Gamonie z oślej ławki kontra kujony z pierwszych rzędów

W środowisku futbolowym od lat panuje przekonanie, jakoby piłkarze inteligencją nie grzeszyli. Na szczęście zawodników rozlicza się z gry. Nie musimy słuchać, co mówią, oglądać jak robią z siebie błaznów w programach typu „ Gwiazdy, o których nikt nie słyszał, kąpią się w błocie”. Piłkarze są od kopania piłki. Gdy strzelają gole, wszystko jest cacy. Cała reszta nie ma wtedy znaczenia.

Co nie znaczy jednak, że nie można się do nich przyczepić.

Oglądam Galę Złotej piłki i odczuwam niesmak. I nie chodzi o to, że plebiscyt ten śmierdzi na kilometr kolesiostwem – sponsorowaniem gali powinni zainteresować się producenci wazeliny. Nie chodzi też o to, że Adam Nawałka w trzeciej kolejności głosuje na Arsene’a Wengera, jako najlepszego trenera ostatniego roku (gdyby w futbolu istniała nagroda w stylu filmowych Złotych Malin Francuz zgarnąłby ją wielokrotnie). Ani też o to, że absurdem jest przyznawanie maksymalnej liczby punktów Robertowi Lewandowskiego tylko dlatego, że wywodzi się z tego samego kraju co ty. Rzecz tyczy się czegoś zupełnie innego.

mess

Nie pojmuję, jak to możliwe, że Leo Messi, geniusz, wizjoner, Bóg futbolu, facet, który od lat swą grą przyciąga przez telewizory piłkarskich bzików, jak i blade w temacie gospodynie domowe, gość, który z kontraktów reklamowych na całym świecie zgarnia corocznie jakieś 1537 miliardów euro, na Gali Złotej Piłki FIFA nie jest w stanie sklecić choćby jednego zdania po angielsku.

Nie oczekuję od Messiego, że z gracją będzie żonglował dziesięcioma czasami, nie liczę także, że wykuje słownik na pamięć, by następnie nawijać z akcentem Tony’ego Blaira, nie! Bo tak samo jak nie każdy może zostać wybitnym piłkarzem, tak profesorem anglistyki nie będzie pierwszy lepszy chłystek. Ale czy wyrecytowanie banalnej formułki w stylu „ I’m very happy to be here. Thank you.” przekracza możliwości kogokolwiek? Złośliwi powiedzieliby, że Argentyńczykowi mózg wyżarły zażywane przez niego w dzieciństwie hormony wzrostu, ale moim zdaniem chodzi tylko i wyłącznie o zwykłe lenistwo. To nieuczciwe zarzucać bierność człowiekowi, który w sporej mierze właśnie dzięki ciężkiej pracy stał się piłkarskim wirtuozem, ale z drugiej strony żadna inna wymówka nie jest w stanie mnie przekonać.
– Słuchaj, Leo, może byś spróbował tam, na Gali, powiedzieć dwa zdania po angielsku – powinien zaproponować ktoś ze sztabu Argentyńczyka – Pokażesz, że jesteś w stanie się rozwijać także poza piłką. Również i reklamodawcy korzystnie na to spojrzą.

„ I’m very happy to be here. Thank you”.  Nie za wiele, ale na początek już coś.
Załatwiliby Messiemu w Barcelonie kilka lekcji angielskiego, na które Leo dowoziłby szofer odstrojony w pantofelki i gajerek. I nawet jeśli Argentyńczyk okazałby się uczniem wyjątkowo opornym… zawsze całość mógłby najzwyczajniej przeczytać z kartki. Nikt nie miałby o to do niego pretensji, wręcz przeciwnie – wyszłoby mu to tylko na korzyść.

Messi jednak jest uparty. Uparty, leniwy, a może i… głupi. Zwiedził cały świat, strzelił gola wszędzie i każdemu, bił rekordy, przekraczał granice. Swych wielbicieli zmuszał do przecierania oczu i wymyślania kolejnych przyśpiewek na swą cześć, antagonistów rozsiewał po barach, by wpatrzeni w skrót meczu lecący w zachrypniętym telewizorze za plecami barmana i opatuleni w szalik ukochanej drużyny, którą Messi dopiero co rozczłonkował, zapijali swe smutki.

5 Złotych Piłek, 3 Ligi Mistrzów, jakieś 500 tysięcy goli, a mimo to nie jest w stanie powiedzieć po angielsku dwóch zdań. Najgorzej mają organizatorzy wszelkich gal i konferencji, na które Messi jest zapraszany. Trzeba mu tłumaczyć z tego jego hiszpańskiego, jakby był niedorozwinięty, jakby język angielski był czymś w stylu schronu na wypadek końca świata – tylko dla nielicznych. Jest 2016 rok, na znajomość angielskiego nie wyrwiesz już laski w klubie.

Nie wiem jak wy, ale ja czułbym się głupio będąc najlepszym piłkarzem na świecie i nie umieć powiedzieć słowa w języku, w którym mówi jakieś półtora miliarda ludzi na Ziemi.

Specjalnie dla Argentyńczyka przygotowałem mały słowniczek:
piłka – ball
wynik – score
spalony – offside
rzut karny – penalty
wygrać – win
przegrać – lose
lenistwo – laziness

Messi wygląda mi na kogoś, kogo piłka uratowała przed przeciętnością. Futbolowi musi zawdzięczać wszystko. Gdyby nie on, rozpakowywałby kartony w pierwszym lepszym magazynie w Rosario, w najlepszym wypadku roznosiłby listy. Nie sądzę, by w razie niepowodzenia w sporcie został prawnikiem, lekarzem czy architektem. To nie jest ktoś pokroju Mathieu Flaminiego, ktoś z głową na karku i smykałką do interesów. Choć z drugiej strony może właśnie dlatego Messi jest artystą, a Flamini to tylko rzemieślnik. Historia zapamięta tylko tych największych.

Piłka zbawiła również Sergio Agüero. 5 lat na Wyspach i dalej „ not speak english „.Napastnik Manchesteru City udzielił co prawda wywiadu po angielsku, choć trzeba jasno powiedzieć, że z angielskim ma to niewiele wspólnego.

I kiedy wydaje ci się, że gorzej już być nie może…

teve2
… przypominasz sobie o Carlosie Tevezie.

 

Tevez potwierdza tezę panującą w środowisku futbolowym, jakoby piłkarze inteligencją nie grzeszyli. Mało tego… napastnik wprowadza to przekonanie na wyższy poziom – Piłkarze to analfabeci.

Bóg dał Tevezowi sprawne nogi i wielkie serce do gry, przez co na talent do języków zabrakło już miejsca. Argentyńczyka w 2006 roku sprowadził do siebie West Ham, ale inteligencja zadziornego napadziora z Buenos Aires przeraziła działaczy z Upton Park, którzy przystali na ofertę Manchesteru United. Tevez grał na Old Trafford dwa lata, jednak zarówno jego erudycja, jak i gra w piłkę nie zwaliła z nóg Sir Alexa Fergusona, w związku z czym Argentyńczyk przeszedł do City. Roberto Mancini postawił na pragmatyzm – nie interesowało go, czy Tevez potrafi policzyć po angielsku do jednego, jak i to, ile książek przeczytał w ostatnim kwartale (Kto wie, być może jedyną rzeczą, którą Argentyńczyk w życiu czytał, była tabela Premier League na koniec sezonu. W 2012 roku była to lektura nadzwyczaj przyjemna, choć z nieco elektryzującym zakończeniem). Dla Manciniego liczyło się tylko to, że Tevez strzela bramki i poprawnie wykonuje boiskowe polecenia – które notabene wyjaśniał mu po hiszpańsku jego rodak Pablo Zabaleta.

Wielu trenerów uważa, że do zostania świetnym piłkarzem potrzebna jest inteligencja. Carlos Tevez to najlepszy dowód, że owe stwierdzenie ma się nijak do rzeczywistości.

teve
Po zobaczeniu tego zdjęcia wszyscy dentyści świata dostali wrzodów.

Siedem lat gry w Anglii i zero języka. Myślę, że oprócz ujemnego ilorazu inteligencji jest to także oznaka braku szacunku. Wobec trenera, kolegów z zespołu, ale zwłaszcza wobec kibiców. Ludzie kupują dla ciebie bilety, wieszają sobie nad łóżkiem plakaty, na których jesteś, zdzierają gardła, wykrzykując twoje nazwisko, noszą je na plecach. Nie możesz powiedzieć, że utożsamiasz się z nimi, jeśli przez siedem lat nawet nie spróbowałeś nauczyć się ich języka. Możesz strzelić jakieś 15 bramek w sezonie i po każdej z nich składać palce w serduszko, możesz skakać w trybuny i całować herb – nie ty pierwszy i ostatni, ale ignorując język ignorujesz także swoich fanów, którzy w tym języku mówią. Nawiasem mówiąc z tym całowaniem herbu wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że w międzyczasie zmienia się kolor koszulki. Oczywiście dopóki będziesz strzelać gole, kibice będą cię kochać i nie będzie obchodziło ich, czy uczysz się języka, ale wystarczy, że obniżysz formę, a od razu wypomną ci twe lenistwo.

Siedem lat ( niedokładnie oczywiście, ale zaokrąglijmy do równych siedmiu), 84 miesiące, 365 tygodni, 2555 dni. Na Boga, nie mówcie mi, że czas pędzi jak szalony. Albo że dla Południowców angielski jest straszny. Straszne to jest przez 7 lat żyć w obcym kraju i nie ogarnąć języka. Siedem lat, cały czasu szmat. Ludzie w ciągu 7 lat kończą studia medyczne, schodzą się, rozchodzą, rozwijają swe firmy, z pozycji pucybuta windują aż nam szczyt.

bur
Co do szczytu…Burdż Chalifa w Dubaju, najwyższy budynek świata. Wraz z iglicą zamontowaną na dachu wieżowiec mierzy 828 metrów. Do jego powstania wykorzystano 31 tysięcy ton stali. Budowa trwała niespełna pięć lat. Carlos Tevez nie potrafił nauczyć się języka przez siedem.

Neymar też próbował. Trochę portugalskiego, trochę angielskiego, prawdziwie lingwistyczna sałatka! Przydałyby się napisy.

A jeśli już jesteśmy przy sałatkach. Joel Santana, były trener reprezentacji RPA nie widzi w łączeniu języków niczego złego. Miesza portugalski z angielskim jak na imprezie trunki.

Dla kontrastu. Tak angielskim posługują się Niemcy.

Można? Można. Oczywiście ktoś powie, że to niesprawiedliwe punktować językową impotencję Messiego, skoro Argentyńczyk nigdy nie grał w Anglii jak choćby Ronaldo. Co do Portugalczyka, to pragnę tylko przypomnieć, że opuścił Wyspy w 2009 roku, a mimo to słychać, że jego angielski ciągle się polepsza.

Początki zawsze bywają trudne.

Jestem pewien, że Ronaldo prędzej czy później i tak nauczyłby się języka – nawet jeśli jego transfer do klubu z Old Trafford nigdy nie doszedłby do skutku. Bo czy Mats Hummels grał kiedyś w Premier League? Czy Wesley Sneijder był piłkarzem Tottenhamu? Zlatan Ibrahimovic kopał dla Chelsea? Coś mnie ominęło?

Jestem w stanie zrozumieć, że w Europie poziom edukacji stoi wyżej niż w Ameryce Południowej. Że dzieci we Francji mają lepsze ubrania, telefony i perspektywy niż ich rówieśnicy w Ekwadorze czy Boliwii. Rozumiem także, że nie każdy ma głowę do języków. Nie wyjaśnia to jednak braku chęci do nauki. Tak, chęci to w tym przypadku słowo klucz. „ Chcieć znaczy móc „.

Ktoś powie „ Robisz problem z niczego. Messi i Aguero są bogaci, więc po co mają uczyć się języka”? No oczywiście, równie dobrze mogliby nie umieć pisać i czytać, nic straconego, w końcu są bogaci! Jakimś dziwnym trafem Ionowi Țiriacowi, rumuńskim tenisiście i biznesmenowi, majątek wyceniany na 2 miliardy dolarów nie przeszkodził w biegłym posługiwaniu się w ośmioma językami.

Uważam, że znajomość języka angielskiego, a przynajmniej chęć jego nauki przez piłkarza wyraża, jak zaradny życiowo potrafi on być. To także test na ambicję i inteligencję. Po angielsku komunikuje cały świat sportu, mody, mediów czy biznesu i znajomość języka może piłkarzowi tylko i wyłącznie pomóc w rozwinięciu działalności pozapiłkarskiej, gdy już zawiesi korki na kołku. A jak wskazują badania 60 procent zawodników Premier League w ciągu pięciu lat po zakończeniu kariery zostaje bankrutami. Niezwykle ważne jest więc, by mieć jakiś plan i pomysł na siebie.

Messiemu bieda nie grozi. Z pieniędzy, które dotychczas zarobił dzięki piłce, wykarmi swe pra-pra-pra wnuki i bynajmniej na talerzu nie pojawi się chleb z cukrem. Bez wątpienia jednak znajomość angielskiego ułatwiłaby Argentyńczykowi życie. Na kolejnych galach i konferencjach prasowych nie potrzebowałby tłumacza przekładającego mu z angielskiego na hiszpański najprostsze kwestie w stylu „ Leo, jak oceniasz dzisiejszy mecz? „. Messi nie miałby problemu z wypadającą słuchawką czy tłumaczem mającym akurat katar i zatkane ucho.

Jest jeszcze jeden bardzo istotny aspekt, o którym muszę wspomnieć. W futbolu możliwe jest wszystko – dziś grasz w Barcelonie, jutro kupuje cię Manchester City. Każdego można kupić, bo każdego można sprzedać. Wszystko jest tylko kwestią ceny. Messi może pokłócić się z trenerem czy z kolegami z drużyny, może zechcieć grać na innej pozycji albo zażądać od właściciela więcej pieniędzy. Cały świat tylko czeka, aż Argentyńczyk zadeklaruje chęć opuszczenia klubu z Camp Nou.

Wielu komentatorów piłkarskich zastanawia się, czy Messi poradziłby sobie na boiskach Premier League. Jeżeli chodzi o mnie nie mam wątpliwości, że tak. Argumenty o fizycznej stronie ligi mnie nie przekonują – w końcu Argentyńczyk przestawiał już nie takich wielkoludów jak drwale ze Stoke. Nikt mi nie wmówi, że sposobem na Messiego jest pierwszy lepszy Ryan Shawcross czy inny Robert Huth. Sądzę jednak, że mimo wszystko Messi potrzebowałby paru lekcji angielskiego, by zrozumieć się z drużyną, dzięki czemu pokazałby pełnię swych możliwości.

Oczywiście, na boisku nie liczy się, czy i jaki znasz język. Liczą się jedynie asysty i bramki. Ale niewątpliwie jedną z dróg do odniesienia w futbolu sukcesu jest stworzenie dobrych relacji z resztą drużyny. A tego Messi w Anglii bez choćby szczątkowej znajomości języka nie mógłby zrobić, a przynajmniej byłoby to mocno utrudnione. Przy braku zrozumienia z zespołem nawet jego geniusz mógłby okazać się niewystarczający. Mówi się, że są zawodnicy, którzy są w stanie sami przesądzić o losach meczu, ale ja myślę, że to jednak nieprawda. Nawet i największy wirtuoz futbolu nic nie zdziała, jeśli jego koledzy z drużyny przewracają się o własne nogi. Argentyńczyk, oczywiście, jest w stanie zdobywać zjawiskowe gole, ale paradoksalnie może być w tym więcej zasługi świetnego rozumienia się z kolegami z boiska aniżeli jego własnych, bezsprzecznie zjawiskowych umiejętności.

Ale tyle o Messim. Pamiętajcie o nauce języków. Nie bądźcie jak…

pire
…Robert Pirès, pomocnik Arsenalu. Francuz nie chciał uczyć się angielskiego.

 

paw
Roman Pawluczenko, napastnik Tottenhamu w latach 2008-2012 także nie skakał z radości na myśl o nauce języka.

 

Z angielskim problem miał także Lassana Diarra.

A teraz ci, z których warto brać przykład:

mou

Lingwistycznym specem w środowisku trenerskim jest José Mourinho. Portugalski szkoleniowiec zna angielski, włoski, hiszpański i francuski. Podobnymi umiejętnościami mogą pochwalić się Guus Hiddink, Leo Beenhaker i Carlo Ancelotti.

Słynna konferencja prasowa Giovanniego Trapattoniego w języku naszych zachodnich sąsiadów. Włoch trenował Bayern Monachium dwukrotnie: w latach 1994-1995 oraz 1996-1998

Po niemiecku przemawiał także Louis van Gaal. Skojarzenia nasuwają się same.

sen
Philippe Senderos, były obrońca Arsenalu opanował 5 języków obcych: angielski, francuski, hiszpański, portugalski i włoski. Jeszcze 63 i będzie jak Emil Krebs, największy poliglota w historii świata.

 

rvn
Ruud van Nistelrooy zna biegle „tylko” cztery.

 

sed
Clarence Seedorf, legenda A.C. Milan. Kolejny piłkarski poliglota.

 

Brazylijczyk Kaka, Laureat Złotej Piłki w 2007 roku, udowadnia, że zawodnicy z Ameryki Południowej także potrafią. Widzisz, Leoś, jak się chce, to można.

pele
Pelé, kolejny Brazylijczyk. Prócz ojczystego portugalskiego posługuje się angielskim i hiszpańskim.

 

linek
Gary Lineker, 80-krotny reprezentant Anglii wielokrotnie podkreślał, jak ważna jest dla niego nauka języków obcych. Dzięki znajomości hiszpańskiego i japońskiego napastnik mógł swobodnie rozmawiać z innymi kolegami z drużyny, co znacząco poprawiało jego pozycję w grupie, jak również przyspieszało aklimatyzację. W latach 1986-1989 był zawodnikiem Barcelony.

hugh
Kolegą Linekera w hiszpańskim gigancie był Walijczyk, Mark Hughes. Jemu jednak nauka hiszpańskiego nie przychodziła równie łatwo.

 

Michael Bradley, reprezentant Stanów Zjednoczonych, były gracz takich zespołów jak Heerenveen, Roma czy Borussia Mönchengladbach także radzi sobie całkiem nieźle.


A tutaj Steve McManaman mówiący po hiszpańsku. Rewelacji może i nie ma, ale Anglik na pewno nie ma się czego wstydzić.

Wśród polskich piłkarzy także można doszukać się kilku poliglotów.

dud
W trakcie swej kariery Jerzy Dudek posługiwał się angielskim, niderlandzkim i hiszpańskim.

 

rz
Tomasz Rząsa zna angielski, niderlandzki, niemiecki oraz serbski.

 

Lingwistyczne talenty przejawia również Grzegorz Krychowiak, który włada francuskim i hiszpańskim.

sz

Konkurencję w tyle zostawia jednak Łukasz Szukała, który prócz znajomości niemieckiego, francuskiego i angielskiego, potrafi komunikować się także po rumuńsku i turecku. Fot uefa.com
*
Messiemu gratuluję wygranej w plebiscycie Złotej Piłki. Zasłużył. Ludziom, którzy uważają inaczej, proponuję wizytę u psychiatry albo przyjęcie dawki cyjanku. Zamiast futbolem powinni zająć się piłką palantową. Człon „ palant „ świetnie oddaje ich znajomość tematu.

Argentyńczykowi dedykuję zaś jedną z perełek polskiej kinematografii.

TOMASZ ŚLIWIŃSKI

 

 

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl