W ostatnich latach niemal tradycją stało się, że na Retro Futbol opisujemy żużlowe derby Podkarpacia. Najpierw z tej okazji przybliżyliśmy historię podkarpackiego speedwaya, później snuliśmy opowieść z malowniczego Krosna, a w zeszłym sezonie przedstawiliśmy dzieje najważniejszych rywalizacji toczonych przez Stal Rzeszów. Na meczu o prymat w regionie byliśmy obecni również 21 kwietnia 2026 roku.
Spotkanie Stali Rzeszów z Cellfast Wilkami Krosno zostało rozegrane we wtorkowy wieczór w ramach 3. kolejki Metalkas 2. Ekstraligi. Pora rozgrywania meczu i sztuczne oświetlenie sprawiły, że otoczka tego widowiska była wyjątkowa. Postaramy się oczywiście zbudować wokół tej potyczki ciekawą narrację, opartą zarówno na bieżących wydarzeniach, jak i na wątkach historycznych.
Krzysztof Kasprzak w Rzeszowie
Najpierw na tapet weźmiemy gospodarzy opisywanych derbów. W Stali Rzeszów przed rozpoczęciem obecnego sezonu zaszły znaczące zmiany. Funkcję prezesa przestał pełnić Michał Drymajło, którego zastąpiła Katarzyna Marszałek. Z klubu odszedł również menedżer Paweł Piskorz. Jego miejsce zajął Krzysztof Kasprzak, postać ogromnie zasłużona dla polskiego żużla.
W tym miejscu możemy poświęcić kilka zdań na wątek historyczny. Krzysztof Kasprzak, który w drużynie znad Wisłoka będzie odpowiedzialny także za przygotowywanie toru, ustalanie składu oraz pracę nad meczową taktyką, to jeden z najlepszych polskich żużlowców ostatnich lat.
Największy sukces odniósł w 2014 roku, zostając indywidualnym wicemistrzem świata. Urodzony w Lesznie zawodnik w końcowej klasyfikacji tamtej edycji Grand Prix musiał uznać wyższość jedynie Amerykanina Grega Hancocka. Lista jego sukcesów jest zresztą bardzo długa. Znajduje się na niej pięć tytułów drużynowego mistrza świata wywalczonych z reprezentacją Polski oraz indywidualne mistrzostwo Europy.
Drużynowym mistrzem Polski Kasprzak był trzykrotnie. Dwa razy sięgał po złoto ze Stalą Gorzów Wielkopolski, a wcześniej zdobył tytuł w barwach Unii Leszno. Cieszył się też z medali indywidualnych mistrzostw kraju, w tym złotego z 2014 roku. Jeździł w lidze polskiej, angielskiej i szwedzkiej. Utytułowanymi żużlowcami byli także jego ojciec Zenon oraz brat Robert.
Przed rozpoczęciem obecnego sezonu do rzeszowskiej drużyny dołączyło kilka nazwisk. Najciekawiej wygląda transfer Rasmusa Jensena. Duńczyk poprzednio był zawodnikiem Falubazu Zielona Góra. W stolicy Podkarpacia liczą także między innymi na Oskara Fajfera, który przyszedł ze Stali Gorzów Wielkopolski.
Rzeszowianie, którzy celują przynajmniej w awans do fazy play-off, tegoroczne rozgrywki na zapleczu elity rozpoczęli od domowego remisu z H. Skrzydlewska Orłem Łódź, co było dla miejscowych kibiców sporym rozczarowaniem, zwłaszcza że gospodarze mieli w tym spotkaniu dużą przewagę i stracili ją w ostatnich biegach.
Krosno chce awansu
W Krośnie plany na obecny sezon są bardzo ambitne. Cellfast Wilki mierzą w awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Nie może to dziwić. Na papierze najmocniejsza wydaje się Abramczyk Polonia Bydgoszcz, ale w gronie największych kandydatów do wywalczenia przepustki do PGE Ekstraligi są także Moonfin Malesa Ostrów Wielkopolski i właśnie Krośnianie.
Jeśli chodzi o transfery, na pierwszy plan wysuwa się powrót Jasona Doyle’a. Australijczyk jeździł już w Krośnie, a miało to miejsce trzy lata temu, kiedy Wilki rywalizowały na najwyższym krajowym szczeblu. W elicie zagościli tylko na jeden sezon, a jednym z zawodników tamtego zespołu był również wspomniany Krzysztof Kasprzak.
Wracając do Doyle’a, należy przypomnieć, że może on pochwalić się tytułem indywidualnego mistrza świata. W cyklu Grand Prix triumfował w 2017 roku. Ostatnio był zawodnikiem Włókniarza Częstochowa, a na drugi poziom rozgrywkowy wrócił po dwunastu latach.
Grzegorz Leśniak, prezes Cellfast Wilków, przed rozpoczęciem sezonu był dobrej myśli. W wywiadzie opublikowanym w Skarbie Kibica wydanym przez „Przegląd Sportowy” nawiązał do awansu sprzed kilku lat i wyraził nadzieję, że teraz znów jest szansa na przejście do PGE Ekstraligi:
Miło by było znów utrzeć nosa ekspertom, którzy niemal przyznali już awans Abramczyk Polonii Bydgoszcz. Chcemy pokazać, że małe, niespełna 50-tysięczne Krosno może skutecznie powalczyć o PGE Ekstraligę. Po spadku z elity nie załamaliśmy się, tylko wyciągnęliśmy wnioski i opracowaliśmy dalszy plan. Rozwój naszego klubu można porównać do słynnego niemieckiego Hoffenheim. Tam zespół z małej miejscowości błyskawicznie przedarł się z piłkarskiej piątej ligi do Bundesligi, a następnie do Ligi Mistrzów.
Tak się złożyło, że drużyna z Krosna w pierwszych dwóch meczach sezonu mierzyła się z zespołami, które obok Wilków należą do grona kandydatów do awansu. Ekipa trenera Piotra Świderskiego najpierw przegrała w Bydgoszczy 36:54.
Później podejmowała Moonfin Malesa Ostrów Wielkopolski i wygrała 50:40. Co ciekawe, w tym spotkaniu wystąpiło aż trzech indywidualnych mistrzów świata. Wśród gospodarzy był to wspomniany Doyle, a w drużynie gości Australijczyk Chris Holder i Brytyjczyk Tai Woffinden.
Pogoda nie przeszkodziła
Dzień przed meczem pogoda w Rzeszowie była ponura. Padał deszcz, więc mogły rodzić się obawy, że spotkanie nie zostanie rozegrane. Tak się jednak nie stało, na rzeszowskim torze rozwinięto bowiem plandekę.
Zresztą dzień derbowy przyniósł zmianę pogody, która tym razem zaskoczyła na plus – od rana nad stolicą Podkarpacia wisiało piękne, wiosenne słońce. Jedno z pytań na przedmeczowej konferencji prasowej Stali Rzeszów dotyczyło wpływu pogody na losy derbowego starcia. Krzysztof Kasprzak odpowiedział:
Pogoda nie może wpłynąć. Chłopaki są u siebie, wiedzą, co zrobić, co zmienić, jeśli będzie zimniej.
Wielkie derby
Atmosfera wielkiego meczu była odczuwalna od samego rana, o czym można było się przekonać, idąc rzeszowskimi ulicami. Żużel cieszy się nad Wisłokiem ogromną popularnością i przedmeczowe prognozy przez cały dzień przewijały się w rozmowach mieszkańców.
Zmierzając na stadion przy ulicy Hetmańskiej, słyszało się ryk motocykli. Trybuny szybko się wypełniały, również sektory zajmowane przez kibiców z Krosna. Kolejny raz potwierdziło się, że żużlowe derby Podkarpacia dla lokalnego środowiska są nie tylko wydarzeniem sportowym, ale niemal społecznym i kulturalnym. Stanowią ważny punkt w kalendarzu podkarpackiego sportu.

W pierwszych czterech biegach goście nie wygrali ani razu. Dwie gonitwy kończyły się remisami, również dwie zostały rozstrzygnięte 4:2 na korzyść gospodarzy. Krośnianie przełamali się dopiero w piątym biegu, w którym klasę pokazał Luke Becker. Chwilę później oba zespoły znów pojechały na remis, dzięki czemu miejscowi utrzymywali dwupunktowe prowadzenie.
Ogromną radość rzeszowscy kibice przeżyli po siódmym biegu, który ich drużyna wygrała podwójnie dzięki postawie Mateusza Szczepaniaka i Rasmusa Jensena. Pozwoliło im to odskoczyć na sześć punktów.
Kolejne dwie gonitwy znów zostały wygrane przez ekipę Krzysztofa Kasprzaka, tyle że 4:2. Zapas gospodarzy urósł do dziesięciu oczek i utrzymywał się po remisowych biegach dziesiątym i jedenastym.

Miejscowi fani coraz mocniej wierzyli w niespodziankę. Ich nastrojów nie zepsuły kolejne dwa biegi. W dwunastym goście wygrali 4:2, w trzynastym miał miejsce identyczny wynik, a gonitwa ta dostarczyła szczególnych emocji. Rzeszowianie jechali na podwójne zwycięstwo, gdy doszło do upadku Oskara Fajfera. Zawodnik Stali podniósł się i ambitnie kontynuował jazdę, ale najlepszy okazał się Doyle.
Przed biegami nominowanymi przewaga Stali stopniała do sześciu punktów. Pierwszy z tych biegów przyjezdni wygrali 4:2. Znów najlepszy okazał się Doyle. Gospodarze mogli więc poczuć na plecach oddech rywali, którzy tracili już tylko cztery oczka.
Podczas ostatniej gonitwy mało kto siedział na stadionowym krzesełku. Niemal wszyscy decydujące momenty oglądali na stojąco. Kolejny raz zwyciężył Doyle, ale drugą pozycję wyszarpał Jensen, dzięki czemu ostatecznie Stal Rzeszów wygrała w meczu z Cellfast Wilkami 46:44.
Rzeszowscy kibice jeszcze długo świętowali derbowe zwycięstwo. Pokonanie jednego z najpoważniejszych kandydatów do awansu wiele dla nich znaczyło i pokazało, że Stal również może w tym sezonie mierzyć wysoko.
Wyjątkowa wystawa
Wielu fanów czarnego sportu tuż po zakończeniu meczu udało się na wystawę poświęconą historii rzeszowskiego żużla. Na murach stadionu przy Hetmańskiej zostały zaprezentowane piękne zdjęcia przedstawiające ważne momenty z dziejów speedwaya w stolicy Podkarpacia.
Fotografie zostały wykonane przez Michała Drozda i dostarczyły wielkich emocji. Wśród starszych kibiców obudziły wspomnienia z dawnych lat. Dla młodszych stanowiły solidną lekcję sportowej historii. Wystawa była pięknym hołdem dla dyscypliny ukochanej przez wielu mieszkańców miasta położonego nad Wisłokiem.
Podczas opisywanego meczu wykonałem kilka zdjęć, które oczywiście nie dorównują artystycznym fotografiom Michała Drozda. Aby jednak w jakimś stopniu oddać klimat rzeszowsko-krośnieńskiej rywalizacji nie tylko słowami, ale też obrazkami, załączam poniżej kilka fotografii zrobionych przeze mnie i mojego kuzyna. A kolejne żużlowe derby Podkarpacia odbędą się pod koniec czerwca w Krośnie.




