Finał Ligi Europy 2011: FC Porto – SC Braga

Rzadko zdarza się, by w finale europejskiego pucharu mierzyły się drużyny z jednego kraju. Oczywiście takie sytuacje mają miejsce, w ostatnich latach było kilka wewnątrzkrajowych finałów Ligi Mistrzów, a w 2014 i 2016 roku w najważniejszym meczu Champions League spotkały się nawet zespoły z jednego miasta, gdy Real Madryt rywalizował z Atletico. Były finały angielskie, hiszpańskie, niemieckie i włoskie. W sezonie 2010/11 doszło natomiast do finału portugalskiego, kiedy w walce o triumf w Lidze Europy naprzeciw siebie stanęły FC Porto i SC Braga.

Portugalski klimat

Portugalia jest krajem niezwykłym. Jej interesująca historia kojarzona jest przede wszystkim z wielkimi odkryciami geograficznymi słynnych żeglarzy. Wyróżnia się także ciekawą przyrodą, na którą składają się bogata flora i fauna. Niektóre tereny Portugalii stanowią prawdziwy raj dla ptaków. Choćby tereny Reserva Natural do Estuario do Sado – rezerwatu, w którym dostęp do niektórych miejsc jest bardzo utrudniony dla człowieka. Spokojnie żyją tam m.in. czaple purpurowe, błotniaki stawowe, szablodzioby, czarnoskrzydłe szczudłaki czy rozliczne kaczki.

Wspomnieć należy także o innym ptasim raju – Reserva Natural do Estuario do Tejo, gdzie zobaczyć można drapieżnego botniaka popielatego, czaplę purpurową, której ciało osiąga do 90 centymetrów długości, a rozpiętość skrzydeł dochodzi do niemal półtora metra. Pojawiają się tam również stada różowych flamingów.

Wrażenie może robić Estoril – wybrzeże ciągnące się 30-kilometrowym pasem od Oeiras do Cascais. Wyróżnia się złocistymi plażami i pięknymi klifami. Do tego kolorowe skały i sosny przemieszane z cytrusami tworzące królestwo dla zwierząt – Parque Natural da Arrabida. Nie możemy zapomnieć też o Serra da Estrela – najwyższych górach Portugalii ze wznoszącym się na 1993 metry n.p.m. szczytem Torre. W końcu lasy dębu korkowego, które są odporne na suszę. Drzewa w tych lasach żyją do 250 lat i osiągają wysokość do 20 metrów. Dzięki nim Portugalia dostarcza na rynki światowe aż 50 procent globalnej produkcji korka. Zresztą nie jest to jedyna zasługa tego kraju dla świata wina. Jeśli chodzi bowiem o tę dziedzinę, Portugalia ma stałe miejsce w Lidze Mistrzów.

Także kultura, tradycja i zwyczaje Portugalii są bardzo bogate i wyjątkowe. Romantycy mogą zanurzać się w melancholijnych pieśniach fado. Łowcy wrażeń znajdą emocje w walkach z bykami. Portugalska tourada różni się jednak od hiszpańskiej korridy tym, że nie jest tak krwawa. Byka się nie zabija, zaś torreador jest lepiej chroniony. Na koniec dodajmy jeszcze charakterystyczną kuchnię, wspaniałe wiejskie rezydencje czy nocny styl życia. I na tym zakończmy przegląd dóbr, jakie oferuje kraj położony na Półwyspie Iberyjskim. O Portugalii można by pisać wiele, ale w naszej opowieści musimy skupić się na futbolu.

Piłkarskie tradycje

Uważam, że Portugalia, malutki kraj z dziesięcioma milionami mieszkańców, bez potencjału ekonomicznego, bez wielkiej infrastruktury, ma futbol, który zasługuje na coś ważnego. To jest futbol, który wydał trzy Złote Piłki, dał światu Eusebio, Figo, Ronaldo… Kraj, który dał historyczną Benfikę i FC Porto triumfujące w Lidze Mistrzów, zasługuje na dwie rzeczy: wywalczyć wielki tytuł i wygrać coś jeszcze łatwiejszego: zdobyć z pomocą Hiszpanii, organizację mundialu.

Powyższe słowa wypowiedział Jose Mourinho, a przytoczyli je Juan Carlos Cubeiro i Leonor Gallardo na łamach swojej książki „Mourinho vs. Guardiola”. Od czasu, gdy utytułowany portugalski szkoleniowiec udzielił tej wypowiedzi, kilka rzeczy się zmieniło. Za sprawą Cristiano Ronaldo powiększyła się liczba Złotych Piłek dla Portugalii, a reprezentacja tego kraju wreszcie wywalczyła wielki tytuł, zdobywając w 2016 roku we Francji mistrzostwo Europy.

Portugalczycy często byli w cieniu sąsiadów z Półwyspu Iberyjskiego. Hiszpanie często nad nimi górowali, nie tylko jeśli chodzi o piłkę nożną. Ale i Portugalia ma dla futbolu ogromne zasługi. Medale mistrzostw świata i Europy pierwszej reprezentacji, wielkie sukcesy reprezentacji młodzieżowych, triumfy w europejskich pucharach Benfiki i FC Porto. To wszystko pokazuje, jak ważna na piłkarskiej mapie jest Portugalia. W sezonie 2010/11 futbol z tego kraju miał swoje święto. O zwycięstwo w rozgrywkach Ligi Europy walczyły drużyny z Porto i Bragi. Przypomnijmy, jak do tego doszło.

Droga FC Porto

Porto jest drugim co do wielkości miastem Portugalii oraz najważniejszym ośrodkiem przemysłowym północnej części kraju. Znane jest głównie z pracowitości swoich mieszkańców. Stare portugalskie powiedzenie mówi: „Braga się modli, Coimbra studiuje, Lizbona się bawi, Porto pracuje”

Tak na łamach wydanej przez „Przegląd Sportowy” publikacji „Wielkie kluby Europy. FC Porto” opisano miasto, w którym siedzibę ma jeden z największych portugalskich klubów.

Miejscowość, która w 2001 roku pełniła funkcję kulturalnej stolicy Europy, słynie z wina, mostów i muzyki jazzowej. Posiada średniowieczne Stare Miasto, które w 1996 roku zostało wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Przez cały rok w Porto organizowane są festiwale, festyny i imprezy. Ale fanom piłki nożnej miasto kojarzy się z jednym – z klubem, który dwukrotnie okazywał się najlepszy w najważniejszych europejskich rozgrywkach.   

FC Porto na przestrzeni lat osiągał duże sukcesy w europejskiej i światowej piłce. Do dziś wspomina się wspaniałą drużynę, w której bramce stał Józef Młynarczyk. Ekipa z polskim bramkarzem w 1987 roku weszła na szczyt europejskiego piłkarstwa, sięgając po Puchar Europy Mistrzów Krajowych. Niedługo później zespół „Smoków” dołożył do tego triumf w Pucharze Interkontynentalnym.

W 2003 roku, pod wodzą wspomnianego Mourinho, nadeszła kolejna fala sukcesów. Najpierw łupem klubu padł Puchar UEFA. Rok później w Porto radowano się niespodziewanym zwycięstwem w Lidze Mistrzów, które okraszone zostało Pucharem Interkontynentalnym.

W opisywanym w tym tekście sezonie 2010/11 FC Porto nie miało problemów z wywalczeniem awansu do fazy pucharowej Ligi Europy. Pewnie wygrało grupę, tylko raz tracąc punkty – w meczu z Besiktasem. Drużyna ze Stambułu potrafiła w jednym ze spotkań zremisować z Portugalczykami. Na wyjeździe „Smoki” zwyciężały. Dwukrotnie wygrywały z CSKA Sofia i Rapidem Wiedeń. Pierwsze miejsce w grupie było jak najbardziej zasłużone.

W 1/16 finału rywalem była Sevilla. Portugalczycy przegrali w Andaluzji 1:2, ale u siebie zwyciężyli hiszpańską drużynę 1:0 i awansowali dzięki bramce zdobytej na wyjeździe. Łatwiejsza przeprawa czekała na nich w kolejnej rundzie. Tam zanotowali bowiem dwa zwycięstwa (2:1 i 1:0) nad CSKA Moskwa.

Jeszcze łatwiej było w ćwierćfinale. FC Porto znów mierzyło się z rywalem z Rosji. Wygrane 5:1 i 5:2 nad Spartakiem Moskwa dały przepustkę do najlepszej czwórki. W półfinale również nie było wątpliwości, że to portugalska drużyna jest lepsza. Tym razem o sile „Smoków” przekonał się Villareal. W pierwszym spotkaniu Porto wygrało 5:1. Rewanż wygrała „Żółta łódź podwodna” (3:2), ale niewiele to Hiszpanom dało. FC Porto zameldowało się w finale.

Droga SC Braga

Rozmodlone miasto. Braga stanowi kolebkę chrześcijaństwa w Portugalii i uchodzi za ostoję katolickiego konserwatyzmu. Nazywana jest także czarnym miastem, gdyż na jej ulicach często spotkać można było przede wszystkim zakonników.

To tam mieści się Se – najstarsza w kraju katedra. Zwiedzić można Muzeum Sztuki Sakralnej. Najstarsze krucyfiksy i kielichy mszalne znajdujące się w tym muzeum pochodzą z X wieku. Warto wspomnieć też o Praca da Republica, czyli stanowiącym serce miasta placu Republiki.

Klub piłkarski z Bragi nie jest tak słynny i utytułowany jak opisane powyżej FC Porto. SC Braga nie może pochwalić się żadnym triumfem w międzynarodowych rozgrywkach. Jej dorobek na arenie krajowej w porównaniu do „Smoków” również wygląda bardzo ubogo.

Perełką jest stadion, który wyróżnia się na tle piłkarskich obiektów. Estadio Municipal de Braga to istne arcydzieło. Został otwarty w 2003 roku i był jedną z aren mistrzostw Europy w roku 2004. Posiada jedynie dwie wysokie trybuny. Tym, co nadaje mu wyjątkowości, jest to, że za jedną z bramek znajduje się lita skała.

Sezon 2010/11 był dla SC Braga najbardziej udany pod względem występów w europejskich pucharach. Droga do finału Ligi Europy wiodła przez Ligę Mistrzów. Z występu w fazie grupowej tych rozgrywek kibice Bragi nie mogli być do końca zadowoleni. Wprawdzie ich drużyna pokonała u siebie Arsenal, ale w Londynie przegrała aż 0:6. Dwukrotnie okazała się słabsza od Szachtara Donieck, nie zdobywając w rywalizacji z Ukraińcami ani jednej bramki. Lepiej było w spotkaniach z Partizanem Belgrad. Dwa zwycięstwa nad Serbami dały trzecie miejsce w grupie, które gwarantowało udział w 1/16 finału Ligi Europy.

Tam na Bragę czekał Lech Poznań, dla którego ten sezon był pamiętny. Piłkarze „Kolejorza” sprawili fanom polskiej piłki dużo radości, wychodząc w Lidze Europy z bardzo trudnej grupy, w której rywalizowały także Manchester City, Juventus i Red Bull Salzburg. Mecze z tymi zespołami mocno zapisały się w historii naszego futbolu. Braga okazała się jednak za silna. W stolicy Wielkopolski Lech wygrał 1:0, ale w Portugalii gospodarze odrobili straty, zwyciężając 2:0. Wspomniany  Estadio Municipal de Braga był prawdziwą fortecą. W 1/8 finału Braga pokonała tam Liverpool 1:0. W rewanżu padł bezbramkowy remis, dzięki czemu drużyna z Półwyspu Iberyjskiego niespodziewanie weszła do najlepszej ósemki.

W ćwierćfinale zadecydowała bramka zdobyta na wyjeździe – konkretnie w Kijowie. Wynik 1:1 u siebie stawiał Dynamo w trudnej sytuacji. W rewanżu Braga wykorzystała atut własnego boiska. Nie dała sobie strzelić gola. Sama również nie znalazła drogi do bramki, ale awans znów padł łupem piłkarzy z Portugalii. Tym samym, w półfinałach znalazły się aż trzy drużyny z tego kraju. Obok Bragi i Porto, w najlepszej czwórce rozgrywek zobaczyć można było Benfikę.

I właśnie zespół z Lizbony stanął na drodze Bragi. Znów wyjazdowy gol okazał się być na wagę złota. W stolicy Benfica wygrała 2:1, ale u siebie Braga znów była górą. Skromne 1:0 wystarczyło. FC Porto i SC Braga awansowały do wielkiego finału Ligi Europy

Finał

Areną meczu finałowego był Aviva Stadium w Dublinie. Na murawę irlandzkiego obiektu piłkarze FC Porto i SC Braga wybiegli 18 maja 2011 roku. Ich rywalizację oglądało z trybun pond 45 tysięcy widzów. O godzinie 20.45 hiszpański sędzia Carlos Velasco Carballo dał zawodnikom sygnał do rozpoczęcia spotkania.

Już na początku Braga mogła objąć prowadzenie. Custodio, mając przed sobą tylko bramkarza, zamiast dać radość kibicom swojej drużyny, przestrzelił z kilkunastu metrów. Kilka minut później pierwszy raz zagrożenie pod bramką rywala stworzyło Porto. Ładną akcją popisał się Hulk, który minął dwóch obrońców i oddał strzał w kierunku bramki strzeżonej przez Artura. Piłka przeszła jednak nad poprzeczką.

Drużyny nie stwarzały wielu poważnych sytuacji. „Smoki” przeważały. Celne strzały oddawała także Braga, ale stojący między słupkami bramki Porto Helton radził sobie z nimi bez problemów.

W 43. minucie miała miejsce najważniejsza sytuacja tego wieczoru. Freddy Guarin przeprowadził akcję prawą stroną, ograł dwóch obrońców Bragi i precyzyjnie podał do Radamela Falcao. Niepilnowany Kolumbijczyk uderzył głową i dał prowadzenie drużynie FC Porto.

W przerwie szkoleniowiec SC Braga Domingos Paciencia zareagował, dokonując dwóch zmian. Wprowadzony przez niego Mossoro na początku drugiej połowy mógł doprowadzić do remisu, ale świetną interwencją popisał się Helton.

Braga nieco się otworzyła, zaczęła częściej atakować, ale inicjatywa wciąż była po stronie Porto. Drużyna Andre Villasa-Boasa kontrolowała przebieg meczu. Braga poważnie zagroziła bramce przeciwnika dopiero w doliczonym czasie, kiedy z kilkunastu metrów minimalnie przestrzelił Albert Meyong.

W końcu rozbrzmiał ostatni gwizdek. FC Porto pokonało SC Braga 1:0 i wygrało Ligę Europy. Europejskie trofeum znów padło łupem „Smoków”. Falcao z siedemnastoma golami został królem strzelców rozgrywek. Braga na pierwsze międzynarodowe trofeum wciąż musiała czekać.   

Na koniec warto wspomnieć, że w kadrze FC Porto był polski bramkarz Paweł Kieszek. Przez lata ceniono go w Portugalii, zwłaszcza w późniejszych latach, kiedy występował w Vitorii Setubal, GD Estoril-Praia oraz Rio Ave. Wcześniej był nawet zawodnikiem SC Braga. Niestety, nie zagrał w żadnym spotkaniu tamtej, zwycięskiej dla Porto edycji Ligi Europy. 

Zakończenie

Sezon 2010/11 był dla FC Porto szczególnie udany. Pokazali się z dobrej strony nie tylko w Lidze Europy, ale również w rozgrywkach krajowych, gdzie zdobyli dublet. SC Braga w rozgrywkach ligowych uplasowała się na czwartym miejscu.

Był to sezon szczególny dla portugalskiego futbolu. Aż trzy drużyny z tego kraju znalazły się w najlepszej czwórce Ligi Europy. Później Porto i Braga nie docierały w tych rozgrywkach tak daleko. Na powtórzenie takich wyników oba kluby wciąż czekają.

W kolejnym sezonie FC Porto rywalizowało w Lidze Mistrzów. Zajęło trzecie miejsce w grupie, a w Lidze Europy odpadło w 1/16 finału po wysokiej porażce w dwumeczu z Manchesterem City. SC Braga wygrała grupę w Lidze Europy, ale w fazie pucharowej przegrała rywalizację z Besiktasem. Obu drużynom nie udało się więc nawiązać do ich niedawnych sukcesów.

Kampanię 2010/11 kibice w Portugalii z pewnością jednak wspominają do dziś. Dwie drużyny w finale europejskiego pucharu to wielki sukces ligi portugalskiej, wydarzenie, które będzie już zawsze zajmowało szczególne miejsce w historii tamtejszego piłkarstwa. Dekadę temu wiele europejskich krajów mogło Portugalii zazdrościć.

Źródła
  • Juan Carlos Cubeiro, Leonor Gallardo – „Mourinho vs. Guardiola”
  • Kazimierz Kunicki, Tomasz Ławecki, Magdalena Patryas – „Cuda świata. Portugalia. 100 kultowych rzeczy, zjawisk, miejsc” – publikacja wydana przez „Rzeczpospolitą”
  • Michał Kołodziejczyk – „Wielkie kluby Europy. FC Porto” – publikacja wydana przez „Przegląd Sportowy”
  • FC Porto zwycięzcą Ligi Europejskiej! Braga nie dała rady dopiero w finale. Artykuł gol24.pl autorstwa Daniela Kawczyńskiego z 18 maja 2011 roku