Diego Maradona – futbolowy geniusz

Turniej jednego aktora

Wielu ekspertów uważa, że nigdy wcześniej i nigdy później, żaden turniej o mistrzostwo świata nie był tak zdominowany przez jednego gracza, jak ten z 1986 roku. Tym razem Argentyna nie jechała jako faworyt. Na turniej zakwalifikowała się po strasznych męczarniach, a atmosfera też nie była najlepsza.

Mający problemy rodzinne Diego był skłócony z Danielem Passarellą, i mało kto się spodziewał, że będzie umiał tak się skoncentrować na piłce. Jednak w Meksyku zobaczyliśmy odmienionego Maradonę. W niczym nie przypominał wściekłego na cały świat i nieustannie faulowanego młodzieńca z hiszpańskich stadionów. Był pewny siebie, bardzo silny i w niesamowity sposób nauczył się uciekać przed faulami. Dwa lata walki z włoskimi obrońcami w Serie A przyniosły zadziwiające efekty.

Z każdym kolejnym meczem Argentyna i sam Maradona zyskiwali pewność siebie. Świetnie poukładana przez Carlosa Bilardo drużyna punktowała kolejnych rywali, a Diego prawdziwy show rozpoczął od ćwierćfinału. Mecz z Anglią i dwa, chyba najczęściej komentowane w historii gole Maradony. Słynna “Ręka Boga” i najsłynniejszy indywidualny rajd w historii mundiali. W tych dwóch bramkach zamykał się cały Diego. Wirtuoz, który nie cofnął się przed niczym, by wygrać.

Wielu potępiło go za gola strzelonego ręką, choć z drugiej strony nie potrafią oni znaleźć przykładu gracza, który w tak ważnym meczu by się do takiego oszustwa przyznał. Czy nurkowanie bez faulu w polu karnym, to jakieś inne oszustwo?

Moim zdaniem nie, a trudno znaleźć piłkarza, który choć raz tego nie próbował i wcale nie miał zamiaru się do tego przyznawać. Tak, to jest nieuczciwe, tak samo jak “pomyłki” sędziów, ustawiane mecze, czy wspomniane “nurkowanie”. Na każdym turnieju jest tego dużo, a tylko z Diego zrobiono wielkiego oszusta. Ale koniec już o tym golu, bo każdy i tak ma swoje zdanie.

Druga bramka była zaś piłkarskim arcydziełem, podobnie jak dwa gole z półfinałowego meczu z Belgią. Tak ją wspomina Jorge Valdano:

“Z początku usiłowałem dotrzymać mu kroku, żeby nie zostawiać go sam na sam z przeciwnikami, ale potem zrozumiałem, że po prostu jestem jednym z widzów. Do niczego nie mogłem się przydać, to był jego gol, bez związku z resztą drużyny, własny wyczyn Diego, który można było tylko podziwiać.”

Maradona w pojedynkę przeprowadził zespół przez ćwierćfinał i półfinał, ale w decydującym meczu potrzebował już wielkiego wsparcia od kolegów. To kolejny wielki atut Maradony, o którym teraz mało kto wspomina. Grając u jego boku, przeciętni lub co najwyżej dobrzy piłkarze grali jak gwiazdy. To nie było na zasadzie, podamy do Diego i niech on się martwi.

Maradona kreował swoich partnerów, dawał im możliwość osiągania wielkich rzeczy, zagrywał im piłki, jakich nikt inny by nie zagrał, w wielu sytuacjach dryblingiem robił przewagę i uwalniał kolegów od pilnujących ich rywali. Podwajanie czy też potrajanie krycia Maradony powodowało, że Burruchaga lub Valdano mieli mnóstwo wolnej przestrzeni. W ten właśnie sposób Argentyna pokonała Niemców w finale.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…