Czy piłka nożna mówi po angielsku?

Czas czytania: 6 m.
0
(0)

W środowisku futbolowym od lat panuje przekonanie, jakoby piłkarze inteligencją nie grzeszyli. Na szczęście zawodników rozlicza się z gry. Nie musimy słuchać, co mówią, oglądać jak robią z siebie błaznów w programach typu „Gwiazdy, o których nikt nie słyszał, kąpią się w błocie”. Piłkarze są od kopania piłki. Gdy strzelają gole, wszystko jest cacy. Cała reszta nie ma wtedy znaczenia.

Co nie znaczy jednak, że nie można się do nich przyczepić.

Jest wielu piłkarzy, którzy pomimo wielkiej kariery piłkarskiej i „inteligencji boiskowej”, nie powiela tej cechy poza murawą. Analogicznie możemy obserwować piłkarzy, którzy brylują w reklamach, ale ciężko oskarżać ich o bycie elokwentnym w wywiadach / życiu prywatnym (przynajmniej na tyle, na ile jesteśmy w stanie je poznać).

Język futbolu jest podobno uniwersalny. Za równie uniwersalny uważa się język angielski. Nie jest specjalnym odkryciem stwierdzenie, że w futbolu język angielski ma jeszcze większe znaczenie. Nie oczekujemy od piłkarzy, żeby mówili płynną angielszczyzną i cytowali Szekspira, ale spodziewamy się, że będą w tym języku komunikatywni… szczególnie jak grają w klubie wyspiarskim. Nie jest to jednak takie oczywiste.

Leo Messi i jego angielska bierność

Po tym, jak prawdopodobnie najlepszy piłkarz w historii piłki nożnej trafił do Stanów Zjednoczonych, najpewniej będzie musiał nauczyć się podstawowych zwrotów, natomiast jak dotąd nie dał on po sobie poznać, jakoby interesował go inny język, niż język futbolu.

Nie pojmujemy, jak to możliwe, że Leo Messi, geniusz, wizjoner, Bóg futbolu, facet, który od lat swą grą przyciąga przez telewizory piłkarskich bzików, jak i blade w temacie gospodynie domowe, gość, który z kontraktów reklamowych zgarnia rocznie więcej, niż urząd skarbowy z prywaciarzy, nie mówi po Angielsku.

Messi wygląda mi na kogoś, kogo piłka uratowała przed przeciętnością. Futbolowi musi zawdzięczać wszystko. Gdyby nie on, rozpakowywałby kartony w pierwszym lepszym magazynie w Rosario, w najlepszym wypadku roznosiłby listy. Nie sądzimy, by w razie niepowodzenia w sporcie został prawnikiem, lekarzem czy architektem. To nie jest ktoś pokroju Mathieu Flaminiego, ktoś z głową na karku i smykałką do interesów. Choć z drugiej strony może właśnie dlatego Messi jest artystą, a Flamini to tylko rzemieślnik. Historia zapamięta tylko tych największych.

Sergio Aguero – prawie, jak Messi

Aguero to jedna z wielu gwiazd argentyńskiej piłki, ale też jednocześnie ogromny pechowiec. Wystarczyło przejść na emeryturę, żeby Manchester City zdobył potrójną koronę a Argentyna mistrzostwo świata. Należy jednak oddać napastnikowi, że wypracował sobie statut legendy w Manchesterze. I najzabawniejsze w tym jest to, że pomimo lat spędzonych w mieście „przypominającym tył lodówki” – jak to określiła żona Davida De Gei, Argentyńczyk potrafił straszyć swoją angielszczyzną. Co prawda Aguero potrafi dogadać się po angielsku, jak polski hydraulik na robocie, ale jednak można było spodziewać się wjęcej.

I kiedy wydaje ci się, że gorzej już być nie może… na białym koniu wjeżdza.

Carlos Tevez – mr. not to speak

Tevez potwierdza tezę panującą w środowisku futbolowym, jakoby piłkarze inteligencją nie grzeszyli. Mało tego… napastnik wprowadza to przekonanie na wyższy poziom – Piłkarze to analfabeci.

Bóg dał Tevezowi sprawne nogi i wielkie serce do gry, przez co na talent do języków zabrakło już miejsca. Argentyńczyka w 2006 roku sprowadził do siebie West Ham, ale inteligencja zadziornego napadziora z Buenos Aires przeraziła działaczy z Upton Park, którzy przystali na ofertę Manchesteru United. Tevez grał na Old Trafford dwa lata, jednak zarówno jego erudycja, jak i gra w piłkę nie zwaliła z nóg Sir Alexa Fergusona, w związku z czym Argentyńczyk przeszedł do City.

Roberto Mancini postawił na pragmatyzm – nie interesowało go, czy Tevez potrafi policzyć po angielsku do jednego, jak i to, ile książek przeczytał w ostatnim kwartale (Kto wie, być może jedyną rzeczą, którą Argentyńczyk w życiu czytał, była tabela Premier League na koniec sezonu. W 2012 roku była to lektura nadzwyczaj przyjemna, choć z nieco elektryzującym zakończeniem). Dla Manciniego liczyło się tylko to, że Tevez strzela bramki i poprawnie wykonuje boiskowe polecenia – które notabene wyjaśniał mu po hiszpańsku jego rodak Pablo Zabaleta.

Wielu trenerów uważa, że do zostania świetnym piłkarzem potrzebna jest inteligencja. Carlos Tevez to najlepszy dowód, że owe stwierdzenie ma się nijak do rzeczywistości.

Siedem lat gry w Anglii i zero języka. Być może jest to także oznaka braku szacunku. Wobec trenera, kolegów z zespołu, ale zwłaszcza wobec kibiców. Ludzie kupują dla ciebie bilety, wieszają sobie nad łóżkiem plakaty, na których jesteś, zdzierają gardła, wykrzykując twoje nazwisko, noszą je na plecach. Nie możesz powiedzieć, że utożsamiasz się z nimi, jeśli przez siedem lat nawet nie spróbowałeś nauczyć się ich języka. Możesz strzelić jakieś 15 bramek w sezonie i po każdej z nich składać palce w serduszko, możesz skakać w trybuny i całować herb – nie ty pierwszy i ostatni, ale ignorując język, ignorujesz także swoich fanów, którzy w tym języku mówią.

Nawiasem mówiąc, z tym całowaniem herbu wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że w międzyczasie zmienia się kolor koszulki. Oczywiście, dopóki będziesz strzelać gole, kibice będą cię kochać i nie będzie obchodziło ich, czy uczysz się języka, ale wystarczy, że obniżysz formę, a od razu wypomną ci twe lenistwo.

Siedem lat (niedokładnie oczywiście, ale zaokrąglijmy do równych siedmiu), 84 miesiące, 365 tygodni, 2555 dni. Na Boga, nie mówcie mi, że czas pędzi jak szalony. Albo, że dla Południowców angielski jest straszny. Straszne to jest przez 7 lat żyć w obcym kraju i nie ogarnąć języka. Siedem lat, cały czasu szmat. Ludzie w ciągu 7 lat kończą studia medyczne, schodzą się, rozchodzą, rozwijają swe firmy, z pozycji pucybuta windują aż nam szczyt.

Co do szczytu…Burdż Chalifa w Dubaju, najwyższy budynek świata. Wraz z iglicą zamontowaną na dachu wieżowiec mierzy 828 metrów. Do jego powstania wykorzystano 31 tysięcy ton stali. Budowa trwała niespełna pięć lat. Carlos Tevez nie potrafił nauczyć się języka przez siedem.

Nie tylko Argentyńczycy kłócą się z angielskim

Neymar też próbował. Trochę portugalskiego, trochę angielskiego, prawdziwie lingwistyczna sałatka! Przydałyby się napisy.

A jeśli już jesteśmy przy sałatkach. Joel Santana, były trener reprezentacji RPA nie widzi w łączeniu języków niczego złego. Miesza portugalski z angielskim jak na imprezie trunki.

Dla kontrastu. Tak angielskim posługują się Niemcy.

Można? Można. Oczywiście ktoś powie, że to niesprawiedliwe punktować językową impotencję Messiego, skoro Argentyńczyk nigdy nie grał w Anglii jak choćby Ronaldo. Co do Portugalczyka, to tu potwierdza się różnica między nim a Messim, wyrażona w etosie pracy (i dbałości o naukę języka).

Początki zawsze bywają trudne.

Jestem pewien, że Ronaldo prędzej czy później i tak nauczyłby się języka – nawet jeśli jego transfer do klubu z Old Trafford nigdy nie doszedłby do skutku. Bo czy Mats Hummels grał kiedyś w Premier League? Czy Wesley Sneijder był piłkarzem Tottenhamu? Nawet Zlatan Ibrahimovic zanim trafił do Manchesteru United, mówił już językiem Windsdorów.

Jestem w stanie zrozumieć, że w Europie poziom edukacji stoi wyżej niż w Ameryce Południowej. Że dzieci we Francji mają lepsze ubrania, telefony i perspektywy niż ich rówieśnicy w Ekwadorze czy Boliwii. Rozumiem także, że nie każdy ma głowę do języków. Nie wyjaśnia to jednak braku chęci do nauki. Tak, chęci to w tym przypadku słowo klucz. Chcieć znaczy móc.

Ktoś powie, że bogactwo zwalnia z konieczności znajomości języków. Jakimś dziwnym trafem Ionowi Țiriacowi, rumuńskim tenisiście i biznesmenowi, majątek wyceniany na 2 miliardy dolarów nie przeszkodził w biegłym posługiwaniu się w ośmioma językami.

Uważamy, że znajomość języka angielskiego, a przynajmniej chęć jego nauki przez piłkarza wyraża, jak zaradny życiowo potrafi on być. To także test na ambicję i inteligencję. Po angielsku komunikuje cały świat sportu, mody, mediów czy biznesu i znajomość języka może piłkarzowi tylko i wyłącznie pomóc w rozwinięciu działalności pozapiłkarskiej, gdy już zawiesi korki na kołku. A jak wskazują badania, 60 procent zawodników Premier League w ciągu pięciu lat po zakończeniu kariery zostaje bankrutami. Niezwykle ważne jest więc, by mieć jakiś plan i pomysł na siebie.

Messiemu bieda nie grozi. Z pieniędzy, które dotychczas zarobił dzięki piłce, wykarmi swe pra-pra-pra wnuki i bynajmniej na talerzu nie pojawi się chleb z cukrem. Bez wątpienia jednak znajomość angielskiego ułatwiłaby Argentyńczykowi życie. Na kolejnych galach i konferencjach prasowych nie potrzebowałby tłumacza przekładającego mu z angielskiego na hiszpański najprostsze kwestie w stylu „ Leo, jak oceniasz dzisiejszy mecz? „. Messi nie miałby problemu z wypadającą słuchawką czy tłumaczem mającym akurat katar i zatkane ucho.

Jest jeszcze jeden bardzo istotny aspekt, o którym muszę wspomnieć. W futbolu możliwe jest wszystko – dziś grasz w Barcelonie, jutro kupuje cię PSG, a za rok jedziesz do USA. Każdego można kupić, bo każdego można sprzedać. Wszystko jest tylko kwestią ceny.

Ale tyle o Messim. Pamiętajcie o nauce języków. Nie bądźcie jak…

Z angielskim problem miał także Lassana Diarra.

Ale też nie mogło zabraknąć polskiego akcentu:

A teraz ci, z których warto brać przykład

Lingwistycznym specem w środowisku trenerskim jest José Mourinho. Portugalski szkoleniowiec zna angielski, włoski, hiszpański i francuski. Podobnymi umiejętnościami mogą pochwalić się Guus Hiddink, Leo Beenhaker i Carlo Ancelotti.

Słynna konferencja prasowa Giovanniego Trapattoniego w języku naszych zachodnich sąsiadów. Włoch trenował Bayern Monachium dwukrotnie: w latach 1994-1995 oraz 1996-1998

Po niemiecku przemawiał także Louis van Gaal. Skojarzenia nasuwają się same.

Brazylijczyk Kaka, Laureat Złotej Piłki w 2007 roku, udowadnia, że zawodnicy z Ameryki Południowej także potrafią. Widzisz, Leoś, jak się chce, to można.


Gary Lineker, 80-krotny reprezentant Anglii wielokrotnie podkreślał, jak ważna jest dla niego nauka języków obcych. Dzięki znajomości hiszpańskiego i japońskiego napastnik mógł swobodnie rozmawiać z innymi kolegami z drużyny, co znacząco poprawiało jego pozycję w grupie, jak również przyspieszało aklimatyzację. W latach 1986-1989 był zawodnikiem Barcelony.

Michael Bradley, reprezentant Stanów Zjednoczonych, były gracz takich zespołów jak Heerenveen, Roma czy Borussia Mönchengladbach także radzi sobie całkiem nieźle.


A tutaj Steve McManaman mówiący po hiszpańsku. Rewelacji może i nie ma, ale Anglik na pewno nie ma się czego wstydzić.

Wśród polskich piłkarzy także można doszukać się kilku poliglotów.

Lingwistyczne talenty przejawia chociażby Grzegorz Krychowiak, Robert Lewandowski. Konkurencję w tyle zostawia jednak Łukasz Szukała, który prócz znajomości niemieckiego, francuskiego i angielskiego, potrafi komunikować się także po rumuńsku i turecku.

Pamiętajcie, że nauka angielskiego nie musi być trudna, nie musicie być jak Sylwuś Miauczyński, którego przepytywał ojciec Adam. Ten sam, który w wewnętrznym monologu żalił się, że nigdy już angielskiego nie posiądzie.

Jest wiele sposobów na naukę języka (ale nie tylko). Istnieją platformy, które specjalizują się w dostarczaniu wartościowych kursów online

Artykuł powstał we współpracy z Sciente.pl – platformie kursów online.

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 0 / 5. Licznik głosów 0

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians — przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie, to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku.

Więcej tego autora

Najnowsze

Alfred Hajos – sportowy człowiek renesansu

Zbliżają się Letnie Igrzyska Olimpijskie. Już wkrótce w Paryżu o medale rywalizować będą zawodnicy z całego świata. Z tej okazji warto poznać sylwetkę wyjątkowego...

Japońscy sportowcy w Białogardzie – historia olimpijskiego zgrupowania

Mało kto wie, że w mieście Białogard w województwie zachodniopomorskim, znanym do tej pory przede wszystkim jako miejsce urodzenia prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, przebywała ekipa...

„Ja, kibic” – recenzja

Pozycja „Ja, Kibic”, która pojawia się w Polsce ponownie nakładem SQN Polska to powrót do przeszłości – do lat 80, kiedy w Anglii kultura...