Grzegorz Piechna – ligi duma, hej!

Zdjęcie główne: korona-kielce.pl

Motyle – jakie są, każdy widzi. Piękne, kolorowe, zachwycające i obdarzone niezwykłym darem latania ponad wszystkimi. Niestety ich żywot z reguły jest bardzo krótki i trwa jakieś 2-3 tygodnie. Weźmy inny przykład: różę jerychońską – wydaje się być martwa, ale zupełnie niespodziewanie potrafi zakwitnąć, zdumiewając wszystkich wokół. Po co w ogóle te ciekawostki przyrodnicze? Bo bohater mojego tekstu miał piłkarski żywot krótki jak motyl, a wystrzelił z formą jak róża jerychońska. W tym miejscu przeczytacie o jednej z największych, jeśli nie największej sensacji polskiej piłki XXI wieku. Oto Grzegorz Piechna.

Kiełbasiana odyseja

Historia jakich wiele – tak można nazwać początki piłkarskiej kariery Grzegorza Piechny. Od małego spędzał mnóstwo czasu ganiając za piłką. Gdy miał 13 lat, nauczycielka WF-u zaproponowała, by rozpoczął treningi. Chłopiec dołączył do MLKS-u Opoczno, a później, tak jak tysiące amatorów bronił barw kolejnych zespołów, marząc o tym, by kiedyś zagrać na wyższych szczeblach. To w niższych ligach Grzegorz Piechna spędził znaczną część swojej nietypowej kariery. Pokonał bardzo długą drogę piłkarskiego Kopciuszka, zmierzając na wymarzony bal. Zaczynał od A-klasowej LZS Modrzewianki Modrzew, a później występował w Pilicy Tomaszów Mazowiecki, Woy Bukowcu Opoczyńskim, Ceramice Opoczno, trzecio- i czwartoligowych drużynach Pelikana Łowicz i Ceramiki Paradyż. Przed sezonem 2002/03, w wieku 27 lat podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt, zasilając Heko Czermno. Pamiątką z czasów odysei po peryferiach poważnego futbolu jest „Kiełbasa” – nietypowy pseudonim Piechny. Dlaczego właśnie taki?

Wziął się z drużyny, w której zaczynałem, czyli Modrzewiance Modrzew. Klub był w kiepskiej sytuacji finansowej i przejął go Zdzisław Wojciechowski, który miał swój zakład masarski. Zacząłem tam pracować, jednocześnie grając w piłkę. Rozwoziłem wędlinę, kumple wołali: „O, przyjechał Kiełbas!”. Później dołożyli tylko „a” i wyszła „Kiełbasa”. Tak już zostało. – Grzegorz Piechna dla „Super Expressu”

Nieistniejący już dzisiaj klub z Czermna debiutował wtedy w III lidze (grupa 4, w której występowały zespoły z województwa świętokrzyskiego, lubelskiego, małopolskiego oraz podkarpackiego) i do samego końca dzielnie walczył o awans do II ligi. Było to sporym zaskoczeniem. Ostatecznie Heko zakończyło sezon na trzecim miejscu, tracąc tylko trzy punkty do drugiej w tabeli Stali Rzeszów oraz cztery „oczka” do triumfującej Korony Kielce. Choć zespół Grzegorza Piechny nie zdołał wywalczyć awansu, dla samego zawodnika był to rok przełomowy – strzelił 23 gole, dzięki czemu został królem strzelców, deklasując resztę napastników w lidze (drugi najlepszy wynik to ledwie 12 goli). Nic dziwnego, że „Kiełbasa” zwrócił uwagę Dariusza Wdowczyka, który zaproponował mu grę w prowadzonej przez niego Koronie. Sen powoli stawał się jawą.

Marzyłem by pokonywać bramkarzy, bo to kwintesencja futbolu. Grałem w piłkę całe dnie i szlifowałem co się dało. Od najmłodszych lat miałem do tego smykałkę, intuicję, chyba z tym się urodziłem, choć może zabrzmi to nieskromnie. – Grzegorz Piechna dla „Łączy nas piłka”

Sezon 2004/2005 stał pod znakiem zaciętej walki o tytuł króla strzelców zaplecza Ekstraklasy. Ostatecznie z pojedynku zwycięsko wyszedł napastnik Korony Kielce, który koronę wyszarpał w ostatnich dwóch kolejkach z rąk Grzegorza Króla. W sumie Piechna strzelił w tamtych rozgrywkach 17 goli, przyczyniając się do awansu Korony do Ekstraklasy. Podczas gdy dla młodszego o dwa lata wychowanka Lechii Gdańsk, uznawanego kilka lat wcześniej za jednego z najzdolniejszych polskich piłkarzy, był to ostatni pozytywny akcent w karierze storpedowanej przez uzależnienie od hazardu, Piechna szedł w przeciwnym kierunku – w wieku 29 lat awansował do Ekstraklasy. Późno, ale najlepsze było dopiero przed nim.

Piłkarz przez duże P

Zdaniem Ryszarda Wieczorka, który zimą sezonu 2004/2005 przejął w Koronie schedę po Dariuszu Wdowczyku, na późny debiut Piechny w Ekstraklasie wpłynęło kilka czynników, między innymi brak menadżera, słabo rozwinięty w tamtych czasach skauting polskich klubów, a także mało efektowny styl gry napastnika.

On był efektywnym graczem, strzelał bramki, ale z boku fachowcy mogliby powiedzieć, że jest to zawodnik zbyt prosty, żeby osiągnąć coś więcej. Dzisiaj Piechna nie uchowałby się w tych niższych ligach. Są one penetrowane przez skautów i gdy ktoś strzela więcej bramek, to bez względu na to, jak potrafi grać, w młodym wieku próbuje się ten talent okrzesać, oszlifować. Jestem przekonany, że gdyby ktoś wyłowił go wcześniej, wyciągnął do dobrego klubu, dobrego szkolenia, mógłby zrobić zdecydowanie większą karierę i być reprezentantem Polski. – powiedział Wieczorek w rozmowie z Retro Futbol.

Do największych atutów Grzegorza Piechny należała olbrzymia siła, spryt w polu karnym, brak presji, pozytywne nastawienie oraz niesamowita wiara we własne umiejętności.

Wierzył, że jest lepszy od obrońców oraz w to, że może strzelić bramkę. Dążył do tego, nawet pomimo niepowodzenia, jak np. niewykorzystanej stuprocentowej okazji. Patrząc na najlepszych, dzisiaj widać to u Roberta Lewandowskiego. Potrafił również strzelić ze szpica – wielu napastników decyduje się na duży zamach, ładne uderzenie, a on po prostu wykorzystywał słabość rywala. – mówi nam były trener Korony

Sam zainteresowany jako jedną ze swoich głównych zalet uważa dobrą grę głową.

Myślę, tę umiejętność można wyćwiczyć, ale mnie się wydaje, że jest ona bardziej wrodzona, aczkolwiek zawsze bazowałem na boiskowym cwaniactwie i potrafiłem obliczyć tor lotu piłki i w odpowiednim momencie wybić się w powietrze – wspominał Piechna na łamach oficjalnej strony internetowej kieleckiego klubu.

Już niedługo o tym wszystkim mieli przekonać się obrońcy i bramkarze z Orange Ekstraklasy.  Grzegorz Piechna stawał się piłkarzem przez duże P.

Koronacja Kiełbasy

Pierwsze trzy mecze Piechna kończył bez gola, a Korona – bez zwycięstwa, notując remis z Cracovią oraz porażki z Odrą Wodzisław Śląski i Pogonią Szczecin. W czwartej kolejce karta się odwróciła – Piechna strzelił hat-tricka Polonii Warszawa, zapewniając kielczanom historyczne zwycięstwo na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce. Na tym jednak nie koniec. „Kiełbasa” w pierwszych 11 meczach sezonu 2005/2006 strzelił 12 goli, a Korona obrała kurs na czołowe lokaty.

Graliśmy cały czas swoją piłkę, ofensywnie. Oczywiście nie byliśmy nie do zatrzymania, zdarzały się porażki, ale dla każdej drużyny byliśmy groźni. Do tego mieliśmy dobrą paczkę w szatni. Każdy był głodny sukcesów i dążył do jakichś celów. Zabrakło tego, żeby stanąć wyżej, ale byliśmy w czołówce tabeli i ta gra nas cieszyła. – wspomina w rozmowie z nami Grzegorz Bonin, wówczas pomocnik kieleckiego zespołu.

Ostatecznie piłkarze z województwa Świętokrzyskiego zakończyli sezon na 5. miejscu, ledwie dwa punkty za trzecim w tabeli Zagłębiem Lubin i czwartą Amicą Wronki. Licznik Grzegorza Piechny po rundzie jesiennej zatrzymał się na 16 trafieniach, do których wiosną dołożył jeszcze pięć kolejnych. To właśnie wtedy, walcząc, a raczej dystansując konkurentów do miana najlepszego strzelca w Polsce.

Strzelało się te brameczki w elicie w wieku 29 lat. Powinienem grać na najwyższym szczeblu wcześniej, ale za dużo w naszej piłce układów, układzików. Sporo dobrych chłopaków się marnuje w jakichś czwartych, piątych ligach, ale nikogo to nie obchodzi. – Grzegorz Piechna dla „Piłki Nożnej Plus”

W miarę upływu sezonu rywale coraz bardziej obawiali się kielczan, a i sam napastnik z miejsca stał się gwiazdą, co skutkowało pilniejszym kryciem urodzonego w Opocznie zawodnika. Jego drybling… raczej nie należał do najlepszych w lidze.

Na treningach mieliśmy pojedynki 1 na 1, gdzie trzeba było po prostu wchodzić w drybling, a to nie było mocną stroną Grześka. Zawsze się śmialiśmy, ale miał taki okres, że strzelał bramkę za bramką; gdy piłka szła od połowy boiska, to wychodząc z 1 na 1 z obrońcą oddawał strzał z 25 metrów, zanim obrońca zdążył do niego dojść. I trafiał po samych widłach. – opowiada nam Bonin

Jesień była okresem, gdy wychodziło mu niemal wszystko, a do kolejnej korony króla strzelców (po tych zdobywanych na wszystkich dotychczasowych szczeblach: A-klasie, lidze okręgowej, IV, III i II lidze), Piechnie wystarczyłby dorobek jedynie z pierwszej rundy (16 trafień). Drugi w klasyfikacji najlepszych strzelców tamtego sezonu Michał Chałbiński z Zagłębia Lubin, przez cały sezon zgromadził 15 bramek.

piechna_korona_470

Killer z Korony Kielce. Źródło zdjęcia: sport.wp.pl

Bilans „Kiełbasy” w sezonie 2005/2006 to w sumie: 21 strzelonych goli, nagrody „Odkrycia roku” oraz „Ligowca roku” od magazynu „Piłka Nożna”, piłkarskie Oscary od Canal+ dla „Najlepszego napastnika” oraz „Odkrycia roku Orange Ekstraklasy”, a także wyróżnienie przez Międzynarodowy Komitet Fair Play, jako jednego z 18 sportowców z całego świata. Znikąd nagle znalazł się na ustach całej piłkarskiej Polski, jednak pomimo swoich pięciu minut w błysku fleszy, nie odbiła mu woda sodowa.

Był wesoły, zawsze taki sam – nawet gdy jego nazwisko wypadało z lodówki, on cały czas pozostawał tym samym Grześkiem – zapewnia Grzegorz Bonin.

Grzegorz Piechna, jak śpiewali jego koledzy, trafiał do bramki i do serc. Był dumą ligi, hej!

Wymarzony orzełek

Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na wystrzelenie z formą, niż sezon poprzedzający mistrzostwa świata. Kibice oczywiście oczekiwali sprawdzenia bramkostrzelnego napastnika w reprezentacji, a co niektórzy widzieli go nawet w składzie na niemiecki mundial. Piechna nigdy nie ukrywał, że trudno mu zrozumieć decyzję selekcjonera Janasa. Uczciwie trzeba jednak przypomnieć, że brak powołania dla piłkarza Korony nie był największą sensacją odkrycia mundialowych kart.

PIECHNA JAAGER

Pamiętacie jak zakończył się ten wolej, prawda?

Trudno mi do dziś pojąć, dlaczego Janas nie wziął mnie na mundial. Nigdy tak naprawdę z nim nie rozmawiałem, no może raz, jak przyjechałem do Kielc na urlop z Torpeda Moskwa, to spytał, czy nie załatwiłbym sponsorów dla jakichś dwóch chłopaków. Janas mnie nie doceniał, a ja byłem wiosną 2006 roku w znakomitej formie. Gol wbity Estonii do dziś pozostaje moim najpiękniejszym wspomnieniem, lecz nie rozumiem, dlaczego tak szybko zostałem skreślony w drużynie narodowej.  – Grzegorz Piechna dla „Piłki Nożnej Plus”

Poproszony przez nas o komentarz trener Ryszard Wieczorek tym razem jednak przychyla się do stanowiska Pawła Janasa.

Ciągle widzimy, że każdy selekcjoner ma swoich zawodników. Mistrzostwa świata to proces, zespoły i zawodnicy pracują kilka miesięcy albo i lat, żeby przejść eliminacje i tak też było w przypadku kadry Janasa. Trener przygotowywał ten zespół pod różne koncepcje i nie zabrał na mistrzostwa także innych zawodników. Myślę też, że wiek też odegrał tu rolę – Grzegorz nie był młodzieniaszkiem, a Paweł Janas postawił na bardziej przyszłościowych zawodników – ocenia były opiekun Korony.

Z orzełkiem na piersi Grzegorz Piechna zagrał tylko raz – we wspomnianym meczu przeciwko Estonii. 16 listopada 2005 roku w Ostrowcu Świętokrzyskim „Kiełbasa” zmienił w przerwie Pawła Brożka. Boisko opuszczał jako strzelec ostatniego gola – na 3:1 w 87 minucie.

„To było moje pięć minut i chciałem je przeżyć z uśmiechem na twarzy”

Dieta-cud państwa Lewandowskich, wzorowy lifestyle – to nigdy nie należało do najmocniejszych stron bohatera tego tekstu. Nie stronił od rozrywkowego trybu życia, który tak długo nie przeszkadzał mu w trafianiu do bramki rywala. Jak mówił w wywiadzie dla ŁączyNasPiłka:

Wszystko jest dla ludzi. To było moje pięć minut i chciałem je przeżyć z uśmiechem na twarzy. Umiem się cieszyć.

Pytanie tylko, czy nie wpłynęło to na gwałtowne zahamowanie jego kariery, która już od następnego sezonu przypominała raczej równię pochyłą. Ryszard Wieczorek ocenia to tak:

Wpłynęło na to wiele czynników, np. wiek, eksploatacja. Grzegorz nie miał wzorców, żeby prowadzić zdrowy tryb życia. To był zawodnik bardzo prosty, któremu nic nie przeszkadzało i wydawało się, że cokolwiek by nie robił, będzie dobrze. Poza tym nastąpiła zmiana kultury, mentalności, rozłąka z rodziną, która mogła być decydująca. Nie grał tam, nie strzelał, a po powrocie do kraju miał już swój wiek, przez co trudno było wrócić do formy sprzed wyjazdu.

Dobra forma strzelecka w sezonie 2005/2006 sprawiła, że usługami Piechny zainteresowało się wiele klubów. Choć początkowo szefostwo Korony nie chciało osłabiać drużyny, to gdy napłynęła oferta z Torpedo Moskwa, sprzedali zawodnika. Choć sportowo wyjazdu na Wschód nie należy przypisywać do rubryki „sukcesy”, Grzegorz Piechna jest z niego zadowolony – jakby nie patrzeć, była to okazja do poznania nowego kraju, kultury, a także innego spojrzenia na piłkę. O przyczyny niepowodzenia „Kiełbasy” w Rosji zapytaliśmy także Grzegorza Bonina.

Grzesiek żył z podań, ale nie prostopadłych, tylko z akcji oskrzydlających, a my w Koronie graliśmy typowo przez skrzydła. On żył z wrzutek – nie był szybkim napastnikiem i gdy dostawał prostopadłe piłki, miał z tym jakiś problem; za to praktycznie każdą wrzutkę zamieniał w strzał na bramkę. Z tego co wiem, w Rosji trafił do drużyny, która operowała piłką i grała przez środek boiska – to na pewno nie był styl grania pod niego. – ocenia piłkarz Górnika Łęczna.

Powrót do kraju

Trzeba było wracać do Polski, jednak nie do Korony. Napastnik deklarował chęć powrotu do klubu, w którym osiągnął największe sukcesy, i który też sporo mu zawdzięczał. Nie wszyscy w Kielcach jednak widzieli go w drużynie. Wybór Piechny padł zatem na Łódź, a konkretnie – na Widzew. Potem były występy w drugoligowej Polonii Warszawa, jej czwartoligowych rezerwach, Kolejarzu Stróże, Ceramice Opoczno oraz trzeciej lidze greckiej, w AE Doxa Kranoulas. W kraju olimpijskich bogów zdołał strzelić siedem goli w sześciu spotkaniach, po czym musiał wrócić do Polski, ponieważ wprowadzono ograniczenia zatrudniania obcokrajowców powyżej 25 roku życia. Później „Kiełbasa” występował ponownie w Opocznie, Bukowcu, w Lechii Tomaszów Mazowiecki i na koniec znów w Opocznie.

Ceramika-Opoczno-RKS-Rzeczyca-69-1024x768

Piechna w swoim pożegnalnym benefisie, który był jednocześnie 70-leciem Ceramiki Opoczno. 24 czerwca 2016. 
   Źródło zdjęcia: lodzkifutbol.pl

Co ciekawe, jeszcze w 2012 roku Grzegorz Piechna, z charakterystycznymi dla siebie optymizmem i pewnością siebie, w rozmowie z Jaromirem Krukiem z „Piłki Nożnej Plus” tak odpowiadał na pytanie, jak długo jeszcze zamierza grać w piłkę:

Dopóki zdrowie, a bardziej chyba żona pozwolą. Pewnie, gdybym grał profesjonalnie, małżonka nie miałaby żadnych obiekcji. Tak to muszę wstawać codziennie rano, rozwozić węgiel, a potem trening, oczywiście zjedzenie kiełbaski po i powrót do domu. Mam 36 lat, lecz uważam, że Ekstraklasa to dla mnie nie za wysokie progi.

Na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce już jednak go nie zobaczyliśmy.

Na prośbę żony, Grzegorz Piechna zawiesił buty na kołku i zajął się rodzinnym biznesem – ponownie pracuje jako rozwoziciel, tyle tylko, że tym razem nie kiełbasy, a węgla. Wstaje o 6.30, pali w piecu i aż do kolacji jest w trasie, głównie w okolicach Opoczna. Nie narzeka na swoją pracę, o czym zapewniał w rozmowie z portalem „Łączy nas piłka”:

To zajęcie sprawia mi przyjemność i nawet zajmowałem się tym, gdy zdobywałem tytuł króla strzelców w Ekstraklasie. Było wolne, wpadałem do domu to trzeba było pomóc. Żadna praca nie hańbi.

A jeśli tak powiedział, nie ma podstaw, by mu nie wierzyć. Ryszard Wieczorek zapewnia, że Piechna nie należy do osób, które wolą ugryźć się w język, byle tylko nie obrazić trenera.

Był zupełną przeciwnością – mówił to, co mu ślina na język przynosiła, nigdy nie owijał w bawełnę. Mówił wprost co go bolało, a co mu przeszkadzało i przez to był bardzo lubiany w zespole, bo nie był fałszywym człowiekiem. To jego największa zaleta.

W lipcu 2013 roku Grzegorz Piechna został wybrany piłkarzem 40-lecia Korony Kielce. 26 czerwca 2016 roku w Opocznie „Kiełbasa” oficjalnie pożegnał się z boiskiem, uczestnicząc w meczu w ramach uroczystości 70-lecia Ceramiki. W imprezie udział wzięli przedstawiciele lokalnych władz, parlamentarzyści, a także miejscowi działacze piłkarscy. Była to okazja do wręczenia napastnikowi Medalu OZPN za wybitne osiągnięcia w rozwoju piłki nożnej. Jak nietrudno się domyślić, również w tamtym spotkaniu Grzegorz Piechna wpisał się na listę strzelców.

BARTŁOMIEJ KRAWCZYK

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl