Thierry Henry – kula w armacie

Długoletnie obserwowanie piłkarskich zmagań niesie ze sobą spore niebezpieczeństwo. Na przestrzeni lat łatwo bowiem związać swoje uczucia z określonymi jednostkami i deprecjonować jakość ich następów, często o wiele lepszych. I tak jak dla wielu kibiców ten „prawdziwy Ronaldo” włada brazylijską odmianą języka portugalskiego, to dla mnie najwspanialszym środkowym napastnikiem, jakiego miałem okazję oglądać, był Thierry Henry.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Na temat miejsca Arsène’a Wengera w historii futbolu można mieć różne zdanie. Jedni docenią jego rewolucyjne podejście do etyki pracy sportowca oraz zaadaptowanie w brytyjskich warunkach pięknego stylu gry, opartego na szybkiej wymianie podań. Inni zaś wypomną Francuzowi bolesny upadek Kanonierów, którzy z pozycji giganta zostali sprowadzeni do walki o samą możliwość występów w Lidze Mistrzów. Jedno jest jednak pewne, niemal wszystko, co dobre w karierze trenerskiej Francuza wiąże się z bohaterem tego tekstu. Ciężko wskazać inny duet trenera i zawodnika tak od siebie zależny. Tylko razem byli w stanie się wznieść się na wyżyny swoich możliwości i nieraz się o tym przekonali.

Dzieciństwo

Thierry Henry urodził się 17 sierpnia 1977 r. w Les Ulis, małym miasteczku w okolicach Paryża. Jego rodzice przenieśli się w te strony z Antyli Francuskich, poszukując lepszych warunków do życia. Ojciec przyszłej legendy francuskiego futbolu, Antoine, mocno angażował się w rozwój swojego syna i regularnie zabierał go na spotkania oraz obozy piłkarskie. W ten sposób nastolatek szlifował swoje umiejętności, co zapewniło mu pewne miejsce w młodzieżowych drużynach Les Ulis.

Nie spędził tam zbyt wiele czasu, gdyż dość szybko jego talent został dostrzeżony przez Thierry’ego Pretta. Był on poszukiwaczem talentów i pracował dla półprofesjonalnej drużyny z Viry-Chatillon do lat 15. Wspomniany zespół słynął wówczas ze świetnej pracy z młodzieżą, co dość szybko przekonało Antoine do umożliwienia synowi podążania tą ścieżką kariery. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę, a młody Thierry zdobył oszałamiające 77 bramek w zaledwie 26 spotkaniach. Warto dodać, że chwilę po dołączeniu do klubu napastnik był bliski porzucenia marzeń o piłkarskiej karierze, a wszystko z powodu smutnego wydarzenia, jakim dla młodego chłopca musiał być rozwód rodziców.

Wytrwałość jednak popłaciła i tuż przed czternastymi urodzinami Henry rozpoczął treningi w Akademii Clairefontaine Francuskiej Federacji Piłkarskiej. Było to niezwykłe wyróżnienie, gdyż aby dostąpić tego zaszczytu musiał zostać wybrany spośród 25 chłopców. W tym właśnie miejscu młody Francuz poznał część swoich przyszłych kolegów z kadry narodowej takich jak William Gallas, Louis Saha i Nicolas Anelka.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…