Thierry Henry – kula w armacie

Henry

Długoletnie obserwowanie piłkarskich zmagań niesie ze sobą spore niebezpieczeństwo. Na przestrzeni lat łatwo bowiem związać swoje uczucia z określonymi jednostkami i deprecjonować jakość ich następów, często o wiele lepszych. I tak jak dla wielu kibiców ten „prawdziwy Ronaldo” włada brazylijską odmianą języka portugalskiego, to dla mnie najwspanialszym środkowym napastnikiem, jakiego miałem okazję oglądać, był Thierry Henry.

Na temat miejsca Arsène’a Wengera w historii futbolu można mieć różne zdanie. Jedni docenią jego rewolucyjne podejście do etyki pracy sportowca oraz zaadaptowanie w brytyjskich warunkach pięknego stylu gry, opartego na szybkiej wymianie podań. Inni zaś wypomną Francuzowi bolesny upadek Kanonierów, którzy z pozycji giganta zostali sprowadzeni do walki o samą możliwość występów w Lidze Mistrzów. Jedno jest jednak pewne, niemal wszystko, co dobre w karierze trenerskiej Francuza wiąże się z bohaterem tego tekstu. Ciężko wskazać inny duet trenera i zawodnika tak od siebie zależny. Tylko razem byli w stanie się wznieść się na wyżyny swoich możliwości i nieraz się o tym przekonali.

Dzieciństwo

Thierry Henry urodził się 17 sierpnia 1977 r. w Les Ulis, małym miasteczku w okolicach Paryża. Jego rodzice przenieśli się w te strony z Antyli Francuskich, poszukując lepszych warunków do życia. Ojciec przyszłej legendy francuskiego futbolu, Antoine, mocno angażował się w rozwój swojego syna i regularnie zabierał go na spotkania oraz obozy piłkarskie. W ten sposób nastolatek szlifował swoje umiejętności, co zapewniło mu pewne miejsce w młodzieżowych drużynach Les Ulis.

Nie spędził tam zbyt wiele czasu, gdyż dość szybko jego talent został dostrzeżony przez Thierry’ego Pretta. Był on poszukiwaczem talentów i pracował dla półprofesjonalnej drużyny z Viry-Chatillon do lat 15. Wspomniany zespół słynął wówczas ze świetnej pracy z młodzieżą, co dość szybko przekonało Antoine do umożliwienia synowi podążania tą ścieżką kariery. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę, a młody Thierry zdobył oszałamiające 77 bramek w zaledwie 26 spotkaniach. Warto dodać, że chwilę po dołączeniu do klubu napastnik był bliski porzucenia marzeń o piłkarskiej karierze, a wszystko z powodu smutnego wydarzenia, jakim dla młodego chłopca musiał być rozwód rodziców.

Wytrwałość jednak popłaciła i tuż przed czternastymi urodzinami Henry rozpoczął treningi w Akademii Clairefontaine Francuskiej Federacji Piłkarskiej. Było to niezwykłe wyróżnienie, gdyż aby dostąpić tego zaszczytu musiał zostać wybrany spośród 25 chłopców. W tym właśnie miejscu młody Francuz poznał część swoich przyszłych kolegów z kadry narodowej takich jak William Gallas, Louis Saha i Nicolas Anelka.