Cafu – kanarek długowieczny

vp63galsbmzo3zqhgcx6

Dwa finały Ligi Mistrzów i czwarty mundial

Po MŚ w 2002 roku był bliski udania się na sportową emeryturę. Na stole leżał już kontrakt z japońskiego Yokohama F. Marinos. Wystarczyło go podpisać. Wtedy do gry wkroczył AC Milan. A Milanowi i Silvio Berlusconiemu się nie odmawia. Brazylijczyk marzył też o tryumfie w Lidze Mistrzów. Osiągnął wszystko w piłce reprezentacyjnej, chciał zatem sięgnąć szczytu także w futbolu klubowym.

Miałem udany okres w Rzymie. Ale Milan sprawił, że znów poczułem się jak młody chłopak. Kiedy podpisałem z nimi umowę, czułem się jak wtedy, gdy podpisywałem swój pierwszy kontrakt. To dla mnie bardzo ważne, że przyszedłem do tak dobrze zorganizowanego klubu. Zwycięstwo w Lidze Mistrzów byłoby niesamowitym uczuciem. Zdobycie tego tytułu jest jednym z powodów, dla którego tutaj przyszedłem.

Najpierw jednak wygrał scudetto w 2004 roku. Okazja do powiększenia kolekcji trofeów o zwycięstwo w Lidze Mistrzów nadarzyła się już rok później. Rozpędzony AC Milan dotarł do finału tych rozgrywek i nie zatrzymywał się również w nim… do czasu. Wszyscy wiemy jak skończył się tamten finał. Tragicznie dla włoskiego klubu.

To prawda, część z nas już w przerwie celebrowała wygraną z Milanem. Gdy straciliśmy dwa pierwsze gole po przerwie, byliśmy skonsternowani, a gdy wpadła trzecia, nie mogliśmy w to uwierzyć. Później zdałem sobie sprawę, że wszystko było zaprzepaszczone już przed rzutami karnymi, kiedy Szewczenko zmarnował sytuację sam na sam z Dudkiem w dogrywce.

Cafu nie zrezygnował jednak z marzeń. Dwa lata później ekipa Carlo Ancelottiego znów zameldowała się w finale. Nadarzyła się okazja do rewanżu na Liverpoolu. Brazylijczyk miał już wówczas 37 lat. Nie był podstawowym graczem. Na jego stronie grał Massimo Oddo. Cafu w decydującym starciu nie pojawił się w ogóle na boisku. Nie zmienia to faktu, że mógł sobie dopisać ten sukces do CV.

W międzyczasie zdążył jeszcze zagrać na czwartym mundialu. Znów poprowadził drużynę do boju z opaską na ramieniu. Nie udało się osiągnąć czwartego finału. Brazylijczycy odpadli w ćwierćfinale, przegrywając z Francuzami 0:1. Po turnieju Il pendolino ogłosił, że kończy reprezentacyjną karierę. Licznik jego występów zatrzymał się na liczbie 142, co stanowi do dziś niepobity rekord jeżeli chodzi o kadrę Canarinhos. Dorzucił do tego pięć bramek. Karierę klubową zakończył w 2008 roku, ostatecznie wieszając buty na kołku.

Człowiek o dwóch sercach

Gdy zapytano go dlaczego został zawodowym piłkarzem, udzielił krótkiej odpowiedzi.

Bo urodziłem się w 1970 roku.

Jak wspominałem na początku tekstu, jest to rok w którym reprezentacja Brazylii i jej lider – Pele – zdobyli trzeci tytuł mistrzowski dla swojego kraju. Alex Ferguson zażartował kiedyś, że Cafu musi mieć dwa serca, ponieważ biega przez całe spotkanie i w ogóle się nie męczy. Uwagę o „dwóch sercach” można odebrać na dwojaki sposób. W kontekście niesamowitej wydolności Brazylijczyka, a także mając na myśli dobroć, płynącą z serca zawodnika. Zawsze był na murawie typem dżentelmena.

Od lat kocha tę samą kobietę, z której imieniem na ustach podnosił Puchar Świata. Charakteryzowała go wysoka kultura osobista i wieczny uśmiech na twarzy. Luis Felipe Scolari przed finałem MŚ 2002 powiedział do dziennikarzy:

Muszę wam powiedzieć o bardzo wyjątkowym graczu. Jeśli istnieje zawodnik, który jest gotów na każde poświęcenie dla reprezentacji Brazylii, to tym graczem jest właśnie Cafu. Był moim dowódcą na boisku. Jest idealnym przykładem ofiarności i pokory.

Jest mocno związany ze swoją ojczyzną. Zarówno tą dużą, czyli Brazylią jak i tą małą, czyli Jardim Irene. Jak sam wspomina:

Wszystko, co mam zawdzięczam Jardim Irene. Mam tam wielu przyjaciół… poza tymi, którzy są w więzieniu lub nie żyją.

To ona go ukształtowała jako człowieka. Dlatego teraz on stara się odpłacić. Założył fundację, która pomaga najbiedniejszym. „Cafu fundacao” ma pod swoją opieką 350 dzieciaków.

Chcę, żeby dzieci mnie tam widziały. Chcę dać im swoją uwagę, żeby miały dobry wzór do naśladowania.

Silvio Berlusconi zaproponował mu kiedyś stworzenie akademii szkolącej obrońców działającej przy AC Milan. Nie skorzystał z tej propozycji.

Wolał wybudować dom w niebezpiecznych zaułkach Sao Paulo i wyciągnąć pomocną dłoń do ludzi, którzy wychowują się w tym samym miejscu, co kiedyś on a także aktywizować niepełnosprawne dzieci. Tak jak przystało na człowieka, który jest „100% Jardim Irene”.

RAFAŁ GAŁĄZKA

Autor: Rafał Gałązka

Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Rafał Gałązka.