Siatkarze Asseco Resovii rywalizowali o awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów z belgijskim Knack Roeselare. Dwumecz dostarczył emocji, ale dla nas był przede wszystkim okazją do zagłębienia się w historię. Tym razem będzie to historia nie tylko sportowa.
W lutym obszernie podsumowaliśmy występy rzeszowskiej drużyny w fazie grupowej. Przypomnijmy, że zespół Massimo Bottiego wygrał trzy domowe spotkania, lecz na wyjazdach poniósł komplet porażek. W starciu z rywalem z Belgii był faworytem, ale raczej mało kto spodziewał się łatwej przeprawy.
Tradycje belgijskiej siatkówki
Zanim opiszemy zapowiadane mecze, podejmiemy dwa wątki historyczne. Pierwszy z nich będzie stricte sportowy. Przy okazji przyjazdu na Podkarpacie belgijskiej drużyny warto bowiem wspomnieć o sukcesach tamtejszych klubów na arenie europejskiej.
Belgia co prawda nie jest kojarzona z siatkówką w takim stopniu jak choćby z piłką nożną, nie wspominając o kolarstwie, lecz zespoły z tego kraju potrafiły pokazywać się z dobrej strony w rywalizacji międzynarodowej.
Najbardziej znanymi belgijskimi klubami są wspomniany Knack Roeselare oraz Noliko Maaseik. Ci drudzy dwukrotnie dochodzili do finału Pucharu Europy, obecnie rozgrywanego pod szyldem Ligi Mistrzów.
W obu przypadkach w decydującym meczu musieli uznać wyższość rywala z Włoch. W sezonie 1996/1997 przegrali 0:3 z Modeną, a dwa lata później, również w trzech setach, ulegli Sisleyowi Treviso.
Na początku lat 90. w najważniejszych europejskich rozgrywkach klubowych dobre wyniki notował także Maes Pils Zellik. Kilka razy znalazł się w Final Four, raz stanął nawet na najniższym stopniu podium.
Belgowie odnosili sukcesy również w drugich co do prestiżu europejskich rozgrywkach. W sezonie 2001/2002 Knack Roeselare triumfował w Pucharze Top Teams. Okazał się wówczas najlepszy w turnieju finałowym rozgrywanym w Częstochowie.
Gdy rozgrywki te zostały przemianowane na Puchar CEV daleko dochodziły zespoły z Roeselare i Maaseik, a także drużyna VC Euphony Asse-Lennik, która nieco ponad dekadę temu znalazła się w półfinale. Belgijskie kluby dobrze radziły sobie również w Pucharze Challenge, czyli trzecich pod względem ważności rozgrywkach na Starym Kontynencie.
Jak więc widać, zespoły z Beneluksu napisały całkiem istotną kartę w historii europejskiej siatkówki. Obecnie trochę brakuje im do ścisłej czołówki, ale od lat mogą poszczycić się solidną marką w międzynarodowym volleyu.
Polskie związki z Roeselare
Zapowiadany we wstępie historyczny wątek, który nie dotyczy sportu, mocno związany jest z Polską. Roeselare, leżące w niderlandzkiej części Belgii, zostało bowiem wyzwolone spod niemieckiej okupacji przez I Dywizję Pancerną generała Stanisława Maczka.
W tym miejscu warto przytoczyć fragment materiału „Historia zatacza koło. Co łączy Rzeszów z Roeselare?” autorstwa Wojciecha Łyszczarza, prowadzącego profil „PoSiatce” w mediach społecznościowych i kanał na YouTube:
Co roku w okolicach 7-8 września w Roeselare odbywają się uroczystości upamiętniające to wydarzenie z 1944 roku, w tym przy pomniku na placu Onze-Lieve-Vrouwemartk oraz przy tablicy pamiątkowej na ratuszu. W mieście znajduje się również poniemiecki „Bunkier 1944” z izbą pamięci poświęconą wyzwoleniu miasta przez Polaków.
W Rzeszowie generał Stanisław Maczek mieszkał w kamienicy narożnej przy ul. Unii Lubelskiej 2 i Dąbrowskiego. Z kolei pełnił służbę w sztabie generalnym 10 Brygady Kawalerii usytuowanym w Pałacu Letnim Lubomirskich przy Alei Lubomirskich i Dekerta.
Od 1938 r. podjął dowództwo nad słynną 10 Brygadą Kawalerii, a jej siedzibą był właśnie Rzeszów.
To właśnie m.in. na Podkarpaciu zastała generała Maczka II wojna światowa.
W taki sposób dzieje Roeselare łączą się z naszym krajem, a w pewnym sensie również z Rzeszowem. Warto pamiętać o ważnych wydarzeniach z przeszłości będących ważną częścią polskiej i światowej historii.
Pewne zwycięstwo na Podpromiu
Pierwszy mecz w walce o ćwierćfinał Ligi Mistrzów odbył się 4 marca. Pod koniec lutego Asseco Resovia rozegrała dwa wyjazdowe spotkania PlusLigi. Najpierw niespodziewanie przegrała 1:3 ze Skrą Bełchatów, a później wygrała 3:1 z Norwidem Częstochowa.
Domowe starcie z zespołem z Roeselare od początku układało się świetnie dla zespołu znad Wisłoka. Polska drużyna była co prawda faworytem, ale chyba mało kto spodziewał się tak gładkiego zwycięstwa.
W fazie grupowej Knack postawił trudne warunki mistrzom Polski. Dwukrotnie przegrał co prawda z Bogdanką LUK Lublin, ale w obu przypadkach po pięciosetowej walce. W tabeli wyprzedził tureckie drużyny – Galatasaray i Halkbank.
W Rzeszowie Belgowie nie mieli wiele do powiedzenia. W pierwszym secie nie było wątpliwości co do tego, która z drużyn jest lepsza. Gospodarze szybko odskoczyli, co pozwoliło im wygrać 25:16. W drugiej partii miejscowi znów kontrolowali sytuację, oddając rywalom dwadzieścia punktów.

Trzeci set rozpoczął się dobrze dla gości, ale zawodnicy Massimo Bottiego szybko odrobili straty, po czym odskoczyli i bez większych problemów zwyciężyli 25:18. Wygrana 3:0, po której statuetkę MVP odebrał Artur Szalpuk, przybliżyła ich do ćwierćfinału, ale osiem dni później trzeba było jeszcze postawić pieczęć w wyjazdowej potyczce.
Pierwsza wygrana na wyjeździe
Przed meczem w Belgii kibice Asseco Resovii mogli mieć obawy. Trzy wyjazdowe porażki w Lidze Mistrzów sprawiały, że odczuwano pewien niepokój związany z rywalizacją w Roeselare. W tamtejszej hali panuje specyficzny klimat, a miejscowi kibice silnie wspierają swój zespół.
Rzeszowianom, którzy do rewanżu przystępowali po ligowym zwycięstwie 3:0 na Podpromiu z Barkomem Każany Lwów, do wywalczenia awansu wystarczyły dwa wygrane sety. Pierwszy padł ich łupem, kończąc się wynikiem 25:23. W drugiej partii o trzy punkty lepsi byli gospodarze, którzy dzięki temu podtrzymali szansę na przejście do najlepszej ósemki. Po zakończeniu trzeciej odsłony wszystko było już jasne. Goście wygrali 25:17 i zapewnili sobie przepustkę do ćwierćfinału.
Trener Botti dokonał zatem zmian w składzie, temperatura meczu spadła, a nasz zespół wygrywając w czwartym secie 25:21, przypieczętował pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie Ligi Mistrzów. Tytułem MVP nagrodzony został Francuz Yacine Louati.
Wielki wyczyn Projektu Warszawa
Wielkiego wyczynu na tym etapie Champions League dokonali siatkarze PGE Projektu Warszawa. Zespół ze stolicy naszego kraju wyeliminował włoskiego giganta – Itas Trentino. W pierwszym meczu polska drużyna przegrała u siebie w pięciu setach. W wyjazdowym rewanżu również doszło do tie-breaka, lecz tym razem lepsi okazali się Warszawianie.
Taki wynik oznaczał, że o awansie do ćwierćfinału decydował złoty set. PGE Projekt wygrał w nim 15:11 i sprawił sporą niespodziankę. Dzięki temu pierwszy raz w historii w najlepszej ósemce Ligi Mistrzów znalazły się aż cztery polskie kluby. Ekipy z Rzeszowa i Warszawy dołączyły bowiem do Bogdanki LUK Lublin i Aluronu CMC Warty Zawiercie, które miały zapewnione miejsce w ćwierćfinałach już po fazie grupowej.
W walce o Final Four dojdzie do polsko-polskiej rywalizacji, w której zmierzą się drużyny z Lublina i Warszawy. Rzeszowianie zagrają z tureckim Ziraatem Bankasi, a Zawiercianie z włoskim Lube Civitanova. Zestaw ćwierćfinałów uzupełnia dwumecz włoskiej Perugii z hiszpańskim Guaguas.
Siedem lat czekania
Siatkarski kalendarz pędzi jak szalony. Po zwycięstwach w Lidze Mistrzów Asseco Resovia rozegrała dwa ligowe mecze w ciągu czterech dni – oba przed własną publicznością. Najpierw po tie-breaku pokonała rewelacyjnie spisujący się w tym sezonie Indykpol AZS Olsztyn.
Później, w zaległym spotkaniu, podejmowała JSW Jastrzębski Węgiel. Na pokonanie tego rywala czekano w Rzeszowie od siedmiu lat! Jastrzębianie triumfowali w ostatnich osiemnastu starciach z podkarpackim klubem.
Dodatkowy smaczek przed meczem stanowił fakt, że drużynę ze Śląska prowadzi Andrzej Kowal, były szkoleniowiec Asseco Resovii. Więcej o utytułowanym trenerze pisaliśmy w zeszłym sezonie przy okazji rywalizacji Rzeszowian z Cuprum Stilonem Gorzów Wielkopolski.
Przed meczem z Jastrzębskim Węglem w hali panowała świetna atmosfera. Pojawiła się także duża grupa jastrzębskich kibiców zaprzyjaźnionych z sympatykami Asseco Resovii. Po meczu powody do radości mieli ci drudzy. Lepiej zaczęli goście, którzy w pierwszym secie uzyskali kilkupunktową przewagę. Miejscowi odrobili jednak straty i wygrali po emocjonującej końcówce 25:22.
W drugiej partii Asseco Resovia dominowała, oddając przeciwnikom zaledwie siedemnaście punktów. Najwięcej emocji dostarczył trzeci set. Toczyła się wyrównana walka, a zawodnicy Andrzeja Kowala nie odpuszczali.

W pewnym momencie mieli nawet trzy oczka zapasu, ale ostatecznie lepsi okazali się gospodarze, którzy zwycięstwem 25:23 przypieczętowali wygraną w całym meczu 3:0. Tytułem MVP, podobnie jak w Roeselare, został nagrodzony świetnie spisujący się tego dnia Louati.
Seria porażek z Jastrzębskim Węglem została przełamana. Kibice drużyny z Rzeszowa jeszcze długo świętowali, a fani obu zespołów po meczu serdecznie się pozdrawiali. Triumf w tym spotkaniu pozwolił Asseco Resovii awansować na czwarte miejsce w tabeli PlusLigi.
