Z czym kojarzy się majówka kibicom polskiej piłki nożnej? Z jednym. Z finałem Pucharu Polski. Redakcja Retro Futbol nie zmarnowała takiej okazji. W niniejszym tekście przeczytacie nie tylko relację z wyjątkowego spotkania.
Wstęp
Finał Pucharu Polski z udziałem dwóch ekip z tego samego województwa ostatni raz zdarzył się w 1993 roku. Wówczas na Stadionie Śląskim w Chorzowie GKS Katowice rywalizował z… rezerwami Ruchu Chorzów. W składzie Niebieskich w finale znajdowali się przede wszystkim piłkarze pierwszej ekipy, czyli była to pierwsza drużyna Ruchu pod szyldem rezerw. W starciu lepsza była GieKSa. Piłkarze z Katowic lepiej egzekwowali rzuty karne.
Natomiast pierwszy raz w historii parę finałową Pucharu Polski stanowiły ekipy Górnika Zabrze i Rakowa Częstochowa. Oczywiście wcześniej obie ekipy zdobyły najcenniejszy polski puchar. Drużyna z Zabrza zdobyła PP sześciokrotnie, a Medaliki dwukrotnie.

Relacja ze spotkania
Lepiej spotkanie zaczęli gracze z Częstochowy. Już w trzeciej minucie Jonatan Braut Brunes miał dogodną sytuację do otworzenia wyniku rywalizacji. Norweg otrzymał piłkę w polu karnym od Jeana Carlosa. Jednak strzał zablokowano.
Kibice Górnika Zabrze musieli trochę poczekać, aż ich ulubieńcy odpowiednio weszli w mecz. W 23. minucie rzut wolny wykonywali podopieczni Michala Gašparíka. Maksym Chłań minimalnie chybił z ok. dwudziestu metrów.
W 31. minucie zablokowano uderzenie Górnika. Minutę później zabrzanie wykonali rzut rożny. Erik Janža dośrodkował precyzyjnie na krótki słupek. Roberto Massimo wykorzystał okazję i z główki strzelił pierwszego gola w spotkaniu. Dotychczasowe ofensywne próby Niemca nie zachwycały. Dla Massimo była to pierwsza bramka jako zawodnika Górnika.
W 64. minucie pressing zawodników 14-krotnych mistrzów Polski na połowie rywala się opłacił. Piłkę w polu karnym opanował Jarosław Kubicki. Zdobywca Pucharu Polski z Lechią Gdańsk w 2019 roku powinien strzelić na bramkę. Zamiast tego przyjął piłkę i podał do Sondre Lisetha. Uderzenie Norwega zablokował Stratos Svarnas. Raków nie mógł się przełamać. Ich próby ataków nie kończyły się najlepiej. W przypadku Górnika prawdziwe było powiedzenie „co się odwlecze, to nie uciecze”.
Minutę po okazji Lisetha, padła bramka na 2:0. Fran Tudor źle strącił piłkę. Kontrolę nad nią przejął Maksym Chłań. Płaski i precyzyjny strzał Ukraińca z ok. 17 metrów musiał zakończyć się golem. Oliwier Zych nie miał szans na obronę.
Lamine Diaby-Fadiga, który wszedł na boisko w przerwie spotkania, był niezwykle aktywny. Niemal wszystkie akcje Rakowa po zmianie stron, przechodziły przez niego bądź były finalizowane przez niego. Można odnotować strzały z dystansu wspomnianego Gwinejczyka oraz Marko Bulata.
W samej końcówce Raków mógł zmniejszyć starty. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Bulata nastąpiło zamieszanie. Jednak po krótkim bilardzie w polu karnym, wybito piłkę w stronę Łubika. Rakowowi wyraźnie nie szło w spotkaniu. Tuż przed tą sytuacją piłkarze z Częstochowy domagali się drugiej żółtej kartki dla Erika Janży, który „wyciął” Leonardo Rochę. Czerwonej kartki dla kapitana Górnika nie było.
Po zejściu Słoweńca opaskę przejął Lukas Podolski. Niemiec w tym sezonie znany był raczej z ostrej gry. Jednak w 92. minucie to mistrz świata stał się ofiarą. Brunes bez pardonu zaatakował doświadczonego gracza. Atak na nogi musiał zakończyć się czerwienią dla Norwega. Sędzia Jarosław Przybył z Kluczborka nie miał wątpliwości. Samo spotkanie było dla niego swoistym hołdem za długoletnią pracę. Arbiter w tym roku skończył 50 lat, co jest wiekiem granicznym dla sędziów Ekstraklasy.
Liczby pucharu
6 – tyle razy po Puchar Polski sięgnął Stanisław Oślizło.
5 – tyle pucharów krajowych na swoim koncie ma Lukas Podolski. Jednak warto dodać, że Niemiec dokonał tego w pięciu krajach. Według portalu Transfermarkt żaden zawodnik nie dokonał podobnego wyczynu. Za to puchary w czterech krajach zdobyło 28 piłkarzy.
4 – tyle razy Raków Częstochowa grał w finale Pucharu Polski. Ekipa spod Jasnej Góry PP zdobyła dwukrotnie.

Pan Stanisław
Stanisław Oślizło jako pierwszy podniósł trofeum Pucharu Polski po finale w 2026 roku. Natomiast jako kapitan drużyny puchar podnosił pięć razy (1968-1972). Tamten Górnik był polskim Realem Madryt z lat 1955-1960, który co roku zdobywał Puchar Europy.
Skaldowie tak śpiewali o panu Stanisławie:
By z Oślizłą
Każdy atak się rozgryzło
Autorem tych słów był nie kto inny jak Wojciech Młynarski. Zawodnik Górnika był mistrzem elegancji. Nie znaczy, że nikomu nie zrobił krzywdy. Choćby nawet przypadkowo. Na Retro Futbol opisałem historię Rudolfa Kučery, który zakończył karierę po faulu Polaka.
88-letni Oślizło nie traci wigoru. Legenda cały czas jest aktywna w klubie. Pojawia się nie tylko na meczach, ale nawet na treningach.
Wywiad
Jak dotrwaliście do końca, to macie mały prezent. Oto wywiad z defensorem Górnika Zabrze Pawłem Bochniewiczem po finale Pucharu Polski
Skąd ostatnio taka skuteczność Górnika Zabrze po rzutach rożnych? Czy to np. pański gol z Legią Warszawa natchnął kolegów?
Trener śmiał się, że trenujemy tego mniej. Tak naprawdę trenujemy tego mniej i jakoś idzie. Jak przychodziłem do klubu, to trener pokazywał statystykę, że Górnik był najgorszy w ofensywie, jeśli chodzi o stałe fragmenty gry. W ostatnich meczach ja strzeliłem gola na Legii, Rafał Janicki na Koronie, no i dzisiaj. Jest to ważne. W zamkniętych meczach stały fragment gry może zmienić wszystko. Bardzo cieszymy, że tak to poszło.
Czy jest to Pana najlepszy moment w karierze?
Nie. W sensie pojedynczego momentu, wygranie pucharu to najlepszy moment w karierze, nigdy wcześniej nie wygrałem trofeum. Myślę, że miewałem lepsze momenty, gdy po prostu więcej grałem.
Czy był Pan tak samo wzruszony jak Stanisław Oślizło po zdobyciu Pucharu Polski?
Nie. Z Tomkiem Loską (rezerwowym bramkarzem – przy. red.) praktycznie popłakaliśmy się już w 70. minucie. Tomek chodził wzdłuż i wszerz, ja też. Mówiliśmy i patrzyliśmy na siebie: „K***a. Chyba to podniesiemy”. Finalnie podnieśliśmy. Super. Bardzo fajna historia.

