Strona główna Biografie piłkarzy Carlos Tevez – od miłości do nienawiści

Carlos Tevez – od miłości do nienawiści

biografie RetroFutbol
biografie RetroFutbol

W historii futbolu przewinęło się wielu graczy, którzy zapisali się w pamięci kibiców zarówno wielkimi umiejętnościami jak i ognistym temperamentem. Takim graczami byli, chociażby Eric Cantona i Diego Maradona, a przedstawiciele młodszego pokolenia zapewne wymawiają jedno nazwisko: Carlos Tevez.

Droga na szczyt

Dzieciństwo krnąbrnego napastnika nie należało do najłatwiejszych. Wychowywał się w ubogiej dzielnicy Fuerte Apache, gdzie miejscowe gangi nieustannie uprzykrzały życie mieszkańcom. Na domiar złego chłopca porzuciła uzależniona od kokainy matka, a ojciec został zastrzelony.

Dołącz do naszej grupy na Facebooku

Nic dziwnego zatem, że młody Argentyńczyk szukał odskoczni od trudnej rzeczywistości. I podobnie jak w przypadku wielu świetnych zawodników z Ameryki Południowej, ukojeniem okazała się piłka nożna. Nieustannie jednak towarzyszyło mu jedno marzenie – zamienić ulicę na legendarną La Bombonerę. Zapewne sam nie spodziewał się, że spełni się tak szybko.

Po kilku latach w drużynie All Boys, talent Carlosa został dostrzeżony przez Boca Juniors i już w wieku 13 lat stał się zawodnikiem „Genueńczyków”. Równie szybko, bo jako 17-latek, zadebiutował w pierwszej drużynie argentyńskiego giganta.

Swój pierwszy pobyt w macierzystym klubie okrasił mistrzostwem kraju, Copa Libertadores, Copa Sudamericana oraz Pucharem Interkontynentalnym, który udało się wydrzeć w rzutach karnych wielkiemu Milanowi. Wielu zapewne się spodziewało, że młody zawodnik jeszcze przez wiele lat będzie prowadził swój ukochany klub do wielkich sukcesów.

Los jednak bywa przewrotny i już w styczniu 2005 roku utalentowany 20-latek zasilił brazylijskie SC Corinthians Paulista. Kierunek mógł się wydawać dziwny, zwłaszcza mając na uwadze wcześniejsze sukcesy w barwach Boca.

W grę wchodziły jednak gigantyczne pieniądze. Ówczesny inwestor klubu z São Paulo, grupa Media Sport Investment, miał wielkie plany utworzenia z „Timão” kontynentalnego giganta. W tym celu nie szczędził środków, a poza pozyskanym za 22,6 miliona dolarów reprezentantem Argentyny, kadrę zespołu zasilili również Javier Mascherano, Nilmar, Carlos Alberto, a w rolę szkoleniowca wcielił się mistrz świata z 1978 roku Daniel Passarella.

Mimo początkowych trudności talent Carlosa rozkwitł, a swój pierwszy sezon naznaczył zdobyciem 25 bramek w 38 spotkaniach. Trafienia kapitana zespołu wydatnie przyczyniły się do zdobycia przez Corinthians mistrzostwa kraju. Otrzymał również nagrodę najlepszego piłkarza rozgrywek, stając się tym samym pierwszym od 1976 roku obcokrajowcem, który dostąpił tego zaszczytu.

Jak na „dream team”, drużyna z São Paulo osiągnęła jednak stosunkowo niewiele. W stanowych mistrzostwach Campeonato Paulista zajęła drugie miejsce, a z Pucharem Brazylii pożegnała się już w 1/8 finału. Równie słabo wypadła w Copa Libertadores 2006, gdzie na tym samym etapie rozgrywek szans na międzynarodowy sukces pozbawiło ich River Plate (jak na ironię, prowadzone przez Daniela Passarelle, który ze swoimi rywalami rozstał się po zaledwie dwóch miesiącach pracy).

Sytuacje pogorszyły Mistrzostwa Świata 2006, które pozbawiły „Timão” kilku ważnych graczy. Zespół został osłabiony na 8 spotkań, z których 7 zakończyło się porażką. Na drużynę spadła krytyka zawiedzionych kibiców, w której obliczu dał znać o sobie trudny charakter zawodnika.

Powróciwszy do składu, od razu zdołał wpisać się na listę strzelców, lecz wykonał przy okazji gest w stronę kibiców nakazujący uciszenie im się. Pierwsze problemy zaczęły się jednak już znacznie wcześniej. W 2005 roku podczas treningu opluł Carlosa Alberto, za co zarobił cios w twarz. Zaledwie dwa miesiące później z kolei pobił się z innym kolegą z zespołu, Marquinhosem, któremu nie podobał się agresywny styl gry napastnika. Oliwy do ognia dolewał też samymi wypowiedziami:

Wygląda na to, że nie chcą, żeby Argentyńczykowi powiodło się w brazylijskiej piłce. Jeśli nic się nie zmieni, trudno będzie mi tu pozostać.

Konflikt z nowym trenerem oraz chęć sprzedaży zawodnika do Europy przez MSI zaowocowało nieuniknionym, „Apacz” wyruszył na podbój Starego Kontynentu.

Carlos Tevez w West Ham United

Na Wyspy Brytyjskie wychowanek Boca przeniósł się 31 sierpnia 2006 roku. Tuż za swoim rodakiem podążył Javier Mascherano, a pierwszym angielskim klubem obu zawodników stał się West Ham United. Choć początki Teveza w barwach zespołu z Upton Park były niezwykle trudne, to sympatycy „Młotów” bez wątpienia dobrze wspominają go do dziś.

Zadebiutował w starciu z Aston Villą (1:1) we wrześniu 2006 roku, a pierwszego ligowego gola zdobył dopiero w marcowym spotkaniu z Tottenhamem (3:4). Argentyńczyk świetnie wykorzystał rzut wolny i tuż po tym trafieniu utonął w objęciach fanów West Hamu na trybunach. Proces aklimatyzacji w Premier League przebiegał w jego przypadku niewątpliwie długo lecz starcie z „Kogutami” możemy uznać za punkt zwrotny dla jego kariery.

W ostatnich 10 meczach zaliczył siedem trafień, co wydatnie przyczyniło się do siedmiu zwycięstw podopiecznych Alana Curbishleya. Ostatnie z nich przypadło na starcie z Manchesterem United. Dzięki trafieniu „Apacza”, zawodnicy West Hamu odnieśli skromne zwycięstwo nad faworyzowanym rywalem (1:0) i rzutem na taśmę zdołali się utrzymać w lidze.

To spotkanie dość mocno dało się we znaki Fergusonowi, który wspomniał o nim w swojej autobiografii:

Zapewniliśmy sobie tytuł w poprzednim tygodniu, ale przed meczem pouczyłem zawodników, że winni są wszystkim zwycięstwo w tym spotkaniu. West Ham natomiast musiał nas pokonać, żeby utrzymać się w Premier League. Zostawiłem na ławce Ronaldo, Giggsa i Scholesa, gdyż w kolejnym tygodniu mieliśmy grać w finale Pucharu Anglii. Przed przerwą Carlos Tévez zdobył bramkę dla West Hamu. Wprowadziłem na drugą połowę trzech naszych najlepszych zawodników, ale nadal przegrywaliśmy. Nadmierna pewność siebie, jaką wykazywał nasz zespół w tym spotkaniu, doprowadziła mnie do wściekłości.

Kto wie, może głównie z uwagi na ten mecz, były szkoleniowiec Aberdeen zapragnął sprowadzić wychowanka Boca na Old Trafford? Chęć przenosin do drużyny aktualnego mistrza Anglii wyraził również sam zawodnik, ale wówczas dały o sobie znać konsekwencje prowadzenia interesów z MSI.

Przeczytaj także: Alex Ferguson – udawana choroba i afera korupcyjna

Już na początku marca władze Premier League wykryły nieprawidłowości w kontraktach zawartych pomiędzy West Hamem, a Tévezem i Mascherano. Kością niezgody okazał się jeden z punktów regulaminu ligowego, który zabraniał udziału osób bądź firm trzecich przy podpisywaniu tego typu umów. Konsekwencje co prawda ominęły samego zainteresowanego, lecz West Ham musiał przebrnąć przez wiele batalii sądowych i wypłacić spore odszkodowania.

Sporo pracy w przeprowadzenie transferu musiał włożyć również Manchester United, gdyż w sierpniu 2007 roku nie było do końca jasne, kto posiada pełnie praw do zawodnika – West Ham czy MSI. Ostatecznie sprawa została skierowana do Trybunału Arbitrażowego, gdzie „Młoty” przegrały z kretesem. Włodarze klubu z Old Trafford uzgodniły zatem warunki dwuletniego wypożyczenia zawodnika, z możliwością jego wykupienia po upływie tego terminu. W taki oto sposób reprezentant Argentyny trafił wreszcie do topowego europejskiego klubu.

Carlos Tevez w Manchesterze Untited

O opisanie gry swojego byłego klubowego kolegi pokusił się pewnego razu Stephen Ireland:

Mentalność Carlosa Téveza? Od poniedziałku do piątku zrobić wymagane minimum. A w sobotę gnać na złamanie karku.

Nieustępliwy, agresywny, skuteczny – wydaje się, że napastnik o takiej charakterystyce nie mógł trafić pod skrzydła lepszego trenera niż Sir Alex Ferguson. Legendarny Szkot miał już doświadczenie we współpracy z trudnymi zawodnikami. Pod jego skrzydłami rozkwitli choćby Roy Keane czy wspomniany wcześniej Eric Cantona.

I przez długi czas wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Manchester United w sezonie 2007/2008 obronił wywalczone przed rokiem mistrzostwo Anglii oraz sięgnął po puchar Ligi Mistrzów. Nie sposób odmówić Tevezowi wkładu w te sukcesy.

Nawet jeśli nie zawsze znajdował miejsce w wyjściowym składzie, to nawet wchodząc z ławki rezerwowych, potrafił świetnie wspomóc drużynę. Tak było, chociażby w wyjazdowym spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Olympique Lyon, gdzie napastnik w samej końcówce spotkania zdołał zaliczyć wyrównujące trafienie.

Debiutancki sezon zakończył zdobyciem 19 bramek i 7 asyst we wszystkich rozgrywkach, co wydawało się być znakomitym prognostykiem w kwestii jego dalszej kariery na Old Trafford.

Kolejny sezon okazał się jednak dla Teveza niezwykle rozczarowujący. Ferguson dopiął swego i Manchester United zdołał wreszcie pozyskać Dymitara Berbatova z Tottenhamu.

Bułgar z miejsca został obdarzony sporym zaufaniem przez nowego menadżera, co oznaczało dla Argentyńczyka częste przesiadywanie na ławce rezerwowych. Jak stwierdził w swojej autobiografii Gary Neville, były zawodnik „ Młotów” utracił żar i nieustępliwość, która napędzała go w debiutanckim sezonie:

Przyjście Dimitara Berbatowa we wrześniu 2008 było wyzwaniem, do którego Tevez nie dorósł. Balansował między zespołem a ławką, zaczął się czuć niepewnie. Po pierwszym roku, gdy był ciągle głodny, zaczął odpuszczać na treningach. Nieustannie twierdził, że bolały go plecy. Bardzo polubił wizyty u masażystów. Wszyscy w United czuliśmy, że w drugim sezonie nie wkłada w grę dla tego klubu serca. Był zawiedziony transferem Berby, a Carlos jest zawodnikiem, który musi czuć się kochany. Nie potrafi być szczęśliwy, gdy zagra jeden mecz na trzy.

Wypożyczenie po zakończeniu sezonu 2008/2009 nie zamieniło się więc w transfer definitywny. Wbrew pozorom, wiele wskazuje na to, że sam wychowanek Boca mimo wszystko chciał „Czerwonym Diabłem” pozostać. Świadczyć może o tym jego zachowanie po golu strzelonemu City, gdzie napastnik pobiegł w kierunku lóż na Old Trafford, przyłożył rękę do ucha i popatrzył w kierunku Davida Gilla (były dyrektor wykonawczy Manchesteru United – przyp. red.).

Jak to przeważnie w takich wypadkach bywało, decyzja należała do Fergusona, który nie wydawał się być przekonany do kontynuowania współpracy. Na łamach swojej książki „Być liderem”, Szkot zdradził zresztą, co wpłynęło na jego plany:

Nie tyle miałem problem z Tevezem, co z Kią Joorabchianem (dyrektor MSI – przyp. red.). Miałem cały czas wrażenie, że planuje kolejny ruch dla Teveza i przez to nigdy nie miałem poczucia, że Argentyńczyk należał do United. Miałem wrażenie, że wynajmujemy go tak długo, aż Joorabchian znajdzie mu lepszą umowę gdziekolwiek indziej.

Tak oto Carlos Tevez pożegnał się z Manchesterem United. Z perspektywy czasu nie mogę pozbyć się wrażenia, że rozstanie to okazało się wyjątkowo niekorzystne dla obu stron.

Mimo problemów, jakie sprawiał po opuszczeniu Old Trafford, nie sposób deprecjonować jego udziału w stworzeniu potęgi Manchesteru City, któremu pomógł wywalczyć trofea po latach wieloletniej posuchy. Argentyńczyk z kolei najlepsze lata kariery poświęcił na odbudowanie marki klubu, który po wdrapaniu się na piłkarski Olimp, oddał go bez żalu za niewielką kwotę do Juventusu.

Mimo okazywanej niechęci, nigdy też nie był w stanie zapomnieć o trofeach wywalczonych w barwach United. Kilka miesięcy temu, z okazji zdobycia przez Boca Juniors mistrzostwa Argentyny, wspomniał bowiem:

Ten sukces jest w pierwszej trójce moich osiągnięć – tuż obok Pucharu Interkontynentalnego z Boca i Ligi Mistrzów z Manchesterem United.

Carlos Tevez w Manchesterze City

Sympatycy „Czerwonych Diabłów” z wielkim bólem muszą śledzić ligową rywalizacje w ostatnich latach. Nie dość że ich ukochana drużyna nie radzi sobie najlepiej, to najpoważniejszymi kandydatami w walce o tytuł są Liverpool i Manchester City. Nie tak dawno jednak to „Hałaśliwi Sąsiedzi” musieli patrzeć z zazdrością na sukcesy podopiecznych Fergusona, a humorów nie mogły poprawić im działania kibiców miejscowych rywali.

Przykładowo od 2002 roku fani Manchesteru United regularnie wywieszali osobliwy transparent. Odmierzał on czas od zdobycia przez rywali zza miedzy ostatniego trofeum. W 2011 roku pojawił się jednak po raz ostatni, gdyż wówczas Manchester City sięgnął po FA Cup. Koniec tej 35-letniej posuchy bolał podwójne, gdyż do zwycięstwa „Obywateli” poprowadził kapitan w osobie….Carlosa Teveza.

Argentyńczyk nie opuścił bowiem Manchesteru, lecz za kwotę 51,25 miliona euro zasilił Manchester City. Transfer ten miał być symbolem nowej ery w dziejach klubu, którego ambicje sięgają najważniejszych sukcesów. Zwycięstwo w FA Cup umożliwiło przy okazji zagranie na nosie regularnie umniejszającym im „Czerwonym Diabłom”, a wszystko za pomocą…..plakatu.

Naprzeciwko Manchester Arena zawisł bowiem wielki bilbord z podpisem: „Welcome to Manchester”. Jakby tego było mało, wielka podobizna Teveza została skierowana w kierunku Salford, skąd pochodzi wielu kibiców United.

Kontrowersyjny transfer sprawdził się również na boisku. To właśnie w barwach „Obywateli” Tévez cieszył się najlepszą dyspozycją. Szczególnie błyszczał we wspomnianym sezonie 10/11, kiedy miał udział przy 42 % bramek zdobytych przez zespół i z dorobkiem 20 trafień został królem strzelców Premier League (jak na ironię, tytuł ten dzielił z Dimitarem Berbatovem).

Roberto Mancini cenił umiejętności swojego podopiecznego do tego stopnia, że postanowił powierzyć mu wspomnianą opaskę kapitańską. Pobudki jakie stały za decyzją Włocha nietrudno zrozumieć. Chcąc wyciągnąć z Argentyńczyka to co najlepsze, wymagane było stworzenie mu atmosfery bezpieczeństwa i stabilności. Opaska miała być namacalnym dowodem na otrzymanie tego, co odebrał mu transfer Berbatova – wielkiego zaufania.

Dla postronnego widza wychowanek Boca nie mógł jednak być utożsamiany z wizerunkiem dobrego kapitana. Napastnik nigdy nie starał się w pełni zaadaptować do życia w Anglii, więc jego umiejętności w posługiwaniu się językiem angielskim ograniczyły się jedynie do znajomości podstawowych zwrotów, co nie zapewniało mu dobrej prasy.

Jeśli dodać do tego wielokrotnie wspominany trudny charakter, to niezwykle ciężko jest bronić tej decyzji.

Musiało jednak minąć trochę czasu, zanim Carlos zaczął sprawiać poważniejsze problemy swojemu pracodawcy. Zaczęło się od drobiazgów, takich jak wypowiedź, której udzielił zaledwie kilka miesięcy po przenosinach na Etihad Stadium:

To dość skomplikowane. Tam jest moja rodzina (w Argentynie- przyp. red.), pojawia się jeszcze chęć powrotu do Boca Juniors, jednak rzeczywiście myślę o zakończeniu przygody z futbolem. Jestem nieco zmęczony piłką. Chciałbym trochę więcej czasu poświęcić swojej rodzinie. Wydaje mi się, że nieco spokoju dobrze, by mi zrobiło. Poczułem smak zwycięstwa wiele razy, z czego bardzo się cieszę. Nie jest to moja ostateczna decyzja, jednak będę ją rozważał po zakończeniu mundialu(w 2010 roku – przyp.red.).

Najbardziej zapadający w pamięć był zapewne dla wielu jego specyficzny sposób „świętowania” pucharowego sukcesu z 2011 roku. Wówczas podczas zwycięskiej parady, jadąc na dachu otwartego autobusu, dał się sfotografować z transparentem opatrzonym napisem: „R.I.P Fergie”.

W ten sposób odniósł się do słów byłego menadżera: „Manchester City zdobędzie trofeum? Po moim trupie.”. Włodarze „Obywateli” natychmiast wystosowali oficjalne przeprosiny dla ligowego rywala, lecz sam Tevez nie zamierzał gryźć się w język. W rozmowie z argentyńskimi dziennikarzami powiedział:

Ferguson jest jak prezydent Anglii. Kiedy powie coś złego o piłkarzu, nikt nie każe mu przepraszać. Ale gdy ktoś zażartuje z niego, musi przeprosić. Ja nie przepraszam.

Wszystko to jednak zostałoby zapewne mu wybaczone gdyby nie incydent, który wydarzył się w trakcie spotkania Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium.

Ten, który kosztował Teveza 792 tysiące funtów kary. Historia ta ma dwie wersje. Jedna mówi nam, że napastnik odmówił Manciniemu wejścia na boisko, druga zaś informuje, jakoby zawodnik przekazał, iż nie ma zamiaru kontynuować rozgrzewki.

Niezależnie od tego co się faktycznie stało, Włoch zderzył się z problemem dyscyplinarnym, którego nie mógł już zignorować. Poza pozbawieniem Téveza kapitańskiej opaski miał mu jednocześnie przekazać:

Wracaj do Argentyny! W City jesteś skończony.

I wychowanek Boca faktycznie do ojczyzny powrócił lecz ta decyzja również pociągnęła za sobą poważne konsekwencje. Wyleciał bowiem do ojczyzny bez zgody klubu, a powrotu odmawiał aż do połowy lutego.

Manchester City nie zamierzał jedynie biernie się przyglądać występkom swojej gwiazdy i nałożył na niego karę 1,2 miliona funtów. Dodatkowo na czas jego nieobecności wstrzymał wypłacanie kontraktu, co w przypadku tygodniówki wynoszącej 200 tysięcy funtów musiało być niezwykle bolesne.

Wielu zapewne postawiło w tym momencie krzyżyk na jego karierze w Manchesterze, lecz i tym razem Tevez zaskoczył wszystkich. Udało mu się odzyskać zaufanie Manciniego i w większości pozostałych spotkań sezonu 11/12 wystąpił w podstawowym składzie. Tym samym znacząco przyczynił się do wywalczenia sensacyjnego mistrzostwa kraju przez Manchester City.

Choć można było się spodziewać w jego przypadku letniego transferu, to dał się przekonać do pozostania na Etihad Stadium w następnym sezonie. Dopiero nieudana kampania 12/13 i zwolnienie Roberto Manciniego stało się początkiem wielkiej zmiany – po siedmiu latach „Apacz” opuścił Premier League na rzecz Serie A.

Odrodzenie w Juventusie

Tevez przeniósł się do Juventusu za mniej niż 10 milionów funtów, co mimo jego wcześniejszych problemów wychowawczych, musi budzić spore zdumienie. Był to jednak jeden z wielu przykładów transferowego geniuszu Giuseppe Marotty, który na zasadzie wolnego transferu potrafił pozyskać takich zawodników jak Andrea Pirlo, Paul Pogba czy Dani Alves.

Włodarze włoskiego giganta zaimponowali również spostrzegawczością. Zauważyli bowiem, że aby ich nowy nabytek pokazał pełnie swoich możliwości, to musi być traktowany jak kluczowy zawodnik nowego zespołu. Przyszłość miała pokazać, że obdarzenie go takim zaufaniem było jak najbardziej słuszną decyzją.

Pierwszy sezon w Turynie był jednak średnio udany. Podopieczni Antonio Conte co prawda sięgnęli po mistrzostwo kraju, lecz kompletnie polegli w rozgrywkach międzynarodowych.

Fazę grupową Ligi Mistrzów zakończyli na trzecim miejscu za Realem Madryt i Galatasaray, a rozczarowanie przyniosły również wiosenne występy w Lidze Europy. Mistrz Włoch dotarł co prawda do półfinału rozgrywek, ale tam z kolei lepsza okazała się portugalska Benfica.

Nawet najzagorzalsi kibice Juventusu nie spodziewali się zapewne, jak odmiennych odczuć dostarczy następny sezon. Wszystko zaczęło się od zmiany trenera.

Skonfliktowany z klubowym zarządem Conte opuścił klub, a jego następcą został Massimiliano Allegri. Choć niewielu spodziewało się fajerwerków po byłym trenerze Milanu, to z perspektywy czasu możemy dostrzec, że zmiany tej włoski gigant potrzebował. W nowym ustawieniu 4-3-1-2 drużyna rozkwitła, co ostatecznie doprowadziło do mistrzostwa i pucharu Włoch.

Oznaki poprawy były jednak szczególnie widoczne w przypadku rozgrywek Ligi Mistrzów. „Stara Dama” zdołała dotrzeć aż do wielkiego finału gdzie jednak nie była w stanie pokonać FC Barcelony.

Droga do Berlina obfitowała jednak w wiele wspaniałych spotkań, które skończyły się wyeliminowaniem Borussii Dortmund, AS Monaco i Realu Madryt. Niewątpliwą gwiazdą tych spotkań był reprezentant Argentyny, który w 13 spotkaniach europejskich rozgrywek zanotował 7 trafień i 2 asysty. Szczególnie zaimponował w starciu z Realem Madryt, kiedy wywalczył rzut karny po brawurowym rajdzie.

Tévez znajdował się więc na szczycie i można się było spodziewać, że będzie prowadził Juventus do dalszych sukcesów lub przeniesie się do innego klubu z europejskiej czołówki. Ponownie jednak zszokował cały piłkarski świat.

Zdecydował, że czas opuścić wreszcie Europę i powrócić do Boca Juniors. W przeciwieństwie jednak do większości klubów europejskiej czoł wrażenia, jakie pozostawił po sobie w Turynie, mogły być wyłącznie pozytywne.

Powrót do Argentyny

Popularność słynnych argentyńskich piłkarzy w ojczyźnie jest zagadnieniem fascynującym. Przesadą byłoby stwierdzenie, że Leo Messi nie cieszy się zainteresowaniem swoich rodaków, lecz niewątpliwie jest postacią budzącą skrajne emocje.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest zapewne fakt, że z gwiazdorem Barcelony ciężko się utożsamiać. Nigdy nie grał w Argentynie, a ojczyznę opuścił w młodym wieku. Dodatkowo wychował się w zamożniejszej rodzinie, która zapewniła mu spokojne dzieciństwo.

Jego wizerunek kłóci się zatem z narodowym wyobrażeniem bohatera ludowego, w który Tevez ze swoją naznaczoną bliznami twarzą, przysadzistą sylwetką i nieciekawym pochodzeniem wpisywał się doskonale. Ojczyzna kochała go bezwarunkowo, co wyjaśnia, dlaczego podczas europejskiej tułaczki tak często zerkał tęsknie w jej kierunku.

Jeśli ktoś jednak spodziewał się, że już do końca kariery będzie reprezentował wyłącznie jeden klub, to chyba zapomniał z kim ma do czynienia.

Początkowa radość z przybycia wielkiego piłkarza musiała w końcu ustąpić miejsca przerażeniu, gdyż pensja, jaką inkasował w macierzystym klubie, znacznie przekraczała jego możliwości. Chcąc jeszcze trochę zarobić, ponownie spakował walizki i w grudniu 2016 roku zdecydował się przenieść się do Shanghai Shenhua. Gigantyczna pensja wynosząca około 630 tysięcy funtów miała zmotywować słynnego napastnika do walki o upragnione mistrzostwo kraju. O tym, jak wielkie nadzieje pokładali w nim Chińczycy, najlepiej świadczy sposób w jaki go w „Państwie Środka” przywitano:

Jeśli jednak zdołał się czymkolwiek wyróżnić w trakcie tego krótkiego epizodu, to całkowitym brakiem profesjonalizmu i zaangażowania. W 20 meczach strzelił zaledwie 4 gole, a drużyna z Szanghaju zajęła rozczarowujące 11 miejsce w tabeli. „Kwiat Szanghaju” zdołał jednak sięgnąć po krajowy puchar, więc mimo niewielkiego wkładu w ten sukces, Argentyńczyk mógł wpisać sobie do CV kolejne trofeum.

Przyczyny jego żałosnej formy wydają się oczywiste. Jak wielokrotnie wcześniej, w obcym kraju mocno się alienował, co musiało mocno odcisnąć piętno na jego dyspozycji. Jego były kolega z zespołu, Fredy Guarin, zdradził nieco więcej szczegółów na ten temat:

Język jest skomplikowany, wiadomo. Jedzenie też mu nie smakowało. Gdy Carlitos tutaj przyjechał, na początku prawie nic nie jadł! Któregoś razu robiliśmy grilla, zaprosiliśmy go, ale żeby przyszedł musieliśmy nie przygotowywać żadnych lokalnych dań.

Przedłużanie tej agonii dość szybko przestało mieć sens i Tévez po niecałym roku powrócił do Boca Juniors. W rodzinnych stronach pozwolił sobie na szczerą wypowiedź, która dość jasno ukazuje w jakim celu udał się na wschód:

Byłem tam przez 7 miesięcy. Czułem się jak na wakacjach, więc słusznie mnie krytykowano. Nie grałem na odpowiednim poziomie. Na boisku często zadawałem sobie pytanie: co ja tutaj robię? Chińscy piłkarze nie są naturalnie utalentowani tak, jak południowoamerykańscy czy europejscy. Nawet za 50 lat nie będą w stanie rywalizować na wysokim poziomie.

Nietrudno sobie wyobrazić, że dla marzących o zbudowaniu silnej reprezentacji narodowej chińczyków ta wypowiedź była niezwykle bolesna. Okres spędzony w Chinach zdecydowanie nie poprawił wizerunku „Apacza” w oczach świata, gdyż okazał się jedynie kolejnym wielkim nazwiskiem, które na „piłkarskiej emeryturze” nie wykazuje jakichkolwiek chęci do gry.

Wątpię jednak aby miało to jakiekolwiek znaczenie dla fanów Boca. Góra pieniędzy przywieziona z Azji pozwoliła mu na stałe zadomowić się w Argentynie, gdzie występuje do dziś, a ostatnie mistrzostwo kraju pokazuje, że mimo 36-lat na karku wciąż jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

Zakończenie

Wspominając Teveza po latach, nie ma wątpliwości, że trudno go nazwać zawodnikiem wybitnym. Nawet w szczytowej formie znajdował się w cieniu najlepszych piłkarzy swoich czasów.

Miejsce w naszej pamięci zagwarantuje mu jednak własna osobowość, która uczyniła go niezwykle barwną postacią, budzącą wiele skrajnych emocji. Pod tym względem znajdował się w absolutnej czołówce i mam nadzieje, że ktoś jeszcze postara się mu w tym aspekcie dorównać.

MATEUSZ GĄDEK

Źródła

Exit mobile version