Tomas Carlovich – lepszy niż Maradona

Nietypowy Jugol

Już samo ustalenie daty urodzin Tomasa Felipe Carlovicha nie jest łatwą sprawą. Co prawda angielska Wikipedia datuje ją na 20 kwietnia 1949 roku, lecz gdy wrzucimy personalia piłkarza w wyszukiwarkę, to ukazuje nam się 19 kwietnia 1946 roku. Natomiast Jonathan Wilson w swojej książce “Aniołowie o brudnych twarzach” celuje w rok 1948.

Nie do końca jasne jest również pochodzenie przydomka piłkarza. Najczęściej można się natknąć na wyjaśnienie, jakoby pseudonim El Triche (widły, widelec) był pochodną wyglądu chłopaka. Wysokiego młodzieńca, na dwóch szczupłych i długich nogach. Takiej etymologi swojej ksywy zaprzecza jednakże sam Carlovich.

Jak już wspomniałem, w jego żyłach płynęła bałkańska krew. Ojciec – Mario Karlović – przybył do Ameryki Południowej z Chorwacji. Sam Tomas ma jeszcze sześciu braci. Młodzian od piętnastego roku życia reprezentował barwy Rosario Central. Występując w tym klubie, zdołał nawet zadebiutować w argentyńskiej ekstraklasie.

Według jednej z anegdot, pewnego dnia Rosario miało jechać na mecz wyjazdowy do Buenos Aires, ale El Trinche przybył na zbiórkę zespołu sporo przed czasem. Gdy minął kwadrans, znudzony Carlovich stwierdził, że nie chce mu się dłużej czekać na resztę zespołu i wrócił do swojej dzielnicy, by pograć w piłkę ze znajomymi. Tak zakończył się jego epizod w najwyższej klasie rozgrywkowej.

DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU: HISTORIA PIŁKI NOŻNEJ

Wkrótce zaczął grać w klubach z niższego szczebla. Nie był szybki, ale brak dynamiki nadrabiał bajeczną techniką. Jego popisowym numerem było zakładanie rywalom podwójnej siatki. Najpierw przodem, a później tyłem. Wszystko po to, by zabawiać zgromadzoną publiczność. Legenda miejska głosi, że w kontrakcie miał przewidzianą premię za wykonanie tego tricku w czasie meczu.

Musicie przyznać, że takie zagranie to dość zuchwały ruch, cechujący raczej graczy o olbrzymiej pewności siebie. Natomiast El Trinche był do tego stopnia nieśmiałym chłopakiem, że gdy trafiał do nowej drużyny, to początkowo przebierał się przed treningami w pomieszczeniu gospodarczym. Cóż, podobno Lionel Messi robił tak samo, gdy trafił do La Masii.

Dodatkowo Carlovich był osobą mocno przywiązaną do swoich rodzinnych stron. Otwarcie przyznawał, że źle się czuje, kiedy zbyt długo przebywa z dala od domu rodzinnego. Uwielbiał spędzać czas, grając w piłkę z kolegami z sąsiedztwa, łowiąc ryby lub polując.

O jego przywiązaniu do najbliższych niech świadczy fakt, że pewnego razu celowo złapał czerwoną kartkę, by móc jechać, złożyć życzenia swojej rodzicielce z okazji Dnia Matki. Chociaż z pochodzenia był Jugosłowianinem, to ciężko było doszukać się w nim cech charakterystycznych dla typowego Jugola. Ognisty temperament pokazywał jedynie na boisku. Inna z legend mówi, że gdy Carlovich kolejny raz został ukarany czerwonym kartonikiem, to publiczność ubłagała arbitra, by anulował karę i pozwolił im dalej podziwiać El Trinche w czasie gry.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…