Robinho – król momentów i Pedalady

Popis na Copa America

Szczyt kariery przyszedł dla niego w 2007 roku. Do tego momentu piłkarz jasno sygnalizował, że momentami można go spokojnie zaliczać do grona najlepszych. Copa America 2007 stała się opus magnum Robinho, który będąc królem strzelców całego turnieju, doprowadził pozbawioną największych gwiazd Brazylię do drugiego z rzędu zwycięstwa w turnieju.

Nagroda MVP była już tylko naturalnym następstwem jego dokonań w trakcie turnieju. On sam został koszmarem nocnym kibiców i defensorów w Chile, zdobywając w starciu z tym rywalem aż pięć goli w dwóch spotkaniach.

Co istotne jednak, Robinho potrafił wziąć na swoje barki grę drużyny w kluczowych momentach. Tych, w których lidera powinniśmy widzieć przed szeregiem. Po pierwszej grupowej porażce z Meksykiem, kiedy to Canarinhos byli bliscy odpadnięcia turnieju, Robinho w drugim spotkaniu z wspomnianym już Chile swoim hat-trickiem utrzymał reprezentację Kanarków na powierzchni. Samo spotkanie było teatrem jednego aktora. Spójrzcie zresztą sami, co ten chłopak wówczas wyprawiał (szczególnie na akcję od 29. sek.).

To był bardzo dobry omen dla kibiców w Madrycie. Mając 23 lata, Robinho był już w stanie przejąć pałeczkę od starszych kolegów i samodzielnie prowadzić swoje drużyny do triumfów.

I tak też się stało. Sezon 2007/2008 był popisem Brazylijczyka, który mimo nękających go permanentnie kontuzji, był w stanie uzbierać 15 bramek w całym sezonie, dokładając do tego 12 asyst.

Liczby nie oddawały jednak do końca wkładu, jaki Robinho miał w ówczesnym sukcesie klubu. Był w praktyce jedynym piłkarzem w ofensywie, który był w stanie rozstrzygać mecze w pojedynkę i to właśnie on bardzo często przełamywał defensywy rywali w kluczowych momentach. Przykładem może tu być, chociażby mecz w Huelvie gdzie po wyleczeniu kontuzji wszedł na ostatnie 16 minut i strzelił dwie bramki, odwracając losy spotkania przy stanie 1:1.

Skrzydłowemu zaproponowano nowy kontrakt, jednak powtarzające się od miesięcy plotki o możliwej wymianie na linii Real – Manchester United i włączeniu Robinho do transakcji zakupu Cristiano Ronaldo sprawiły, że poczuł się zdradzony.

Jasnym stało się, że wobec przyjścia nowej gwiazdy, rola Robinho zmaleje, a sam piłkarz nie czuł się od piłkarza Manchesteru United gorszy. W efekcie jasnym stało się, że brylantowy skrzydłowy opuści Madryt. Pytanie brzmiało – gdzie wyląduje?

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…