Wieczorne szaleństwo w Księstwie. Monaco-Deportivo 8:3

Przed pierwszym gwizdkiem

Do pierwszego spotkania pomiędzy zespołami z Ligue 1 i Primera Division doszło w 3. kolejce. 21 października 2003 roku mistrzowie Hiszpanii z 2000 roku okazali się nieznacznie lepsi. Wygrali 1:0 po golu Diego Tristana w 83. minucie. Mecz przeszedł bez większego echa. Zdecydowanie ważniejszymi wydarzeniami tamtej serii gier była choćby porażka Interu Mediolan z Lokomotiwem Moskwa aż 0:3 czy też starcie w Lyonie, gdzie Giovane Elber stanął naprzeciwko swoich dawnych kolegów z Bayernu Monachium.

Nieodżałowany Jan Kaczmarek śpiewał, że w życiu bilans zawsze musi być na zero. Z tych słów wynikałoby, że w przypadku, gdy historia pierwszego meczu została niemal zapomniana wraz z końcowym gwizdkiem Franka de Bleeckere, to wypadałoby, żeby rewanż zapisał się w pamięci kibiców na nieco dłużej. Nikt wówczas nie przypuszczał, że mecz, który odbył się 5 listopada na Stade Louis II, na trwałe wpisze się w annały Ligi Mistrzów.

Księstwo Monako jest miejscem oferującym wiele atrakcji. Można pospacerować w okolicy słynnego kasyna, podziwiać luksusowe samochody pojawiające się na każdym kroku, wybrać się w pobliże klubu jachtowego ulokowanego przy Quai Louis II i obejrzeć warte wiele milionów pływające wille. W Księstwie znajduje się bardzo ciekawe muzeum samochodów, którymi monakijscy władcy poruszali się na przestrzeni lat. Godne polecenia jest oceanarium, na jego dachu znajduje się taras widokowy, z którego można podziwiać panoramę jednego z najmniejszych państw świata. Tak, z Monako można wyjechać z wieloma dobrymi wspomnieniami.


Stade Louis II w Monako z zewnątrz nie przypomina stadionu piłkarskiego. Fot. Przemysław Płatkowski

Odmiennego zdania byli piłkarze Deportivo la Coruna, którzy przybyli na Stade Louis II jesienią 2003 roku. Choć zwycięstwo w pierwszym spotkaniu z pewnością pozwalało im myśleć o zwycięstwie w rewanżu, to po końcowym gwizdku w szatni piłkarzy Javiera Irurety zapanowała zapewne grobowa cisza.

Spotkanie w Monako rozpoczęło się punktualnie o godz. 20:45. Drużyny wybiegły na murawę w następujących składach:

AS Monaco: Roma – Givet, Squillaci, Rodriguez, Evra – Plasil, Cisse, Bernardi, Rothen – Giuly, Prso

Deportivo la Coruna: Molina – Manuel Pablo, Jorge Andrade, Naybet, Romero – Scaloni, Sergio, Mauro Silva, Amavisca – Valeron – Pandiani

Pierwsza połowa

Niektórzy kibice stali jeszcze w kolejce po napoje i przekąski, kiedy tablica wyników pokazywała rezultat 1:0 dla gospodarzy. Już w 2. minucie Lucas Bernardi posłał długie podanie w kierunku Jerome’a Rothena, który przytomnie wykorzystał wyjście z bramki Jose Francisco Moliny i przelobował hiszpańskiego golkipera. O tym, że Molinie można wrzucić piłkę za kołnierz, przekonał się, chociażby Marek Citko w 1996 roku – to właśnie późniejszemu golkiperowi Deportivo Citko strzelił najsłynniejszego gola w swojej karierze. Rothenowi pomógł także Manuel Pablo, który nieudanie próbował przeciąć podanie głową, w rezultacie przedłużając podanie Bernardiego.

Po 11 minutach gry było 2:0 dla gospodarzy. Na listę strzelców wpisał się jeden z najważniejszych piłkarzy tamtej drużyny AS Monaco oraz jej kapitan, Ludovic Giuly. Ponownie dobrym podaniem z głębi pola popisał się Bernardi, francuski skrzydłowy przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, w polu karnym ograł Molinę i skierował piłkę do bramki przeciwnika.

Kwadrans później pierwszego gola strzelił największy bohater tamtego listopadowego wieczoru – chorwacki napastnik Dado Prso. Trzeci gol dla AS Monaco padł po rzucie rożnym. Rothen idealnie dośrodkował piłkę na głowę swojego klubowego kolegi, który mocnym uderzeniem zwiększył prowadzenie swojego zespołu.

Już w tym momencie brytyjski komentator powiedział, że spotkanie jest prawdziwym koszmarem dla obrońców Deportivo. Nie mógł wiedzieć, że najgorsze wciąż było przed nimi.

Jeszcze przed przerwą Prso zapisał na swoim koncie drugą bramkę. Blisko linii bocznej, już na połowie gości z Galicji faulowany był Patrice Evra. Rothen posłał piłkę w pole karne w kierunku Gaela Giveta, jego pierwsze zgranie piłki głową zostało wybite przez Jorge’a Andrade, drugie znalazło drogę do Chorwata, który przy dość biernej postawie Manuela Pablo i Mauro Silvy ponownie strzelił gola głową.

Brytyjski sprawozdawca nieco przewrotnie zapytał: Kto potrzebuje Morientesa? Napastnik wypożyczony z Realu Madryt nie zagrał w tym spotkaniu z powodu kontuzji uda, jednak oglądał mecz z trybun wspólnie z Raulem. W meczu przeciwko Deportivo jego koledzy wzorowo zastąpili trzykrotnego zwycięzcę Ligi Mistrzów, choć wiadomo, że w przekroju całego sezonu Morientes był jedną z najważniejszych kart w talii trenera Deschapmsa.

W końcowych minutach pierwszej połowy podopieczni Javiera Irurety przejęli inicjatywę i rozpoczęli odrabianie strat. Strzał Tristana z rzutu wolnego Flavio Roma jeszcze zdołał obronić, lecz chwilę później musiał skapitulować. Tristan otrzymał podanie od Amaviski, poradził sobie z przeszkadzającym mu Julienem Rodriguezem i pokonał włoskiego golkipera wicemistrzów Francji. Hiszpański napastnik miał nieco szczęścia, bowiem po jego strzale przeleciała między nogami Romy.

Los Blanquiazules poszli za ciosem i tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę zdobyli drugą bramkę. Ponownie rozegrali akcję przez lewe skrzydło, na którym grał Jose Amavisca. Jego podanie trafiło do Juana Carlosa Valerona. Strzał pomocnika obronił Flavio Roma, lecz Włoch odbił piłkę w taki sposób, że dopadł do niej nieupilnowany przez Patrice’a Evrę Lionel Scaloni i zniwelował stratę do dwóch goli.

Przed przerwą 10 tysięcy fanów zgromadzonych na trybunach Stade Louis II obejrzało jeszcze jednego gola. Już w doliczonym czasie gry gospodarze przeprowadzili jeszcze jedną akcję – Giuly otrzymał podanie od Rothena, obrońcom Deportivo nie udała się pułapka ofsajdowa, w wyniku czego Giuly i Prso wyszli dwóch na jednego z Moliną. Hiszpański golkiper wyszedł na 16. metr, lecz Giuly przytomnie odegrał futbolówkę do Chorwata, który tym samym mógł cieszyć się z hat-tricka.

Dado Pso mknie na bramkę Deportivo. Akcję obserwuje Jaroslav Plasil. Źródło: Pinterest

Po pierwszych 45 minutach AS Monaco prowadziło 5:2. Sytuacja Deportivo była trudna, ale w futbolu nie ma rzeczy niemożliwych – najlepiej przekonaliśmy się o tym w maju 2005 roku podczas finału Ligi Mistrzów.