Cafu – kanarek długowieczny

Smak finałowej porażki

Rok przed mundialem we Francji Cafu wraz z kolegami urządzili demonstrację swojej siły w czasie turnieju Copa America 1997. Selecao sięgnęli wówczas po mistrzostwo kontynentu południowoamerykańskiego. W trzech meczach fazy grupowej zaaplikowali rywalom 10 bramek.

Następnie przeszli jak burza fazę play-off, rozbijając w półfinale Peru aż 7:0. W starciu finałowym zwyciężyli z gospodarzami turnieju Boliwią 3:1. Cafu swoimi występami zwrócił po raz kolejny uwagę wysłanników z Europy. Tym razem najbardziej zainteresowała się AS Roma.

Defensor, który lubi zapędzać się pod bramkę rywala, mógł stanowić w Serie A kompletnie niezrozumianą anomalię. Cafu miał jednak to szczęście, że po raz kolejny trafił pod skrzydła szkoleniowca, który wyznawał zasadę, że: najlepszą obroną jest atak.

Trenerem ekipy z wiecznego miasta był uwielbiany przez wyznawców ofensywnego futbolu Zdenek Zeman. Treningi cechowały się ciężkimi ćwiczeniami fizycznymi i mniejszym przywiązywaniem wagi do elementów defensywnych. Plany taktyczne Zemana zaszokowały jednak nawet tak ofensywnie usposobionego obrońcę jak Cafu:

Nasze pułapki ofsajdowe były ustawione praktycznie na środku boiska. To było samobójstwo! Zemana to nie obchodziło. On chciał, żebyśmy tak grali w meczach ligowych. Prosiliśmy go nawet kiedyś by przyłożył większą uwagę do zadań defensywnych ale nie chciał o tym słyszeć!

Totalny futbol Czecha nie przyniósł jednak oczekiwanych trofeów. Po jakimś czasie Zeman musiał się pożegnać z posadą trenera Giallorossich. Cafu jednak zdążył wyrobić sobie niezłą markę na Półwyspie Apenińskim pod jego skrzydłami.

Cafu spędził w Romie sześć lat, po czym przeniósł się do Milanu.

Wielkimi krokami zbliżał się kolejny najważniejszy piłkarski turniej świata. Defensor był pewniakiem w składzie trenera Mario Zagallo. Siłę ofensywną Selecao stanowił zaś genialny tercet Ronaldo-Rivaldo-Bebeto. Cel był jasny. Brazylia miała obronić mistrzowski tytuł.

W jednym z wywiadów Cafu wspominał mecz towarzyski przed czempionatem we Francji. Na Maracanie rozgrywany był południowoamerykański klasyk Brazylia – Argentyna. Marcos żalił się, że kibice Kanarków drwili z niego przy każdym dotknięciu piłki.

To był bardzo trudny moment. Cała Maracana obrażała mnie i drwiła. Myślałem tylko o moim ojcu, który był na stadionie. Po końcowym gwizdku przyszedł, żeby mnie pocieszyć. Widziałem jednak, że sam prawie płakał. Mam nadzieję, że żaden inny piłkarz nie będzie musiał tego przechodzić. Całe moje życie było takie. Zawsze musiałem się podnosić. Nawet dzisiaj, pomimo wszystkiego, co osiągnąłem, jestem krytykowany. Nie wiem dlaczego, nigdy nikomu nie zrobiłem krzywdy. Może to jest powodem?

Krytycy śmiali się, że jego rekord występów w kadrze jest tylko skutkiem braku klasowego prawego obrońcy w Kraju Kawy. Kto pamięta czasy gry Cafu, ten wie, że te zarzuty są – delikatnie mówiąc – absurdalne.

Nadszedł czas próby. W meczu otwarcia to jednak nie największe gwiazdy decydowały o zwycięstwie nad ekipą Szkocji. Wynik otworzył już w 4. minucie Cesar Sampaio.

Szkoci wyrównali przed przerwą po rzucie karnym. Szalę zwycięstwa na korzyść Latynosów przechylił jednak nasz bohater. Znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem drużyny z Wysp Brytyjskich. Jim Leighton sparował jego uderzenie, ale uczynił to tak niefortunnie, że piłka odbiła się od klatki piersiowej Toma Boyda i wpadła do siatki Szkotów. Cafu z rozłożonymi rękoma podbiegł do linii bocznej i wykonał efektowne salto.

Dla osób, które wychowały się na mundialu we Francji, te obrazki stanowią jeden z kultowych momentów. Odrobina prywaty: pojedynek Brazylijczyków i Szkotów był pierwszym w życiu, obejrzanym przeze mnie spotkaniem na mistrzostwach świata.

Cafu celebruje gola efektownym saltem.

Canarinhos znów przechodzili kolejne stopnie w drodze po upragniony tytuł. Cafu był stałym elementem w drużynie Zagallo. Zabrakło go jedynie w półfinałowym starciu z Holandią, kiedy to musiał pauzować z powodu żółtych kartek. Zastępujący go Ze Carlos godnie wykonał swoje zadanie. Brazylijczycy awansowali do drugiego finału z rzędu.

Bohater tekstu powrócił do podstawowego składu w finale. Ten chyba już na zawsze będzie się kojarzył z tajemniczą chorobą Ronaldo dzień przed meczem przeciwko gospodarzom turnieju. Zapytany o to zdarzenie obrońca odpowiedział:

Ronaldo miał atak i byłem jednym z pierwszych, który przybył do jego pokoju. Widziałem jak Cesar Sampaio wyciąga mu język z gardła, a Roberto Carlos przygląda się temu zrozpaczony. Okropna scena, która najwyraźniej wciąż była w naszych umysłach następnego dnia. Wszyscy uważaliśmy, że nie powinien grać, ale lekarz się nie zgodził. Sam nie jestem lekarzem. Wszedł do szatni i powiedział trenerowi Zagallo, że wszystko w porządku i chce grać. Byliśmy oszołomieni, ale jak moglibyśmy powiedzieć „nie” najlepszemu piłkarzowi na świecie? Może byłoby lepiej z Edmundo – on też był w świetnej formie, nie bylibyśmy tak zrozpaczeni i zdekoncentrowani. Francja zasłużyła na wygraną. Grali przeciwko nam świetnie.

Ostatecznie po bezbarwnym meczu Brazylia uległa Francuzom 0:3. Drugi finał mundialu zakończył się dla Cafu klęską.