Bożonarodzeniowa Jedenastka

J uż jutro zasiądziemy do wigilijnych stołów. Nie zabrzmię zbyt oryginalnie, jeśli napiszę, że w moim mniemaniu jest to jeden z najpiękniejszych dni w roku. W związku z tym chciałbym wam dzisiaj zaproponować tematykę, która będzie się wiązała ze świętami Bożego Narodzenia. Specjalnie z ich okazji wybrałem jedenastkę piłkarzy, którzy urodzili się w okresie pomiędzy 24 a 26 grudnia. Zapraszam do zapoznania się z moją Bożonarodzeniową Jedenastką.

Moja bożonarodzeniowa drużyna zagra w klasycznym ustawieniu 4-4-2. Jako że nazwa Retro Futbol zobowiązuje, przy powołaniach brałem pod uwagę tylko graczy, którzy zakończyli już swoje piłkarskie kariery. W związku z tym sita selekcji nie przebrnęli m.in. Aaron Ramsey oraz Hugo Lloris, którzy urodzili się w wyznaczonych ramach, ale nadal uprawiają najpiękniejszy zawód świata. Zawodników starałem się dobierać pod ścisłe pozycje, z uwzględnieniem strony boiska, po której najczęściej grali w czasach swojej świetności. Jesteście gotowi? Niech w tle popłyną dźwięki Last Christmas, na stoliku pojawi się miseczka z pierniczkami i kieliszek ajerkoniaku na rozgrzanie. Oto wyselekcjonowana przeze mnie jedenastka:

Bramkarz: Felix

Ilu z was marzy o tym, by spędzić świąteczną przerwę na brazylijskiej plaży Ipanema, popijając caiprinhę i oglądając grające w siatkówkę dziewczyny? Najlepiej gdyby taki urlop przedłużyć do stycznia i zaliczyć jeszcze karnawał w Rio. Ech, marzenia…

W podobny sposób mógł świętować Felix Mielli Venerando, znany po prostu jako Felix. Ten brazylijski mistrz świata urodził się w Wigilię 1937 roku, więc w okresie bożonarodzeniowym miał podwójny powód do świętowania. To on stał między słupkami Canarinhos w czasie Mundialu w 1970 roku, dbając o to, by piłka Adidas Telstar nie wpadała zbyt często do jego bramki. Resztę zrobili Pele i spółka, dzięki czemu Brazylia mogła celebrować zdobycie trzeciego tytułu mistrzowskiego w swojej historii. Chociaż przed tamtym turniejem znalazł się w ogniu krytyki, zostając uznanym przez media i kibiców najsłabszym ogniwem w drużynie, to do domu powrócił już w roli jednego z bohaterów.

Przez większość swojej kariery reprezentował kluby Portuguesa oraz Fluminense. Bluzę reprezentacji Brazylii zakładał 39 razy.  Zmarł w 2012 roku z powodu rozedmy płuc. W przedłużeniu sobie życia z pewnością nie pomógł mu fakt, że był nałogowym palaczem. Po jego śmierci mecze ligowe w Kraju Kawy rozpoczynały się minutą ciszy, natomiast prezes brazylijskiej federacji piłkarskiej powiedział:

„Kibice powinni być na zawsze wdzięczni za wkład, jaki Felix wniósł do drużyny narodowej.”

Felix świętujący wygraną w finale World Cup. Źródło: The Independent

Lewy obrońca: Etienne Mattler

Przedwojenny reprezentant Francji urodził się w Boże Narodzenie 1905 roku. W młodości zapowiadał się na świetnego kolarza, ale ostatecznie porzucił ten sport na rzecz piłki nożnej.  Tym samym, zamiast ścigać się w Tour de France, zagrał na trzech pierwszych mundialach. Oprócz niego takim samym wyczynem może pochwalić się zaledwie czterech piłkarzy. W swojej ojczyźnie przez 17 lat reprezentował barwy FC Sochaux. Z klubem założonym przy zakładach Peugeota dwukrotnie zostawał mistrzem kraju i raz sięgnął po Puchar Francji.

Boże Narodzenie to czas czynienia dobra. Duchy z Opowieści Wigilijnej Charlesa Dickensa z pewnością nie musiały nachodzić Etienne Mattlera. Gdy w 1938 roku, reprezentacja Francji udała się do Neapolu na mecz z Włochami, w jej składzie znalazł się pochodzący z Maroka Larbi Ben Barek.  Będące pod wpływem ideologii faszystowskiej włoskie trybuny, najpierw przywitały Les Blues przeraźliwymi gwizdami, a następnie zaczęły obrażać Ben Bareka na tle rasistowskim. Ciemnoskóry zawodnik zabrał piłkę pod pachę i udał się na środek boiska, by odśpiewać Marsyliankę. To Mattler był pierwszym zawodnikiem, który dołączył do szykanowanego kolegi i zaczął protestować razem z nim.

W latach 30. ubiegłego wieku zagrał 46 spotkań w trójkolorowych barwach. W czasie wojny działał w ruchu oporu. Zmarł w 1986 roku.

Środkowy obrońca: Thomas Linke

Cicha Noc to jedna z najbardziej znanych kolęd na świecie. Pierwotnie została napisana w języku niemieckim, chociaż będąc precyzyjnym powstała w Austrii. Thomas Linke mianem Stille Nacht mógłby zapewne określić noc z 26 maja 1999 roku. To data pamiętnego finału Ligi Mistrzów pomiędzy Bayernem i Manchesterem United. W składzie brutalnie sprowadzonych na ziemię w doliczonym czasie gry Bawarczyków wybiegł również on. Linke powetował sobie to niepowodzenie dwa lata później, wykorzystując decydujący rzut karny w finale Champions League, w którym monachijczycy starli się z Valencią.

To właśnie przez pryzmat występów w Bayernie Linke został najlepiej zapamiętany przez fanów futbolu. W Bawarii spędził siedem lat, w których czasie pięciokrotnie sięgał po mistrzostwo Niemiec i trzykrotnie po puchar tego kraju. Do tego wspomniany triumf w Lidze Mistrzów i wicemistrzostwo świata w 2002 roku z kadrą narodową. W reprezentacyjnej koszulce wybiegał na murawę 43 razy. Grał również m.in. w Schalke 04 Gelsenkirchen i Red Bull Salzburg. Z Klubem z Zagłębia Ruhry wywalczył w 1997 roku Puchar UEFA. W drugi dzień świąt będzie obchodził pięćdziesiąte urodziny. Polscy fani Bayernu mogą wypić za zdrowie swojej byłej gwiazdy kubek  grzanego wina z przyprawami korzennymi i pomarańczami, czyli tradycyjny niemiecki, świąteczny napój.

Środkowy obrońca: Pance Kumbev

Macedończyk urodził się w 25 grudnia 1979 roku. W jego ojczyźnie religią dominującą jest jednak prawosławie, dlatego Boże Narodzenie obchodzi się tam 6 stycznia. Sam Pance znany jest polskim fanom z występów w naszej ukochanej lidze. W barwach Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski dwukrotnie triumfował w rozgrywkach Pucharu Polski. Niezłe występy w klubie Zbigniewa Drzymały zaowocowały transferem do Legii Warszawa. W klubie ze stolicy nie mógł się jednak przebić do pierwszego składu, a gdy stery Wojskowych objął Maciej Skorża, podziękowano mu za współprace. Wrócił do ojczyzny i pokopał jeszcze w Rabotnicki Skopje, zanim w 2012 roku zakończył karierę. Dziewięć razy miał okazję reprezentować ojczysty kraj. Obecnie pracuje w rodzimym związku piłkarskim.

Ostatnio zawitał ponownie do naszego kraju przy okazji meczu z Macedonią Północną w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy. W jednym z wywiadów tak wspominał pobyt w Legii:

Nie stawiał na mnie trener Urban. Nie wiem dlaczego, ale od początku miałem u niego przerąbane. Widocznie czymś mu nie podpasowałem. Chyba mnie nie lubił. A wiadomo, że jak nie masz wsparcia od szkoleniowca, to na wejściu stoisz na straconej pozycji. 

Jak wiadomo, stara piłkarska prawda mówi – Jeśli nie grasz, to na pewno tylko dlatego, że nie lubi cię trener…

Prawy obrońca: Chris Morris

Jutro swoje 56 urodziny będzie obchodził Chris Morris. Czy zamiast pasterki wybierze imprezę urodzinową w jednym z irlandzkich pubów i kilka kufli Guinessa? Na co dzień były kapitan Celticu raczej stroni od całonocnych imprez. Prowadzenie rodzinnej piekarni, to zajęcie, które wymaga pracy na pełnych obrotach już od wczesnych godzin porannych. Takie właśnie zajęcie po odwieszeniu butów na kołku znalazł sobie były reprezentant Zielonej Wyspy.

Morris właściwie był… Anglikiem. Dla swojej drugiej ojczyzny zagrał dzięki pochodzeniu swojej matki. Dzięki swoim korzeniom wystąpił na Euro ’88 oraz dwa lata później na mistrzostwach świata we Włoszech. Jego znakiem rozpoznawczym były żelazne płuca. Swój najlepszy okres przeżywał we wspomnianym Celticu. W barwach the Bhoys w sezonie 1987/88 sięgnął po podwójną koronę, występując we wszystkich meczach w sezonie. Karierę zakończył w 1997 roku po zerwaniu więzadeł krzyżowych. Poza piekarnią zajmował się też nieruchomościami. Ostatnio pracował również jako trener dla angielskiej FA.   

Morris w barwach the Bhoys. Źródło: Pintrest

Lewy skrzydłowy: Felix Loustau

Święta w Argentynie mijają zazwyczaj przy wyższej temperaturze niż w Polsce. Oczywiście ze względu na klimat, nie na gorące latynoskie temperamenty. W takich okolicznościach przyrody bardzo przydatnym urządzeniem jest wentylator. My takowy mamy również w swojej drużynie. A właściwie to Ventilador, bo taki boiskowy przydomek nosił Felix Loustau. Członek legendarnej La Maquiny, czyli ofensywnej piątki piłkarzy z zespołu River Plate z lat 40. Ekipa ze stolicy Argentyny podobno grała tak cudowny futbol, że ich przeciwnicy żałowali tego, że nie mogą ich oglądać z wysokości trybun.

Sam Loustau przez historyków futbolu uznawany jest za jednego z najlepszych dryblerów w dziejach piłki. Szacuje się, że dzięki swoim precyzyjnym do bólu podaniom, zaliczył w czasie całej kariery kilkaset asyst. Ze wspomnianym River, w którym  spędził piętnaście lat, ośmiokrotnie zwyciężał w rozgrywkach ligi argentyńskiej. Jako reprezentant Kraju Tanga trzykrotnie wygrywał rozgrywki Copa America.

Ze względu na charakterystyczny wąsik, Loustau nazywany był też Chaplinem. Bożonarodzeniowy jubilat zmarł na początku 2003 roku w wieku 81 lat.

Defensywny pomocnik: Jerzy Kraska

Czas na naszego polskiego rodzynka. A raczej wypadałoby napisać, nasze uszko w barszczu. Jedyny Polak w Bożonarodzeniowej Jedenastce to Jerzy Kraska. Karierę zaczynał jako obrońca, na pozycję defensywnego pomocnika przesunął go trener Andrzej Strejlau w czasie zgrupowania kadry U-23. W reprezentacji debiutował w słynnym meczu z Bułgarami w Starej Zagorze, gdzie Polacy byli niemiłosiernie kręceni przez rumuńskiego arbitra Padureanu. Był członkiem drużyny olimpijskiej, która przywiozła złoty medal z Igrzysk w Monachium. W czasie turnieju musiał zastąpić w składzie kontuzjowanego Jerzego Gorgonia. Z zadania wywiązał się znakomicie. Niestety jego dalszy rozwój zastopowały kontuzje. Większość kariery zawodniczej spędził w warszawskiej Gwardii. Po zakończeniu kariery parał się fachem trenerskim.

Już jutro pan Jerzy będzie obchodził swoje 58 urodziny. Życzymy zarówno Wesołych Świąt, jak i dużo zdrowia i co najmniej stu lat.

Ofensywny pomocnik: Yldiray Basturk

Prawdziwy Święty Mikołaj był biskupem Myry. To historyczne miasto znajdowało się na terenie dzisiejszej Turcji. Chociaż popkultura uczyniła z tego świętego kościoła katolickiego poczciwego staruszka w czerwonym kostiumie i z siwą brodą, to według kronik, biskup Mikołaj miał o wiele bardziej krewki charakter. Przekonał się o tym podobno Ariusz, twórca arianizmu. Jego doktryna uznana za heretycką, tak zeźliła Św. Mikołaja, że ten podczas soboru w Nicei spoliczkował herezjarchę. Cóż, gorąca głowa widocznie od zawsze charakteryzowała mieszkańców tamtych terenów. Dlaczego o tym wspominam? Bo nasz kolejny zawodnik jest właśnie Turkiem.

Yldiray Basturk jako muzułmanin zapewne nie obchodzi świąt Bożego Narodzenia. W Wigilię będzie mógł za to po raz 41 zdmuchnąć świeczki z tortu. Urodzony w Niemczech zawodnik, całe życie spędził w klubach z Bundesligi, by na koniec kariery zaliczyć epizod w Blackburn Rovers. Kibice zapewne najlepiej zapamiętali go z występów w Bayerze Leverkusen. Były to czasy, gdy polscy fani kojarzyli ligę naszych zachodnich sąsiadów z komentarzem Mateusza Borka i Romana Kołtonia. Z Aptekarzami sięgnął po Puchar Niemiec i zagrał w finale Ligi Mistrzów z Realem Madryt w 2002 roku. Niecałe dwa miesiące później sięgnął wraz z kolegami z reprezentacji po brązowe medale mistrzostw świata.

Basturk w koszulce reprezentacji Turcji. Źródło: skor.sozcu.tr.com

Prawy pomocnik: Jairzinho

Kolejny przedstawiciel Ameryki Południowej w naszej drużynie. I to nie ostatni. Jair Ventura Filho, czyli po prostu Jairzihno to kolejny piłkarz, który jako dzieciak czekał z wypiekami na twarzy na Papai Noela (tak w Brazylii nazywają Świętego Mikołaja), a ten oprócz prezentu gwiazdkowego wręczał mu również upominek urodzinowy. Być może za którymś razem były to korki lub piłka, gdyż malec wyrósł na znakomitego piłkarza. Dość powiedzieć, że w czasie mundialu w 1970 roku, strzelał gole we wszystkich spotkaniach, w jakich zagrał (oprócz niego dokonał tego tylko Just Fontaine). Łącznie uzbierało ich się siedem, a i tak tytuł króla strzelców powędrował na konto Gerda Mullera. Jednak najważniejsze było to, że Brazylijczyk mógł wznieść w powietrze Złotą Nike. Ale skoro zaczynał karierę przy boku Garrinchy, to na kogo mógł wyrosnąć jeśli nie na mistrza świata? Jairzinho zastąpił w składzie Botafogo właśnie swojego idola z dzieciństwa. W klubie z Rio de Janeiro występował przez 15 lat. Później zaliczył epizody m.in. w Olympique Marsylia i południowoafrykańskim Kaizer Chiefs. W koszulce Canarihnos zagrał 81 razy i zdobył 33 gole.  Po zakończeniu kariery był m.in. selekcjonerem reprezentacji Gabonu.

Napastnik: Marcelo Salas

Poczet zawodników rodem z Ameryki Południowej kończy Marcelo Salas. El Matador jest dziś jednym z symboli futbolu lat 90. Pokolenie wychowane tak jak ja na turnieju Francja ’98 z łezką w oku wspomina długowłosego snajpera pochodzącego z Chile. Duet, który tworzyli wespół z Ivanem Zamorano, definiował reprezentację La Roja z końca ubiegłego wieku. Doskonale zapamiętali go również fani włoskiej Serie A. W barwach rzymskiego Lazio sięgnął po Scudetto, Copa Italia i triumfował w ostatniej edycji Pucharu Zdobywców Pucharów. Gdy pojawił się w Wiecznym Mieście, mówiono o nim jako o Il Fenomeno 2, porównując go w ten sposób do samego Ronaldo. Mniej udana była jego przygoda z Juventusem, w którym kontuzje nie pozwoliły rozwinąć mu skrzydeł.

Już jutro Salas będzie mógł odpalić grilla w ogródku i zjeść na świąteczną kolację indyka, który często gości w ten dzień na chilijskich stołach. 45 urodziny można też spędzić na oglądaniu Mi pobre angelito, czyli Mój słodki aniołku. Niech nie zmyli was tytuł, to nie jest żadna chilijska telenowela. W ten sposób tamtejsi dystrybutorzy przetłumaczyli tytuł… Kevina samego w domu.

Duet Za-Sa, czyli Ivan Zamorano i Marcelo Salas. Źródło: These Football Times

Napastnik: Lennart Skoglund

Ostatnią składową naszej drużyny i drugim elementem tworzącym atak Bożonarodzeniowej Jedenastki został Lennart Skoglund. Szwedzki piłkarz jest dwukrotnym medalistą mistrzostw świata. W 1950 roku reprezentacja Trzech Koron z nim w składzie zajęła trzecie miejsce, zaś osiem lat później zdobyła tytuł wicemistrzów świata. Gdy w 1946 roku przechodził do zespołu Hammarby, w skład umowy transferowej wchodził podobno płaszcz dla jego mamy i szyty na miarę garnitur. Dobra gra w ojczyźnie zaowocowała transferem do Interu. W klubie z San Siro spędził dziewięć lat. Strzelił dla niego 55 bramek i przyczynił się do zdobycia przez Nerrazzurich dwóch Scudetto. Był świetnym kreatorem gry. Massimo Moratti uznawał go za największego piłkarza w historii klubu z Mediolanu obok Ronaldo oraz Antonio Valentino Angelillo.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej borykał się z problemami finansowymi, przez co pracował przez krótki czas jako sprzedawca dywanów. Nagrał też płytę muzyczną. Jedna z jego piosenek dotarła do siódmego miejsca szwedzkiej listy przebojów. Zmagał się również z uzależnieniem od alkoholu, przez co ostatnie lata życia spędził, mieszkając z matką w skromnym mieszkaniu. Zmarł w 1975 roku. W moim zespole może grać wymiennie z Loustau, gdyż grywał często jako lewoskrzydłowy.

Co roku w Wigilię kilkadziesiąt osób gromadzi się przy pomniku Skoglunda, który w 1984 roku powstał przy jego rodzinnym domu. Odbywają się wówczas przemówienia upamiętniające jego postać.

Trener: Georg Buschner

Pieczę nad zespołem sprawowałby Georg Buschner. Trener, który doprowadził reprezentację NRD do dwóch medali olimpijskich. W tym złota w 1976 roku w Montrealu. To również on jako jedyny wprowadził tę reprezentację na mistrzostwa świata. Miało to miejsce w 1974 roku. Wówczas to NRD jedyny raz w swojej historii zmierzyło się z RFN. Podopieczni Buschnera wygrali tamto spotkanie 1:0. Doprowadził również Motor Jenę do trzech tytułów mistrzowskich.

Mocno zastanawiałem się nad tym wyborem, gdyż w okresie świąt Bożego Narodzenia urodził się jeszcze jeden trenerski geniusz – Besnik Hasi. Ok, trochę mnie poniosło…

Ławka rezerwowych

Mariusz Liberda, Souleymane Diawara, Adam Majewski, Gary McAlister, Emanuel Tetteh.

Rafał Gałązka

P.S.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia wszystkim czytelnikom Retro Futbol życzę Wesołych Świąt!

#wspieramretro
O Rafał Gałązka 29 artykułów
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.