Wieczorne szaleństwo w Księstwie. Monaco-Deportivo 8:3

Druga połowa

W przerwie Javier Irureta dokonał podwójnej zmiany. Posłanie na plac gry Pedro Munitisa w miejsce Manuela Pablo dawało jasny sygnał, że Deportivo zamierza powalczyć jeszcze o korzystny wynik. Boisko opuścił również Jose Francisco Molina. Bramkarz najwyraźniej miał już dość, choć jego zmiana mogła wynikać również z niezbyt dobrego samopoczucia. W październiku 2002 roku ogłosił, że zmaga się z nowotworem jądra i z powodu choroby opuścił większość sezonu 2002/03. Molina powrócił do zdrowia, choć z oczywistych przyczyn mógł nie być w pełni sił.

Miejsce mistrza Hiszpanii z 1995 roku między słupkami zajął Urugwajczyk Gustavo Munua, w tamtym czasie już blisko 26-letni zawodnik pozyskany przed sezonem z Nacionalu Montevideo, którego był wychowankiem. Występ przeciwko AS Monaco był jego debiutem w barwach Los Blanquiazules.

Nadzieje podopiecznych Javiera Irurety na odrobienie strat prysły w pierwszych czterech minutach po zmianie stron. Piłkarze Didiera Deschampsa, zupełnie jak Krzysztof Kolumb czy Alfred Nobel w piosence Wojciecha Młynarskiego po prostu robili swoje.

Szóstego gola gospodarzom podarował właśnie Munua. Przed polem karnym Urugwajczyk wybił głową piłkę zagraną w kierunku Ludovica Giuly’ego. Niezbyt rosły piłkarz i tak miałby małe szanse, żeby do niej dojść, a na nieszczęście wychowanka Nacionalu wybita przez niego futbolówka trafiła prosto pod nogi Jaroslava Plasila. Czeski skrzydłowy mocnym uderzeniem z około 30 metrów skierował piłkę do pustej bramki. Dwie minuty później czwartego gola strzelił Dado Prso, dołączając do bardzo elitarnego wówczas grona, o którym opowiem za chwilę. Była 49. minuta, a AS Monaco prowadziło 7:2. 

Ich oponentów stać było tylko na jedno trafienie w drugiej połowie. Trzy minuty po ostatnim golu chorwackiego snajpera ładną indywidualną akcję przeprowadził Diego Tristan, który minął dwóch obrońców, a w decydującym momencie akcji przerzucił piłkę nad Flavio Romą.

Wielkie strzelanie zakończyło się w 67. minucie spotkania. Pomocnik gospodarzy Edouard Cisse przeprowadził indywidualną akcję zakończoną strzałem sprzed pola karnego. Niezbyt dobrze ustawiony Munua nie zdołał odbić piłki, która wpadła do bramki w samym rogu przy dalszym słupku.

Na kwadrans przed końcem boisko opuścił największy bohater wieczoru, Dado Prso. Zastąpił go młody Emmanuel Adebayor. Deschamps dał kibicom możliwość podziękowania napastnikowi za jego wspaniałą grę. Mecz obserwowali także rodacy strzelca czterech goli, na trybunach można było dostrzec chorwackie flagi. Tuż po tej zmianie piłkarze Deportivo stworzyli sobie szansę na strzelenie gola numer cztery, jednak Roma znakomicie obronił strzał Waltera Pandianiego.

Rekord za rekordem

Francuski dziennik sportowy L’Equipe nazwał to spotkanie wieczornym szaleństwem. Trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem, bowiem takich meczów nie ogląda się często. Od tamtego momentu piłkarska Europa zaczęła patrzeć na piłkarzy Les Rouge et Blanc z szacunkiem, a nazwiska czołowych piłkarzy sukcesywnie trafiały do notesów skautów.

Wspomniałem wcześniej o elitarnym gronie, w którym znalazł się Dado Prso. Chorwat został trzecim piłkarzem w historii Ligi Mistrzów, który strzelił cztery gole w jednym spotkaniu Champions League. Wcześniej dokonali tego tylko Marco van Basten w meczu AC Milan – IFK Goeteborg w 1992 roku oraz Simone Inzaghi, który jako piłkarz Lazio Rzym czterokrotnie pokonał bramkarza Olympique Marsylia w marcu 2000 roku. Dziś to grono jest dużo szersze, a rekordowa liczba goli strzelonych w jednym meczu urosła do pięciu. Takim osiągnięciem mogą poszczycić się Lionel Messi oraz Luiz Adriano.

Ponadto uczestnicy spotkania z listopada 2003r. strzelili rekordową liczbę goli w jednym meczu Ligi Mistrzów – 11. Wynik przetrwał 13 lat – w listopadzie 2016 padło 12 goli w spotkaniu Borussia Dortmund – Legia Warszawa (8:4).

Okładka L’Equipe z 6 listopada 2003 roku. Źródło: Pintrest