Geniusz Rivaldo. Wspominamy mecz Barcelona – Valencia z 2001 roku

Starcie

Skład FC Barcelony
Zestawienie Valencii

Po pierwszym gwizdku obie ekipy rzuciły się sobie do gardeł. I to dosłownie. Ayala potraktował łokciem Overmarsa, Sergi nerwowo dyskutował z rywalami, Puyol szalał w pojedynkach główkowych z Carewem. Determinacja i agresja z obu stron, mieszała się jednak ze znakomitymi zagraniami. Świetnie na skrzydle wyglądał Marc Overmars, którego szybkość, krótkie prowadzenie piłki i znakomity balans ciała, co chwilę wprowadzała Jocelyna Anglomę w tarapaty.

Pojedynki zapomnianego już trochę dzisiaj francuskiego weterana z holenderskim skrzydłowym, stanowiły niewątpliwie jedną z największych atrakcji całego spotkania. A oglądający to spotkanie dzisiaj mogli zobaczyć, na kim wzorować się mógł w tamtym czasach sam Arjen Robben.

Zespół z Valencii nie pozostawał jednak dłużny. Świetne wrażenie robił trójkąt Aimar – Kily Gonzalez – Carew, któremu kilkukrotnie udało się wyrwać od krycia lub zagrać składną akcję, zakończoną strzałem. Nieźle wyglądał też duet Baraja – Albelda, który skutecznie ryglował środek pola.

Trochę ukryty w pierwszej fazie spotkania był Rivaldo. Wiadome jednak było, że jeden z najlepszych wówczas piłkarzy świata w pewnym momencie odpali. I zrobił to w sumie w tym najmniej spodziewanym…

Wymiana

Determinacja z obu stron skutkować musiała dużą ilością fauli. Siłą rzeczy zaczęły się one pojawiać w okolicach pola karnego, a po jednym z nich piłkę na 30. metrze mógł ustawić właśnie Rivaldo. Odległość duża, w bramce jeden z najlepszych bramkarzy świata – Santiago Canizares. Uderzenie. Cudo. Spójrzcie zresztą sami.

Świetne uderzenie Brazylijczyka ominęło mur, a rotacja umożliwiła zmieszczenie piłki między słupkiem, a wyciągniętym jak struna Canizaresem. Katalończycy mieli swojego gola i mogli ruszyć za ciosem. Chwilę później Simao Sabrosa trafił w poprzeczkę, a Barcelona zdawała się powoli przejmować kontrolę nad meczem.

Valencia miała jednak pomysł jak stanąć nogi i wyprowadzić cios. Remedium na jej problemy okazały się stałe fragmenty gry, z których jeden udało się zamienić na bramkę, dzięki świetnemu uderzeniu głową Barajy. Golazo del Valencia – mógł krzyknąć komentator, a jego reakcji zdecydowanie nie można było dziwić. Był to kolejny gol, któremu urody w trakcie tego wieczoru nie można było odmówić urody. W kolejnych minutach Valencia nie zrezygnowała z prób po rzutach rożnych, a zagrożenie stanowił zwłaszcza król gry w powietrzu – Roberto Ayala.

Rivaldo jednak już wiedział, że to będzie jego wieczór. W ciągu kolejnych kilku minut kilka razy świetnie uwolnił się spod krycia Barajy lub Albeldy, próbując tworzyć przewagę i nakręcając akcje gospodarzy. Świetnie wyglądało zwłaszcza jedno z minięć w środku pola, zakończone płaskim podaniem uruchamiającym Overmarsa na skrzydle.

W trakcie kolejnego z jego prób, Rivaldo udało się minąć Kily’ego Gonzaleza i znakomicie uderzyć zza pola karnego, obok próbującego reagować Canizaresa. Był to praktycznie ten sam punkt i ta sama odległość, z której Brazylijczyk pokonał bramkarza „Nietoperzy” po raz pierwszy. Zdawało się, że dla Rivaldo nie ma znaczenia czy piłka stoi, czy się porusza. Nie ważne było także czy jest jeden rywal do minięcia czy też dwóch. Jego celem było zwycięstwo.

Popisy Rivaldo pozwoliły Katalończykom na zejście na przerwę przy prowadzeniu 2:1. Valencia nie zamierzała jednak odpuszczać. Można wręcz powiedzieć, że nieważne co Rivaldo i spółka by wyczyniali, zawodnicy Cupera zawsze mieli jakiegoś asa w rękawie, który umożliwiał im utrzymanie czwartego miejsca w lidze. I tym asem po raz kolejny okazał się Baraja, który wykorzystał świetne dośrodkowanie Fabio Aurelio i po raz drugi pokonał Dutruela. Stadion ucichł, a koledzy Barajy rzucili się na niego w bramce Barcelony. Tak jakby chcieli pokazać, że nic nie jest im w stanie zabrać tego remisu.