Tomas Carlovich – lepszy niż Maradona

Zbici Albicelestes

Mecz, który utrwalił legendę Carlovicha, odbył się w kwietniu 1974 roku, kiedy to przygotowująca się do wyjazdu na mistrzostwa świata w RFN kadra narodowa pod wodzą Vladislao Capa miała rozegrać spotkanie kontrolne z reprezentacją miasta Rosario.

El Trinche reprezentował wówczas barwy Central Cordoba, klubu, w którym rozegrał łącznie ponad 200 spotkań i grę w jego barwach określał najpiękniejszym wyborem, jakiego dokonał w swoim życiu. Był jedynym piłkarzem z tego zespołu, który został powołany do łączonej drużyny Rosario. Poza nim miasto miało reprezentować pięciu graczy Newell’s i pięciu z Rosario Central.

Typowa zbieranina, która po raz pierwszy spotkała się na godzinę przed meczem i miała odegrać rolę chłopców do bicia dla argentyńskich kadrowiczów. Na murawę w biało-błękitnych trykotach wybiegli m.in. Carlos Babington, Rene Houseman czy Miguel Angel Brindisi. Sprawy przybrały jednak niespodziewanego obrotu.

Już na początku spotkania El Trinche popisał się swoją popisową podwójną siatką, zakładając ją obrońcy Independiente Francisco ‘Pancho’ Sa. Kadra narodowa nijak nie potrafiła sobie poradzić z szalejącym, długowłosym młodzieńcem, który przednio się bawił, co rusz ośmieszając kwiat ojczystej piłki nożnej. Do przerwy podopieczni Capa przegrywali 0-3, a poddenerwowany selekcjoner miał nakazać zdjęcie z boiska Carlovicha, by uniknąć dalszej kompromitacji. Ostatecznie mecz skończył się wygraną Rosario 3-1.

Dzięki temu spotkaniu El Trinche przeszedł w świadomości miejscowych kibiców do legendy. Pomógł w tym zapewne fakt, że wspomniany sparing był jedynie relacjonowany w radiu. Nie zachowały się żadne materiały filmowe, które by zweryfikowały prawdziwość opowieści o nadludzkim występie bożyszcza ludu. Natomiast ta nadludzkość była zapewne cementowana przez lata w czasie pogawędek klasy robotniczej w barach czy rodzinnych spotkaniach przy grillowanej wołowinie.

Unikając sławy

Sławetny występ Carlovicha nie zaowocował jego transferem do lepszego klubu. Przede wszystkim dlatego, że El Trinche nie pragnął trafić do świata wielkiej piłki. Gra na wysokim poziomie, pod presją oczekiwań kibiców pozbawiała go radości czerpanej z uprawiania futbolu. Kiedyś wypowiedział się w następujący sposób:

Kiedyś mieliśmy mnóstwo boisk, a teraz nie ma ich prawie wcale. Wiecie, dlaczego tak lubiłem grać na ulicach? Bo człowiek, który wychodzi na murawę i widzi przed sobą 60 czy 100 tysięcy widzów, nie może cieszyć się grą. Po prostu nie może grać, w ogóle. Ci wszyscy ludzie na trybunach, ich oczekiwania, ich obelgi…

-Tomas Carlovich

Mimo gry w niższych ligach, przed mistrzostwami świata w 1978 roku Cesar Luis Menotti pragnął przetestować Carlovicha w drużynie narodowej. El Trinche nie przyjechał jednak na konsultacje. Tłumaczył się tym, że udał się na ryby, rzeka wezbrała i nie miał jak powrócić na brzeg. Odmówił także Pelemu, który chciał ściągnąć Argentyńczyka do New York Cosmos. Na zawsze pozostał chłopakiem z ludu, symbolem radości czerpanej z ulicznej gry. Uosobieniem sloganu Against Modern Football.

Może właśnie z tego powodu jego sława, jakby na przekór pragnieniom Carlovicha, wyprzedzała go aż tak bardzo? Może gdyby zdecydował się na grę dla Boca lub River Plate stałby się tylko jednym z wielu? Do jego nieformalnego fan klubu zaliczali się nie tylko Maradona czy Menotti. Jose Pekerman, były selekcjoner reprezentacji Argentyny oraz Kolumbii, powiedział kiedyś:

Był najpiękniej grającym chłopakiem, jakiego widziałem. Rozkochał w sobie wszystkich, którzy go widzieli.

Z Kolei Aldo Poy, reprezentacyjny napastnik, który także urodził się w Rosario, mówił:

To niepojęte, że on nigdy nie zagrał na najwyższym poziomie. Miał niezwykłe umiejętności techniczne. Nigdy nie widziałem takiego rozgrywającego jak on. Był trochę powolny, ale nadrabiał inteligencją.

Dziś określa się jego styl gry jako krzyżówkę Fernando Redondo z Juanem Romanem Riquelme. Po zakończeniu kariery Tomas Felipe Carlovich zmagał się z osteoporozą, która zaatakowała jego biodra. Kibice z Rosario zorganizowali dwa mecze charytatywne, w czasie ich trwania zbierali pieniądze na leczenie swojego idola, który po odwieszeniu butów na kołku pracował jako murarz. Podczas jednego z nich dziennikarz zapytał El Trinche, czy gdyby mógł przeżyć życie jeszcze raz to, czy coś by w nim zmienił. Wzruszony, były piłkarz odpowiedział łamiącym się głosem:

Nie, proszę pana, proszę mnie o to nie pytać. O nie, tylko nie to. Chciałem po prostu być z ludźmi, których kocham. A wszyscy są tutaj w Rosario.

Jakiś czas temu w Hiszpanii wystawiono sztukę teatralną pod tytułem: “El Trinche, najlepszy piłkarz świata.” Ilu zawodników może się pochwalić tym, że historię ich życia ukazano na deskach teatru?

Te teksty także powinny Cię zainteresować:

RAFAŁ GAŁĄZKA

Źródła
  • J. Wilson – “Aniołowie o brudnych twarzach” El Trinche, czyli piłkarz, który nie chciał być Maradoną.
  • Felieton Michała Zaranka ze strony przegladsportowy.pl Tomas Felipe Carlovich: Legenda El Trinche.
  • Artykuł ze strony storiemaldette.com