Wieczorne szaleństwo w Księstwie. Monaco-Deportivo 8:3

Walka o najwyższe cele

Można wyobrazić sobie, co działo się w szatni Deportivo po ostatnim gwizdku pana Terje Hauge z Norwegii. Niezbyt często przegrywa się mecz, w którym zdobyło się trzy bramki, a jeszcze rzadziej traci się osiem goli.

Piłkarze z Galicji zostali upokorzeni w Monako, ale jak mawiał jeden z byłych polskich premierów – prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, lecz po tym, jak kończą. Zawodnicy Irurety ponownie znaleźli się na ustach piłkarskiej Europy w kwietniu 2004 roku, tym razem z zupełnie innego powodu.

AS Monaco wygrało grupę C i o punkt wyprzedziło Deportivo. W 1/8 finału teoretycznie łatwiejsze zadanie postawiono przed ekipą z Ligue 1. Na drodze podopiecznych mistrza świata z 1998 roku stanął Lokomotiw Moskwa. Mecz w stolicy Rosji padł łupem gospodarzy, którzy wygrali 2:1. W rewanżu jedynego gola strzelił niezawodny Prso i to Monaco awansowało dzięki większej liczbie goli strzelonych na wyjeździe.

Deportivo la Coruna wylosowało zwycięzcę grupy D – Juventus. Faworytem był włoski zespół, ale trzecia drużyna hiszpańskiej ligi dwukrotnie wygrała 1:0 i zameldowała się w ćwierćfinale.

W 1/4 finału obie drużyny wpadły na wielkie firmy, dwóch ostatnich zwycięzców rozgrywek o Puchar Europy. AS Monaco trafiło na Real Madryt, a Deportivo na AC Milan.

Pierwsze spotkania rozegrano w Madrycie i Mediolanie i postawiły one gigantów w korzystnej sytuacji. Real wygrał 4:2, a AC Milan 4:1. Mecz w stolicy Hiszpanii był szczególny dla Fernando Morientesa – napastnik był wciąż formalnie piłkarzem Królewskich i z tym zespołem odnosił największe sukcesy w karierze. El Moro wpisał się na listę strzelców w 83. minucie gry.

W Mediolanie Deportivo rozpoczęło strzelanie na początku spotkania – Walter Pandiani pokonał Didę. Rossoneri rozstrzygnęli spotkanie na swoją korzyść między 45. a 53. minutą, strzelając w tym czasie cztery gole.

Rewanże pokazały, że futbol jest piękny między innymi dzięki swojej nieprzewidywalności. AS Monaco musiało wygrać różnicą co najmniej dwóch goli, żeby wywalczyć awans do kolejnej rundy i pokonać zespół, który od 1998 sięgał po Puchar Europy co dwa lata, zatem zgodnie z tymi wyliczeniami kolejne trofeum powinno trafić do gabloty klubowej właśnie w 2004 roku.

Od meczu na Stade Louis II rozpoczął się trwający do końca sezonu kryzys Los Blancos. Real przegrał na Lazurowym Wybrzeżu 1:3. Dwa gole Giuly’ego i jedno trafienie Morientesa sprawiły, że kopciuszek znalazł się w gronie czterech najlepszych drużyn Starego Kontynentu. Grono półfinalistów uzupełniły Chelsea, FC Porto i… Deportivo la Coruna.

Piłkarze Irurety dokonali rzeczy niemal niemożliwej i rozbili wielki AC Milan 4:0. Przy takim wyniku nie bez znaczenia był gol Pandianiego strzelony na San Siro, ponieważ pozwolił hiszpańskiej drużynie uniknąć walki w dogrywce i wygrać dwumecz po 180 minutach walki. Bohaterami kibiców Depor byli Walter Pandiani, Juan Carlos Valeron, Albert Luque oraz Fran Gonzalez. Zespół Rossonerich rok później także przegrał niemal wygraną rywalizację, tym razem w finale Champions League, a na jego drodze stanął pewien bramkarz urodzony na Śląsku.

Przygoda zespołu z Galicji z Ligą Mistrzów zakończyła się na półfinale. AS Monaco okazało się lepsze od Chelsea, lecz w finale przegrało 0:3. Obie ekipy pogodziło FC Porto prowadzone przez Jose Mourinho.

Co dalej?

W grudniu 2017 roku przedstawiliśmy dalsze losy piłkarzy, którzy tworzyli to wielkie AS Monaco. Zespół Deschampsa wspierały miliony kibiców, którzy wcześniej nie sympatyzowali z drużyną z Księstwa. Do dziś nie brakuje głosów, że gdyby nie uraz Ludovica Giuly na początku finału Ligi Mistrzów, to Puchar Europy nie trafiłby w ręce portugalskiego zespołu. Piłkarze AS Monaco zajęli dwie czołowe lokaty w klasyfikacji strzelców rozgrywek. Najskuteczniejszy był Fernando Morientes, który dziewięciokrotnie pokonał bramkarzy rywali, a siedem goli strzelił Dado Prso.

Latem 2004 roku najlepsi piłkarze zespołu Didiera Deschampsa znaleźli zatrudnienie w innych zespołach. Fernando Morientes wrócił do Realu, a pół roku później sprzedano go do Liverpoolu. Nie ma jednak na koncie triumfu w Lidze Mistrzów z The Reds, ponieważ zagrał w tych rozgrywkach jako piłkarz Realu, strzelając m.in. dwa gole Wiśle Kraków w III rundzie eliminacji.

Lewoskrzydłowy Jerome Rothen oraz defensywny pomocnik Edouard Cisse, bohaterowie meczu z listopada 2003 roku trafili do Paris Saint-Germain. Paryżanie zostali wicemistrzami Francji i mieli zagwarantowany udział w fazie grupowej Champions League. Ich dotychczasowy klub, jako trzecia drużyna Ligi, musiał sobie to miejsce wywalczyć w eliminacjach. Z kolei Dado Prso udał się na Wyspy Brytyjskie i podpisał umowę z Glasgow Rangers.

Stade Louis II opuścił kapitan zespołu, Ludovic Giuly. Zawodnik przeniósł się do zbrojącej się FC Barcelony i już rok później mógł cieszyć się z mistrzostwa Hiszpanii, a w 2006 roku sięgnął z Katalończykami po Ligę Mistrzów.

Choć głównym bohaterom tego tekstu nie udało się sięgnąć po najważniejsze klubowe trofeum w Europie, ich droga do sukcesu jest wciąż pamiętana, a bezpośrednie spotkanie trwale zapisało się w historii tych prestiżowych rozgrywek. Chyba wszyscy życzylibyśmy sobie, aby takie historie zdarzały się jak najczęściej.

AS Monaco było bliskie powtórzenia sukcesu z 2004 roku trzynaście lat później. Po różnych perypetiach, w wyniku których zespół spadł nawet do Ligue 2, klub z Księstwa zameldował się w półfinale Ligi Mistrzów w 2017 roku. Na ostatniej prostej przed finałem musiał uznać wyższość Juventusu.

Powtórka sukcesów końca XX i początku XXI wieku, póki co nie grozi drużynie z La Corunii. Deportivo po raz ostatni zameldowało się w europejskich pucharach w sezonie 2008/09, kiedy doszło do 1/16 ostatniej edycji Pucharu UEFA. Latem 2020 roku, w dwudziestą rocznicę jedynego mistrzostwa Hiszpanii, klub spadł do trzeciej ligi i walczy o powrót do lat świetności.

PRZEMYSŁAW PŁATKOWSKI

Źródła