Olympique Marsylia i plama na ich honorze

Zdjęcie główne:  http://www.lepoint.fr (zatrzymany prezes – Bernard Tapie)

Marsylia to drugie co do wielkości miasto we Francji. Posiada wybudowaną w połowie XIX wieku Basilique Notre-Dame de la Garde. To tam znajdują się pochodzące z XIII stulecia forty: St-Jean, St. Nicolas i d’Entrecasteaux, które strzegą wejścia do Starego Portu. Wreszcie w tym mieście na świat przyszli najwięksi, obok Michela Platiniego, francuscy piłkarze – Eric Cantona i Zinedine Zidane. Tym, z czym każdemu kibicowi kojarzy się położone nad Morzem Śródziemnym miasto, jest Olympique. Klub wyjątkowy. Symbol futbolu z kraju Juliusza Verne’a.

Obecnie Olympique Marsylia nie może równać się z potęgami z Madrytu, Barcelony i Monachium. Także na krajowym podwórku nie cieszy się taką marką, jaką mogą poszczycić się drużyny z Monako i Paryża. Jednak jest to jedyny przedstawiciel Trójkolorowych, który potrafił wywalczyć Puchar Europy. Ponadto jego legendę tworzyły nie tylko wydarzenia boiskowe, ale także kryzysy finansowe, zaskakujące transfery i dziwni ludzie, którzy przewijali się w tym klubie. Zwłaszcza tę najsłynniejszą aferę, zbiegającą się w czasie z największym sukcesem, warto opisać. Były piłkarz i trener Marsylii, Jose Anigo mawiał, że „ten klub przyprawia o szaleństwo”. Nie było w tych słowach cienia przesady.

Monachijska chwila chwały

Momentem, który na trwałe zapisał się w pamięci kibiców OM był tryumf w Lidze Mistrzów w 1993 roku. Na Stadionie Olimpijskim w Monachium ekipa prowadzona przez Raymonda Goethalsa pokonała AC Milan. Legenda marsylskiego klubu, Jean-Pierre Papin, znajdowała się już w szeregach teamu ze stolicy Lombardii. Jednak ani jego wejście, ani ataki Włochów niczego nie dały. O zwycięstwie Les Phocéens przesądził gol, którego w ostatnich minutach pierwszej odsłony strzelił Basile Boli. Żaden z bohaterów tego wydarzenia nie przeczuwał, że kilkanaście miesięcy później drużyna wyląduje w drugiej lidze. Zespół, którego zawodnicy wznosili najcenniejsze klubowe trofeum, w wyniku afery korupcyjnej, opuścił krajową elitę.

Marsylczycy z Pucharem Europy. Źródło: uefa.com

Kupiony mecz

Całe zamieszanie spowodowane było zupełnie bezsensownym kupnem meczu od Valenciennes. Marsylczycy mieli przed sobą jeden cel, czyli wywalczenie mistrzostwa kraju. Ich rywale byli zaś pewni spadku do drugiej ligi. Ewentualna porażka OM byłaby więc kosmiczną sensacją. Gdyby spojrzeć na to racjonalnie, strata punktów była niemalże nierealna. Kolejka odbywała się cztery dni przed historycznym starciem z Milanem. Przypadkowa kontuzja mogłaby poważnie osłabić zespół w konfrontacji z przeciwnikiem z Mediolanu. Ponadto istniała obawa, że zawodnicy będą myślami przy monachijskim finale, przez co tytuł najlepszej drużyny Francji mógł im przejść koło nosa. To prawdopodobnie z tego względu intrygujący prezes klubu Bernard Tapie, zaczął obmyślać szalony plan. Jean-Jacques Eydelie, jeden z ówczesnych graczy OM, tak wspomina tę historię w swojej książce „Je ne joue plus”:

16 maja na statku Tapiego spotkała się cała drużyna. My staliśmy w pięciu: Deschamps, Desailly, Tapie, Bernes i ja. Tapie w 30 sekund mówi nam, co uważa za naszą misję: – Trzeba będzie się skontaktować z piłkarzami Valenciennes, których znacie: Burruchagą, Robertem i Glassmannem. Tapie nic więcej już nie powie, od tego momentu to Bernes całą sprawę weźmie w swoje ręce.

Eydelie, na swoje nieszczęście był jedynym zawodnikiem, który znał wszystkich trzech wymienionych przez Tapiego piłkarzy. Christophe Robert był nawet jego przyjacielem, a jego żona matką chrzestną syna Eydeliego. Naciski na pomocnika ze strony Jeana-Pierre’a Bernesa, bliskiego współpracownika Tapiego, stawały się coraz większe. Dobę przed meczem w hotelu Novotel sytuacja nabrała rozpędu. Eydelie tak opisywał dalszą część tej haniebnej historii:

Po kolacji idziemy z Bernesem do pokoju 244 i dzwonimy. Powiedz „dzień dobry” i oddaj aparat – słyszę. Glassmann mówi: – Czy zdajesz sobie sprawę, czego od nas chcesz? Bernes odpowiada: – OM ma być mistrzem, musicie nam pomóc. Valenciennes spada i nic już z tym nie zrobicie. W tej sytuacji lepiej spaść i mieć w kieszeni 200 tysięcy franków niż spaść i mieć zero.

Eydelie odebrał od Bernesa szarą kopertę. Chwilę później czekał na parkingu na żonę Roberta, a po jej przyjeździe wręczył jej „nieczyste” pieniądze. Na drugi dzień marsylczycy wygrali z Valenciennes 1:0…

Jedyny sprawiedliwy

Na szczęście w gronie oszustów hańbiących sport znalazł się jeden uczciwy człowiek. Był nim kapitan pokonanych Jacques Glassmann.

Kiedy OM ogrywało Milan i przechodziło do historii, sięgając po najcenniejszy z klubowych pucharów, prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie kupionego meczu ligowego. Pieniądze odnaleziono w… ogródku ciotki Roberta. On sam, tak jak Eydelie i Bernes, trafił do aresztu. Podobna kara ominęła Burruchagę, który odleciał do Argentyny. Uniknął jej również Tapie, którego w obronę wziął ówczesny prezydent Francji, Francois Mitterrand. Tak rozmowę z prezesem klubu przedstawia w książce wezwany do Paryża Eydelie:

Wczesnym popołudniem w siedzibie Tapiego jestem naprzeciw 12 osób. Tapie, Bernes i adwokaci. [Tapie] daje mi tylko jedno polecenie: – Słuchaj, smarkaczu, chcę tylko, żebym nie był dotknięty przez tę historię. Jeśli posłuchasz, dostaniesz bardzo dobry kontrakt. 15 milionów franków za pięć sezonów. – I od tego dnia aż do ukazania się tej książki nigdy nikomu nie powiedziałem, że Tapie wiedział o kontaktach z graczami Valenciennes.

Nie uciekniesz przed karą

Ostatecznie Tapiego także dosięgnęły szpony sprawiedliwości. Duży wpływ na to miało wyznanie Roberta, który wychodząc z aresztu obwieścił czekającej na niego armii żądnych sensacyjnych informacji dziennikarzy, że Glassmann mówił prawdę. Ekscentryczny prezes dostał rok bezwzględnego więzienia oraz dożywotni zakaz pełnienia funkcji w świecie piłki nożnej. Jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa, zakaz został później cofnięty. Po usłyszeniu wyroku, Tapie nie mógł pogodzić się z decyzją: – To początek dzieła mającego na celu zniszczenie mnie. – oznajmił w swoim stylu. Ostatecznie za kratkami spędził pół roku. Na tym jednak nie skończyły się jego przygody z wymiarem sprawiedliwości. Przez lata borykał się z problemami związanymi z defraudowaniem klubowych pieniędzy i oszustwami podatkowymi, w przypadku których chodziło o kwotę ponad siedmiu milionów dolarów.

Konsekwencje musiał ponieść też klub. Olympique, który na koniec sezonu 1993/94 okazał się najlepszy spośród ekip walczących w Ligue 1, został zesłany do drugiej klasy rozgrywkowej, a także stracił wywalczone w 1993 roku mistrzostwo kraju. Ostatecznie nie zostało ono przyznane nikomu, bowiem zawiązana z drugim na koniec kampanii PSG, telewizja Canal+ (nadawca spotkań ligowych) obawiała się, że ze względu na przekazanie tytułu stołecznej drużynie, abonenci z Południa państwa zbojkotują kupowanie dekoderów.

Burzliwa era

To tylko wycinek z bogatej historii Olimpique Marsylia przedstawiający ciemną stronę klubu. Takich niechlubnych epizodów było w historii Les Phocéens więcej. Wystarczy choćby wspomnieć o słynnym dwumeczu z Lechem Poznań w 1/8 finału Pucharu Europy w 1990 roku. Podejrzewa się, że gracze Kolejorza, którzy wygrali pierwsze spotkanie u siebie, zostali przed wyjazdowym rewanżem otruci, przez co przegrali go z kretesem, a Dariusz Skrzypczak i Mirosław Trzeciak, zamiast biegać po murawie, trzęśli się z zimna, mimo dwudziestostopniowej temperatury. Mając na uwadze dziwne rzeczy towarzyszące tej rywalizacji i wszystko to, co działo się w trwającej blisko dekadę erze Tapiego, z łatwością można w tego typu podejrzenia uwierzyć. To jednak temat na zupełnie inną opowieść.

Podczas pracy nad tekstem korzystałem z publikacji ”Wielkie kluby Europy. Olympique Marsylia” autorstwa Tadeusza Fogiela i Marcina Kality, wydanej przez Przegląd Sportowy w 2007 roku.

GRZEGORZ ZIMNY