„Światło bramki” – recenzja

W ostatnich latach rynek książek piłkarskich w Polsce urósł w sposób znaczący. Od wydawców nie otrzymujemy już tylko biografii byłych i obecnych piłkarzy lub nieco przesłodzonych książek o wielkich klubach Europy. Coraz częściej mamy możliwość sięgnięcia po lektury, w których przeczytamy o zawiłościach piłkarskiej taktyki czy kulisach transferów. Nie brakuje również publikacji, w których futbol został przedstawiony w szerokim kontekście społecznym i kulturowym. Taką książką jest z pewnością „Światło bramki” Michała Okońskiego.

Większości czytelników nie trzeba przedstawiać tego autora. Zróbmy jednak uprzejmość tym, którzy do tej pory nie mieli okazji zetknąć się z twórczością Michała Okońskiego. Od wielu lat jest dziennikarzem „Tygodnika Powszechnego”, współpracuje z magazynem „Kopalnia”, a także prowadzi bloga „Futbol jest okrutny”. Kilka lat temu wydał również książkę pod tym samym tytułem. Nie można też pominąć faktu, że redaktor Okoński jest oddanym kibicem Tottenhamu. Kwestia ta ma niemałe przełożenie na treść książki, której tutaj się przyjrzymy.

Publikacja „Światło bramki” ukazała się na początku czerwca tego roku nakładem wydawnictwa Znak. Książka liczy 382 strony i została podzielona przez autora na cztery części: „Piłkarz”, „Trener”, „Klub” (zgadnijcie jaki) oraz „Gra”. W pierwszych dwóch częściach autor przedstawia sylwetki kilku graczy i szkoleniowców według subiektywnego, ale według mnie, bardzo udanego wyboru.

Przeczytamy tu m.in. o Messim, Cristiano Ronaldo, Lewandowskim, Błaszczykowskim, Pirlo, Guardioli, Bielsie czy Fergusonie. Tych z czytelników, którzy w tym miejscu pomyślą sobie: „Zaraz, zaraz. Przecież to piłkarze i trenerzy z pierwszych stron gazet. Co nowego można o nich napisać?”, od razu warto uspokoić. Można napisać sporo i to w sposób zupełnie nieszablonowy. Nie dostajemy tutaj skróconych biografii tych bohaterów masowej wyobraźni – byłoby to niesamowicie wtórne względem wielu książek, gazet i materiałów internetowych.  

Autor opowiada historie piłkarzy i trenerów w inny sposób. Pisze o tym, co zmienili w dziejach futbolu, jaki był ich wpływ na kulturę i społeczeństwo, a w szczególności na kibiców piłkarskich. Wiele miejsca poświęca też temu, w jaki sposób opisywani bohaterowie radzili/radzą sobie z presją, czy byli/są rozumiany przez swoje otoczenie.

Najlepszym przykładem jest tutaj Diego Maradona. Dzieje jego burzliwego życia są większości kibiców dobrze znane, a liczba afer, w które się wplątał trudna do oszacowania. Nie zmieniło to jednak faktu, że jego śmierć poruszyła nie tylko piłkarski świat. Okoński stara się pokazać niemal wszystkie aspekty, które czynią z Maradony bohatera tragicznego. Rozdział o genialnym Argentyńczyku kończy pięknym i dającym do myślenia zdaniem:

„Kiedy w końcu umarł, trudno było nie myśleć o tym, że to nie był niedojrzały, ale świat, w którym przyszło mu żyć. I że choć umierał wiele razy, to nie umarł wcale”.

Kiedy przejdziemy do rozdziału o Kubie Błaszczykowskim, znajdziemy tam pełne współczucia (tragedia z dzieciństwa) i wyrozumiałości rozważania o  stanie ducha jednego z najlepszych polskich piłkarzy ostatnich lat. Gdy z kolei zagłębimy się w część o Andrei Pirlo, otrzymamy wiele doskonale brzmiących porównań jego gry do różnych dziedzin sztuki. Czytając zaś o Cryuffie znajdziemy (skondensowany w umiejętny sposób) wykład filozofii piłkarskiej i życiowej holenderskiego geniusza.

Okoński stara się niemal każdej z opisywanych postaci zajrzeć do umysłu, serca i duszy i sprawdzić, co w nich grało lub nadal gra. Swoje odkrycia opisuje w mistrzowski sposób, posługując się różnymi środkami stylistycznymi. Nierzadko ucieka się do języka religijnego i biblijnego- Maradona jest „Bogiem”, Cryuff ma swoich „apostołów”, a niemal każdy z bramkarzy to „piłkarski Hiob”. Tym, którzy uważają, że autor zbyt nachalnie używa takich porównań, należałoby przypomnieć, że większość z nich nie jest wytworem literackiej fantazji Okońskiego. Redaktor „Tygodnika Powszechnego” raczej przytacza określenia, które zostały użyte już wcześniej w stosunku do poszczególnych piłkarzy.

Dwie, nazwijmy je umownie „biograficzne”, części książki, powinny skłaniać czytelników do nieco głębszej refleksji nad karierami tych sportowców. Warto przemyśleć, czy nasze, bądź medialne (często bardzo powierzchowne) oceny poszczególnych graczy i szkoleniowców są na pewno uczciwe.

Warto poświęcić też parę słów rozdziałowi, w którym autor opowiada o swojej wielkiej i nieszczęśliwej miłości do pewnego klubu z północnego Londynu. Poznajemy tutaj okoliczności, w jakich Okoński zaczął kibicować Tottenhamowi, emocje autora po porażkach i zwycięstwach „Spurs” czy naznaczone sporą dozą pecha próby zdobycia przez klub jakiegoś trofeum. Przeczytamy o tym, co często wielu z nas czuje, ale boi się przyznać.  Że sprawy ukochanego klubu potrafią przysłaniać życie rodzinne. Że wydarzenia z życia codziennego pamiętamy jedynie w kontekście meczu, który wówczas się odbywał. I że nasz nastrój w dużej mierze zależy od wyników osiąganym przez klub.

Punktem kulminacyjnym rozdziału jest wyjazd autora do Madrytu na finał Ligi Mistrzów 2019, w którym Tottenham mierzył się z Liverpoolem. Czytając tę relację trudno nie oprzeć się wrażeniu, że wydarzenie to ma dla Okońskiego wymiar metafizyczny. Przechadzając się po madryckich ulicach, chłonie atmosferę stworzoną przez kibiców obu klubów, wsłuchuje się w pieśni śpiewane przez fanów i wreszcie spotyka samego Mauricio Pochettino. Swoje refleksje łączy z licznymi wspomnieniami z wielu innych meczów. Często nawiązuje też do motywów z literatury czy muzyki (jest i Bułhakow i Mark Knopfler). O tym, za jak ważną sprawę uważa kibicowanie świadczyć może choćby poniższe zdanie:

„Nic na to nie poradzę: opowiadając o kibicowaniu Tottenhamowi (o kibicowaniu w ogóle…) nie umiem nie myśleć o sercu – o tym, na jakie emocje jest narażone i do jakich uczuć jest zdolne”

O czym jeszcze przeczytamy w tej niezwykle osobistej książce? O pisarzu Jerzym Pilchu, który był wielkim fanem piłki nożnej; o tym, że Okońskiego wkurza pogarda części polskich intelektualistów dla futbolu i o tym, że ten właśnie futbol wyjaśnia wiele dziedzin życia pozornie ze sobą niezwiązanych.

Czy można zatem powiedzieć, że jest to książka dla każdego fana piłki nożnej? Moim zdaniem – nie. Nie każdy czytelnik uzna za właściwe pisanie o futbolu stylem wysokim, nie każdy doceni szereg metafor, porównań i odniesień do innych dziedzin życia. Warto jednak zastanowić się, czy jest to wada, czy zaleta książki. Może zabrzmieć to paradoksalnie, ale sądzę, że należy uznać to za zaletę. To dzieło nie jest skierowane do tzw. masowego czytelnika, ale być może właśnie ta cecha czyni książkę tę tak wyjątkową. Okoński pisanie o piłce nożnej przenosi na zupełnie inny poziom.

Teksty właściwie same „płyną” przed oczami czytelnika i pozwalają całkowicie zanurzyć się w świat piłkarskich refleksji autora. W kilku sprawach można nie podzielać zdania redaktora Okońskiego (takie prawo czytelnika). Jest to jednak tylko mała kropelka w morzu naprawdę znakomitej treści. Po przeczytaniu niektórych obserwacji autora aż chciałoby się zakrzyknąć: „Dlaczego nikt wcześniej nie wyraził tego takimi słowami!”.

We wstępie autor napisał, że „[…] piłkarze, trenerzy, kluby i w ogóle cały ten futbol również zasługują na dobrą opowieść”. Moim zdaniem taką opowieść właśnie otrzymaliśmy.

OCENA 9/10

Autor: Jakub Tarantowicz

Rocznik 1987. Kibic Łódzkiego Klubu Sportowego i Manchesteru United. Szczęśliwy mąż. Dumny tata dwóch córeczek. Z wykształcenia historyk. Od wielu lat pracownik księgarni historycznej w Łodzi

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Jakub Tarantowicz.