8 kwietnia 2026 roku kibice Zawiszy Bydgoszcz tłumnie stawili się na stadionie im. Zdzisława Krzyszkowiaka, aby dopingować swoich ulubieńców w starciu z Górnikiem Zabrze. Po raz pierwszy od dawien dawna udało się zapełnić lekkoatletyczny obiekt. Wielu osobom tego dnia mógł się przypomnieć inny mecz z Górnikiem Zabrze, który rozegrano 31 sierpnia 1977 roku. To wówczas osiągnięto niepobity do dziś rekord frekwencji w Bydgoszczy. Tak się składa, że właśnie mecze z tym śląskim klubem służą wyśrubowywaniu rekordów frekwencyjnych w stolicy województwa kujawsko-pomorskiego. Myślę, że jest to fenomen, który warto przedstawić szerzej w niniejszym artykule.
Powrót do przeszłości
Lata 70. w Bydgoszczy. Miasto przeżywało rozwój przemysłowy. Jego symbolem stał się „Romet” produkujący liczne rowery i motorowery, które sprzedawano do ponad 50 państw świata na czterech kontynentach. Rozpoczęto organizację „Dni Bydgoszczy”. Działalność rozwijała Estrada Bydgoska. W mieście koncertowały najlepsze polskie zespoły z Budką Suflera i Skaldami na czele, a prócz nich zapraszano wiele ciekawych zespołów z zagranicy, by wymienić, chociażby Omega, The Mud czy Smokie. Ponadto Bydgoszcz rozwinęła się terytorialnie, wszakże przyłączono do niej nowe dzielnice, w tym miasto Fordon.
Jeśli chodzi o futbol, największe sukcesy odnosił Wojskowy Klub Sportowy Zawisza. W 1977 roku wygrał grupę północną II ligi i awansował do I ligi po raz trzeci w historii. Kibice klubu znad Brdy czekali na powrót swoich ulubieńców do najwyższej klasy rozgrywkowej 10 lat. Decydujący o promocji do najwyższej klasy rozgrywkowej okazał się ostatni mecz sezonu 1976/77 z Lechią Gdańsk, który wystarczyło zremisować. Korzystny rezultat zapewnił Zawiszy Adam Kuryło, strzelając gola na 1:1 w 88. minucie spotkania. Mecz w Gdańsku obserwowało z bliska ponad 4 tysiące fanów „Wojskowych”. Głód piłki w Bydgoszczy był naprawdę spory, na niejeden mecz w II lidze przychodziło tam ponad 20 tysięcy kibiców. Śmiało można było zakładać, że po awansie do I ligi frekwencja jeszcze wzrośnie.
Funkcję szkoleniowca Zawiszy pełnił wówczas niespełna 31-letni Wiesław Gałkowski, który pracował w klubie od 2 lat. Początkowo trenował drugi zespół, jednak niedługo po rozpoczęciu sezonu 1976/77 objął pierwszą drużynę. Młody trener wykręcił nadspodziewanie dobry wynik i w nagrodę mógł poprowadzić swoich podopiecznych w I lidze, stając się tym samym jednym z najmłodszych trenerów w historii I ligi/ekstraklasy.
Gałkowski podkreślał, że miał szczęście i trafił na samych „walczaków”, którzy chcieli tylko wygrywać. Wśród nich była większość graczy pochodzących z Pomorza i Kujaw. Nie brakowało rodowitych Bydgoszczan, do których należeli, m.in. Stefan Majewski, Jan Stypułkowski czy Adam Kuryło. Majewskiego nikomu chyba przedstawiać nie trzeba, w późniejszych latach stanie się wszakże ważnym ogniwem reprezentacji Polski. Stypułkowski i
Kuryło nie zrobili jednak kariery na miarę swojego potencjału i pamięć o nich nieco się zatarła.
Warto się zatrzymać na chwilę przy tych 2 zawodnikach. Obaj związali się najpierw z innym bydgoskim klubem, KKS Brdą, gdzie grali w zespołach juniorskich. Dopiero stamtąd jako nastolatkowie trafili do Zawiszy. Stypułkowski grał na pozycji obrońcy, natomiast Kuryło robił furorę w ataku.
W tym pierwszym graczu Gałkowski upatrywał lidera swojego zespołu, dlatego jesienią 1976 roku uczynił go kapitanem Zawiszy. Opaska kapitańska nie była dla niego pierwszyzną, zakładał ją bowiem już wcześniej w reprezentacji Bydgoszczy juniorów podczas rozgrywek o Puchar im. dr. Jerzego Michałowicza. Poza tym jako junior osiągał sukcesy nie tylko w futbolu, ale także w boksie, więc śmiało można założyć, że uosabiał pożądane przez trenera cechy „walczaka”. Zdaniem Gałkowskiego Stypułkowski uchodził nawet za większy talent od Henryka Miłoszewicza i Zbigniewa Bońka. Swego czasu kibice „Wojskowych” ułożyli i śpiewali piosenkę o swoim kapitanie, co pokazuje jakim uwielbieniem darzono go w Bydgoszczy.
Sezon 1977/78 rozpoczął się dla Zawiszy całkiem obiecująco. Ekipa znad Brdy odniosła 3 zwycięstwa w pierwszych 6 meczach. W pokonanym polu zostawiła Szombierki Bytom, Arkę Gdynia i Legię Warszawa. Szczególnie zwycięstwo 1:0 odniesione nad Legią na oczach około 40 tysięcy widzów rozbudziło apetyty fanów Zawiszy. Dość powiedzieć, że rozmiary zwycięstwa mogłyby być jeszcze bardziej okazałe, gdyby Henryk Holewa nie zmarnował „jedenastki”. Spotkanie to było rozgrywane 27 sierpnia 1977 roku. Już cztery dni później do Bydgoszczy miał przyjechać Górnik Zabrze.
Jasne, nie był to już ten „wielki Górnik” z przełomu lat 60. i 70. XX wieku, jednak nazwa klubu wciąż mocno oddziaływała na wyobraźnię. Tym bardziej że wciąż tam grali piłkarze „wielkiego Górnika”: Jerzy Gorgoń i Zygfryd Szołtysik. Prócz nich należy wyróżnić Henryka Wieczorka, który regularnie otrzymywał powołania do reprezentacji Polski, a także Joachima Hutkę, rodowitego Zabrzanina i drugiego najmłodszego debiutanta w historii klubu (13 marca 1976 roku, kiedy debiutował w meczu z Widzewem, miał dokładnie 15 lat i 356 dni). Z tymi zawodnikami na pokładzie Górnik zajął 3. miejsce w I lidze w sezonie 1976/77 i zakwalifikował się do Pucharu UEFA. Pierwszy mecz w tych rozgrywkach podopieczni Huberta Kostki mieli rozegrać dwa tygodnie później przeciwko FC Haka Valkeakoski.
Legendarny mecz
W środę 31 sierpnia 1977 roku mimo srogiego upału stadion w Bydgoszczy wypełnił się po brzegi. Drewniane ławki nie wystarczyły do tego, by pomieścić wszystkich chętnych. Ludzie tłoczyli się we wszystkich przejściach między sektorami, a nawet stali w trzech-czterech rzędach na koronie stadionu. Niektórzy z nich zapewne mieli problem cokolwiek zobaczyć.
Spotkanie piłkarskie poprzedzał międzypaństwowy mecz lekkoatletyczny Polska – Finlandia, który rozpoczął się o 14:30. Bogiem a prawdą, można było wtedy zobaczyć, m.in. Lasse Viréna, fińskiego mistrza olimpijskiego w biegach na 5 000 i 10 000 metrów z Monachium (1972) i Montrealu (1976), jednak trudno przypuszczać, aby wspomniane zawody lekkoatletyczne cieszyły się aż tak dużym zainteresowaniem. Patrząc chociażby przez pryzmat frekwencji na meczach piłkarskich Zawiszy w II lidze, śmiało można dojść do wniosku, że większość kibiców przyszła wcześniej na stadion z myślą o meczu z Górnikiem. Ale wiadomo, chcąc zobaczyć operę, warto wybrać się także na uwerturę.
Do dziś podaje się różne liczby, jeśli chodzi o frekwencję. Zazwyczaj mówi się o 45-50 tysięcy kibiców. Jedno jest pewne: nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie pojawiło się na trybunach stadionu w Bydgoszczy tylu widzów.
Tak długo wyczekiwane przez wszystkich spotkanie rozpoczęło się o 17:00. Zawisza rozpoczął z przytupem. Już w 3. minucie mógł objąć prowadzenie za sprawą Andrzeja Jędrzejczaka, który uderzył minimalnie niecelnie na bramkę Górnika. Dziesięć minut później silny strzał oddał Adam Kuryło, jednak efektownie uporał się z nim Waldemar Cimander. Górnik po raz pierwszy zagroził bramce Zawiszy dopiero w 24. minucie spotkania. Zagrożenie było jednak konkretne, ponieważ Stanisław Gzil trafił w poprzeczkę.
Na odpowiedź ze strony „Wojskowych” nie trzeba było długo czekać. Już trzy minuty później Jan Stypułkowski na pełnym biegu dośrodkował piłkę z prawej strony w pole karne, gdzie Adam Kuryło nie miał najmniejszych problemów z dopełnieniem formalności. Napastnik bydgoskiego teamu uprzedził wybiegającego do piłki Cimandera i głową wpakował futbolówkę do siatki. Po zdobyciu bramki stadion „eksplodował”. Kibice oblegający bieżnię również nie posiadali się z radości i wbiegli na murawę, przerywając tym samym widowisko na kilka minut.
Zawisza nie potrafił utrzymać prowadzenia zbyt długo. W 33. minucie Jerzy Gorgoń doprowadził do wyrównania z rzutu karnego. Podyktowanie „jedenastki” przez sędziego Edwarda Norka wzbudzało pewne kontrowersje. Nie wszyscy dopatrzyli się bowiem faulu Krzysztofa Surlita na Stanisławie Gzilu. Niemniej jednak „Wojskowi” jeszcze przed przerwą mogli ponownie wysforować się na prowadzenie. Bliski zdobycia bramki na 2:1 po dośrodkowaniu Henryka Holewy z rzutu rożnego był Stefan Majewski, jednak piłka po jego strzale głową zatrzymała się na poprzeczce.
Drugą połowę, podobnie jak pierwszą, piłkarze Zawiszy zaczęli lepiej od przeciwników. Przez pewien czas utrzymywali jeszcze intensywne tempo gry, natomiast później stracili impet, a do głosu zaczęli dochodzić Zabrzanie. Górnik zdominował środek pola i częściej atakował. Jak zauważyła jednak „Trybuna Robotnicza”: „Na przeszkodzie w zdobyciu dalszych goli stała dobrze usposobiona w tym dniu defensywa Zawiszy”. Wynik nie uległ zmianie do końca meczu. Zawisza zremisował z Górnikiem 1:1.
Ciekawą opinię na temat meczu wyraził katowicki „Sport”:
„Zabrzanie wywieźli znad Brdy punkt dzięki większej dojrzałości i lepszemu przygotowaniu kondycyjnemu całego zespołu. Niektórzy piłkarze Zawiszy nie wytrzymali bowiem wielkiego upału oraz tempa i w końcówce wyraźnie opadli z sił”.
Problemy z wytrzymaniem tempa gry mieli gracze Zawiszy nie tylko w tym spotkaniu. Kilka kolejek wcześniej w przegranym wyjazdowym starciu z Ruchem Chorzów (porażka 0:2) dominowali oni do 60. minuty, a później zostali sprowadzeni przez rywali do parteru. Już wtedy „Sport” doceniał szybkość, przebojowość i ambicję „Wojskowych”, ale także zauważał, że „zespół nie wie jeszcze, co to zmiana tempa gry”. To właśnie w tym spotkaniu w barwach Zawiszy zadebiutował Henryk Holewa, który jeszcze kilka lat wcześniej zakładał koszulkę Górnika Zabrze. Co by nie mówić, dla niego legendarny mecz z 31 sierpnia 1977 roku musiał mieć wyjątkowy wydźwięk.
Po zakończeniu spotkania Zawisza był na ósmym, a Górnik na dziewiątym miejscu w tabeli. Chyba nikt wtedy nie mógł zakładać, że w tym spotkaniu stanęły naprzeciwko siebie drużyny, które po sezonie 1977/78 opuszczą I ligę. Zawisza zapowiadał się przecież na rewelację sezonu, a Górnik reprezentował Polskę w rozgrywkach Pucharu UEFA. O ile jednak Zabrzanie już w kwietniu 1978 roku „przyklepali” swój spadek do II ligi, tak „Wojskowi” do ostatniej kolejki zachowywali realne szanse na utrzymanie.
Zawisza wygrał ostatni mecz sezonu z Odrą Opole 3:0, aliści finiszował na 15. lokacie oznaczającej spadek, mając 27 punktów na koncie. Znajdujący się o „oczko” wyżej Ruch Chorzów miał dokładnie tyle samo punktów, a nawet identyczny bilans bramkowy (-3). Decydująca okazała się liczba zdobytych bramek, która promowała „Niebieskich”…
Renesans popularności Zawiszy
Obecnie Bydgoszcz jest dziewiątym najludniejszym polskim miastem. Przez ostatnie lata niesamowicie wypiękniała, chociaż brakuje już paru klimatycznych miejscówek (np. klubu Savoy). Kapitalne wrażenie robi wciąż stadion lekkoatletyczny (od 2002 roku im. Zdzisława Krzyszkowiaka), który przebudowano w pierwszej dekadzie XXI wieku. Mimo to o frekwencji na poziomie 20 tysięcy kibiców jeszcze całkiem niedawno można było tylko pomarzyć. Nic dziwnego, w końcu miejscowy Zawisza od 2016 roku nie gra nawet na szczeblu centralnym.
Przed meczem 1/8 finału STS Pucharu Polski z Wisłą Kraków prezes stowarzyszenia piłkarskiego Zawisza Bydgoszcz, Krzysztof Bess, mówił w jednym z wywiadów, że jego marzeniem jest zapełnienie całego stadionu. Jego marzenie spełniło się szybciej, niż mógł się tego spodziewać. „Niebiesko-Czarni” (w czasach PRL-u częściej nazywani „Wojskowymi”) stali się rewelacją STS Pucharu Polski i awansowali do półfinału. Ich rywalem w tej fazie rozgrywek został ekstraklasowy Górnik Zabrze. Mimo że ostatnie trofeum drużyna ze Śląska zdobyła w 1988 roku, marka klubu wciąż elektryzuje wielu kibiców. Jeśli dodać do tego fakt, że od tego meczu zależał awans Zawiszy do wielkiego finału, nie może dziwić, iż rywalizacja ta wzbudzała ogromne zainteresowanie.

Na stadionie po raz pierwszy od czasów jego przebudowy pojawił się komplet widzów (około 20 tysięcy kibiców). Na wysokości zadania stanęli nie tylko kibice Zawiszy, ale również sympatycy przyjezdnych, którzy pojawili się na sektorze gości w maksymalnej liczbie (około 2 tysięcy). Osiągnięcie pułapu 50 tysięcy jest obecnie niemożliwe ze względu na przebudowę stadionu, współczesne przepisy oraz względy bezpieczeństwa.
Nie trzeba było interesować się piłką nożną, aby widzieć, że w Bydgoszczy dzieje się coś wyjątkowego. Niektórym ludziom skrócono czas pracy, a uczniom liceum znajdującego się w okolicach stadionu skrócono czas lekcji. Ponadto występowały duże ograniczenia w ruchu drogowym, a miasto już kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania było zakorkowane.
8 kwietnia 2026 roku pogoda w Bydgoszczy niczym nie przypominała tej z 31 sierpnia 1977 roku. Tego dnia było dosyć pochmurnie. Brakowało więcej promieni słonecznych (co nie znaczy, że ich w ogóle nie było!), a uczucie chłodu potęgował silny wiatr. Na szczęście udało się przynajmniej uniknąć deszczu.

Trzon składu Zawiszy w meczu przeciwko Górnikowi, podobnie jak 49 lat wcześniej, stanowili zawodnicy pochodzący z Kujaw i Pomorza. Opaskę kapitańską zakładał Maciej Kona, który grał w klubie z ulicy Gdańskiej na szczeblu I ligi w sezonie 2015/16 i pamięta jeszcze czasy Radosława Osucha. Obok Kony zagrał w pomocy Michał Cywiński, który również musi mieć pewne wspomnienia związane ze wspomnianym menedżerem piłkarskim. Piłkarz ten znajdował się bowiem w szerokiej kadrze Zawiszy, kiedy ten sięgał po jedyny w swojej historii Puchar Polski w 2014 roku. Niestety nie było mu dane wówczas zagrać w żadnym spotkaniu pucharowym.
Zarówno Maciej Kona, jak i Michał Cywiński, urodzili się w Bydgoszczy i są wychowankami Zawiszy. Obaj walnie przyczynili się do pokonania rywali w poprzednich rundach STS Pucharu Polski. Kona strzelił 2 gole Wiśle Kraków, a Cywiński zanotował po jednej asyście w spotkaniach przeciwko GKS Wikielec, Wiśle Kraków i Chojniczance. Wygrywając mecz z Górnikiem, Michał Cywiński mógł sobie sprawić wyjątkowy prezent na 30. urodziny, które obchodził dokładnie dwa dni później.
Michal Gašparík postanowił wytoczyć w tym meczu „najcięższe działa”, pokazując tym samym, że absolutnie nie lekceważy przeciwników z III ligi. Z zawodników pierwszego wyboru zabrakło w składzie Górnika tylko Maksyma Chłania, który pauzował za kartki. Jego miejsce na lewym skrzydle zajął Lukáš Ambros.
Przebieg półfinału Pucharu Polski
Pierwsza połowa, delikatnie powiedziawszy, nie porywała na kolana. Najlepszym podsumowaniem jej poziomu piłkarskiego mógłby być strzał Yvana Ikii Dimiego z 30. minuty, kiedy ten, cytując klasyka, „chyba chciał postraszyć gołębie na stadionie”. Dwie minuty później „Trójkolorowi” przeprowadzili jednak akcję bramkową. Najpierw Lukáš Sadílek zmienił tor lotu piłki po strzale Erika Janży, a następnie futbolówka odbiła się jeszcze od nogi Dimiego i to właśnie temu graczowi przypisano trafienie.
Druga połowa mogła się wydawać nieco ciekawsza. W 57. minucie spotkania przed szansą na podwyższenie prowadzenia stanął Sondre Liseth, jednak jego strzał z woleja został zablokowany przez piłkarza drużyny przeciwnej. Równie bliski strzelenia gola dla Górnika był Jarosław Kubicki, który przymierzył głową minimalnie obok słupka.
Zawisza właściwie nie miał żadnej sytuacji, która stanowiłaby realne zagrożenie dla Marcela Łubika. W pewnej chwili niemal wszyscy zgromadzeni na stadionie wyskoczyli jednak z krzesełek i zaczęli przedwcześnie świętować gola dla gospodarzy. Wydarzenie to miało miejsce po strzale Wojciecha Szumilasa z rzutu wolnego w 89. minucie, kiedy piłka otarła się o boczną siatkę. „Niebiesko-Czarni” starali się mocniej przycisnąć rywali w końcówce spotkania, ale nie udało im się doprowadzić do wyrównania. Górnik Zabrze zwyciężył 1:0 i po raz pierwszy od 25 lat awansował do finału STS Pucharu Polski.

Otoczka wokół spotkania
Co by nie mówić, już sam awans drużyny znad Brdy do półfinału można uznać za spory sukces. Osiągnięcie to należy docenić, tym bardziej że to dopiero trzeci przypadek w historii, kiedy drużyna z tak niskiego szczebla rozgrywek awansowała do najlepszej czwórki Pucharu Polski.
Należy docenić również znakomity doping kibiców na iście ekstraklasowym poziomie. Fani Zawiszy zaprezentowali efektowną oprawę z racami, a uwagę przykuwał szczególnie transparent z hasłem „Lumos Maxima”, który nawiązywał do jednego z zaklęć Harry’ego Pottera. Wsłuchując się w głosy pojedynczych osób, można odnieść wrażenie, że Zawisza cieszy się pewnym poważaniem wśród kibiców Górnika i vice versa. Pewien wpływ na to może mieć dawna zgoda kibicowska, którą pamięta jeszcze wielu sympatyków obu klubów.

Prócz fanów Górnika i Zawiszy na stadionie im. Zdzisława Krzyszkowiaka można było dostrzec grupy kibicowskie zaprzyjaźnionych z gospodarzami klubów, szczególnie: ŁKS-u, Zagłębia Lubin, Górnika Wałbrzych i GKS-u Tychy. Tyszanie postanowili wywiesić nawet transparent „Mistrz Polski 2026”, nawiązujący do zdobycia przez klub w poprzednim dniu mistrzostwa kraju w hokeju na lodzie.
Skalę frekwencji doskonale zdaje się odzwierciedlać fakt, że za najwyższym rzędem krzesełek na trybunie pod zegarem stało jeszcze kilka rzędów ludzi, a i w przejściach między sektorami ich nie brakowało. Niektórzy ciągle musieli się przepychać. Kolejki do stoisk gastronomicznych oraz stoisk z gadżetami klubowymi dłużyły się, niczym podróż Kolejami Śląskimi w dobie przebudowy Katowickiego Węzła Kolejowego. Przyznać trzeba, że fajnych gadżetów trochę było, ponieważ na stadionie sprzedawano specjalne koszulki upamiętniające mecz półfinałowy z Górnikiem Zabrze, a także limitowane retro koszulki Zawiszy na 80-lecie klubu.
Co do samych nastrojów, kibice Zawiszy sprawiali wrażenie relatywnie zadowolonych. Tuż po końcowym gwizdku jeden ze znajdujących się w pobliżu kibiców gospodarzy powiedział: „Powalczyli”. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić; dobrze zdaje się ono oddawać sposób gry, bowiem mieliśmy do czynienia z typowym „meczem walki”. Oczywiście nie można deprecjonować jakości czysto piłkarskiej oraz rozpracowania rywala, które zdecydowały o zwycięstwie „Trójkolorowych”, jednak wygrana różnicą zaledwie jednej bramki na pewno przyczyni się do budowania legendy wokół tego meczu. A w końcu jest ją na czym budować, skoro w Bydgoszczy ustanowiono nowy rekord frekwencji w XXI wieku!
BIBLIOGRAFIA
Prasa
- „Express Bydgoski” 2008
- „Przegląd Sportowy” 1977
- „Sport” 1977, 2025, 2026
- „Trybuna Robotnicza” 1977
- Literatura przedmiotu
- Ławniczak Remigiusz, Muzyka rozrywkowa w Bydgoszczy w latach siedemdziesiątych. Próba charakterystyki, „Kronika Bydgoska” 2014, t. 35.
Netografia
- https://bydgoszcz.naszemiasto.pl/zdziwieni-finowie/ar/c2-5574019
- https://bydgoszczinformuje.pl/zawisza-gornik-zabrze-juz-prawie-13-tys-kibicow-kupilo-bilety-na-polfinal-pucharu-polski/
- https://bydgoszczinformuje.pl/zawisza-gornik-zabrze-w-polfinale-pucharu-polski-jeden-pojedynek-z-gornikiem-stal-sie-juz-legenda/
- https://bydgoszczinformuje.pl/zmarl-legendarny-trener-pilkarzy-zawiszy-za-jego-czasow-druzyna-zawladnela-wyobraznia-bydgoszczan/
- https://expressbydgoski.pl/jan-stypulkowski-nie-zyje-futbol-w-zalobie/ar/11188886
- https://expressbydgoski.pl/mialem-w-druzynie-walczakow/ar/11264774
- https://expressbydgoski.pl/progi-i-bariery-pilkarskiej-kariery/ar/11262314
- https://expressbydgoski.pl/w-romecie-co-23-sekundy-zjezdzal-z-tasmy-kolejny-rower-jezdziliscie-na-nich/ar/c3-11806799
- https://expressbydgoski.pl/z-gdanska-przywiezli-i-lige/ar/11264772
- https://metropoliabydgoska.pl/50-tysiecy-widzow-na-meczu-zawisza-gornik-to-byl-rekord
- https://metropoliabydgoska.pl/boniek-zawisza-bydgoszcz-puchar-polski
- https://zawiszabydgoszcz.pl/31-08-1977-bydgoscy-kibice-zapelnili-wszystkie-przejscia-miedzy-sektorami-w-kilku-rzedach-stali-na-koronie
- https://www.goal.pl/puchar-polski/zawisza-oglosil-wielki-sukces-przed-meczem-z-gornikiem-bedzie-swieto-na-trybunach
- https://www.laczynaspilka.pl/aktualnosci/sts-puchar-polski/adrian-stawski-zawisza-moze-byc-projektem-mojego-zycia
- https://www.laczynaspilka.pl/aktualnosci/sts-puchar-polski/adrian-stawski-zawisza-sie-odbudowuje
- https://www.laczynaspilka.pl/biblioteka/mecze/gornik-zabrze-fc-haka-valkeakoski-53-14091977
- https://www.skladyfutbol.pl/infopage.php?id=15572
- https://www.sport.pl/pilka/7,64946,29703849,gigant-straszy-pustkami-anomalia-w-iii-lidze-nawet-w-ekstraklasie.html
- https://www.sport.pl/pilka/7,65045,32715252,czegos-takiego-w-bydgoszczy-nie-bylo-od-12-lat-wojsko-ruszylo.html
- https://zawiszafans.com/kibice
