Carlos Tevez – od miłości do nienawiści

Kontrowersyjny Obywatel

Sympatycy „Czerwonych Diabłów” z wielkim bólem muszą śledzić ligową rywalizacje w ostatnich latach. Nie dość że ich ukochana drużyna nie radzi sobie najlepiej, to najpoważniejszymi kandydatami w walce o tytuł są Liverpool i Manchester City. Nie tak dawno jednak to „Hałaśliwi Sąsiedzi” musieli patrzeć z zazdrością na sukcesy podopiecznych Fergusona, a humorów nie mogły poprawić im działania kibiców miejscowych rywali.

Przykładowo od 2002 roku fani Manchesteru United regularnie wywieszali osobliwy transparent. Odmierzał on czas od zdobycia przez rywali zza miedzy ostatniego trofeum. W 2011 roku pojawił się jednak po raz ostatni, gdyż wówczas Manchester City sięgnął po FA Cup. Koniec tej 35-letniej posuchy bolał podwójne, gdyż do zwycięstwa „Obywateli” poprowadził kapitan w osobie….Carlosa Teveza.

Argentyńczyk nie opuścił bowiem Manchesteru, lecz za kwotę 51,25 miliona euro zasilił Manchester City. Transfer ten miał być symbolem nowej ery w dziejach klubu, którego ambicje sięgają najważniejszych sukcesów. Zwycięstwo w FA Cup umożliwiło przy okazji zagranie na nosie regularnie umniejszającym im „Czerwonym Diabłom”, a wszystko za pomocą…..plakatu.

Naprzeciwko Manchester Arena zawisł bowiem wielki bilbord z podpisem: „Welcome to Manchester”. Jakby tego było mało, wielka podobizna Teveza została skierowana w kierunku Salford, skąd pochodzi wielu kibiców United.

Kontrowersyjny transfer sprawdził się również na boisku. To właśnie w barwach „Obywateli” Tévez cieszył się najlepszą dyspozycją. Szczególnie błyszczał we wspomnianym sezonie 10/11, kiedy miał udział przy 42 % bramek zdobytych przez zespół i z dorobkiem 20 trafień został królem strzelców Premier League (jak na ironię, tytuł ten dzielił z Dimitarem Berbatovem).

Roberto Mancini cenił umiejętności swojego podopiecznego do tego stopnia, że postanowił powierzyć mu wspomnianą opaskę kapitańską. Pobudki jakie stały za decyzją Włocha nietrudno zrozumieć. Chcąc wyciągnąć z Argentyńczyka to co najlepsze, wymagane było stworzenie mu atmosfery bezpieczeństwa i stabilności. Opaska miała być namacalnym dowodem na otrzymanie tego, co odebrał mu transfer Berbatova – wielkiego zaufania.

Dla postronnego widza wychowanek Boca nie mógł jednak być utożsamiany z wizerunkiem dobrego kapitana. Napastnik nigdy nie starał się w pełni zaadaptować do życia w Anglii, więc jego umiejętności w posługiwaniu się językiem angielskim ograniczyły się jedynie do znajomości podstawowych zwrotów, co nie zapewniało mu dobrej prasy.

Jeśli dodać do tego wielokrotnie wspominany trudny charakter, to niezwykle ciężko jest bronić tej decyzji.

Musiało jednak minąć trochę czasu, zanim Carlos zaczął sprawiać poważniejsze problemy swojemu pracodawcy. Zaczęło się od drobiazgów, takich jak wypowiedź, której udzielił zaledwie kilka miesięcy po przenosinach na Etihad Stadium:

To dość skomplikowane. Tam jest moja rodzina (w Argentynie- przyp. red.), pojawia się jeszcze chęć powrotu do Boca Juniors, jednak rzeczywiście myślę o zakończeniu przygody z futbolem. Jestem nieco zmęczony piłką. Chciałbym trochę więcej czasu poświęcić swojej rodzinie. Wydaje mi się, że nieco spokoju dobrze, by mi zrobiło. Poczułem smak zwycięstwa wiele razy, z czego bardzo się cieszę. Nie jest to moja ostateczna decyzja, jednak będę ją rozważał po zakończeniu mundialu(w 2010 roku – przyp.red.).

Najbardziej zapadający w pamięć był zapewne dla wielu jego specyficzny sposób „świętowania” pucharowego sukcesu z 2011 roku. Wówczas podczas zwycięskiej parady, jadąc na dachu otwartego autobusu, dał się sfotografować z transparentem opatrzonym napisem: „R.I.P Fergie”.

W ten sposób odniósł się do słów byłego menadżera: „Manchester City zdobędzie trofeum? Po moim trupie.”. Włodarze „Obywateli” natychmiast wystosowali oficjalne przeprosiny dla ligowego rywala, lecz sam Tevez nie zamierzał gryźć się w język. W rozmowie z argentyńskimi dziennikarzami powiedział:

Ferguson jest jak prezydent Anglii. Kiedy powie coś złego o piłkarzu, nikt nie każe mu przepraszać. Ale gdy ktoś zażartuje z niego, musi przeprosić. Ja nie przepraszam.

Wszystko to jednak zostałoby zapewne mu wybaczone gdyby nie incydent, który wydarzył się w trakcie spotkania Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium.

Ten, który kosztował Teveza 792 tysiące funtów kary. Historia ta ma dwie wersje. Jedna mówi nam, że napastnik odmówił Manciniemu wejścia na boisko, druga zaś informuje, jakoby zawodnik przekazał, iż nie ma zamiaru kontynuować rozgrzewki.

Niezależnie od tego co się faktycznie stało, Włoch zderzył się z problemem dyscyplinarnym, którego nie mógł już zignorować. Poza pozbawieniem Téveza kapitańskiej opaski miał mu jednocześnie przekazać:

Wracaj do Argentyny! W City jesteś skończony.

I wychowanek Boca faktycznie do ojczyzny powrócił lecz ta decyzja również pociągnęła za sobą poważne konsekwencje. Wyleciał bowiem do ojczyzny bez zgody klubu, a powrotu odmawiał aż do połowy lutego.

Manchester City nie zamierzał jedynie biernie się przyglądać występkom swojej gwiazdy i nałożył na niego karę 1,2 miliona funtów. Dodatkowo na czas jego nieobecności wstrzymał wypłacanie kontraktu, co w przypadku tygodniówki wynoszącej 200 tysięcy funtów musiało być niezwykle bolesne.

Wielu zapewne postawiło w tym momencie krzyżyk na jego karierze w Manchesterze, lecz i tym razem Tevez zaskoczył wszystkich. Udało mu się odzyskać zaufanie Manciniego i w większości pozostałych spotkań sezonu 11/12 wystąpił w podstawowym składzie. Tym samym znacząco przyczynił się do wywalczenia sensacyjnego mistrzostwa kraju przez Manchester City.

Choć można było się spodziewać w jego przypadku letniego transferu, to dał się przekonać do pozostania na Etihad Stadium w następnym sezonie. Dopiero nieudana kampania 12/13 i zwolnienie Roberto Manciniego stało się początkiem wielkiej zmiany – po siedmiu latach „Apacz” opuścił Premier League na rzecz Serie A.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…