Matador, ryby w beczce i wielki żal Sir Alexa. Wspominamy mecz Lazio – Manchester United z 1999 roku

Czas czytania: 6 m.

Napięty kalendarz United

Nowy sezon, jeśli nie liczyć gier towarzyskich, zawodnicy Manchesteru rozpoczęli 1 sierpnia przegranym meczem o Tarczę Wspólnoty z Arsenalem. Tydzień później, w pierwszej ligowej kolejce, zanotowali remis z Evertonem. Premierowe zwycięstwo odnieśli w drugiej serii gier, a ich moc poznało Sheffield Wednesday, któremu zaaplikowali cztery bramki, nie tracąc przy tym żadnej. Zanim wybrali się do Monte Carlo, ograli jeszcze Leeds, Arsenal i Coventry.

Z tym ostatnim przeciwnikiem mierzyli się 25 sierpnia, zaledwie dwa dni przed pojedynkiem z Lazio. Czasu na regenerację nie było więc zbyt wiele, toteż Ferguson musiał bardzo umiejętnie szafować siłami swoich piłkarzy. Tym bardziej że trzy dni po spotkaniu o Superpuchar Europy czekała ich kolejna batalia w Premier League.

Takich problemów nie miał Eriksson. Mecz z Czerwonymi Diabłami był dla jego podopiecznych inauguracją nowego sezonu. Dopiero trzy dni potem Orły miały rozpocząć rywalizację w Serie A

Polska czwórka i pośladki Manciniego

Nadszedł dzień meczu o Superpuchar. Z jednej strony Beckham, Keane czy Scholes, z drugiej Nesta, Verón i Nedvěd. A pomiędzy nimi… czwórka polskich arbitrów. Do poprowadzenia zawodów wyznaczono Ryszarda Wójcika. Na linii pomagali mu Jacek Pocięgiel i Eugeniusz Koczar, a obowiązki sędziego technicznego powierzono Tomaszowi Mikulskiemu.

Od pierwszych minut piłkarze obu drużyn narzucili szybkie tempo. Już w 4. minucie Czerwone Diabły mogły wyjść na prowadzenie, ale Sheringham główkował niecelnie. W odpowiedzi Nedvěd przeprowadził dynamiczną akcję zakończoną zablokowanym strzałem. Szczęścia zabrakło też rzymianom w sytuacji, gdy futbolówka po uderzeniu z rzutu wolnego Mihajlovicia nieznacznie minęła słupek.

Lazio nie przestawało nacierać. Jaap Stam w walce o piłkę ostro potraktował Simone Inzaghiego. Gwizdek Ryszarda Wójcika jednak milczał, więc Holender kontynuował grę i zagrał do Raimonda van der Gouwa. Golkiper przyjął futbolówkę, ale niezbyt spieszył się z wykopem. W końcu zdecydował się ją zagrać daleko przed siebie. Przeszkodził mu w tym Roberto Mancini. Piłka po odbiciu się od pośladków doświadczonego Włocha minimalnie minęła bramkę United. Kuriozalny gol był bardzo blisko.  

Kilka minut później Simone Inzaghi z rozbitym przez Stama nosem opuścił murawę. Eriksson wprowadził za niego długowłosego Chilijczyka Marcelo Salasa noszącego przydomek El Matador.

Dominik Górecki
Dominik Górecki

Samorządowiec, dziennikarz, sadownik, miłośnik podróży i fan futbolu. Entuzjasta Serie A, Bundesligi i piłki afrykańskiej. Od dzieciństwa zakochany w Juventusie.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Brudne mistrzostwa. Argentyna 1978

Mistrzostw świata w 1978 roku przeszły do historii nie tylko z powodu zwycięstwa gospodarzy. Przeczytajcie!

Wizyta na turnieju gminy Wiśniowa – historia lokalnej piłki

W tym artykule przedstawiamy historię lokalnej piłki w gminie Wiśniowa.

Artjoms Rudnevs – goleador, który uciszył Turyn

Wielu obcokrajowców przewija się przez polską ekstraklasę, lecz tylko nieliczni potrafią podnieść poziom sportowy rozgrywek. Chlubnym wyjątkiem na tle kolejnego zaciągu z Bałkanów czy...