Carlos Tevez – od miłości do nienawiści

Powrót do domu

Popularność słynnych argentyńskich piłkarzy w ojczyźnie jest zagadnieniem fascynującym. Przesadą byłoby stwierdzenie, że Leo Messi nie cieszy się zainteresowaniem swoich rodaków, lecz niewątpliwie jest postacią budzącą skrajne emocje.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest zapewne fakt, że z gwiazdorem Barcelony ciężko się utożsamiać. Nigdy nie grał w Argentynie, a ojczyznę opuścił w młodym wieku. Dodatkowo wychował się w zamożniejszej rodzinie, która zapewniła mu spokojne dzieciństwo.

Jego wizerunek kłóci się zatem z narodowym wyobrażeniem bohatera ludowego, w który Tevez ze swoją naznaczoną bliznami twarzą, przysadzistą sylwetką i nieciekawym pochodzeniem wpisywał się doskonale. Ojczyzna kochała go bezwarunkowo, co wyjaśnia, dlaczego podczas europejskiej tułaczki tak często zerkał tęsknie w jej kierunku.

Jeśli ktoś jednak spodziewał się, że już do końca kariery będzie reprezentował wyłącznie jeden klub, to chyba zapomniał z kim ma do czynienia.

Początkowa radość z przybycia wielkiego piłkarza musiała w końcu ustąpić miejsca przerażeniu, gdyż pensja, jaką inkasował w macierzystym klubie, znacznie przekraczała jego możliwości. Chcąc jeszcze trochę zarobić, ponownie spakował walizki i w grudniu 2016 roku zdecydował się przenieść się do Shanghai Shenhua. Gigantyczna pensja wynosząca około 630 tysięcy funtów miała zmotywować słynnego napastnika do walki o upragnione mistrzostwo kraju. O tym, jak wielkie nadzieje pokładali w nim Chińczycy, najlepiej świadczy sposób w jaki go w „Państwie Środka” przywitano:

Jeśli jednak zdołał się czymkolwiek wyróżnić w trakcie tego krótkiego epizodu, to całkowitym brakiem profesjonalizmu i zaangażowania. W 20 meczach strzelił zaledwie 4 gole, a drużyna z Szanghaju zajęła rozczarowujące 11 miejsce w tabeli. „Kwiat Szanghaju” zdołał jednak sięgnąć po krajowy puchar, więc mimo niewielkiego wkładu w ten sukces, Argentyńczyk mógł wpisać sobie do CV kolejne trofeum.

Przyczyny jego żałosnej formy wydają się oczywiste. Jak wielokrotnie wcześniej, w obcym kraju mocno się alienował, co musiało mocno odcisnąć piętno na jego dyspozycji. Jego były kolega z zespołu, Fredy Guarin, zdradził nieco więcej szczegółów na ten temat:

Język jest skomplikowany, wiadomo. Jedzenie też mu nie smakowało. Gdy Carlitos tutaj przyjechał, na początku prawie nic nie jadł! Któregoś razu robiliśmy grilla, zaprosiliśmy go, ale żeby przyszedł musieliśmy nie przygotowywać żadnych lokalnych dań.

Przedłużanie tej agonii dość szybko przestało mieć sens i Tévez po niecałym roku powrócił do Boca Juniors. W rodzinnych stronach pozwolił sobie na szczerą wypowiedź, która dość jasno ukazuje w jakim celu udał się na wschód:

Byłem tam przez 7 miesięcy. Czułem się jak na wakacjach, więc słusznie mnie krytykowano. Nie grałem na odpowiednim poziomie. Na boisku często zadawałem sobie pytanie: co ja tutaj robię? Chińscy piłkarze nie są naturalnie utalentowani tak, jak południowoamerykańscy czy europejscy. Nawet za 50 lat nie będą w stanie rywalizować na wysokim poziomie.

Nietrudno sobie wyobrazić, że dla marzących o zbudowaniu silnej reprezentacji narodowej chińczyków ta wypowiedź była niezwykle bolesna. Okres spędzony w Chinach zdecydowanie nie poprawił wizerunku „Apacza” w oczach świata, gdyż okazał się jedynie kolejnym wielkim nazwiskiem, które na „piłkarskiej emeryturze” nie wykazuje jakichkolwiek chęci do gry.

Wątpię jednak aby miało to jakiekolwiek znaczenie dla fanów Boca. Góra pieniędzy przywieziona z Azji pozwoliła mu na stałe zadomowić się w Argentynie, gdzie występuje do dziś, a ostatnie mistrzostwo kraju pokazuje, że mimo 36-lat na karku wciąż jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Zakończenie

Wspominając Teveza po latach, nie ma wątpliwości, że trudno go nazwać zawodnikiem wybitnym. Nawet w szczytowej formie znajdował się w cieniu najlepszych piłkarzy swoich czasów.

Miejsce w naszej pamięci zagwarantuje mu jednak własna osobowość, która uczyniła go niezwykle barwną postacią, budzącą wiele skrajnych emocji. Pod tym względem znajdował się w absolutnej czołówce i mam nadzieje, że ktoś jeszcze postara się mu w tym aspekcie dorównać.

MATEUSZ GĄDEK

Źródła

Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez Carlos Tevez