Słów kilka o książce wydanej z okazji jubileuszu 100-lecia Błażowianki. Historię klubu z podrzeszowskiej Błażowej opisuje Zdzisław Chlebek.