Carlos Tevez – od miłości do nienawiści

Początek angielskiej przygody

Na Wyspy Brytyjskie wychowanek Boca przeniósł się 31 sierpnia 2006 roku. Tuż za swoim rodakiem podążył Javier Mascherano, a pierwszym angielskim klubem obu zawodników stał się West Ham United. Choć początki Teveza w barwach zespołu z Upton Park były niezwykle trudne, to sympatycy „Młotów” bez wątpienia dobrze wspominają go do dziś.

Zadebiutował w starciu z Aston Villą (1:1) we wrześniu 2006 roku, a pierwszego ligowego gola zdobył dopiero w marcowym spotkaniu z Tottenhamem (3:4). Argentyńczyk świetnie wykorzystał rzut wolny i tuż po tym trafieniu utonął w objęciach fanów West Hamu na trybunach. Proces aklimatyzacji w Premier League przebiegał w jego przypadku niewątpliwie długo lecz starcie z „Kogutami” możemy uznać za punkt zwrotny dla jego kariery.

W ostatnich 10 meczach zaliczył siedem trafień, co wydatnie przyczyniło się do siedmiu zwycięstw podopiecznych Alana Curbishleya. Ostatnie z nich przypadło na starcie z Manchesterem United. Dzięki trafieniu „Apacza”, zawodnicy West Hamu odnieśli skromne zwycięstwo nad faworyzowanym rywalem (1:0) i rzutem na taśmę zdołali się utrzymać w lidze.

To spotkanie dość mocno dało się we znaki Fergusonowi, który wspomniał o nim w swojej autobiografii:

Zapewniliśmy sobie tytuł w poprzednim tygodniu, ale przed meczem pouczyłem zawodników, że winni są wszystkim zwycięstwo w tym spotkaniu. West Ham natomiast musiał nas pokonać, żeby utrzymać się w Premier League. Zostawiłem na ławce Ronaldo, Giggsa i Scholesa, gdyż w kolejnym tygodniu mieliśmy grać w finale Pucharu Anglii. Przed przerwą Carlos Tévez zdobył bramkę dla West Hamu. Wprowadziłem na drugą połowę trzech naszych najlepszych zawodników, ale nadal przegrywaliśmy. Nadmierna pewność siebie, jaką wykazywał nasz zespół w tym spotkaniu, doprowadziła mnie do wściekłości.

Kto wie, może głównie z uwagi na ten mecz, były szkoleniowiec Aberdeen zapragnął sprowadzić wychowanka Boca na Old Trafford? Chęć przenosin do drużyny aktualnego mistrza Anglii wyraził również sam zawodnik, ale wówczas dały o sobie znać konsekwencje prowadzenia interesów z MSI.

Przeczytaj także: Alex Ferguson – udawana choroba i afera korupcyjna

Już na początku marca władze Premier League wykryły nieprawidłowości w kontraktach zawartych pomiędzy West Hamem, a Tévezem i Mascherano. Kością niezgody okazał się jeden z punktów regulaminu ligowego, który zabraniał udziału osób bądź firm trzecich przy podpisywaniu tego typu umów. Konsekwencje co prawda ominęły samego zainteresowanego, lecz West Ham musiał przebrnąć przez wiele batalii sądowych i wypłacić spore odszkodowania.

Sporo pracy w przeprowadzenie transferu musiał włożyć również Manchester United, gdyż w sierpniu 2007 roku nie było do końca jasne, kto posiada pełnie praw do zawodnika – West Ham czy MSI. Ostatecznie sprawa została skierowana do Trybunału Arbitrażowego, gdzie „Młoty” przegrały z kretesem. Włodarze klubu z Old Trafford uzgodniły zatem warunki dwuletniego wypożyczenia zawodnika, z możliwością jego wykupienia po upływie tego terminu. W taki oto sposób reprezentant Argentyny trafił wreszcie do topowego europejskiego klubu.

Piękne życie Czerwonego Diabła

O opisanie gry swojego byłego klubowego kolegi pokusił się pewnego razu Stephen Ireland:

Mentalność Carlosa Téveza? Od poniedziałku do piątku zrobić wymagane minimum. A w sobotę gnać na złamanie karku.

Nieustępliwy, agresywny, skuteczny – wydaje się, że napastnik o takiej charakterystyce nie mógł trafić pod skrzydła lepszego trenera niż Sir Alex Ferguson. Legendarny Szkot miał już doświadczenie we współpracy z trudnymi zawodnikami. Pod jego skrzydłami rozkwitli choćby Roy Keane czy wspomniany wcześniej Eric Cantona.

I przez długi czas wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Manchester United w sezonie 2007/2008 obronił wywalczone przed rokiem mistrzostwo Anglii oraz sięgnął po puchar Ligi Mistrzów. Nie sposób odmówić Tevezowi wkładu w te sukcesy.

Nawet jeśli nie zawsze znajdował miejsce w wyjściowym składzie, to nawet wchodząc z ławki rezerwowych, potrafił świetnie wspomóc drużynę. Tak było, chociażby w wyjazdowym spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Olympique Lyon, gdzie napastnik w samej końcówce spotkania zdołał zaliczyć wyrównujące trafienie.

Debiutancki sezon zakończył zdobyciem 19 bramek i 7 asyst we wszystkich rozgrywkach, co wydawało się być znakomitym prognostykiem w kwestii jego dalszej kariery na Old Trafford.

Kolejny sezon okazał się jednak dla Teveza niezwykle rozczarowujący. Ferguson dopiął swego i Manchester United zdołał wreszcie pozyskać Dymitara Berbatova z Tottenhamu.

Bułgar z miejsca został obdarzony sporym zaufaniem przez nowego menadżera, co oznaczało dla Argentyńczyka częste przesiadywanie na ławce rezerwowych. Jak stwierdził w swojej autobiografii Gary Neville, były zawodnik „ Młotów” utracił żar i nieustępliwość, która napędzała go w debiutanckim sezonie:

Przyjście Dimitara Berbatowa we wrześniu 2008 było wyzwaniem, do którego Tevez nie dorósł. Balansował między zespołem a ławką, zaczął się czuć niepewnie. Po pierwszym roku, gdy był ciągle głodny, zaczął odpuszczać na treningach. Nieustannie twierdził, że bolały go plecy. Bardzo polubił wizyty u masażystów. Wszyscy w United czuliśmy, że w drugim sezonie nie wkłada w grę dla tego klubu serca. Był zawiedziony transferem Berby, a Carlos jest zawodnikiem, który musi czuć się kochany. Nie potrafi być szczęśliwy, gdy zagra jeden mecz na trzy.

Wypożyczenie po zakończeniu sezonu 2008/2009 nie zamieniło się więc w transfer definitywny. Wbrew pozorom, wiele wskazuje na to, że sam wychowanek Boca mimo wszystko chciał „Czerwonym Diabłem” pozostać. Świadczyć może o tym jego zachowanie po golu strzelonemu City, gdzie napastnik pobiegł w kierunku lóż na Old Trafford, przyłożył rękę do ucha i popatrzył w kierunku Davida Gilla (były dyrektor wykonawczy Manchesteru United – przyp. red.).

Jak to przeważnie w takich wypadkach bywało, decyzja należała do Fergusona, który nie wydawał się być przekonany do kontynuowania współpracy. Na łamach swojej książki „Być liderem”, Szkot zdradził zresztą, co wpłynęło na jego plany:

Nie tyle miałem problem z Tevezem, co z Kią Joorabchianem (dyrektor MSI – przyp. red.). Miałem cały czas wrażenie, że planuje kolejny ruch dla Teveza i przez to nigdy nie miałem poczucia, że Argentyńczyk należał do United. Miałem wrażenie, że wynajmujemy go tak długo, aż Joorabchian znajdzie mu lepszą umowę gdziekolwiek indziej.

Tak oto Carlos Tevez pożegnał się z Manchesterem United. Z perspektywy czasu nie mogę pozbyć się wrażenia, że rozstanie to okazało się wyjątkowo niekorzystne dla obu stron.

Mimo problemów, jakie sprawiał po opuszczeniu Old Trafford, nie sposób deprecjonować jego udziału w stworzeniu potęgi Manchesteru City, któremu pomógł wywalczyć trofea po latach wieloletniej posuchy. Argentyńczyk z kolei najlepsze lata kariery poświęcił na odbudowanie marki klubu, który po wdrapaniu się na piłkarski Olimp, oddał go bez żalu za niewielką kwotę do Juventusu.

Mimo okazywanej niechęci, nigdy też nie był w stanie zapomnieć o trofeach wywalczonych w barwach United. Kilka miesięcy temu, z okazji zdobycia przez Boca Juniors mistrzostwa Argentyny, wspomniał bowiem:

Ten sukces jest w pierwszej trójce moich osiągnięć – tuż obok Pucharu Interkontynentalnego z Boca i Ligi Mistrzów z Manchesterem United.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…